Kolejny sezon PKO BP Ekstraklasy dobiegł końca, a na samym szczycie tabeli ponownie obyło się bez niespodzianek – mistrzem została Legia. Błędów od sierpnia jednak nie brakowało, a co gorsza, zostały one powielone. Jak wyglądały ostatnie miesiące przy Łazienkowskiej i jaka może być przyszłość drużyny Michniewicza?
Letnie spotkanie z Europą
Legioniści – tak jak pewnie większość z nas – lubią sobie umilić wakacje różnego rodzaju wyjazdami i spotkaniami z nowymi ludźmi. Tym razem miejscem wizyt za każdym razem była Warszawa, tylko zmieniali się goście. Najpierw byli Irlandzcy z północy, później przyjechali Cypryjczycy, następnie Kosowianie, a na sam koniec Azerowie. Taki trochę warszawski Erasmus. Było miło, ale szybko się skończyło, więc już od początku września „Wojskowi” mogli planować wyjazdy tylko w obrębie naszego kraju. Czy to coś nowego? Nie. Czy kogoś to zdziwiło? Raczej nie. Czy to dobrze? Zdecydowanie nie. Trzy razy nie, więc dziękujemy i prosimy następnego uczestnika.
Różnica pomiędzy tymi spotkaniami była taka, że w dwóch pierwszych meczach trenerem warszawskiego zespołu był Aleksandar Vuković, a w kolejnych był to już Czesław Michniewicz. Chwila, chwila, czy to oznacza, że Legia znowu zmieniła trenera po nieudanym starcie sezonu? Szok i niedowierzanie, jak po odpadnięciu Rafała Brzozowskiego z półfinału Eurowizji. Tym razem miało to wyglądać inaczej, był trener, który dobrze znał specyfikę szatni, były transfery, które miały pomóc w walce o puchary, a skończyło się jak zawsze. „Mogło zdarzyć się każdemu, ale zawsze zdarza się jemu” – w tym przypadku Legii, a te słowa chyba idealnie oddają to, jak wygląda stołeczny zespół w ostatnich latach w Europie.
PZPN, PZPN, Czesław, Czesław z PZPN!
O dziwo tym razem wybór nowego trenera padł na… trenera! Niby takie proste i oczywiste, a jednak tak dawno niespotykane przy Łazienkowskiej. Nowym szkoleniowcem został, pracujący wówczas z kadrą U-21, Czesław Michniewicz. Początki 51-latka nie były łatwe, choćby przez sytuację drużyny w Europie i odbiór kibiców, który był różny. Jedni cieszyli się z przyjścia doświadczonego trenera, drudzy natomiast woleli wypominać mu dawne czasy, w których niekoniecznie dobrze śpiewał o Legii. Było to dawno temu, jednak nie wszyscy uważają, że to coś zmienia.
Wracając już do tematu samego trenera, Dariusz Mioduski podjął świetną decyzję, która obroniła się w lidze. Jak to będzie wyglądało w Europie? O tym się przekonamy, ale z pewnością jest kilka powodów do optymizmu przed tymi spotkaniami. Michniewicz przede wszystkim jest gotowy i dobrze radzi sobie z przygotowaniem swojego zespołu do gry z dużo mocniejszymi rywalami. Dobrym przykładem takich meczów są starcia naszej młodzieżowej kadry z Portugalią, Belgią czy Włochami. Może nie ze wszystkimi udawało się grać piękny futbol, ale wyniki były po prostu korzystne, i tak powinno wyglądać to też w Europie. Kiedy Legia wchodziła do Ligi Mistrzów kilka lat temu, to mecze poprzedzające fazę grupową wyglądały bardzo słabo. Wszyscy pamiętamy przecież męczarnie z wówczas półamatorskim Dundalk. Czy dziś wspominając wygraną ze Sportingiem, remis z Realem i historyczny mecz z Borussią myślimy jednak w pierwszej kolejności o tamtych eliminacjach? Oczywiście, że nie. To pokazuje tylko, że początkowe rundy trzeba po prostu przejść, nieważne w jakim stylu.
