#PoSezonie: Pogoń Szczecin – ,,Portowcy” w końcu dobili do portu Europa

2021.05.16 Szczecin Stadion Miejski im Floriana Krygiera
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Pogon Szczecin - Rakow Czestochowa
N/z radosc celebracja medale 3 miejsce Pogon Szczecin Sebastian Kowalczyk Damian Dabrowski Pawel Stolarski
Foto Szymon Gorski / PressFocus

2021.05.16 Szczecin Stadion Miejski im Floriana Krygiera
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Pogon Szczecin - Rakow Czestochowa
radosc celebracja medale 3 miejsce Pogon Szczecin Sebastian Kowalczyk Damian Dabrowski Pawel Stolarski
Credit: Szymon Gorski / PressFocus

Niektórzy bardziej zgryźliwi mogliby się zapytać: „Co tam, Portowcu? Gablota dalej pusta”? Jednak mimo tego, że Pogoń w tym sezonie nic nie wygrała, w Szczecinie mogły wystrzelić korki od szampanów. Po 20 latach granatowo-bordowi wrócili na ligowe podium i zagrają w europejskich pucharach. Przed sezonem każdy wziąłby taki scenariusz w ciemno.

Największy plus

Danta Stipica. Chorwat był nie tylko najjaśniejszą postacią Pogoni Szczecin, ale również całej ligi. Na gali Ekstraklasy został zasłużenie wybrany najlepszym bramkarzem sezonu. Stipica drugi sezon z rzędu wszedł na wysoki poziom i był bardzo pewnym punktem szczecińskiej defensywny, która była najszczelniejszą w całej lidze. Pogoń straciła tylko 23 bramki, a chorwacki golkiper aż 17 razy kończył mecz bez straty bramki. Oczywiście, zdarzały mu się pojedyncze wpadki, jak chociażby w meczu z Zagłębiem Lubin, gdzie po jego błędzie Miedziowi strzelili bramkę na 1:1 i urwali Pogoni punkty. Jednak nie ma na świecie bramkarza, który tych błędów by nie popełniał. A te Stipicy są w pełni przysłaniane przez efektowne obrony. Jego ogromną zaletą w oczach kibiców jest też charakter. Stipica bardzo szybko nauczył się języka polskiego, widać, że zżył się z klubem, a na Gali Ekstraklasy mówił: „Ta nagroda jest dla mojego Szczecina”.

Przy największych plusach wypada też wspomnieć o trzech innych graczach – Benedikt Zech, Damian Dąbrowski oraz Michał Kucharczyk. Ten pierwszy trzymał w ryzach całą linię obrony i wyróżniał się przy wyprowadzaniu piłki. Jest jednym z najlepszych stoperów w Ekstraklasie. Dąbrowski wszedł przez ostatnie 12 miesięcy na wysoki poziom i był kluczową postacią drugiej lini Portowców, od której Kosta Runjaić rozpoczynał ustawianie składu. Michał Kucharczyk po rundzie jesiennej znalazł się w gronie największych minusów, jednak wiosna była zdecydowanie lepsza w wykonaniu 30-latka. Od meczu z Wisłą Kraków 19 lutego zaliczał bramkę albo asystę w niemal każdym meczu, walnie przyczyniając się do tego brązowego medalu.

Największy minus

Luka Zahović. Oczekiwania co do jego osoby były ogromne. W końcu nie bez powodu. Syn Zlatko, mimo 25 lat na karku, pięciokrotnie sięgał mi Mistrzostwo Słowenii, dwukrotnie był też królem strzelców tych rozgrywek, z Mariborem grał też w Lidze Mistrzów. Do Szczecina trafiał jako materiał na gwiazdę całej ligi, ale ostatecznie nie został nawet gwiazdą swojej drużyny. Zahovic w 25 meczach strzelił zaledwie dwa gole, mniej niż chociażby żelazny rezerwowy w tym sezonie Adam Frączczak. Widać było, że Zahović jest dobrze wyszkolony technicznie, był ruchliwy, schodził po futbolówkę, starał się ją rozgrywać. Skrótem: wiedział, jak się gra w piłkę. Jednak koniec końców nic z tego nie wynikało. Słoweniec chyba nie do końca pasuje do stylu gry, jaki preferuje Runjaić. Koledzy kreowali mu mało sytuacji, a kiedy już jakieś się pojawiały, w koncertowy sposób je marnował. Wystarczy tu przypomnieć mecze Pogoni z Piastem Gliwice, Wartą Poznań czy Stalą Mielec. Dodatkowo w oczy rzucało się to, że Zahovic raczej nie czuł się częścią drużyny, co również mogło nie pomagać w trudnych momentach. Miał być Adam Buksa bis, a ostatecznie wyszedł z tego kapiszon.

