#PoSezonie: Lech Poznań skazany na Rutkowskich

2019.03.30, Kielce,  Pilka nozna, Lotto Ekstraklasa sezon 2018/2019
Mecz Korona Kielce - Lech Poznan
N/z Piotr Rutkowski, Karol Klimczak, Tomasz Rzasa
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus2019.03.30, Kielce,
football, polish Ekstraklasa
Match Korona Kielce - Lech Poznan
Piotr Rutkowski, Karol Klimczak, Tomasz Rzasa
Credit Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Lech Poznań zakończył miniony sezon na piątym miejscu, skompromitował się w europejskich pucharach ze Spartakiem Trnava i odpadł w ćwierćfinale Pucharu Polski. Jednym słowem – katastrofa. Wśród kibiców poznańskiego klubu nie brak głosów, aby Piotr Rutkowski w końcu się poddał, ten natomiast zapowiada, że może być w klubie jeszcze przez 30 lat. 

Tytuł tekstu jest oczywiście parafrazą tytułu filmu w reżyserii Franka Darabonta „Skazani na Shawshank”. Kibice „Kolejorza” niczym Andy Dufresne są niesłusznie skazani na wiele lat bycia przy klubie zarządzanym przez Piotra Rutkowskiego. Jednakże jedno trzeba właścicielowi Lecha oddać, jest najlepszy na świecie. Najlepszy na świecie w marnowaniu potencjału klubu. Patrząc na to z boku, Lech Poznań ma wszystko, aby być hegemonem na polskich boiskach pokroju RedBulla Salzburg, Bayernu Monachium czy Paris Saint-Germain. Ma najlepszą sytuację finansową spośród wszystkich klubów Ekstraklasy, Akademia Lecha jest jedną z najlepszych w Polsce, jak nie najlepszą, ponadto klub ma bardzo dużą bazę kibicowską, czego nie może powiedzieć np. Michał Świerczewski w kontekście Rakowa Częstochowa. Czego więc brakuje Lechowi, aby wzorem Legii zdominować rozgrywki na lata? Odwagi i lepszej decyzyjności, co dobitnie pokazał miniony sezon. 

TRANSFERY 

Przed sezonem Lecha opuścili: Pedro Rebocho, Lubomir Satka, Michał Skóraś, Artur Rudko, Dominik Holec, Gio Citaishwili, Joao Amaral oraz piłkarze z Akademii, którzy powędrowali na wypożyczenia.  W ich miejsce przyszli: Bartosz Mrozek (powrót z wypożyczenia), Miha Blazić, Elias Andersson, Dino Hotić i Ali Golizadeh. 

Do Blazicia i Mrozka nie można mieć większych pretensji. Mrozek po udanym wypożyczeniu w Stali był jednym z lepszych, a niektórzy twierdzą, że najlepszym lechitą w tym sezonie. Natomiast Słoweniec jest po prostu solidnym ligowcem, nic więcej, nic mniej. Pozostała trójka to klarowny przykład na brak wspomnianej odwagi i lepszej decyzyjności. Gholizadeh przyszedł do Lecha kontuzjowany, za rekordowe w skali całego kraju 1,8 mln euro. Ktoś powie, że to przecież odwaga bić rekord transferowy ligi. Może i tak, ale w przypadku gdy ten piłkarz jest dostępny od razu. Lech ustami dziennikarzy mówił, że Ali będzie dostępny na fazę grupową europejskich pucharów. Europejskich pucharów, do których Lech nie awansował, bo skompromitował się na Słowacji, przegrywając ze Spartakiem Trnava, a Gholizadeh? Pierwszy raz na boisku pojawił się 30 października, w meczu Pucharu Polski przeciwko Zawiszy Bydgoszcz. Faza grupowa europejskich pucharów zaczynała się 21 września…

Dino Hotić początek miał obiecujący, kilka pierwszych występów mogło napawać optymizmem kibiców „Kolejorza”, że pomimo braku Gholizadeha, Lech będzie miał wystarczającą jakość, żeby rywalizować na trzech frontach. Ale później Bośniak grał albo słabo, albo nie grał, bo był kontuzjowany. Ostatnim zawodnikiem, który przyszedł latem do klubu ze stolicy Wielkopolski jest Elias Andersson. Piłkarz, który grał przeciwko zespołowi z Poznania w barwach Djurgardens podczas rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Konferencji Europy. Wówczas lechici pokonali Szwedów 3:0. Co dział skautingu i dyrektor sportowy Tomasz Rząsa zobaczyli w Anderssonie? Tego nie wiadomo, bo na przestrzeni tego sezonu Szwed ustępował miejsca w składzie Barremu Douglasowi, który był po prostu słaby oraz młodziutkiemu Michałowi Gurgulowi z rocznika 2006. 

