„Przejście do Pogoni będzie dla Kamila Grosickiego szansą, by udowodnić, że przewyższa umiejętnościami polską ligę”

Share on facebook
Share on twitter
E9dNPU2WEAMeDdb

W sobotę jak grom z jasnego nieba gruchnęła informacja o powrocie na stare śmieci Kamila Grosickiego. Mianowicie: jeden z najlepszych polskich skrzydłowych w historii zasilił Pogoń Szczecin. I choć przeciwnicy tego ruchu (mniejszość) w „Grosiku” widzieć będzie piłkarskiego emeryta, niechcianego gracza spadkowicza z Premier League – West Bromich Albion – to Ekstraklasa znajduje się aktualnie w takim miejscu, że ruch ze sprowadzeniem 33-latka, zdaje się być tym z gatunku ekskluzywnych. O niezbyt udanym pobycie reprezentanta Polski w West Bromwich Albion porozmawialiśmy z Joe Chapmanem, angielskim dziennikarzem, zajmującym się właśnie byłym zespołem naszego rodaka.

Na wstępie chciałbym zapytać Cię, czy pozyskanie Kamila Grosickiego przez West Bromwich Albion odbiło się wśród Waszych fanów szerokim echem? Wszak niecodzienne są transfery wychodzące z Anglii do Polski. Nasza liga to dla Was raczej peryferie futbolu…

– Tak, widoczne jest zainteresowanie naszych kibiców tym, gdzie zagrają byli piłkarze West Bromu. Między innym ze względu na to, że Grosicki był jednym z siedmiu czy ośmiu piłkarzy, którzy latem pożegnali się z naszym klubem, a kilku z nich wciąż nie znalazło sobie nowego pracodawcy. Zatem tak, informacja o Kamilu pojawiła się w angielskich mediach.

Cofając się nieco w czasie – mimo całkiem przyzwoitego początku, gdzie apetyty zostały rozbudzone – Grosicki asystował chociażby w debiucie, miał udział przy awansie do Premier League w sezonie 2019/20 w sezonie – to koniec końców przygoda reprezentanta Polski z West Bromem, jest roczarowaniem…

– Mimo wszystko uważam, że ściągnięcie Grosickiego było początkowo całkiem dobrym ruchem. Walczyliśmy o awans, a Kamil jako doświadczony zawodnik wydatnie pomógł zespołowi w osiągnięciu tego celu, nie obciążając przy tym nadmiernie klubowego budżetu. Gdy udało się awansować, liczono, że wizja gry w Premier League skusi innych, lepszych piłkarzy do przejścia do West Bromu. Tak się jednak nie stało, dlatego na skrzydłach polegaliśmy głównie na Matheusie Pereirze i Callumie Robinsonie, którzy szczerze mówiąc mogli liczyć na znacznie większe zaufanie Slavena Bilicia.

Powiedziałeś o zaufaniu trenera, czy nie jest Twoim zdaniem tak, że to w pewnym momencie właśnie jego zabrakło najbardziej?

– Sądzę, że Slaven Bilić postrzegał przydatność polskiego skrzydłowego podobnie do mnie. I był to transfer „krótkowzroczny” taki, z którym nie wiązano jakiejś długofalowej wizji. Grosickiego ściągnięto do West Bromwich Albion po prostu po to, by wzmocnić rywalizację podczas walki o awans do elity i poszerzyć głębie składu. W podobnej sytuacji znalazł się chociażby Charlie Austin. Nikogo nie zdziwiło zatem, że z obydwoma piłkarzami bez żalu pożegnano się tego lata.

Czyli Twoim zdaniem od początku plan na Grosickiego był taki, by pomógł w awansie, a potem jakoś to będzie…

– Zwróćmy uwagę na to, że Kamil podpisał zaledwie 1,5-roczny kontrakt. Jak już wspomniałem, priorytetem pionu sportowego było wtedy ściągnięcie jeszcze jednego skrzydłowego. Jednak niekoniecznie miał on być zawodnikiem, od którego ówczesny trener West Bromu – Slaven Bilić – miał zaczynać ustalanie składu. Ot zwyczajne uzupełninie kadry.

Gdy West Brom objął Sam Allardyce sytuacja Grosickiego nie uległa niestety poprawie…

– W styczniu Grosicki otrzymał kilka szans – zagrał między innymi z Blackpool, Wolves czy West Hamem, ale nie przekonał do siebie szkoleniowca. Przypuszczam jednak, że już wtedy Polak stał na przegranej pozycji, a szansę, które otrzymywał, mogły być próbą przykucia uwagi potencjalnego kupca. Nottingham Forest było mocno zdeterminowane, by pozyskać skrzydłowego, natomiast transakcja ostatecznie nie doszła do skutku i Grosicki pozostał w West Bromwich. Pomimo że zespół spadł Sam Allardyce nie korzystał z usług Polaka, zamiast tego wolał stawiać na wspomnianego już Pereirę.

Gdy Kamil Grosicki nie zdecydował się przejść do Nottingham, w Polsce pojawiły się głosy o braku ambicji, o nastawieniu na pieniądze… Później zabrakło powołania na EURO…

– Miałem okazję obserwować Polaka wielokrotnie w zespole do lat 23 West Bromu i szczerze mówiąc nie wyróżniał się tam zbytnio, a tego oczekiwałbym od piłkarza tej klasy w zespole rezerw. Przejście do Pogoni będzie dla niego szansą, by udowodnić, że wciąż przewyższa umiejętnościami polską ligę. Powraca do zespołu, w którym już kiedyś występował. Wiem, że pojawiały się teraz także oferty z Turcji, natomiast nie jestem pewien, czy Kamil zasłużył swoją grą na taki ruch. Mnie na pewno nie dziwi też brak powołania do polskiej kadry. Wszak piłkarz, który nie gra w klubie nie powinien liczyć na grę w reprezentacji… Co do pieniędzy, to niech każdy zastanowi się sam. Nie jest niczym dziwnym, że 33-latek u schyłku kariery, patrzy także na zarobki. W piłkę nie gra się przecież wiecznie, w związku z czym wielu piłkarzy liczy na dobre kontrakty na koniec swojej przygody z piłką.

Rozmawiał Filip Trokielewicz

Fot. Kamil Grosicki (Twitter)