Dla Lecha Poznań minione rozgrywki PKO BP Ekstraklasy są z pewnością do zapomnienia. Po pięknym początku zwieńczonym awansem do fazy grupowej Ligi Europejskiej przyszła seria porażek drużyny i kompromitacji ze strony zarządu. Były też jakieś plusy, o których wspominamy w poniższym tekście.
Miłe złego początki
1 października Lech Poznań pokonał Charleroi 1:0 i awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Dla kibiców Kolejorza była to wspaniała informacja, bo od razu w klubie odżyły wspomnienia z pamiętnych lat, gdy Rudnevs, Arboleda i Stilić załatwiali Manchester City i Juventus. Trzeba szczerze przyznać, że w tamtym czasie gra ekipy Dariusza Żurawia mogła się podobać – piłkarze wyglądali dojrzale, duet Tiba – Ramirez czarował w środku pola, a z przodu do bólu skuteczny był Mikael Ishak, który pozwolił szybko zapomnieć o kimś takim jak Christian Gytkjaer.
Przyszedł pierwszy mecz z Benficą i wysoka porażka 2:4, ale mimo takiego wyniku Lech pozostawił po sobie dobre wrażenie, a piłkarska Europa poznała takich grajków jak: Puchacz, Moder czy Kamiński. Później jednak było już coraz gorzej. W Ekstraklasie w zasadzie od początku wyniki przyprawiały o zawroty głowy (porażki m.in. z Jagiellonią i Legią Warszawa po bramce w końcówce Rafy Lopesa). Najboleśniejszym ciosem dla fanów poznańskiej drużyny z pewnością było rewanżowe starcie z Benficą, kiedy to trener Żuraw wystawił do gry „rezerwy”, żeby ratować sytuację w lidze. Ostatecznie ani jedno, ani drugie mu się nie udało i w efekcie musiał on pożegnać się ze stanowiskiem 6 kwietnia 2021 roku. W międzyczasie odszedł też Jakub Moder za rekordową sumę 10 milionów euro z bonusami. Wydawałoby się, że za takie pieniądze z transferu + całkiem niezłą gotówkę z Ligi Europy, Kolejorz powinien odjechać lidze. No i po raz kolejny okazało się, że dużymi sumami trzeba umieć zarządzać, a w tym zarząd ekipy z Wielkopolski dobry nie jest.
Transfery
Rzućmy okiem na najciekawsze transfery, jakie Kolejorz przeprowadził w tym sezonie i czy faktycznie wyglądało to tak słabo.
Jan Sykora – miał zjeść tę ligę i wciągnąć nosem, ale no niestety tego nie zrobił. Zaliczył tylko jakieś przebłyski dobrej gry i całe rozgrywki skończył bez gola i z czterema asystami. Spodziewano się po nim zdecydowanie więcej.

Mohammad Awwad – silny piłkarz, który wydawało się, że ma potencjał, bo dawał impuls z ławki. Nie znalazł on jednak uznania w oczach trenera Żurawia i w zasadzie od początku był tylko marnym dodatkiem do składu Lecha. Szkoda, że nie zobaczyliśmy go przez dłuższy czas, bo być może opinia o nim byłaby inna.
Filip Bednarek – jego gra mocno falowała – raz był bohaterem meczu, a za chwilę przez niego drużyna przegrywała. Po powrocie Van Der Harta usiadł na ławce i wydaje się, że to Holender będzie w nadchodzącym sezonie jedynką w bramce.
Alan Czerwiński – ten transfer zaczął się bronić od samego początku. Czerwiński grał świetnie na prawej stronie, włączał się do akcji ofensywnych, nie odstawał na tle szybszych rywali i zaowocowało to powołaniem do kadry, w której nawet zadebiutował w meczu z Finlandią. Później, jak cała drużyna obniżył loty, ale jego postawę trzeba mimo wszystko docenić.
Mikael Ishak – kapitalny początek sezonu, co strzelał, to trafiał. Po Lidze Europy przyszła kontuzja, która złączyła się z odejściem Modera i atak Kolejorza w zasadzie przestał istnieć. Ze składu wypadł też Katcharava i zaczęły się ogromne problemy. Szwed jednak dobrą grą wzbudził nawet zainteresowanie klubów Bundesligi, co pokazuje, że prezentował wysoki poziom.
Jesper Karlstrom – spodziewano się po nim dużo, bo to przecież mistrz Szwecji, ale rewelacją tej ligi nie został. Być może w przyszłym sezonie pokaże się z lepszej strony.