Ponadto za błędy transferowe należy uznać brak wzmocnień w okienku zimowym. Podczas zgrupowania w Turcji Artur Sobiech doznał urazu, który wykluczył go z gry do końca sezonu. Niedyspozycyjny był również lider zespołu, Mikael Ishak. Lech został jedynie z Filipem Szymczakiem w roli środkowego napastnika, a on – delikatnie mówiąc – skutecznością nie grzeszy. Ponadto od dłuższego czasu Filip Dagerstal był niedostępny, a po pierwszym meczu Ali Golizadeh wypadł do końca rozgrywek. Należy też wspomnieć, że przed startem rundy wiosennej trener nie mógł skorzystać z Afonso Sousy, który do gry wrócił dopiero w kwietniu. Remedium na ten stan kadry była wiara w Filipa Szymczaka, co sam przyznał Piotr Rutkowski, podczas wspominanego spotkania z dziennikarzami. Lecha opuścili jeszcze Filip Wilak i Maksymilian Pingot, którzy powędrowali na wypożyczenia do Ruchu Chorzów i Stali Mielec. O ile Pingot stał się podstawowym stoperem mieleckiego zespołu, tak Wilak zagrał w zaledwie ośmiu spotkaniach w barwach Ruchu w Ekstraklasie, a minuty zbierał w większości w czwartoligowych rezerwach „Niebieskich”. 

NAJLEPSI PIŁKARZE 

Wyróżnić należy dwóch piłkarzy w ekipie z ulicy Bułgarskiej za ten sezon. Są nimi Bartosz Mrozek oraz Kristoffer Velde. Bywały mecze, w których ten pierwszy praktycznie w pojedynkę utrzymywał Lecha przy życiu swoimi interwencjami. Początek sezonu w jego wykonaniu nie wyglądał oszałamiająco, ale im dalej w las, tym częściej 24-latek udowadniał, że należy mu się miejsce w wyjściowej jedenastce „Kolejorza”. W lidze uzbierał jedenaście czystych kont, plasując się tym samym na drugim miejscu w całej lidze pod tym względem, ustępując tylko Rafałowi Leszczyńskiemu ze Śląska Wrocław. Velde był natomiast w tym sezonie najlepszym z lechitów w klasyfikacji kanadyjskiej z dorobkiem dziesięciu goli i pięciu asyst. Norweg w rundzie jesiennej prezentował się zdecydowanie lepiej, ale te słowa, poza Mrozkiem, można przytoczyć w kontekście każdego z piłkarzy „Kolejorza”. 

NA RUMAKU DO TARTAKU…

Po ostatnim meczu w 2023 roku przeciwko Radomiakowi Radom włodarze Lecha postanowili zakończyć współpracę z Johnem van den Bromem. Decyzja sama w sobie nie wzbudziła kontrowersji, bowiem „Kolejorz” w rundzie jesiennej pod wodzą Holendra odpadł w kompromitujący sposób ze wspominanym już Spartakiem Trnava czy przegrał z Pogonią Szczecin 0:5, co takiemu klubowi po prostu nie przystoi. Ratunku upatrywano w Mariuszu Rumaku, który w kontekście bycia trenerem pierwszej drużyny Lecha, był postrzegany przez jego kibiców w kategoriach nieśmiesznego żartu. Przedstawiciele klubu sprawili, że ponury dowcip stał się rzeczywistością. Rumak od 2022 roku był w strukturach klubu i odpowiadał za szkolenie trenerów. Wcześniej odbił się od Śląska Wrocław, Zawiszy Bydgoszcz, Bruk-Betu Termaliki czy Odry Opole. Pracował jako selekcjoner reprezentacji Polski do lat 19, ale po zaledwie pięciu spotkaniach PZPN zdecydował się go zwolnić. 

Mariusz Rumak zaczął obiecująco, pierwsze wywiady stwarzały pozory, że w trenerze doszło do pewnej przemiany. Z człowieka, który podczas konferencji prasowych był opryskliwy wobec dziennikarzy i niezbyt dobrze znosił krytykę, emanowała pozytywna energia i entuzjazm. Nawet piłkarze Lecha udzielili poparcia nowemu trenerowi, często też kwestionując metody czy podejście Johna van den Broma. Szczególnie Mikael Ishak oraz Dino Hotic uderzali w byłego szkoleniowca. Rumak zaczął rundę wiosenną nadspodziewanie dobrze. W pierwszych trzech meczach „Kolejorz” zdobył siedem punktów, pokonując Zagłębie Lubin oraz Jagiellonię Białystok i zremisował ze Śląskiem Wrocław. Potem nie było już tak kolorowo… Lech odpadł z Pucharu Polski w ćwierćfinale po porażce z Pogonią Szczecin w dogrywce, po golu w ostatniej minucie spotkania. Po drodze przytrafiły się porażki: z Rakowem 0:4, z Puszczą na wyjeździe, z Ruchem na wyjeździe czy z Koroną Kielce u siebie. Lech pod wodzą 47-letniego trenera był drużyną na piątkę, zanotował po pięć zwycięstw, remisów i porażek. Ale czy całość winy leży po stronie trenera? Na pewno nie. Rumaka można winić najmniej za ten stan rzeczy. Każdy na jego miejscu mając propozycję poprowadzenia takiej drużyny by się na to zdecydował. Żeby zatrudnić go w Ekstraklasie, do walki o mistrzostwo i Puchar Polski, mógł zrobić to tylko Piotr Rutkowski i co gorsze dla Lecha i jego kibiców, zrobił to. 