Fot. Łukasz Sobala / PressFocus

Największe zaskoczenie

Jakub Bartkowski. Na początku sezonu w zasadzie nie grał, ale kiedy pod koniec 2020 roku wskoczył do pierwszego składu, w zasadzie zamurował prawą stronę defensywy. Zaliczył bardzo solidną wiosnę, zanotował kilka asyst i strzelił bramkę w meczu ze Śląskiem Wrocław. Swoją postawą zapracował na przedłużenie kontraktu, który pierwotnie wygasał z końcem czerwca, oraz na nominację do nagrody dla obrońcy sezonu. Wydaje się, że przez ostatnie pół roku 29-latek wycisnął maxa ze swoich możliwości – nie jest on ani zawodnikiem, który wyróżnia się szybkością czy dynamiką, ani specjalnie dobrą grą w obronie czy ataku. Jednak idealne wyważenie tych cech i solidność w każdym calu pozwoliły mu, że może z zadowoleniem spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.

Piosenka na życzenie

Ostatni raz w europejskich pucharach Pogoń zagościła w 2005 roku, kiedy doszła do II rundy nieistniejącego już Pucharu Intertoto. Mocniejsza od Portowców okazała się wtedy czeska Sigma Ołomuniec, która dwumecz wygrała jednak w minimalnie. W Szczecinie było 0:0, w Czechach 1:0 dla Sigmy. W Szczecinie z niecierpliwieniem czekano na awans do europejskich pucharów, teraz w końcu się to udało, więc na Twardowskiego mogą zaśpiewać niczym Krzysztof Krawczyk: „Europo, witaj nam, z nami siądź, zdejmij płaszcz”.

Werdykt

Pogoń po dziewięciu latach od powrotu do Ekstraklasy, w końcu coś ugrała. Nie jest to mistrzostwo, nie jest to też krajowy puchar, ale jest to długo wyczekiwany medal, czwarty w historii klubu. Brąz, który na pewno cieszy, ale też który pozostawia niedosyt. Przez kilka tygodni wydawało się, że Pogoń rozegra bezpośredni mecz wicemistrzostwo z Rakowem w ostatniej kolejce. Jednak seria straconych punktów ze Stalą Mielec, Wartą Poznań i Zagłębiem Lubin sprawiły, że już przed ostatnią kolejką to podopieczni Marka Papszuna mieli zapewnione drugie miejsce w tabeli.

Pogoń może mieć do siebie pretensje, że nie wygrywała meczów, które przynajmniej w teorii, powinny paść ich łupem. Tak było chociażby w meczach ze Śląskiem Wrocław, Wartą Poznań czy Stalą Mielec. W wielu momentach kulało kreowanie akcji ofensywnych, a kiedy te sytuacje się pojawiały, skuteczność napastników pozostawiała wiele do życzenia. Pogoń nie strzelała przez to wielu bramek i nie bez powodu wystarczyło im wbić chociaż jednego gola, aby być niemal pewnym ugrania co najmniej jednego punktu. Z 15 zwycięstw, które Portowcy odnieśli w tym sezonie, aż 14 były wygranymi „do zera”.

Ten sezon pokazał też, że cierpliwe budowanie klubu popłaca. Włodarze Pogoni pokazali dużą dozę cierpliwości, nie wykonywali gwałtownych czy nieprzemyślanych ruchów, tylko dali Runjaiciowi pracować w spokoju. Portowcy krok po kroku doganiali czołówkę ligi i tym razem udało im się ich złapać. Jeżeli w klubie nie dojdzie do jakiegoś przewrotu albo rewolucji organizacyjnej, nie powinniśmy się spodziewać, że Pogoń w najbliższych miesiącach obniży loty. Fundamenty pod solidną drużynę już są, teraz stawiane będą kolejne ściany.

I na koniec. Pogoń pod wodzą Kosty Runjaicia świetnie spisuje się w defensywie, zdecydowanie lepiej mogłoby być z przodu. To jest na pewno praca domowa dla niemieckiego szkoleniowca, aby granatowo-bordowi byli lepsi i bardziej skuteczni z przodu. Tak aby strata bramki nie była niemal równoznaczna z tym, że Pogoń danego meczu nie wygra.

Paweł Tanona