#PoSezonie: Za wysokie progi na ŁKS-u nogi. Łódź ponownie z jednym klubem w Ekstraklasie

21.04.2024 LODZ, ALEJA UNI LUBELSKIEJ STADION KROLA
PILKA NOZNA (FOOTBALL) PKO BANK POLSKI EKSTRAKLASA SEZON 2023/2024
LKS LODZ  - LECH POZNAN
NZ. MARCIN MATYSIAK.DANI RAMIREZ  RIZA DURMISI  KAY TEJAN
FOTO RADOSLAW JOZWIAK / CYFRASPORT

Już po roku ŁKS Łódź żegna się z PKO BP Ekstraklasą. 24 punkty, najgorsza obrona w lidze, czy kompromitująca seria wielu miesięcy bez zwycięstwa to tylko niektóre z ,,dokonań” łódzkiego klubu w minionych rozgrywkach. ŁKS zdecydowanie odstawał od reszty stawki w zasadzie przez cały sezon, a jedyny zespół, z którym byli w stanie rywalizować to Ruch Chorzów (imponująca walka o 17. miejsce). Niestety, sytuacja ta zdarza się kolejny raz, a na jakąkolwiek stabilizację się nie zapowiada.

Gdy w 2019 roku „Rycerze Wiosny” wkraczali na salony, wielu mogło mieć wątpliwości co do ich gotowości na nawiązanie równorzędnej rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po trzech kolejnych awansach (tym ostatnim dość niespodziewanym) dobra passa musiała się wreszcie skończyć, a braki spowodowane niemożnością odpowiedniego przygotowania uwidocznić. Sezon 2019/2020 był dla ŁKS-u brutalnym, lecz spodziewanym, zderzeniem ze ścianą. Jednak chyba nikt nie przypuszczał, że to samo nastąpi cztery lata później. Po przekonującym triumfie w 1. lidze drużyna prowadzona wówczas przez Kazimierza Moskala przystępowała do sezonu jako chyba najmocniejszy i najbardziej gotowy z beniaminków. Solidna kadra (przynajmniej zdaniem dyrektora sportowego Janusza Dziedzica: ,,Twierdzę, że biorąc pod uwagę nasze możliwości ekonomiczne, jestem zadowolony z piłkarzy, których udało nam się pozyskać. Myślę, że będziemy mieli ciekawy, ekstraklasowy zespół”) wzmocniona tak uznanymi graczami jak Marcin Flis, Kay Tejan czy Dani Ramírez i doświadczony szkoleniowiec wydawały się być solidnymi argumentami w czekającej ich trudnej walce o utrzymanie. Jako jedyny z beniaminków ŁKS nie miał problemów ze stadionem, który podczas poprzedniej przygody był jeszcze w budowie. Znów jednak wszystko poszło nie tak.

ŁKS radził sobie bardzo słabo od początku rozgrywek. Pierwszym alarmującym sygnałem były porażki z bezpośrednimi przeciwnikami w kontekście walki o utrzymanie, czyli Wartą Poznań i Puszczą Niepołomice w szóstej i siódmiej kolejce. Miarka się przebrała w jedenastej serii spotkań. Po klęsce z Radomiakiem Radom 0:3 pracę stracił główny architekt awansu Kazimierz Moskal. Po zwolnieniu 57-latek nie krył rozczarowania decyzją władz: ,,Za pierwszym razem nie do końca byłem zwolniony. Nie było tajemnicą, że nie potrafiłem dogadać się z dyrektorem sportowym. W pewnym momencie udałem się na rozmowę z nim i przekazałem, że chce odejść. Przekazane to zostało właścicielowi klubu i się rozstaliśmy. Teraz natomiast naprawdę zostałem zwolniony. Czuję żal. Z jednej strony można było liczyć na coś więcej. Z drugiej strony można byłoby zapytać, o co dzisiaj walczyłby ŁKS, gdy nie awansował do Ekstraklasy. Czuję żal ze względu na to, co przeszliśmy i że przestałem być trenerem drużyny”.

