Pozdrowienia z zaplecza #28 21/22

Share on facebook
Share on twitter
2021.04.01 Tychy
Pilka nozna Fortuna 1 Liga sezon 2020/2021
GKS Tychy - Arka Gdynia
N/z Bramka gol radosc Wiktor Zytek
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2021.04.01 Tychy
Football Polish Fortuna First League season 2020/2021
GKS Tychy - Arka Gdynia
Bramka gol radosc Wiktor Zytek
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus

Za nami już 32. kolejka Fortuna I ligi, a więc do końca sezonu coraz bliżej! Podczas ostatniej serii spotkań zespoły walczące o bezpośredni awans do Ekstraklasy solidarnie przegrały swoje spotkania. W grze o drugie miejsce nadal pozostają Widzew Łódź i Arka Gdynia. Nieco większą stratę ma już Korona Kielce. Znamy za to drugiego spadkowicza — do GKS-u Jastrzębie dołączył Górnik Polkowice. Zapraszamy serdecznie do lektury najnowszych Pozdrowień z zaplecza!

Skra Częstochowa – Stomil Olsztyn 0:0

Nie był to porywający mecz. Zabrakło w nim bramek, a klarownych sytuacji do ich zdobycia było jak na lekarstwo. Spotkanie mogło się bardzo dobrze rozpocząć dla Stomilu. W 4. minucie meczu po błędzie defensywy rywali, oko w oko z Nikodemem Sujeckim stanął Hubert Sobol, ale huknął prosto w poprzeczkę. Pod koniec pierwszej połowy szansę na strzelenie gola miał Maciej Mas, ale jego uderzenie na róg odbił Kacper Tobiasz. W drugiej części rywalizacji groźnych akcji nie oglądaliśmy.

Stomil wygrywając ze Skrą, mocno zwiększyłby swoje szanse na utrzymanie lidze, powodując jednocześnie, że ich piątkowi rywale zostaliby wplątani w walkę o ligowy byt. Tak się jednak nie stało. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który sprawia, że piłkarze z Olsztyna nadal znajdują się w strefie spadkowej, natomiast częstochowianie praktycznie są pewni występów na pierwszoligowych boiskach w przyszłym sezonie.

Odra Opole – Korona Kielce 3:1 (1:0)

Bramki: Antoni Klimek (45+1’), Tomas Mikinić (46’), Dawid Czapliński (62’) – Adrian Danek (82’)

Czerwona kartka: Kyryło Petrow (45+3’, Korona)

Fenomenalnie zakończyli pierwszą i rozpoczęli drugą część spotkania gospodarze. Tuż przed przerwą na prowadzenie wyprowadził ich Antoni Klimek, który pokonał Konrada Forenca strzałem po dalszym słupku. Później sędzia ledwie dał sygnał do rozpoczęcia drugiej połowy, a było już 2:0. Tym razem po sprawnie przeprowadzonej kontrze do siatki trafił Tomas Mikinić. Przez pierwsze 45 minut stroną dominującą w tym spotkaniu zdecydowanie była Odra.

Korona, jak na zespół walczący o bezpośredni awans do Ekstraklasy, wyglądała bardzo blado na tle opolan. Na domiar złego kielczanie całą drugą połowę grali w osłabieniu, gdyż w doliczonym czasie gry w pierwszej połowie czerwoną kartką ukarany został Kyryło Petrow. Po upływie nieco ponad godziny przewaga gospodarzy była już trzybramkowa. Ponownie z kontrą wyszli podopieczni Piotra Plewni, a na listę strzelców wpisał się Dawid Czapliński. Goście byli w stanie odpowiedzieć jedynie trafieniem Adriana Danka, zmniejszając tym samym rozmiary porażki. Zminimalizowali tym samym także swoje szanse na bezpośredni awans do Ekstraklasy. Opolanie, dzięki zgarnięciu trzech oczek, wskoczyli do strefy barażowej.

GKS Tychy – Puszcza Niepołomice 3:1 (2:1)

Bramki: Daniel Rumin (18’), Tomas Malec (41’), Sebastian Steblecki (90+4’) – Szymon Kobusiński (38’,k.)

