#PoSezonie: Lech Poznań, czyli #MajsterNaStulecie!

Share on facebook
Share on twitter
Źródło: Damian Kosciesza / PressFocus

Przed rozpoczęciem sezonu w Poznaniu wszyscy mówili jednym głosem na stulecie Kolejorz musi zdobyć mistrzostwo Polski. Cel ten Lech Poznań osiągnął i z pięciopunktową przewagą wyprzedził drugi Raków Częstochowa. O drodze z wybojami, efektownej grze i Maestro Macieju Skorży, który zbudował ekipę na tytułowego majstra.

Początki bywają trudne

Zanim zaczniemy podsumowywać sezon 2021/22 w wykonaniu poznańskiego Lecha, cofnijmy się do wydarzeń sprzed nieco ponad roku. 16 maja, koniec tragicznego (wyłączając grę w europejskich pucharach) dla Kolejorza sezonu 2020/21. 11. miejsce w lidze, zaledwie 37 punktów, 39 strzelonych goli i 38 straconych. Kompromitacje w meczach przeciwko Stali Mielec, Podbeskidziu Bielsko-Biała czy Pogoni Szczecin. Zwolnienie Dariusza Żurawia i powrót Macieja Skorży na ławkę trenerską Kolejorza po siedmiu latach. I tutaj pojawia się punkt zwrotny całej historii…

Było ciepłe lato, choć czasem padało
Dużo nad klubem się pracowało i mało się spało

Tak właśnie zaczęła się na dobre wakacyjna przygoda z okresem przygotowawczym w Poznaniu. Maciej Skorża miał za zadanie poukładać rozbity mentalnie zespół i stworzyć kolektyw walczący o mistrzostwo Polski. Trener Lecha postanowił w tym celu ściągnąć z wypożyczenia dawno zapomnianego przez kibiców Joao Amarala, wybrać Adriela Ba Louę ponad Damiana Kądziora, zadzwonić do Barry’ego Douglasa, zakupić do konkurencji ze Szkotem Pedro Rebocho, a do kompletu Portugalczyków dołożyć jeszcze Joela Pereirę. Zespół zasilił również Radosław Murawski, który był jednak zakontraktowany już w zimowym okienku transferowym sezonu 2020/21. Takich ruchów transferowych Kolejorz dokonał latem.

Choć poznańska drużyna zdawała się silniejsza niż przed kilkoma miesiącami, to wciąż pojawiały się znaki zapytania. Kibice nie byli przekonani co do Jespera Karlströma, Antonio Milicia czy nawet Bartosza Salamona. W trakcie sezonu 2021/22 okazało się jednak, że to topowi zawodnicy w skali ekstraklasy.

Początki bywają jednak trudne. Lech na inaugurację rozgrywek zremisował bezbramkowo z beniaminkiem, Radomiakiem Radom, a kibice z Kotła postanowili po fatalnym poprzednim sezonie bojkotować mecze swojego ukochanego klubu. W efekcie Radomiak, Cracovia, Lechia czy Pogoń miały przewagę w postaci braku zorganizowanego dopingu przez kibiców gospodarzy. Wyniki jednak przyszły, Kolejorz grał piękną piłkę, a doping wrócił 17 września podczas meczu z Wisłą Kraków. To spotkanie Lech wygrał 5:0 i właściwie już wtedy stało się jasne, że powalczy o ósme mistrzostwo Polski w swojej historii.

Piękny styl i tylko cztery porażki

Kolejorz grał pięknie, zachwycał wyjęty z szafy Joao Amaral, Mikael Ishak był zabójczo skuteczny, Joel Pereira siał spustoszenie wrzutkami w pole karne, Jakub Kamiński kręcił obrońcami rywali na lewej stronie boiska, Jesper Karlström był prawdziwym szefem w środku pola, a Bartosz Salamon wraz z Antonio Miliciem stworzyli wybitny duet środkowych obrońców. Efekt?

Cóż, Lech wygrał 22 mecze, zremisował osiem, a przegrał zaledwie cztery razy. Przełożyło się to na zdobycie 74 punktów, co jest najlepszym wynikiem Kolejorza w XXI wieku. Warto zauważyć, że świetnie punktujące Raków (69 punktów) i Pogoń (65 punktów) w poprzednich latach pokusiłyby się o zdobycie krajowego mistrzostwa. Poznaniacy w tym szalonym wyścigu okazali się ostatecznie najlepsi, choć jeszcze na trzy kolejki przed końcem sezonu nic na to nie wskazywało, zwłaszcza po porażce z Rakowem w finale Pucharu Polski (1:3).

