#PoSezonie: Podbeskidzie – Bez góralskiego charakteru

16.04.2021 Bielsko - Biala  
Pilka nozna,
PKO BP Ekstraklasa sezon 2020/2021,Podbeskidzie Bielsko Biala - Pogon Szczecin 
n/z Dmytro Bashlai Peter Wilson Marco Tulio 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus
16.04.01.2021 Bielsko - Biala
Football,
Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021,
Podbeskidzie Bielsko Biala - Pogon Szczecin 
n/z Dmytro Bashlai Peter Wilson Marco Tulio 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus

A więc stało się. Spełniły się najmroczniejsze sny fanów ekipy spod Klimczoka. Unikatowy sezon, w którym tylko jedna drużyna opuszcza elitę, niestety brutalnie zweryfikował błędy podopiecznych Roberta Kasperczyka i uwypuklił wszystkie grzechy drużyny z Bielska-Białej. Szalona była ta kampania ligowa: od fatalnej jesieni, przez zmianę trenera po rundzie oraz krótkotrwały efekt nowej miotły aż do walki o utrzymanie w Ekstraklasie do ostatniej kolejki. Dlaczego to akurat Podbeskidzie nie poradziło sobie z trudami rozgrywek w sezonie 2020/21? Kto najbardziej zawiódł, a kto pozytywnie zaskoczył? Czas na rozliczenie minionych rozgrywek w wykonaniu bielszczan.

Przede wszystkim, mówiąc o drużynie Podbeskidzia musimy wspomnieć o jednej rzeczy: to jedyny zespół w lidze, który nie wygrał meczu na wyjeździe! Na 15 spotkań Podbeskidzie zremisowało trzykrotnie, a przegrało aż 12 razy. Dla porównania, Stal Mielec wygrała w delegacji dwa razy, co tylko podkreśla komu należał się spadek. Ta statystyka to symbol nieudacznictwa Górali, których losu nie potrafiło odmienić dwóch szkoleniowców.

Okres gry Górali należy podzielić na dwa nieznacznie różniące się, aczkolwiek ciągle nawiązujące do siebie etapy. Pierwszy z tych etapów to runda jesienna, kiedy za sterami stał Krzysztof Brede, a drużyna wyglądała na tyle fatalnie, że większość ekspertów na półmetku sezonu spuszczała już bielszczan z najwyższej klasy rozgrywkowej w naszym kraju. Drugi z tych etapów to objęcie schedy po trenerze Brede przez Roberta Kasperczyka, który z drużyną z województwa śląskiego zaliczył już w sezonie 2010/11 historyczny awans do elity. Przywrócenie nowego-starego trenera przewietrzyło nieco szatnię (mocną pozycję stracił m.in. Łukasz Sierpina; dużo transferów w zimowym okienku) i pozwoliło cieszyć się dwoma zwycięstwami z rzędu na wejściu w 2021 rok. W kolejnych tygodniach Górale jednak stracili animusz i na kolejną wygraną musieli czekać aż 6 spotkań. Końcówka rozgrywek także nie była najlepsza i to właśnie bielszczan nie zobaczymy już w ekstraklasie w przyszłym sezonie. Co było ich największą bolączką?

Największe minusy – DEFENSYWA I BRAK KONCENTRACJI DO KOŃCA

Podbeskidzie całkowicie zawaliło ten sezon w tyłach, to trzeba powiedzieć otwarcie. Wiele jest piłkarskich teorii, ale jedna z nich mówi, że utrzymanie często osiąga się szczelną obroną. To pierwszy i najpoważniejszy argument na słabość ekipy Kasperczyka w tym sezonie. Aż 60 straconych goli bardzo wyróżnia tegorocznego spadkowicza na tle innych ekip: druga pod tym względem Jagiellonia straciła 48 goli, a trzecia Stal dała sobie wbić 47. A jak wygląda to na tle najsłabszych defensyw w poprzednich sezonach?

