Real wrócił z dalekiej podróży. Pora na stabilizację?

Share on facebook
Share on twitter
(201210) -- MADRID, Dec. 10, 2020 (Xinhua) -- Karim Benzema (R) of Real Madrid celebrates after scoring during the UEFA Champions League group B football match between Real Madrid and Borussia Monchengladbach in Madrid, Spain, Dec. 9, 2020. (Photo by Edward F. Peters/Xinhua)
2020.12.09 Madryt
Pilka nozna Liga Mistrzow
Real Madryt - Borussia Monchengladbach
Foto Xinhua / PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

Real Madryt po ciężkiej przeprawie wychodzi z pierwszego miejsca z grupy B i walczy dalej w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Czy w obecnej dyspozycji Królewscy będą w stanie zajść na sam szczyt europejskich rozgrywek?

       Nie jest tajemnicą, że mecze w fazie grupowej nie do końca poszły po myśli zarówno zawodników oraz pracowników klubu, jak i samych kibiców. Po losowaniu mówiło się, że awans jest obowiązkowy i bez większego wysiłku powinno się to udać. Tymczasem stało się zupełnie odwrotnie i nic nie było pewne aż do ostatniego gwizdka w rewanżowym meczu z Borussią Moenchengladbach. Jedną z przyczyn takiej sytuacji były również problemy kadrowe, które są w tej chwili kłopotem w wielu klubach ze względu na częstotliwość rozgrywania spotkań. Od początku sezonu ponad połowa obecnego składu przechodziła przez różne infekcje lub urazy, co też bardzo mocno odbiło się na wynikach. Zawodnicy, którzy mieli pomóc odbudować drużynę po odejściu Cristiano Ronaldo, okazali się niezbyt pomocni. Mowa tu głównie o Edenie Hazardzie, który póki co lepiej sprawdziłby się w fabryce porcelany, aniżeli na boisku.

    W celu łatwiejszej analizy najlepiej będzie streścić każde z 6 spotkań, które Real rozegrał w tegorocznej edycji Champions League.

  • 21 października, Real Madryt – Szachtar Donieck (2-3)

Osobiście uważam, iż był to jeden z najgorzej zagranych przez Królewskich meczów, jakie przyszło mi w życiu obejrzeć. Szachtar przyjechał w dosyć mocno okrojonym składzie po (jak się przed meczem wydawało) najmniejszy możliwy wymiar kary. Oczywiście można tu mówić o tym, że Real grał bez Ramosa i kilku innych podstawowych piłkarzy, co jednak nie zmieniłoby prognoz. Mecz został rozegrany całkowicie pod dyktando gości. W pierwszej połowie dało się odnieść wrażenie, że Los Blancos za wszelką cenę próbują stracić każdą zdobytą przez siebie piłkę – nie wychodziło im po prostu nic. Drugie 45 minut mogło dać nadzieję na korzystny rezultat, jednak po dwóch szybkich bramkach Modricia i Viniciusa nie stało się już zbyt wiele. Najbardziej po tym wszystkim szkoda postawionych pieniędzy i przegranych kuponów.

  • 27 października, Borussia Moenchengladbach – Real Madryt (2-2)

Po pierwszym spotkaniu w grupie wielu myślało, że gorzej już być nie może. I faktycznie gorzej nie było. Problem w tym, że było niewiele lepiej. Najlepiej pasującym do tego meczu opisem jest jeden z topowych komentarzy Dariusza Szpakowskiego z Fify: „Niewykorzystane okazje lubią się mścić”. Real w pierwszej połowie starał się, jak tylko mógł, aby zamknąć rywala w obrębie własnego pola karnego. I to się udało, Borussia oddała jeden celny strzał w pierwszych 45 minutach. Szkoda tylko, że był to też jedyny gol, jaki w tej odsłonie padł. Królewscy drugą część zaczęli podobnie, jak cały mecz – wysoko ustawiony pressing i gra na połowie przeciwnika. Gospodarze wyprowadzają pierwszy groźniejszy atak i… mamy 2:0. Podejrzewam, że już w tamtym momencie znalazło się kilka osób, które szukało potencjalnych rywali dla kluby ze stolicy w Lidze Europy. I dopiero po stracie 2 goli Real zaczął przekuwać swoje sytuacje w bramki, wyrywając tym samym w końcówce spotkania punkcik pocieszenia.

Fot. Sipa/PressFocus
  • 3 listopada, Real Madryt – Inter Mediolan (3-2)

Był to mecz o wszystko dla Realu. Gdyby wówczas przegrali, mogliby pakować już walizki i walczyć o miejsce gwarantujące grę w LE. Na szczęście, jak na jedną z najlepszych drużyn świata przystało – presja nie wywarła na zawodnikach zbyt dużego wrażenia i po prostu zrobili to, co musieli zrobić, czyli zdobyli 3 punkty. Strzelaninę rozpoczął Benzema, a już 8 minut później prowadzenie podwyższył Sergio Ramos, dla którego była to szczególna, bo setna bramka w koszulce Królewskich. Szybko jednak kontakt złapał Inter po bramce Lautaro Martineza i do końca pierwszej połowy było już spokojnie. Przy bramce wyrównującej dla Interu, warto byłoby spytać Vazqueza, gdzie wówczas odleciał myślami. Całe szczęście reszta drużyny stąpała twardo po ziemi, a na 10 minut przed końcem zwycięstwo zapewnił 19-letni Rodrygo. Jak się okazuje Real zaczyna zdobywać punkty dopiero w sytuacjach, w których wisi nad nimi widmo blamażu. Ucieczka spod toporu wstydu zaliczona.