Po 31. kolejce karty rozdawał bowiem zespół Marka Papszuna. Mimo tego, że Raków i Lech miały po tyle samo punktów (65), częstochowianie byli liderem. Wszystko to przez lepszy bilans bezpośrednich meczów z Kolejorzem. I wtedy, w 32. kolejce, stało się COŚ…

Cud w Gliwicach, król Mikael Ishak!

Lech pojechał do Gliwic na mecz z wciąż walczącym o europejskie puchary Piastem. Tego samego dnia, chwilę przed rozpoczęciem spotkania z udziałem Kolejorza, Raków zremisował 1:1 z Cracovią. Piłkarze Macieja Skorży mieli wszystko w swoich rękach, a właściwie w nogach, bowiem przy zwycięstwie objęliby pozycję lidera.

Do 87. minuty utrzymywał się wynik remisowy, a Lech po dobrej pierwszej połowie w drugiej wyglądał źle, bezbarwnie, bez pomysłu na zagrożenie bramce gliwiczan. I wtedy do rzutu rożnego podszedł Nika Kwekweskiri. Zresztą, sami zobaczcie…

Kolejorz objął pozycję lidera i nie oddał jej już do samego końca. Zresztą, już tydzień później wygrywając w derbach Poznania z Wartą zapewnił sobie tytuł mistrza Polski. Choć i tu pomóc musiał rywal Rakowa, którym tym razem było walczące o życie Zagłębie Lubin. Wynik? 1:0 dla Miedziowych po golu wychowanka Lecha, Kacpra Chodyny. Lech Poznań mistrzem Polski 2021/22.

Joao Amaral konduktorem Poznańskiej Lokomotywy

Pora przejść do wyróżnień indywidualnych. Najlepszym piłkarzem sezonu w niebiesko-białych barwach nie sposób było wybrać kogokolwiek innego niż Joao Amarala. Portugalczyk, którego Dariusz Żuraw zdążył skreślić przed swoim odejściem, pod wodzą Macieja Skorży rozegrał najlepszy sezon w swojej karierze zdobywając 14 goli i notując osiem asyst. Walczył również o tytuł najlepszego pomocnika oraz piłkarza sezonu. Nagrody te ostatecznie zgarnął jednak król strzelców ekstraklasy, Ivi Lopez. Trzeba jednak przyznać, że Amaral odmienił oblicze ofensywy Lecha, a fakt, że posadził na ławce Daniego Ramireza dał do myślenia wielu kibicom czy ekspertom, którzy skreślali Portugalczyka.

Mówiąc o najlepszych w tym sezonie w barwach Kolejorza, nie sposób nie wspomnieć nazwiska Jakub Kamiński. Najlepszy młodzieżowiec minionych rozgrywek. 19-latek zdobył dziewięć bramek, do których dołożył sześć asyst. Zaowocowało to powołaniem do reprezentacji Polski, najpierw przez Paulo Sousę, a niedawno przez Czesława Michniewicza na czerwcowe mecze Ligi Narodów. No i crème de la crème – transfer do niemieckiego VfL Wolfsburg za około 10 milionów euro. Powodzenia, Kamyk!

Wspominałem o niekwestionowanym liderze środka pola, Jesperze Karlströmie. 26-latek mimo gry na pozycji defensywnego pomocnika znalazł uznanie kibiców i ekspertów, co zapoczątkowało nazywanie go Szefem. Szwed może pochwalić się średnio trzema odbiorami na mecz. Obejrzał tylko cztery żółte kartki, co spowodowało jedyną pauzę w tym sezonie, w meczu przeciwko Stali Mielec w 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Dodatkowo udało mu się wrócić do reprezentacji Szwecji i zostać nominowanym do nagrody dla najlepszego pomocnika sezonu w ekstraklasie.

Bartosz Salamon. Lider obrony, lider szatni. Stworzył wraz z Antonio Miliciem fenomenalny duet w defensywie. Polak został wybrany najlepszym obrońcą w lidze i strzelił trzy gole. Może się również pochwalić najwyższym InStat Indexem w całej ekstraklasie. Chorwat zaś czterokrotnie trafiał do siatki rywali, co sprawiło, że został najskuteczniejszym stoperem rozgrywek. Na uwagę zasługuje gol zdobyty uderzeniem piętą w ostatniej akcji meczu z Wisłą Kraków dający Kolejorzowi remis.

