Zakończony właśnie sezon w Gliwicach trzeba spisać na straty, gdyż brak awansu do europejskich pucharów, musimy określić jako porażkę. Na Górnym Śląsku liczono na kolejny medal, na pocieszenie miało być miejsce tuż za podium i awans do pucharów. Skończyło się na szóstym miejscu, choć trzeba przyznać, że przy początkowym widmie walki o utrzymanie, zabrnęli całkiem wysoko.
Piast to kolejny zespół, który potwierdza regułę, że występy na europejskiej arenie są “pocałunkiem śmierci” dla polskich klubów. Choć w rozgrywkach Ligi Europy wstydu nie zrobili, odpadając dopiero z wyżej notowaną Kopenhagą, to początek w Ekstraklasie mieli wręcz fatalny. W pierwszych ośmiu kolejkach podopieczni Waldemara Fornalika nie wygrali żadnego spotkania i zamykali ligową tabelę. Skład gliwiczan przeszedł rewolucję, po tym jak latem zespół opuściło kilku ważnych zawodników, którzy mieli znaczny wpływ na postawę i wyniki Piasta. Poukładanie puzzli od nowa wymagało czasu, gdyż nowo pozyskani piłkarze, krótko mówiąc zawodzili. Piast na dobre odpalił dopiero w końcówce listopada i od tego czasu regularnie piął się w górę ligowej tabeli. Kiedy już prawie dotarł do wymarzonego celu utracił swój impet i potknęli się w decydującym momencie.
Największy plus – Jakub Świerczok
Bez wątpienia napastnik Piasta jest jednym z wygranych tego sezonu. Został wicekrólem strzelców i najskuteczniejszym Polakiem w sezonie 2020/21. W klasyfikacji kanadyjskiej również musiał uznać wyższość wyłącznie Tomasa Pekharta. Świerczok miał udział przy prawie połowie trafień gliwiczan w całym sezonie (18/39). Potrzebował trochę czasu na ponowne zaaklimatyzowanie się w Ekstraklasie, a jego premierowe trafienie przypadło na mecz z Górnikiem Zabrze, czyli pierwsze zwycięstwo Piasta w sezonie. Do końca roku zdobył jeszcze pięć bramek, a Piast nie przegrał żadnego spotkania.
Drużyna zaczęła punktować, gdy Świerczok zaczął strzelać. Stał się prawdziwym talizmanem Piasta, bo gdy wpisywał się na listę strzelców jego drużyna nie przegrywała. Ta passa trwała aż do ostatniej feralnej kolejki i meczu z Wisłą Kraków. Kiedy Świerczok zdobył wyrównującą bramkę, to idąc tym tropem Piast już przegrać nie powinien. Niestety, kilka minut później zmarnował rzut karny, który dałby ponowne wyrównanie. Talizman przestał działać i Piast stracił trzeciego gola, a w efekcie europejskie puchary. Wysiłek całego sezonu i wysoką formę strzelecką docenił jednak selekcjoner Paulo Sousa, który powołał Świerczoka do szerokiej kadry na Mistrzostwa Europy. Ten zmarnowany rzut karny w meczu z Wisłą zostanie jednak plamą na osiągnięciach napastnika w tym sezonie. Będzie mógł podpatrzeć, jak robi to Robert Lewandowski na zgrupowaniu kadry.
Największy minus – brak zdolnego młodzieżowca!
Piast Gliwice zajął ostatnie miejsce w klasyfikacji Pro Junior System. I trudno się temu dziwić, gdyż tak naprawdę jedynym grającym przez cały sezon młodzieżowcem był Arkadiusz Pyrka, który grał na zmianę z Dominikiem Steczykiem. Ten drugi w przyszłym sezonie nie będzie się już kwalifikował do przepisu o młodzieżowcu, co powoduje, że w Gliwicach muszą się intensywnie rozejrzeć za młodzieżą. Rozwiązaniem problemu miał być pozyskany z Atletico Madryt Javier Hyjek, ale nie zdołał sobie wywalczyć miejsca w składzie i zagrał tylko w spotkaniu ze Stalą Mielec, jeszcze w 2020 roku. Jeśli w Piaście myślą o przyszłości, to czas zainwestować w wychowanków.

Największe rozczarowanie – Piast biegał najmniej w lidze!
Statystyki przedstawiające średni dystans przebiegnięty podczas meczu, są bezlitosne dla zespołu Waldemara Fornalika. Piłkarze Piasta zajmują ostatnie miejsce z najmniejszą średnią liczbą przebiegniętych kilometrów. Identycznie wygląda tabela przedstawiająca średnią ilość sprintów w trakcie meczu. Tam również gliwiczanie plasują się na ostatnim miejscu, wyraźnie odstając od reszty ligowców. Aż dziw bierze, że grając “na stojąco” otarli się o udział w europejskich pucharach. Stara maksyma, że “lepiej mądrze stać niż głupio biegać” w tym przypadku powinna zostać zapisana drukowanymi literami w szatni. Zespół z takimi aspiracjami powinien wykazać na boisku znacznie więcej zaangażowania i nad tym na pewno będzie musiał pracować sztab szkoleniowy. Kto wie na jakim miejscu skończyłby sezon Piast, gdyby zawodnicy nie leniuchowali podczas meczów?
Największe pozytywne zaskoczenie
Hmmm… Pozostawienie Waldemara Fornalika na stanowisku trenera Piasta, mimo braku zwycięstwa w ośmiu pierwszych meczach Ekstraklasy. Tylko dwa punkty na dwadzieścia cztery możliwe do zdobycia, to był idealny powód, żeby rozstać się z trenerem. W Gliwicach wytrzymano presję i zaufano trenerowi, który poprowadził zespół do sukcesów w poprzednich sezonach. I była to znakomita decyzja, szybko potwierdziła się odbiciem od dna i serią meczów bez porażki, a w efekcie walką o europejskie puchary do ostatniej kolejki. Trudno podważyć warsztat trenerski Waldemara Fornalika i zapewne nikt inny nie wyciągnąłby Piasta z kryzysu lepiej od niego. Obok Świerczoka właśnie osoba trenera miała ogromny udział przy zakończeniu sezonu w górnej części tabeli.
Werdykt
Podsumowując, miejsce poza podium i brak awansu do europejskich pucharów, biorąc pod uwagę przedsezonowe oczekiwania, jest rozczarowaniem. Po 1/3 sezonu gliwiczanie byli jednak poważnie uwikłani w walkę o utrzymanie, więc zakończenie sezonu na szóstym miejscu można uznać za mały sukces. Ten sezon na pewno obnażył zespół Piasta, który długo nie potrafił się podnieść po utracie liderów z poprzedniego sezonu. Do nowego pewnie będą mogli przygotować się spokojniej, bo nie grozi im tak wielka rewolucja kadrowa. Na liście priorytetów wpisano zapewne zatrzymania Jakuba Świerczoka i sprowadzenie dwóch zdolnych młodzieżowców. Piast znów może się liczyć w walce o najwyższe cele w przyszłym sezonie.

Łukasz Czerwiński