Innym pocieszającym faktem jest to, jak wyglądał zespół Michniewicza przeciwko czołowym zespołom Ekstraklasy. Bilans z czołowymi ośmioma zespołami ligi? 12-2-0, remis z Pogonią i Piastem. No co by tu dużo nie mówić, jest bardzo dobrze. Problemem bywały mecze z dużo niżej notowanymi rywalami, takimi jak Stal czy Podbeskidzie. Tam w dużej mierze brakowało koncentracji. Legia z pewnością w trakcie eliminacji przynajmniej raz zagra z dużo gorszym rywalem, a będzie to miało miejsce prawdopodobnie w 1 rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, czyli najważniejszej rundzie dla Legii. Dlaczego? Ponieważ ewentualna porażka w pierwszym dwumeczu całkowicie przekreśli szanse na grę w Lidze Mistrzów i Europy. Przed polskim szkoleniowcem stoi więc zadanie, aby poprawić poziom motywacji przed takimi spotkaniami i nie pozwolić na kolejną kompromitację.
Z górną ósemką w tym sezonie już nie zagramy. Także podsumowując, Czesław Michniewicz vs. TOP 8 w tym sezonie: 12-2-0, 27:8. Strata punktów tylko z Pogonią i Piastem. Mocne.
— Bartkovy (@bartkovy_01) April 25, 2021
Kluczowa postać sezonu
Legia może zawdzięczać mistrzostwo, dzięki stabilnej formie kilku zawodników. Pekhart, Mladenović, Martins i Juranović – to na nich w najważniejszych momentach sezonu mógł liczyć Michniewicz, i z pewnością się nie zawiódł. Każdy z wyżej wymienionych piłkarzy był gwarantem jakości przez większość kolejek, przez co „Wojskowi” stopniowo odjeżdżali rywalom. Jeśli miałbym wybierać kluczową postać tego sezonu, to mój wybór padłby na Tomasa Pekharta. Jasne, to Mladenović został piłkarzem sezonu, Juranović dogrywał idealne piłki, a linia pomocy stwarzała mnóstwo okazji, ale to na Czecha zawsze mogli liczyć koledzy. „Wrzuta na Pekharta” stała się planem, z którego niejednokrotnie korzystali koledzy, kiedy nie szło. W ten sposób mistrzowie Polski urwali dużo punktów, które dały im wielki komfort na przestrzeni całych rozgrywek. Na taką skuteczność Czecha, jak w tym sezonie, należy liczyć w eliminacjach do europejskich pucharów. 31-latek będzie musiał udowodnić swoją klasę na arenie międzynarodowej oraz pokazać, że tak udane rozgrywki nie były przypadkiem.
Otwierasz drzwi i widzisz:
— Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) May 18, 2021
📸 @FotoPyK pic.twitter.com/F7eFUGUevQ
Największe rozczarowanie
Tutaj nie ma sensu powielać odpowiedzi dotyczącej braku europejskich pucharów przy Łazienkowskiej – to jest wiadoma kwestia. Skupiając się na samych piłkarzach, kandydatur nie brakuje. Możemy przecież mówić o Williamie Remym, który szybko po przyjściu nowego szkoleniowca pożegnał się z klubem. Nie zapominajmy też o Valencii czy Rusynie, którzy mieli pomóc drużynie na boisku, a najwięcej mówiło się o nich w kwestiach poza boiskowych. W tym przypadku największego minusa postawiłbym mimo wszystko przy Valencii. Ekwadorczyk trafił do stolicy już we wrześniu, więc jego pomoc miała być odczuwalna podczas eliminacji do Ligi Europy. Tak się nie stało, choć runda jesienna nie była taka zła, jeśli chodzi o liczbę minut rozegranych w barwach Legii. Piłkarz Brentford do końca grudnia rozegrał 11 spotkań, a jedyny i ostatni mecz w tym roku rozegrał on jeszcze w styczniu. Później miał problem z wygraniem rywalizacji, a jego szanse na grę przekreśliły urazy, z którymi zmagał się 26-latek. Już w kwietniu jego macierzysty klub skrócił wypożyczenie, aby piłkarz mógł się rehabilitować na miejscu, w Anglii. Valencia był cieniem piłkarza, na którego z wielką przyjemnością patrzyło się w Gliwicach. Szkoda, bo ma on duże umiejętności, a to właśnie dla takich zawodników przychodzi się na stadiony.