KKS – Koleżeński Klub Sportowy 

Po takim sezonie, pełnym sukcesów i pięknych chwil, kibice domagali się zmian w strukturze klubu, przede wszystkim żądając „głowy” Tomasza Rząsy (dyr. sportowy) i Jacka Terpiłowskiego (szef skautingu) . Jak powiedział Dawid Dobrasz, w programie „Poznań vs Warszawa” na kanale Meczyki, do jednego istotnego zwolnienia doszło. Z pracą w departamencie medycznym pożegnał się jego szef, dr Krzysztof Pawlaczyk. Decyzja ta nie powinna za bardzo dziwić, wszak problem z diagnozami i powrotem piłkarzy do zdrowia był aż nadto widoczny. Koronnym przykładem jest Filip Dagerstål. W opublikowanym przez klub raporcie medycznym z dnia 30 października 2023 roku, przeczytać można, że Szwed będzie pauzował od trzech do sześciu tygodni. Mamy czerwiec 2024 roku i z klubu słychać, że nie będzie on dostępny na początek okresu przygotowawczego przed kolejnym sezonem. 

Rząsa i Terpiłowski zostają, z podkreśleniem, iż najbliższe okienka będą ostatnią szansą dla tych panów. Przynajmniej takie słowa miały paść z ust Piotra Rutkowskiego podczas wspominanego już wielokrotnie spotkania z dziennikarzami. Ta wypowiedź właściciela może o tyle dziwić, że na tym samym spotkaniu Rutkowski przyznał, że zatrudnienie Mariusza Rumaka to był jego pomysł, a pretensje właściciela polegały na braku wyraźnego sprzeciwu ze strony pozostałych. Nie wiadomo ile razy w swoim życiu Piotr Rutkowski miał nad sobą szefa i ile razy ten szef próbował ingerować w jego obowiązki. Można wysnuć wniosek, że niewiele, skoro oczekuje negowania jego decyzji we własnej firmie. W dodatku Rutkowskiemu było tak trudno przyznać się do błędu jaki popełnił, że nie zwolnił Mariusza Rumaka jeszcze w trakcie rundy, aby jakkolwiek spróbować uratować ten sezon, w efekcie czego, Lech w ostatnich pięciu meczach zdołał uzbierać zaledwie dwa punkty. 

W przestrzeni medialnej można usłyszeć, że aby móc pracować na znaczącym stanowisku w Lechu, trzeba być w bardzo dobrych relacjach z właścicielem. O ile nie jest to nic złego, żeby w pracy była przyjazna atmosfera, o tyle nie mogą one być kluczowe przy podejmowaniu decyzji w zarządzaniu klubem piłkarskim. W Lechu wyglada na to, że o tym zapomnieli, w efekcie czego funkcję pierwszego trenera powierzono Mariuszowi Rumakowi, a Tomasz Rząsa wraz z Jackiem Terpiłowskim nadal pracują i przygotowują kolejne okienko transferowe. W dodatku Piotr Rutkowski przyznał, iż w tym sezonie znacznie częściej wchodził do szatni piłkarzy niż dawniej. Czy właściciel klubu powinien wchodzić do szatni po przegranych meczach? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. 

OKIENKO NA PRZYSZŁOŚĆ 

Trenerem Lecha od sezonu 2024/2025 będzie Niels Frederiksen. Będzie to pierwszy szkoleniowiec z duńskim paszportem w naszej Ekstraklasie. Miał okazję pracować z Kamilem Wilczkiem czy byłymi piłkarzami „Kolejorza”: Christianem Gytkjaerem i Nickim Bille Nielsenem. Jego największym sukcesem w karierze trenerskiej jest odzyskanie z Brøndby IF mistrzostwa Danii w sezonie 2020/2021 po szesnastoletniej przerwie. Piotr Rutkowski zapowiada ofensywę transferową i podkreśla, że taki sezon jak poprzedni nie ma prawa się powtórzyć. 

Wojciech Jaśkowiak

POLECANE

tagi