Przekorny los Stali Mielec. Ivi zapewnia zwycięstwo w ostatniej chwili

Share on facebook
Share on twitter
2020.10.17 Zabrze
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Gornik Zabrze - Rakow Czestochowa
N/z Ivan Lopez
Foto Rafal Rusek / PressFocus

2020.10.17 Zabrze
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Gornik Zabrze - Rakow Czestochowa
Ivan Lopez
Credit: Rafal Rusek / PressFocus

Przed meczem z Rakowem Częstochowa piłkarze Stali Mielec liczyli na to, że przeciwnik wyjdzie na potyczkę na podkarpaciu podmęczony zwycięstwem w Pucharze Polski. I faktycznie, przez dłuższy czas Raków był cieniem własnego siebie i do 90. minuty zapowiadało się, że gospodarze zdobędą jakże cenny punkt, potrzebny w walce o utrzymanie. I wszystko by się udało, gdyby nie….Grzegorz Tomasiewicz, który w bezmyślny sposób w ostatniej minucie sfaulował w polu karnym Kamila Piątkowskiego. Jedenastkę na gola w doliczonym czasie gry pewnie zamienił Ivi Lopez, który zapewnił częstochowianom trzy punkty.

,,Wybitny wieszcz” polskiej piosenki, Zenon Martyniuk śpiewał, że ,,los chce z nim grać w pokera, raz mu daje, raz zabiera”. Ta sentencja idealnie pasuje do Stali Mielec, która w sobotni wieczór wygrała niespodziewanie w samej końcówce z Lechem Poznań 2:1, po bramkach z rzutu autu i błędach defensywy ,,Kolejorza”. Dzięki zwycięstwu podopieczni Włodzimierza Gąsiora ucieknęli na trzy punkty ostatniemu Podbeskidziu i gdyby zdobyli chociaż punkt z Rakowem, do utrzymania byłoby już bardzo blisko. Oba zespoły zagrały bardzo asekuracyjnie, tak jakby zdając sprawę, że ucieszą się po meczu nawet z punktu.

Trzeba jednak nadmienić, że Stal była bardziej aktywna. Kolejne trafienie w sezonie chciał zdobyć środkowy obrońca, Marcin Flis, który jako jedyny w pierwszej połowie oddał celny strzał na bramkę. Obrońca mielczan w drugiej części gry także nie odpuszczał i był bardzo blisko zdobycia gola, ale kapitalną paradą popisał się Dominik Holec, który uchronił Raków od niebezpieczeństwa. Częstochowianie grali przez pierwsze 60 minut słabo, ale obudzili się po wejściu Iviego Lopeza. Groźną sytuację okazję strzelecką stworzył Petr Schwarz, ale trafił w słupek.

Z każdą minutą Raków był coraz groźniejszy, a trener Gąsior jakby pogodził się z tym, że trzeba bronić wyniku i wpuścił za ofensywnie usposobionych Maka i Domańskiego, Prokicia i obrońcę Żyro. Jak się okazało taktyka na postawienie autobusu w ostatnich 15 minutach nie sprawdziła się, choć to głównie zasługa Grzegorza Tomasiewicza. W doliczonym czasie gry, środkowy pomocnik Stali sfaulował w polu karnym Kamila Piątkowskiego, a sędzia Wojciech Myć wskazał na wapno. Z 11 metrów Ivi Lopez pewnie pokonał Rafała Strączka i sprawił, że Raków wyprzedził w tabeli drugą do tej pory, Pogoń Szczecin.

Stal była bardzo blisko wywalczenia korzystnego wyniku, który mógł przybliżyć ją do utrzymania, a tak musi się wciąż martwić o swój los. Odetchnęli więc ,,Górale” z Bielska-Białej, którzy zamykają ligową tabelę. Zwycięstwo Rakowa sprawia, że liga będzie ciekawsza, bo wciąż nie wiemy kto jest blisko spadku. Stal w najbliższej kolejce zagra z Legią, a Podbeskidzie z zamieszaną w walkę o utrzymanie, Wisłą Płock. Być może już w najbliższy weekend dowiemy się kto znajdzie się o krok od degradacji.

Stal Mielec – Raków Częstochowa 0:1 (0:0)

Bramki: Ivi Lopez 90+3′

Żółte kartki: Czorbadżijski – Piątkowski

Stal Mielec: Strączek – de Amo, Flis, Czorbadżijski – Granlund, Forsell, Tomasiewicz, Domański (77′ Żyro), Getinger – Kolev, Mak (77′ Prokić)

Raków Częstochowa: Holec – Arsenić, Niewulis, Piątkowski – Długosz (75′ Cebula), Poletanović, Schwarz, Kun – Tijanić, Wdowiak (56′ Ivi Lopez) – Arak (90′ Szelągowski)

Sędzia: Wojciech Myć (Lublin)

MVP: Ivi Lopez (Raków)