Wraz z Przemysławem Banaszakiem tworzył w zeszłym sezonie zabójczy duet w Górniku Łęczna. Po letnim transferze obu zawodników do Śląska Wrocław miało być podobnie. Niestety, póki co pobyt Damiana Warchoła w barwach spadkowicza z PKO BP Ekstraklasy nie przebiega po jego myśli, o czym zresztą sam otwarcie mówi.
W sezonie 2024/25 duet Banaszak-Warchoł zdobył dla Górnika Łęczna łącznie 29 bramek (ten pierwszy o jedną więcej od swojego kolegi). Nie zagwarantowało to co prawda miejsca w barażach, lecz obaj zawodnicy nie porzucili swoich marzeń o grze na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Dobrą postawą na boisku zwrócili na siebie uwagę Śląska, którego celem od samego początku był szybki powrót do Ekstraklasy. Ostatecznie obaj wylądowali we Wrocławiu, lecz póki co jedynie Banaszak może być względnie zadowolony ze swojej roli w zespole.
Dotychczas Damian Warchoł w Betclic 1. Lidze uzbierał na boisku raptem 538 minut w 16 występach. Tylko pięciokrotnie wychodził w pierwszym składzie, a w aż czterech meczach podnosił się z ławki w samych końcówkach, kiedy nie pozostawało już zbyt wiele czasu, aby mógł odcisnąć swe piętno na końcowym wyniku. Najlepszy moment w bieżącym sezonie przytrafił mu się między 5. a 10. kolejką. Wówczas aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Niestety, od meczu z Pogonią Siedlce nie zdołał dotąd poprawić swojego dorobku, a na dodatek nie ma przy swoim nazwisku choćby jednej asysty.
Sam zainteresowany nie ukrywa, że spodziewał się czegoś innego po swoim pobycie w Śląsku Wrocław. Jestem ambitnym piłkarzem i nie ukrywam, że przychodząc do Śląska, liczyłem na więcej minut. Miałem w końcu bardzo dobry sezon w Górniku Łęczna, jednak nie narzekam. Szanuję decyzję trenera i nadal się staram – wyznał po meczu pucharowym przeciwko Rakowowi Częstochowa.
A skoro o STS Pucharze Polski mowa, sytuacja Warchoła w tych rozgrywkach prezentuje się znacznie lepiej. Zarówno przeciwko Lechii Tomaszów Mazowiecki (2:1), jak i Olimpii Grudziądz (1:0) wybiegał na boisko w podstawowym składzie, a w tym drugim spotkaniu zdobył gola na wagę awansu do kolejnej rundy. W walce o ćwierćfinał znów wpisał się na listę strzelców, lecz tym razem nie wystarczyło to na wspomniany Raków, który na Tarczyński Arenie triumfował 2:1. Mimo to 30-latek po ostatnim gwizdku mógł chodzić z wysoko podniesioną głową.
Jestem bardzo zadowolony ze swojego dzisiejszego występu. Dobrze się dziś czułem. Lubię grać mecze z teoretycznie lepszymi zespołami, one dodają pewności siebie. Bramka była dla mnie nagrodą za ten występ – dodał, wysyłając tym samym Ante Simundzy jasny sygnał, że ten w każdej chwili może na niego liczyć.
W ostatnim meczu rundy jesiennej Śląsk podejmie u siebie Stal Rzeszów (8.12, godz. 19). Spotkanie to ma wielką wagę dla wrocławian, którzy ostatnio osunęli się na 7. miejsce w ligowej tabeli. Strata do drugiej Pogoni Grodzisk Mazowiecki wynosi jednak zaledwie trzy punkty, a zatem jest spora szansa na ponowne doskoczenie do ligowej czołówki i zakończenie pierwszej części sezonu w umiarkowanie dobrych nastrojach. Być może Damian Warchoł zdąży jeszcze przed zimową przerwą dać trenerowi do zrozumienia, że ten wiosną powinien obdarzyć go zdecydowanie większym zaufaniem.
Laura Anna Tomczyk
Foto: Śląsk Wrocław