Największe pozytywne zaskoczenie
Tutaj tak, jak w przypadku pierwszej kategorii można wskazać kilka postaci. Mladenović? Z pewnością zaskoczył świetną formą, ale w jego przypadku można było się spodziewać bardzo solidnej gry. Pekhart? Już w zeszłym sezonie pokazał, że może być kimś bardzo ważnym w układance najpierw Aco Vukovicia, a później Czesława Michniewicza. To może właśnie trener mistrzów Polski? W tym przypadku lepiej będzie poczekać na puchary, bo choć 51-latek wygrał ligę w wyśmienitym stylu (za jego kadencji 2,23pkt/mecz), to w Warszawie – jak co roku – najlepszą odpowiedzią będzie letni okres.
Dla mnie największym zaskoczeniem był Josip Juranović, którego już w czerwcu będziemy mogli oglądać przeciwko najlepszym reprezentacjom na Euro. Kiedy Chorwat trafiał na Łazienkowską, nikt nie spodziewał się zawodnika takiej klasy, a same początki były przecież mizerne. Słaba forma, zarażenie koronawirusem i w efekcie utęsknienie kibiców za Vesoviciem. Nie było to wymarzone wejście. Z czasem okazało się jednak, że cena, jaką Legia zapłaciła za byłego piłkarza Hajduka Split, była faktycznie promocyjna. Coś jak świąteczny karp w Lidlu, grzechem było nie skorzystać. Przy Łazienkowskiej dawno nie było tak efektownego i efektywnego prawego obrońcy. Przejście na wahadło pokazało jeszcze więcej walorów u „Jury”, który skradł serca kibiców. W 26 meczach zanotował on aż osiem ostatanich podań, dokładając do tego jedno trafienie. Dziś zarząd Legii może się obawiać, że po udanym Euro 2020, klub, jak i sam zawodnik dostaną ofertę, której nie można będzie odrzucić. Strata takiego piłkarza w obliczu eliminacji do europejskich pucharów byłaby ciosem dla wszystkich. Michniewicz na pewno będzie chciał mieć Jurę co najmniej do końca roku, na co powinien pójść też klub. To właśnie takich piłkarzy potrzebuje Legia, aby liczyć się w Europie, a tam klubu ze stolicy dawno nie było. Przetrzymanie 25-latka będzie kluczowe w kontekście walki o puchary, z których sam klub będzie mógł uzyskać kilka milionów euro i punkty do rankingu, których Legii zacznie za niedługo brakować.
Juranović:
— Nemeczek🇭🇺 (@TomekSzejok) May 17, 2021
– po covidzie najrówniej grający zawodnik Legii
– zawsze wysoko w InStat, często lider
– pracuś, świetny przegląd pola, zasuwa na skrzydle
– brak głupich błędów i kartek
– nawet na nie swojej pozycji (półprawy stoper) poradził sobie świetnie
Genialny transfer!
Byli zawodnicy przyniosą miliony?
Już za niedługo oficjalnie rozpocznie się okienko transferowe. Dla Legii będzie to specjalnie intensywny czas, ponieważ z klubem pożegnało się już kilku zawodników, a kadra musi zostać skompletowana jak najszybciej, ze względu na zbliżające się eliminacje do pucharów. Do tego potrzebne są pieniądze. W Warszawie dobrze znany jest budżet „kreatywny”, jak często określa to dyrektor sportowy, Radosław Kucharski. Możliwe, że w niedalekiej przyszłości możliwości tego pana zostaną zwiększone przez transfery byłych zawodników. O kim mowa? O dwóch młodych zawodnikach, którzy nie tak dawno zdobywali jeszcze bramki dla mistrzów Polski. Chodzi oczywiście o Sebastiana Szymańskiego i Sandro Kulenovicia.