Również Portugalczycy, Joel Pereira i Pedro Rebocho pokazali, że warto było poszerzyć kolonię z Półwyspu Iberyjskiego w poznańskiej szatni. 25-letni Pereira siał spustoszenie w polu karnym przeciwników genialnymi dośrodkowaniami, które przełożyły się na siedem asyst, co jest najlepszym wynikiem w lidze wśród obrońców. Wygrał rywalizację z Alanem Czerwińskim i wypożyczonym do końca rozgrywek Tomaszem Kędziorą. 27-letni Rebocho wygrał natomiast walkę o skład z Barrym Douglasem i dawał dużo jakości, jakby to powiedział Adam Nawałka, zarówno w ofensywie jak i w defensywie. Gol i cztery asysty – to bilans Portugalczyka w ekstraklasie.

Mikael Ishak, czyli kapitan Lecha, najlepszy strzelec zespołu w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy. Licznik goli strzelonych przez Szweda zatrzymał się na liczbie 18, co przełożyło się na zdobycie nagrody dla najlepszego napastnika ligi. Do tego Ishak dorzucił sześć asyst. Jego wpływ na ofensywę Kolejorza był ogromny, choć zdarzały się mecze, w których zawodził i na potęgę marnował sytuacje bramkowe (chociażby w Mielcu, przeciwko Stali). Trzeba jednak przyznać, że stworzył genialne trio z Amaralem i Kamińskim. W przyszłym sezonie powinien ponownie powalczyć o koronę króla strzelców.

Norweskie rozczarowanie

Choć wydaje się, że w Lechu wszystko było pięknie i kolorowo, nie sposób nie wyróżnić największego moim zdaniem rozczarowania tego sezonu. Zimą klub „zasilił” norweski skrzydłowy – Kristoffer Velde, który miał przygotowywać się do roli następcy odchodzącego Jakuba Kamińskiego. Kolejorz pokładając w nim ogromne nadzieje sięgnął głębiej do kieszeni i zapłacił za niego około milion euro. Póki co jednak są to pieniądze wyrzucone w błoto. Jedna asysta, potykanie się o własne nogi i częste znajdowanie się poza kadrą meczową – to bilans norweskiego pasterza, jak określono go wśród kibiców Lecha na Twitterze.

Słabo prezentował się również 20-letni Filip Marchwiński, do którego chyba już wszyscy stracili cierpliwość. Z jednego z największych talentów w polskiej piłce stał się wyśmiewanym przez brak, jak się wydaje, rozsądnej decyzji odnośnie wypożyczenia do innego klubu. A były zapytania ze Śląska Wrocław i Górnika Łęczna. Quo vadis, Filipie?

Osąd bohaterów

Lech Poznań był zdecydowanie najlepszą drużyną tego sezonu w PKO BP Ekstraklasie, co potwierdził zdobywając ósmy tytuł mistrzowski w swojej stuletniej historii. Na uwagę zasługuje fakt rozłożenia odpowiedzialności za zdobywanie goli na kilku zawodników, czego brakowało w sezonie 2020/21.

Kolejorz prowadził w tabeli nieprzerywanie od początku sierpnia 2021 do drugiej połowy lutego 2022 (po 19 kolejkach z rzędu). Największą stratę do lidera miał po 1 i 25. kolejce ekstraklasy, kiedy prowadzący klub wyprzedzał podopiecznych Macieja Skorży, który został wybrany trenerem sezonu, o dwa oczka.

Imponuje również zachowanie 15 czystych kont w lidze mimo rotacji na pozycji bramkarza, gdzie bój o miejsce w składzie toczyli Filip Bednarek oraz Mickey van der Hart.

Lech rozegrał jeden z najlepszych sezonów w historii swoich występów w ekstraklasie i zasłużenie zdobył mistrzostwo. Czy pokusi się o powtórkę w przyszłym sezonie, a dodatkowo zawojuje europejskie puchary? Cóż, wszystko zależy od stanu kadrowego. Jeśli uda się odpowiednio wzmocnić drużynę na papierze wyglądającą na najmocniejszą w kraju i jednocześnie utrzymać trzon zespołu z Amaralem i Ishakiem na czele, możemy spodziewać się kolejnego wybitnego sezonu w wykonaniu drużyny z Poznania. Problemem może być natomiast obsada w roli młodzieżowca. O miejsce w składzie powalczą Krzysztof Bąkowski, Filip Szymczak, Filip Borowski, Jakub Antczak i Antoni Kozubal. Wydaje się jednak, że nie są to jeszcze piłkarze gotowi na pierwszy skład w zespole mistrza Polski.

Na koniec powiem tylko…

Lech na ligowym szczycie
Nagłówków pełne strony
Lech niezwyciężony!

Dominik Stachowiak