2019/20 – ŁKS Łódź (68 straconych goli – 16. miejsce na koniec)

2018/19 – Zagłębie Sosnowiec (80 straconych goli – 16. miejsce na koniec)

2017/18 – Bruk-Bet Termalica (66 straconych goli – 15. miejsce na koniec)

2016/17 – Górnik Łęczna (63 stracone gole – 15. miejsce na koniec)

Po krótkiej analizie poprzednich sezonów można uznać, że Górale nie przynieśli tak wielkiego wstydu, jak chociażby ŁKS czy Zagłębie Sosnowiec. W rundzie wiosennej pomógł na pewno transfer doświadczonego Rafała Janickiego, który z miejsca wyrósł na lidera defensywy, a dokładał także od siebie w przodzie (3 gole – w tym ultraważny dający zwycięstwo 1:0 z Legią oraz otwierający wynik w Białymstoku, gdzie skończyło się 1:1). Nie najgorzej u jego boku wyglądał Milan Rundić, dzięki czemu wydawało się, że obrona wcale nie może być gorsza niż na jesień, gdy grali jeszcze fatalni Aleksander Komor i Dmytro Baszłaj.

No właśnie, Ukrainiec nie dostawał zbyt wielu szans od wznowienia rozgrywek po zimowej przerwie, ale do składu powrócił na dłużej w kwietniowym starciu z Zagłębiem (1:2). O grze zawodnika zza naszej wschodniej granicy można napisać niejeden poradnik „Jak nie być obrońcą”, a wszystkie jego błędy i potknięcia sukcesywnie umieszczają go w gronie kandydatów do miana „Dziada sezonu”. Prawdziwym gwoździem do trumny był jego bezmyślny faul w polu karnym przeciwko Wiśle Płock (1:1), dzięki któremu Nafciarze doprowadzili do dającego im oficjalne utrzymanie remisu.

Mimo wszystko, głównym kłopotem drużyny spod Klimczoka było częste inkasowanie goli w „pakietach”, co było największą zmorą bielszczan jeszcze w rundzie jesiennej. Poniżej wszystkie mecze, w których nasz obiekt zainteresowania tracił 4 lub więcej bramek:

23.08.20r.: Górnik Zabrze 4:2 Podbeskidzie Bielsko-Biała

18.09.20r.: Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:4 Raków Częstochowa

26.09.20r.: Lechia Gdańsk 4:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała

06.12.20r.: Lech Poznań 4:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała

11.12.20r.: Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:5 Piast Gliwice

18.12.20r.: Wisła Płock 4:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała

20.04.21r.: Śląsk Wrocław 4:3 Podbeskidzie Bielsko-Biała

Do jesiennych spotkań doszło tylko to w stolicy Dolnego Śląska, gdzie Górale dali sobie wydrzeć zwycięstwo w ostatnim kwadransie gry. I tutaj przechodzimy do kolejnego powodu słabości podopiecznych trenera Kasperczyka w tym sezonie.

  • brak koncentracji po zdobyciu pierwszej bramki

Gdyby omawiany przez nas zespół zakończył przynajmniej połowę z wymienionych poniżej meczów z wypracowaną początkowo przewagą, nie musiałby się martwić o dalszy byt w Ekstraklasie.

Jesień:

Podbeskidzie – Cracovia (1:0 w 16. minucie; ostatecznie 2:2)

Jagiellonia – Podbeskidzie (2:0 w 37. minucie; ostatecznie 2:2)

Podbeskidzie – Raków (1:0 w 13. minucie; ostatecznie 1:4)

Pogoń – Podbeskidzie (1:0 w 29. minucie; ostatecznie 1:1)

Wiosna:

Cracovia – Podbeskidzie (1:0 w 25. minucie; ostatecznie 1:1)

Podbeskidzie – Jagiellonia (1:0 w 13. minucie; ostatecznie 1:1)

Podbeskidzie – Lechia (1:0 w 31. minucie; ostatecznie 2:2)

Stal – Podbeskidzie (1:0 w 32. minucie; ostatecznie 1:2)

Zagłębie – Podbeskidzie (1:0 w 8. minucie; ostatecznie 1:2)

Śląsk – Podbeskidzie (wyjątek, bo nie strzelili pierwsi gola, ale prowadzili 3:2 w 78. minucie; ostatecznie 3:4)

Podbeskidzie – Wisła Płock (1:0 w 5. minucie; ostatecznie 1:1)

Świetny przykład tego, żeby nigdy nie tracić głowy po objęciu prowadzenia i zawsze pozostać skupionym na dalszym ciągu meczu. Prosta matematyka mówi nam, że w wymienionych powyżej meczach Góralom przeleciało przed nosem aż 26 punktów, gdyby udało im się dowieźć do końca uzyskane prowadzenie. To więcej niż liczba oczek uzbierana przez spadkowicza przez cały sezon (25). Najciekawszy jest fakt, że Podbeskidzie dzięki temu utrzymuje się w czołówce jeśli chodzi o otwieranie wyniku meczu w tym sezonie, ponieważ udało im się to 15 razy, a lepsi od Górali okazali się tylko gracze Legii (18) i Piasta (19). Otwiera oczy, prawda? Ale to nie koniec tej bolesnej wyliczanki.