Czerwona kartka: Krzysztof Wołkowicz (72’, GKS)

Mecz drużyn, które mają zdecydowanie inne cele. GKS marzy jeszcze o zakwalifikowaniu się do baraży, natomiast niepołomiczanie walczą o ligowy byt. Spotkanie znacznie lepiej zaczęło się dla tyszan, którzy objęli prowadzenie w 18. minucie za sprawą pozyskanego zimą Daniela Rumina. Po upływie kolejnych dwudziestu minut goście wyrównali. Rzut karny podyktowany po faulu Krzysztofa Wołkowicza, na bramkę zamienił skuteczny w ostatnim czasie Szymon Kobusiński. W tej sytuacji ważną rolę odegrał VAR, choć analiza zdarzenia w polu karnym trwała stanowczo za długo.

Wynik remisowy nie utrzymał się długo. Jeszcze przed przerwą gospodarze wrócili na prowadzenie, a bramkę zdobył Tomas Malec. Od 72. minuty Puszcza grała z przewagą jednego zawodnika po tym, jak drugą żółtą kartkę obejrzał Krzysztof Wołkowicz. Podopieczni Tomasza Tułacza starali się wykorzystać fakt, że rywale grali w dziesiątkę, ale ich ataki nie przyniosły rezultatu. W zamian za to już w doliczonym czasie gry zwycięstwo gospodarzy przypieczętował Sebastian Steblecki. GKS wygrywa pierwszy raz od 11 marca i starcia z Zagłębiem Sosnowiec. Do miejsca gwarantującego udział w barażach tracą obecnie trzy punkty, które może być trudno odrobić w pozostałych do końca sezonu dwóch kolejkach.

Widzew Łódź – Resovia 1:4 (0:2)

Bramki: Bartłomiej Pawłowski (90+1’) – Dawid Kubowicz (3’), Bartłomiej Wasiluk (31’), Rafał Mikulec (52’), Paweł Wojciechowski (61’)

Szok i niedowierzanie. Dokładnie tak można określić reakcje kibiców zgromadzonych na stadionie przy al. Piłsudskiego na boiskowe wydarzenia. Przed spotkaniem wiadomo było, że Resovia jest niewygodnym rywalem. Takiego przebiegu meczu nie spodziewał się chyba jednak nikt. Już w 3. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bramkę zdobył Dawid Kubowicz. Obrona przy stałych fragmentach gry w łódzkiej drużynie ewidentnie kuleje od dawna. Niespełna pół godziny później prowadzenie gości podwyższył Bartłomiej Wasiluk. Do przerwy Widzewiacy przegrywali dwiema bramkami, grając zdecydowanie słabiej od swoich rywali.

Postawa zespołu nie skłoniła jednak trenera Janusza Niedźwiedzia do dokonania korekt w składzie od razu po przerwie. Druga połowa dla jego zespołu rozpoczęła się równie źle, a być może nawet gorzej niż pierwsza. W odstępie niecałych dziesięciu minut gospodarze stracili kolejne dwie bramki. Najpierw do siatki trafił Rafał Mikulec, a później błąd Martina Kreuzrieglera wykorzystał Paweł Wojciechowski. Austriacki obrońca był zresztą najsłabszym ogniwem swojego zespołu w tym spotkaniu. Aż dziw bierze, że został zmieniony dopiero w 65. minucie. Zanim to nastąpiło, na tablicy wyników widniało 0:5. Trafienie Damiana Hilbrychta zostało jednak anulowane po analizie VAR. W doliczonym czasie gry honorową bramkę dla gospodarzy zdobył Bartłomiej Pawłowski.

Resovia w drugim meczu z rzędu ogrywa kandydata do bezpośredniego awansu w stosunku 4:1, w poprzedniej kolejce takim wynikiem zakończył się mecz rzeszowian z Arką, teraz z Widzewem. Widzewiacy mimo porażki nadal zajmują drugie miejsce w lidze. W następnej kolejce zmierzą się z liderem z Legnicy, który jest świeżo po wywalczeniu trzech oczek w pojedynku z Arką Gdynia.

GKS Katowice – GKS Jastrzębie 3:1 (2:0)

Bramki: Arkadiusz Jędrych (5’,70’), Filip Szymczak (31’, k.) – Mateusz Bondarenko (90+1’)

W górniczych derbach lepsi okazali się gospodarze, którzy szybko wyszli na prowadzenie. Już w 5. minucie meczu po dobrze rozegranym rzucie wolnym piłkę do siatki skierował Arkadiusz Jędrych. Katowiczanie w pełni kontrolowali grę, dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej znajdowali się pod bramką Bartosza Neugebauera. Po pół godziny gry w polu karnym Patryka Szwedzika sfaulował Oliver Podhorin, a jedenastkę na bramkę zamienił Filip Szymczak.