  • 25 listopada, Inter Mediolan – Real Madryt (0-2)

To był Real, którego gra mogła naprawdę cieszyć. Królewscy jechali do Mediolanu bez podstawowych zawodników, a mimo to byli stanie całkowicie wyłączyć z gry Inter, który też jakoś bardzo nie naciskał, aby stanąć do walki z przyjezdnymi. Już w 7 minucie wynik otworzył Hazard z rzutu karnego, dla którego miał to być gol niosący przełamanie (nic bardziej mylnego). Goście próbowali pójść za ciosem, ale nieskutecznie. Za ciosem poszedł natomiast Vidal, który dzięki swojej dyskusji z sędzią w ciągu minuty obejrzał 2 żółte kartki i udał się wcześniej niż wszyscy do szatni. Real dalej atakował, aż w końcu w 59 minucie wynik podwyższył… Hakimi, który po uderzeniu Rodrygo pięknie dołożył nogę, odbierając ostatni cień nadziei dla Interu.

  • 1 grudnia, Szachtar Donieck – Real Madryt (2-0)

Po raz kolejny chciałbym zapalić świeczkę, dla wszystkich, którzy obstawiali to spotkanie, licząc na pewne zwycięstwo gości. Real potrzebował tego zwycięstwa, aby już spokojnie myśleć o fazie pucharowej, ale i tym razem Szachtar okazał się drużyną lepszą. Tym razem nie można tu mówić o niewykorzystanych setkach, czy bardzo bliskich sytuacjach – Królewscy atakowali, ale nie stwarzało to zbyt wielkiego zagrożenia. Gospodarze konsekwentnie wykorzystali wszystkie luki i zgarnęli 3 punkty z głowami podniesionymi naprawdę wysoko. Warto zaznaczyć, że Szachtar przez całą fazę grupową zdobył łącznie 5 bramek. Po krótkiej analizie matematycznej można zauważyć, że strzelili oni tylko do siatki jednej drużyny.

  • 9 grudnia, Real Madryt – Borussia Moenchengladbach (2-0)

Mecz o być albo nie być dla drużyny ze stolicy Hiszpanii. Jeśli przegraliby to spotkanie, graliby w Lidze Europy pierwszy raz w swojej historii, co byłoby prawdopodobnie największą niespodzianką obecnego sezonu. Real jednak nie zamierzał się poddać – mecze o wielką stawkę nie są dla nich niczym nowym i piłkarze wiedzieli, po co wychodzą na boisko. Od samego początku zaznaczyli swoją dominację na boisku i nie zamierzali odpuszczać. Poskutkowało to dubletem Benzemy, który ustawił już resztę spotkania. Swoją cegiełkę mógł dołożyć także Modric, ale znalazł się na pozycji spalonej. Dzięki temu Królewscy wychodzą z grupy z pierwszego miejsca i pozostają w grze o najważniejsze klubowe trofeum. Szkoda tylko Wojciecha Kowalczyka, który liczył, że ugości Real Madryt w Gdańsku podczas finału LE.

Fot. Xinhua / PressFocus

Podsumowując, Królewskim udało się uniknąć olbrzymiej kompromitacji i pewnym jest, że ta drużyna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Nie zmienia to jednak faktu, że potrzebują oni kubła zimnej wody, bo przy obecnych wahaniach będzie ciężko wznieść jakiekolwiek trofeum na wiosnę. Zidane może na tyle swobodnie obracać drużyną, że na wielkie zmęczenie wszystkich zawodników nie ma co liczyć. Oby jednak wszelkie roszady były wykonywane z głową. Przed drużyną Los Blancos ciężkie derby Madrytu, ale jeśli utrzymają poziom z meczu z Borussią, to 3 punkty powinny pozostać na Alfredo di Stefano. Wiadomo, że zdarzają się wpadki (mecze z Deportivo Alaves, Valencią i Cadiz), ale Real jest stworzony, aby walczyć o najwyższe cele i takie spotkania trzeba po prostu wygrywać, jeśli chce się wznosić najważniejsze trofea.

Pozostaje wierzyć, że Hazard w końcu stanie na wysokości zadanie i chociaż częściowo załata dziurę, która została po odejściu CR7. Osobiście cały czas widzę Królewskich w roli faworyta do wygrania LM w tym sezonie, ale muszą grać zdecydowany i przede wszystkim skuteczny futbol. Ostatnie 2 miesiące były głównie zależne od urazów, jakich nabawili się zawodnicy i na pewno wiele zrobił brak Ramosa, który nawet jak nie świeci najjaśniej, to jego obecność na boisku zawsze daje poczucie komfortu i bezpieczeństwa w grze obronnej.

W mojej opinii ciężko grać super piłkę, jeśli co kilka dni wypadają kluczowi zawodnicy, co skutkuje słabym rozegraniem meczowym i ewentualnym niedogadaniem w kolejnych spotkaniach. Koronawirus niestety nie bierze jeńców i trzeba sobie radzić z zaistaniałą sytuacją na tyle, na ile to możliwe. Real już udowodnił, że jak chcą i muszą wygrać, to przychodzi im to z łatwością. Teraz czas na pokazanie tego przez resztę sezonu.

Kacper Kołat