  • błędy indywidualne

Gracze z Bielska wiele utracili także w konsekwencji indywidualnych potknięć i niedokładnych zagrań, często nie wymuszonych nawet przez przeciwnika. Trzeba pamiętać, że drużyna nie jest tylko kolektywem, ale także zbiorem poszczególnych jednostek. I żeby ten zbiór funkcjonował prawidłowo, konieczna jest nieskazitelna i skuteczna praca każdego z ogniw, tworzących maszynę. Tej nieskazitelności zabrakło np. w meczu z:

Cracovią (1:1) – po godzinie gry za bezmyślny faul został wyrzucony z boiska Gergo Kocsis, a ponadto na pustą bramkę w samej końcówce gry nie trafił Dominik Frelek;

Zagłębiem (1:2) – fatalne krycie przy stałych fragmentach gry doprowadziło do podania tlenu Miedziowym, którzy wyciągniętą dłoń wykorzystali i w ostatniej akcji meczu wbili gwóźdź do trumny bielszczan;

Śląskiem (3:4) – w ostatniej akcji meczu zawodnicy Podbeskidzia pozwolili Robertowi Pichowi na samodzielny rajd bez krycia, który skończył się bramką na wagę zwycięstwa wrocławian;

Wisłą Płock (1:1) – wspomniany już wcześniej Baszłaj niepotrzebnie sfaulował zawodnika płocczan w polu karnym, „jedenastkę” wykorzystał Mateusz Szwoch i Górale dzięki temu utrudnili sobie i tak już ciężkie zadanie utrzymania.

Żeby nie było tak pesymistycznie, to plusy też w drużynie z Bielska-Białej się pojawiały. A mianowicie był to jeden duży plus.

Największy plus – KAMIL BILIŃSKI

Niewątpliwie największym beneficjentem tego sezonu po stronie Górali i ich najmocniejszym ogniwem jest pochodzący z Wrocławia napastnik ekipy spod Klimczoka, Kamil Biliński. Popularny Bila w tej kampanii ligowej ustrzelił 11 goli, dzięki czemu wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie z edycji 2016/17 w barwach Śląska Wrocław, kiedy popisał się taką samą liczbą zdobytych bramek.

Można powiedzieć, że losy Bilińskiego związane są z losami innego napastnika bielszczan, Marko Roginicia. Chorwat sezon temu, gdy ekipa grała jeszcze w pierwszej lidze, ustrzelił 11 goli, a jego tegoroczny dorobek w Ekstraklasie wynosi 2 trafienia. Ciekawe jest to o tyle, że właśnie szczebel niżej to Biliński zaliczył tylko 2 gole. Teraz role się odwróciły. Związane było to głównie z kontuzją gracza z Półwyspu Bałkańskiego, który opuścił pierwsze 3 spotkania sezonu, a w kilku kolejnych nie było go w kadrze meczowej. 35-letni wrocławianin dużo na tym zyskał, bo ofensywa zaczęła opierać się na jego barkach. Popatrzmy na wagę goli Polaka w poszczególnych starciach.

Jesień:

Górnik (2:4) – pomimo przegranej ustrzelił dublet, dzięki któremu bielszczanie mogli jeszcze myśleć o nadrobieniu straty;

Jagiellonia (2:2) – jego bramka pozwoliła otworzyć wynik przy Słonecznej;

Stal (1:0) – gol dający zwycięstwo w bardzo ważnym spotkaniu z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie;

Pogoń (1:1) – po raz kolejny otworzył wynik meczu w pierwszej połowie, niestety Górale znowu nie dowieźli wyniku;

Wiosna:

Górnik (2:1) – popis napastnika Górali, najpierw nie trafił z karnego (pomogła dobitka), a później z kontuzjowanym barkiem zdołał zapewnić 3 punkty swojej drużynie, bohater meczu;

Lechia (2:2) – przepiękny gol z dystansu ratujący Góralom 1 punkt w 88. minucie meczu;

Stal (1:2) – gol na otwarcie po nieco przypadkowej akcji, Podbeskidzie jednak znowu zaprzepaściło szansę i przegrało jedno z kluczowych starć o utrzymanie;

Zagłębie (1:2) – po raz kolejny już w 8. minucie Bila wyprowadził zespół Kasperczyka na prowadzenie, dalsze losy meczu każdy zna;

Śląsk (3:4) – gol na 2:2, zrehabilitowanie się po tym, jak piłka po strzale rywala po kontakcie z jego tułowiem wpadła do siatki.