Przed przerwą mogło być już 3:0, gdyż szansę na wpisanie się po raz drugi na listę strzelców w tym meczu miał Jędrych, ale uderzył jednak minimalnie niecelnie. Jednak jak to mówią, co się odwlecze to nie uciecze. W 70. minucie stoper gospodarzy po raz drugi pokonał Neugebauera. Goście odpowiedzieli jedynie trafieniem Mateusza Bondarenki w doliczonym czasie gry. Katowiczanie po tej kolejce są już pewni utrzymania w lidze, natomiast ich rywale już wcześniej spadli do II ligi.

Arka Gdynia – Miedź Legnica 0:2 (0:1)

Bramki: Patryk Makuch (10’, 74’)

Gdynianie przystępowali do tego spotkania wiedząc, że ich główny rywal – Widzew Łódź – przegrał z Resovią. W przypadku ogrania Miedzi, to Arkowcy wskoczyliby na pozycję wicelidera na dwie kolejki przed końcem sezonu. Goście mimo pewnego awansu nie zamierzali im jednak ułatwiać zadania. Praktycznie pierwsza groźna akcja zakończyła się bramką dla Miedzi. Dobrym długim podaniem został obsłużony Patryk Makuch i pewnie pokonał Kacpra Krzepisza. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć szanse na to miały oba zespoły.

Najpierw strzał Kamila Zapolnika obronił Krzepisz, a kilka minut później blisko szczęścia był Karol Czubak. W drugiej części spotkania Makuch podwyższył prowadzenie Miedzianki, wykorzystując dogranie Juricha Caroliny. Gdynianie próbowali odwrócić wynik tego meczu, ale bezbłędny w bramce był tego dnia Mateusz Abramowicz. Końcowe minuty należały natomiast do gości, którzy byli blisko zdobycia trzeciej bramki. Ostatecznie Miedź wywozi z Gdyni trzy oczka. Arka nie wykorzystała potknięcia Widzewa i nadal traci dwa punkty do łódzkiej ekipy.

Górnik Polkowice – ŁKS Łódź 0:2 (0:1)

Bramki: Pirulo (15’, k., 77’)

ŁKS po trzech porażkach z rzędu, w tym jednej prestiżowej w derbach z Widzewem, w końcu przełamał złą passę. Piłkarze Marcina Pogorzały nie rozegrali wybitnego spotkania, ale zwyciężyli pewnie po dwóch bramkach Pirulo. Pierwsze trafienie miało miejsce w 15. minucie meczu. W polu karnym przewracany był Maciej Radaszkiewicz, a sędzia po konsultacji VAR uznał, że napastnik gości był faulowany przez Antoniego Kozubala. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł wspomniany już Pirulo i pewnym strzałem pokonał Marcina Furtaka.

Pod koniec pierwszej połowy mocniej przycisnęli jednak gospodarze. Pokonać Marka Kozioła próbowali, chociażby Mateusz Piątkowski, czy Dorian Krakowski, lecz ich strzały były niecelne. Druga bramka dla ŁKS-u padła na początku ostatniego kwadransa gry, kiedy ponownie szans Furtakowi nie dał Pirulo. Górnik po tej porażce dołączył do GKS-u Jastrzębie i w przyszłym sezonie będzie grać o jeden szczebel ligowy niżej. Ełkaesiacy natomiast zbliżyli się do strefy barażowej. Wczoraj jednak dowiedzieliśmy się, że łódzkiemu zespołowi nie została przyznana licencja na grę w Ekstraklasie w przyszłym sezonie. Oczywiście można się od tej decyzji odwołać, ale patrząc na sytuację finansową klubu, szanse na zmianę decyzji są niewielkie.