Moskiewski diament
Jeśli chodzi o tego pierwszego, to ma on za sobą udany sezon w Dynamie Moskwa. Został on nawet wybrany do 11-stki sezonu „Opta Sports”, a osoby, które oglądały reprezentanta Polski w tym sezonie, na pewno zauważyły u niego duży postęp względem ostatnich lat. Był on drugim najlepszym asystentem Premier Ligi z sześcioma ostatnimi podaniami na koncie (tyle samo, ile trzech innych zawodników). Były piłkarz Legii, został czołową postacią Dynama i jednym z najlepszych środkowych pomocników w całej lidze. Jego dyspozycja nie została co prawda doceniona przez Paulo Sousę, jednak europejskie kluby śledziły poczynania 22-latka i niewykluczony jest transfer już tego lata. Z pewnością dobre Euro mogło wpłynąć jeszcze lepiej na zawodnika, jak i jego cenę, ale prawdopodobnie Szymański nie wybierze się na turniej, ponieważ znalazł się tylko na liście rezerwowej. Wracając już do tematu samego transferu, według naszych informacji, główne zainteresowanie Sebastianem jest z Anglii, Włoch i Niemiec. To drużyny z tych krajów są najbardziej zainteresowane pomocnikiem Dynama i możliwe, że w najbliższym czasie trafi właśnie na zachód, do jednego z tych państw.
Sebastian Szymański w najlepszej jedenastce sezonu rosyjskiej @premierliga #OptaSports! 🔥🇷🇺🏅
— UNIDOS (@UnidosAgency) May 18, 2021
Wielkie gratulacje! 👏🏻💪🏻#WEAREUNIDOS @SebaSzymanski53 pic.twitter.com/CZMNEBQGCI
„Drewno” wystrzeliło
Kiedy Sandro Kulenović opuszczał Warszawę na rzecz Zagrzebia, wielu kibiców cieszyło się, że nie będzie musiało oglądać już Chorwata w barwach Legii. Miał on wówczas za sobą naprawdę słaby okres, spowodowany zbyt dużą eksploatacją, na którą pozwalał sobie Aleksandar Vuković. Zawodnik wypalił się, nie strzelał bramek, a kibice oczekiwali mniejszej liczby minut dla młodego napastnika. Ten po nieudanej przygodzie „Wojskowych” z Europą trafił do Dinama Zagrzeb, w którym dorastał piłkarsko. Tam dużo czasu nie spędził, bo trafił na wypożyczenie do HNK Rijeki. Dobrze odnalazł się on w drużynie Gorana Tomicia i notuje dobry sezon. Zdobył on osiem bramek i zaliczył dwie asysty (jeden gol i asysta w Lidze Europy). Jego klub na kolejkę przed końcem rozgrywek zajmuje 4. miejsce i traci punkt do miejsca gwarantującego eliminacje do Ligi Konferencji. Jeśli uda im się osiągnąć ten cel, to możliwy będzie wykup Kulenovicia przez Rijekę. Co jeśli tak się nie stanie? Opcje będą dwie. Albo 21-latek wróci do Dinama i tam będzie próbował swoich sił, albo – jak słyszmy – zmieni ligę. Kilka europejskich klubów poważnie rozważa Sandro, jako opcję na atak, co może oznaczać dla Legii zysk rzędu kilkuset tysięcy euro.