Widzimy więc, że wkład w grę zespołu trenera Kasperczyka Biliński miał ogromny. Procentowo, wrocławianin dał drużynie z województwa śląskiego prawie 38% wszystkich strzelonych przez nią goli w tym sezonie. Bez niego Podbeskidzie już po jesieni pakowałoby się do I ligi, a tak szanse zostały przedłużone jeszcze o pół roku. Jak się okazało, ostrzeżenie o spadku nie przyniosło pozytywnego odzewu ze strony graczy TSP…

Największe rozczarowanie – Młodzież, która nie dojechała i fatalne transfery

Patrząc na tabelę Pro Junior System po tym sezonie Ekstraklasy nie mamy odczucia, że to właśnie Górale najmniej korzystali z młodzieżowców, bo zajęli w niej 9. miejsce. Większe zastrzeżenia możemy mieć co do jakości poszczególnych zawodników, przy których w składach stawia się literkę „M”. Jak prezentują się statystyki ich występów?

  • Maksymilian Sitek – 983 minuty (18 występów), 1 gol, 0 asyst
  • Jakub Bieroński – 825 minut (15 występów), 0 goli, 0 asyst
  • Dominik Frelek – 302 minuty (9 występów), 0 goli, 0 asyst
  • Bartłomiej Kręcichwost – 84 minuty (2 występy(, 0 goli, 0 asyst

Nie zachwycają te liczby, trzeba szczerze przyznać. Najwięcej dał od siebie ten, po którym dużo się spodziewano, czyli produkt akademii warszawskiej Legii, Maksymilian Sitek. W przegranym meczu z Wartą (1:2) udało mu się zdobyć gola i na tym kończą się ofensywne popisy wymienionych wyżej graczy.

Widać było w wielu spotkaniach, że 20-latek z Rzeszowa stara się, szarpie, ale nie ma z tego jakichś wymiernych korzyści w postaci asyst lub bramek. Na pewno pozytywnym aspektem jest fakt, że ma umowę do 2023r. czego nie możemy powiedzieć o kolejnym w zestawieniu Jakubie Bierońskim.

Wychowanek Podbeskidzia, w którym pokładane są duże nadzieje, w tym momencie negocjuje z klubem nową umowę, obecna wygasa w czerwcu tego roku. Środkowy pomocnik pozytywnie zaprezentował się m.in. w zwycięskim starciu z Legią (1:0), ale zdarzały mu się także kiepskie występy (zmieniony w przerwie przeciwko Górnikowi). Mimo wszystko, władze klubu z Bielska powinny niezwłocznie dążyć do tego, by 18-latka zachować w kadrze na przyszły sezon. Może on dać wiele pod względem organizacji gry i destrukcji ataków przeciwnika w środku pola.

Dwaj ostatni piłkarze to notujący raczej epizodyczne wejścia Frelek i Kręcichwost. Ten pierwszy miał wspaniałą okazję do zapewnienia wygranej przy Kałuży, ale w kluczowej chwili nie trafił na pustą bramkę.

Taka jest młodość, błędy się zdarzają. Natomiast, jeśli 19-latek już pojawiał się na murawie, to potrafił pokazać trochę umiejętności. Do tabelek nie dołożył niestety żadnych liczb, ale to tylko kwestia czasu, gdy zaczną się one pojawiać. O Kręcichwoście można powiedzieć tylko tyle, że wszedł na końcówkę spotkania z Zagłębiem (1:2) i zaliczył anonimowy występ z Pogonią (0:2). Kończy wiek młodzieżowca po tym sezonie. Oczywiście, młodzieży Podbeskidzia jeszcze trochę brakuje chociażby do Kozłowskiego, Chodyny, Slisza czy Piątkowskiego. Być może sezon na zapleczu pozytywnie poruszy klubową dyrekcją i z akademii będą napływać do pierwszej drużyny kolejne perełki, gotowe do oszlifowania po awansie do Ekstraklasy.