Chrobry Głogów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:3 (0:2)

Bramki: Dennis van der Heijden (88’) – Kamil Biliński (7’, 40’), Goku Roman (84’)

Pierwsza część spotkania toczyła się zdecydowanie pod dyktando gości. Bohaterem bielszczan był Kamil Biliński, który dwukrotnie pokonał Rafała Leszczyńskiego. Najpierw wykorzystał dobre dośrodkowanie Giorgi Merebashviliego i głową skierował piłkę do siatki. Później kapitalnie uderzył po dalszym rogu po świetnym dograniu od Michała Janoty. Gospodarze przez pierwsze czterdzieści pięć minut byli bezradni i nie stwarzali żadnego zagrożenia pod bramką Górali.

Na początku drugiej odsłony meczu kontaktową bramkę po błędzie Yigita Celtika mógł zdobyć Mikołaj Lebedyński, ale w sytuacji sam na sam z Matveiem Igonenem zachował się bardzo źle. Na kolejne gole musieliśmy poczekać do ostatnich fragmentów spotkania. Trzecią bramkę dla Podbeskidzia zdobył Goku Roman, a asystą popisał się Biliński. Graczy Chrobrego stać było tylko na honorowe trafienie autorstwa Dennisa van der Heijdena. Górale wywożą z Głogowa bardzo ważne trzy punkty i plasują się obecnie na dziewiątym miejscu w tabeli. Głogowianie natomiast przegrywają pierwszy mecz w tym roku na własnym stadionie.

Na początku rundy wiosennej zachwycaliśmy się grą i wynikami Chrobrego. Zespół z Głogowa długo był niepokonany, a Rafał Leszczyński notował mecz za meczem z czystym kontem. Później jednak coś w tej ekipie zaczęło szwankować. Przebudziło się natomiast Podbeskidzie, które wygrało drugi mecz na wiosnę i nadal liczy się w walce o baraże.

Zagłębie Sosnowiec – Sandecja Nowy Sącz 3:3 (3:1)

Bramki: Nikolas Korzeniecki (26’), Szymon Sobczak (39’), Szymon Pawłowski (45+4’) – Jakub Zych (18’), Tomasz Nawotka (58’), Swetosław Dikow (68’)

Do przerwy w Sosnowcu zanosiło się na sporą niespodziankę. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście po bramce zdobytej przez Jakuba Zycha. Zagłębie odpowiedziało jednak aż trzema trafieniami. Drogę do siatki znajdowali po kolei Nikolas Korzeniecki, Szymon Sobczak i Szymon Pawłowski. Gospodarze walczący o utrzymanie prowadzili więc z aspirującą do gry w barażach Sandecją aż 3:1. W drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie inaczej grającą drużynę z Nowego Sącza. Piłkarze trenera Dariusza Dudka częściej byli w posiadaniu piłki, oddali też więcej strzałów na bramkę niż ich rywale. Potrzebowali niespełna dwudziestu minut, aby odrobić straty i wyrównać stan meczu. Na liście strzelców mogliśmy dopisać Tomasza Nawotkę i Swetosława Dikowa. Remis w tym spotkaniu nie zadowala chyba żadnej ze stron. Sosnowiczanie nadal nie mogą być pewni utrzymania, natomiast Sandecja może zakończyć sezon poza czołową szóstką.

Warto jeszcze wspomnieć o jednej kuriozalnej sytuacji, która szerokim echem odbiła się w mediach społecznościowych. Zagłębie wystawiło w wyjściowym składzie zawodnika przechodzącego rehabilitację po zerwaniu więzadeł. Już przy pierwszej przerwie w grze dokonano zmiany i za Kacpra Smolenia wszedł Szymon Sobczak. Po co ta cała szopka? Stare porzekadło mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Sosnowiczanie walczą o jak najwyższe miejsce w systemie Pro Junior System, a występy Smolenia są bardzo istotne w tym kontekście. Młody zawodnik ma co prawda wyrobioną odpowiednią liczbę minut w rozgrywkach ligowych, ale aby uwzględnić go w PJS, brakowało mu występów w trzech spotkaniach. W związku z tym w pozostałych do końca sezonu dwóch spotkaniach będziemy mieć zapewne do czynienia z analogiczną sytuacją, jak w pojedynku z Sandecją. Szaleństwo? Być może. Jednak przepisy są jakie są i nie można winić klubu za to, że stara się je wykorzystać dla osiągnięcia własnych celów.

Tabela Fortuna I ligi po 32. kolejce:

Źródło: https://gol24.pl/1-liga/tabela/

Patrycja Rychlewicz