W meczu z Lechem Poznań drużynę poprowadził już Piotr Stokowiec, kolejny renomowany w Polsce trener, który ze swoim prostym stylem gry wydawał się odpowiednią osobą do wyciagnięcia drużyny z kryzysu. Tak się nie stało. Kadencja kielczanina była prawdziwą kompromitacją. W dziesięciu meczach „Rycerze Wiosny” nie wygrali ani razu, przegrywając siedmiokrotnie. Pracę stracił raptem dwie kolejki po przerwie zimowej, po meczu derbowym z Widzewem. Już wtedy było wiadomo, że szanse ŁKS-u na pozostanie w lidze są jedynie matematyczne. Marcin Matysik, dotychczasowy asystent, wcześniej trener drużyny rezerw, który przejął rozbitą drużynę udowodnił, że łodzianie mogą rywalizować w Ekstraklasie i dać kibicom chociaż chwile radości. W 23. kolejce w końcu przerwali serię 17 meczów ligowych bez zwycięstwa pokonując na swoim boisku Puszczę Niepołomice. Następne spotkania (z wyjątkiem łomotu od Jagiellonii) były naprawdę przyzwoite. Kolejny, ostatni już kryzys w postaci pięciu porażek z rzędu, rozpoczął się od pechowo przegranego meczu z Lechem 2:3. Ostatecznie przypieczętował on los ŁKS-u i drugi spadek z Ekstraklasy w pierwszym sezonie po powrocie. Na otarcie łez pokonali jednak w ostatniej serii gier Stal Mielec 3:2.

Najlepszym graczem słabej ofensywy (tylko 34 gole strzelone) był bez wątpienia Dani Ramírez, autor dziewięciu trafień, jedyny piłkarz wnoszący do drużyny kreatywność i nieszablonowość. Dobrą końcówkę miał także Kay Tejan z Holandii, który jednak przez większość sezonu raził nieskutecznością. Dobrym nabytkiem okazał się sprowadzony zimą Husein Balic, trudno jednak powiedzieć cokolwiek dobrego o całej reszcie, czy to napastników, czy pomocników. W obronie, która straciła aż 75 bramek było jeszcze gorzej. Zawodnicy tacy jak Bartosz Szeliga, Kamil Dankowski czy Levent Gülen raz po raz udowadniali, że Ekstraklasa to dla nich zbyt wysokie progi. Transfery Rahila Mammadova, Rizy Durmisiego (były gracz Betisu, duże jak na polską ligę nazwisko), czy przede wszystkim Marcina Flisa (dobrego, ekstraklasowego stopera) okazały się kompletnymi niewypałami. Warto wspomnieć także o bramkarzu, jedynym młodzieżowcu, który otrzymał w tym sezonie większą szanse, czyli Aleksandrze Bobku. 20-latek grał naprawdę solidnie, a przez wzgląd na młody wiek może okazać się, że będzie jedynym zawodnikiem, na którym łodzianie zyskają finansowo.

O żadnej stabilizacji niestety nie może być mowy. ŁKS kolejny sezon rozpocznie w 1. Lidze, w której bez wątpienia znów będzie jednym z głównych kandydatów do awansu. Już wiadomo, że drużynę czeka prawdziwa rewolucja kadrowa. Z klubem pożegna się 13 zawodników m.in. Riza Durmisi, Stipe Juric, Piotr Janczukowicz, Dani Ramírez, Bartosz Szeliga, czy Adrien Louveau (są tu zarówno gracze pozyskani jako wzmocnienia w kontekście gry w Ekstraklasie, jak i autorzy zeszłorocznego awansu). Nie wiadomo też kto poprowadzi ekipę w kolejnych rozgrywkach, gdyż podpisania nowej umowy odmówił dotychczasowy trener Matysiak (mówi się m.in. o Dawidzie Szulczku).

Za tak grającym klubem trudno będzie tęsknić. ŁKS nie dał do tego w zasadzie żadnych podstaw. Ekstraklasa ponownie okazała się być dla nich zbyt silna. Wszystko powinno wyglądać inaczej w przyszłym sezonie. W klubie bez wątpienia potrzebne są jednak duże zmiany, jeśli „Rycerze Wiosny” chcą bywać w elicie dłużej niż przez rok. Za duży minus uznać można to, że znów nie będziemy mogli cieszyć się jednymi z najważniejszych derbów piłkarskiej Polski – debrami Łodzi. Przynajmniej przez jeden sezon.

Dominik Proniewicz

POLECANE

tagi