Młodzież Podbeskidzia nie dojechała, ale nie dojechały też transfery, które po prostu były fatalne. O ile jeszcze letni transfer Rundicia po jakimś czasie się obronił, tak Gergo Kocsis był totalnym szrotem i najgorszym defensywnym pomocnikiem w lidze. Serhij Miakuszko, którego kiedyś za czasów juniorskich porównywano do Leo Messiego, przypominał jego marną podróbkę ze sklepu, w którym sprzedają wszystko za złotówkę. Przy transferach na nową rundę pomagał Podbeskidziu były dyrektor sportowy Slavii Praga, Jan Nezmar, ale i on nie okazał się zbawcą. Ruchy w okienku zimowym nie były lepsze od tych dokonanych latem. Jasne, Rafał Janicki okazał się strzałem w ,,10” i liderem defensywy Górali, a Jakub Hora wniósł odrobinę błysku do ofensywy, ale pozostałe transfery były kompletną farsą. David Niepsuj był co najwyżej bardzo chimeryczny, Petar Mamić był za słaby i na Raków i na Podbeskidzie, a Marco Tulio i Peter Wilson prezentowali żenujący poziom. Z tak kiepskimi transferami bielszczanie nie mieli prawa utrzymać się w ekstraklasie.

DIAGNOZA

Jeszcze kilka tygodni temu ciężko byłoby wskazać z pary Podbeskidzie-Stal kandydata do spadku. Obie drużyny były siebie warte i wskazywanie którejś z tych ekip jako lepszej można było powierzyć w ręce lokalnej wróżki. Jak pokazał jednak czas, mielczanom to utrzymanie należało się jak psu buda. W przeciwieństwie do bielszczan nie poddali się do ostatniego gwizdka arbitra i wyszarpali w doliczonym czasie gry punkty w Białymstoku, Poznaniu, czy we Wrocławiu. Byli o wiele lepsi na wyjazdach niż ,,Górale”, którzy może i w wielu spotkaniach pokazali ambicję, ale na samym finiszu rozgrywek zabrakło im góralskiego charakteru. Drużyna walcząca o utrzymanie nie może w najważniejszym spotkaniu sezonu wywiesić białej flagi z Wisłą Płock.

W porównaniu do Stali, Podbeskidzie nie sprawiało wrażenia monolitu. Ba, już od jesieni mówiło się o potencjalnych tarciach na linii polscy piłkarze – obcokrajowcy. Po ostatnim spotkaniu z Legią doszło do skandalicznych wydarzeń. Jak poinformował dziennikarz portalu bielsko.biala.pl, Bartłomiej Kawalec, po powrocie z meczu w Warszawie ośmiu zawodników w statnie ,,wyraźnego zmęczenia” miało zrywać w szatni Podbeskidzia tabliczki z nazwiskami cudzoziemców, a także szeroko nieakceptowalnego w szatni kapitana zespołu, Filipa Modelskiego. Zdjęcia z ich wizerunkiem miały zniknąć także z klubowego korytarza. Akcję trzech graczy, którzy zrywali plakaty zarejestrowały kamery BBOSiR.

Jaka będzie przyszłość Górali? Ciężko przewidzieć. Tym bardziej, że wielu (aż 15!) zawodnikom kończą się kontrakty, więc drużyna przejdzie mały lifting. W tym gronie są m.in. filary zespołu jak Biliński, Sierpina, czy Modelski. Zapewne z drużyną pożegnają się także sprawcy ,,zadymy” w szatni po powrocie z Warszawy. Niewykluczone, że Podbeskidzie przystąpi do rozgrywek I ligi całkowicie odmienione, ale oby ta metamorfoza przyniosła tylko i wyłącznie pozytywne, długofalowe skutki. Miniony sezon pokazał, że w kwestii zarządzania i budowania zespołu klub z Bielska-Białej ma spore braki, choć przecież budżet miał większy od biednej Warty. Pieniądze jednak nie grają, a liczą się umiejętności i serducho do gry, a tego bielszczanom pod koniec ewidentnie zabrakło.

Fail Failure GIF - Fail Failure Failed GIFs
GIF podsumowujący sezon Podbeskidzia

Mateusz Włosek