Inne opcje
Oprócz tych dwóch zawodników, w stolicy pamiętają o Bartoszu Bereszyńskim, który w razie zmiany klubu również wspomoże Legię. W jego przypadku jest to 15% z zysku, jaki wygeneruje Sampdoria. Już w zeszłym roku mówiło się o możliwych przenosinach do Torino, jednak temat upadł. Na jego transfer z tej całej trójki można raczej liczyć najmniej. Polak ma dobrą pozycję we Włoszech, gra regularnie (czasem nawet z opaską kapitana), jest powoływany do kadry i ma dobre miejsce do życia. Wydaje się, że nie ma potrzeby zmiany, choć sam piłkarz przyznawał swego czasu, że nie jest zamknięty na nowe opcje: Jestem bardzo szczęśliwy we Włoszech, ale jestem też człowiekiem który lubi poznawać różne kultury. Spędziłem tutaj kawałek czasu, sporo w moim życiu w Genui się pozmieniało, ale gdyby była propozycja – strzelam, z Bundesligi – to nie zamykałbym się na to.
Bereszyński szczerze o grze u Brzęczka: byliśmy żywymi memami https://t.co/RLDNrPJFh7
— Onet Sport (@OnetSport) March 12, 2021
Ostatnią opcją, która wydaje się być kwestią czasu, jest klauzula Jarosława Niezgody. Co prawda napastnik Portland Timbers wraca do zdrowia po ciężkiej kontuzji, ale w ciągu kilku miesięcy będziemy mogli znowu oglądać jego wczyny na boiskach MLS. Tym razem sytuacja jest jednak inna niż w wyżej wymienionych przypadkach. Legia ma na wyciągnięcie ręki milion dolarów, który może trafić na konto warszawskiego klubu, jeśli napastnik zdobędzie jeszcze dwie bramki w lidze. Taką informację podawał swego czasu Piotr Wołosik z „Przeglądu Sportowego”.
Mem podsumowujący sezon:
Tutaj kandydatura mogła być tylko jedna, a szczególnie dobrze zrozumieją ją kibice, którzy przebywają często na Twitterze. Chodzi tu o wszystko związane z utworem „Buona Sera” autorstwa Mauro. Piosenka ta stała się żywym memem, za sprawą jednego z kibiców, który często udzielał się na wcześniej wspomnianym portalu. Jeden z jego filmików, na którym w tle było słychać właśnie tę piosenkę, został z nim mocno kojarzony, przez pryzmat tego, co działo się później. Dużo by tu opowiadać, ale po krótce – w pewnym momencie żartować zaczął nawet oficjalny profil Legii, a koniec końców piosenka trafiła do szatni i stała się hitem. Niby błaha sprawa, jednak zostanie ona zapamiętana na dłużej przez kibiców stołecznej drużyny.
Tak było. pic.twitter.com/Fykb2F4yvn
— Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) May 17, 2021
Werdykt
W Warszawie po staremu, ale tym razem z odrobiną optymizmu można spoglądać w kierunku Europy. W klubie jest trener, który zna się na robocie i podołał wcześniej postawionym oczekiwaniom. Miejmy nadzieję, że i tym razem powiedzie mu się ta sztuka, a Legia pod jego wodzą zagra w europejskich pucharach. Okienko, które na dobrą sprawę się jeszcze nie zaczęło, Legia stara się otworzyć jak najszybciej. Ogłoszone zostało podpisanie umowy z Joelem Abu Hanną, a w najbliższym czasie do stolicy przylecieć ma także Mahir Emreli z Azerbejdżanu. W klubie wyciągają wnioski z ostatnich lat pod względem transferów i już teraz starają się robić wszystko, aby kształt kadry został wyraźnie nakreślony jak najszybciej to tylko możliwe. Dużo mówi się także o możliwym sprowadzeniu Mateusza Bogusza czy Mijo Caktasa, jednak te tematy będą nam lepiej znane za jakiś czas. Mistrzów Polski po raz kolejny czeka bardzo gorący okres na boisku, jak i poza nim. Ten sezon pokazał, że przy nieosłabieniu kadry, Legia może bez kompleksów pokazać się w Europie, na co z całą pewnością liczą wszyscy związani z klubem.