Bartosz Salamon i Antonio Milić – dwójka obrońców, która miała zażegnać problemy w defensywie Lecha. Były na to spore szanse, gdyby zdrowy był Satka, ale Słowak zmagał się z kontuzją, przez co nie mógł pomóc kolegom w niektórych meczach. Milić zagrał tylko 11 spotkań, ale pokazał, że w piłkę grać potrafi, choć ciężko wystawić mu jakąś ocenę po takim krótkim czasie. Salamon, natomiast popełniał błędy, grał nieodpowiedzialne i ogólnie trzeba sobie szczerze powiedzieć, że ten transfer bardzo rozczarował, bo sam zawodnik w wywiadach wyrażał chęć powrotu do kadry, a jak dotąd nasza liga go przerosła.
Nika Kvekveskiri – Gruzin o sporych umiejętnościach jak na naszą ligę i co ciekawe miał na stole lepsze oferty od Lecha Poznań, a mimo to wybrał Polskę. Dostał powołanie na Euro i zapewne będzie grał tam w pierwszym składzie. Poznaniacy powinni zrobić wszystko, żeby zatrzymać go w składzie, bo z pewnością jest w nim potencjał.
Aron Johannsson – zaliczył debiut marzeń, w którym strzelił gola ze Śląskiem Wrocław i mógł się na boisku podobać. W kolejnym spotkaniu dał zwycięstwo z Wartą i wydawało się, że Lech trafił w dziesiątkę. Jednak im dalej w las, tym było gorzej. Amerykanin nie strzelił już żadnego gola i ciężko też było go w jakikolwiek sposób wyróżnić. Podpisał kontrakt na 1.5 roku, ale czy w Poznaniu zostanie, to zobaczymy.
Jak widać, totalnego dramatu nie ma, ale warto zwrócić uwagę na czas przybycia do klubu tych zawodników. Większość przyszła zdecydowanie za późno, przez co Lech musiał grać rezerwami w Europie. Z całym szacunkiem dla Tomasza Dejewskiego, ale to nie jest zawodnik na Puchary, a nawet nie na topowe drużyny naszej ligi. Został wsadzony na minę przez trenera Żurawia i nie ma co się dziwić, że zadaniu nie sprostał, skoro raz grasz przeciwko Garbarni, a za chwilę z Benficą. Sami zawodnicy w wywiadach podkreślali, że problemy kadrowe i krótka ławka mocno im przeszkodziły w osiągnięciu dobrego wyniku.
Tu trzeba znowu postawić minus przy obecnym zarządzie, który przez cały sezon tych „grzeszków” zebrał naprawdę sporo. Cierpliwość skończyła się także u kibiców, bo ultrasi Lecha wystosowali pismo do władz o zwolnienie osób decyzyjnych w klubie. Zagrozili, że jeśli nie zostanie to zrobione, to na trybunach się nie pojawią. Ostatecznie zjawili się oni na ostatnim meczu z Górnikiem, ale w dosadny sposób dali odczuć, co myślą o obecnych prezesach i dyrektorze sportowym.
Lech Poznań – Górnik Zabrze 16.05.2021#LPOGÓR pic.twitter.com/UJ0c3JkqYi
— Stadionowi Oprawcy (@Stadionowi) May 16, 2021
Bohater kolejki
— 🐘 Heretyk Zyga 🇵🇱 🏴 🇳🇬 (@Zyga10176391) May 16, 2021
#LPOGÓR pic.twitter.com/Asx5mtcOfG
Skorża na ratunek
Schedę po Dariuszu Żurawiu przejął dobrze znany w Poznaniu Maciej Skorża. Po egzotycznym „tripie” doświadczony już szkoleniowiec chciał wykorzystać zdobyte umiejętności i jeszcze raz wsiąść na pokład polskiego klubu. Zadanie miał jednak bardzo trudne, bo w zasadzie został przez zarząd wsadzony na konia i trzeba przyznać, że początek miał bardzo trudny. Nie ma co ukrywać, że po przyjściu nowego trenera nikt w Poznaniu i tak już o dobrym wyniku nie myślał, ale takie porażki jak ta ze Stalą Mielec, czy Podbeskidziem z pewnością nie przyprawiły kibiców Kolejorza o powód do dumy.
Prawdziwy czas weryfikacji przyjdzie właśnie teraz, bo Skorża będzie mógł zbudować drużynę według własnego pomysłu, już wprowadza nowy sztab i w zasadzie ma wolną rękę w transferach. Dostał zaufanie zarządu, który łapie się, czego tylko może i pytanie, czy ta taktyka będzie udana. Ciężko powiedzieć, bo z Lechem zapewne pożegna się kilku piłkarzy – już w klubie nie ma Puchacza, Katcharavy, Dejewskiego, Krawecia. Do tej czwórki jeszcze paru zawodników dołączy i trzeba będzie ściągnąć w to miejsce wartościowych ludzi, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku, jak miało to miejsce w minionych rozgrywkach. Mówi się już o zainteresowaniu Makaną Baku, którego klauzula w kontrakcie wynosi 1 milion euro, a wiadomo, że Warta tyle za niego Holstein Kiel nie zapłaci.

Największe plusy: pieniądze z gry w europejskich pucharach, ze sprzedaży Modera, Jóźwiaka i Puchacza, kolejny narybek młodych zawodników z akademii.
Największe minusy: coraz gorsze decyzje zarządu, trudne relacje z kibicami, brak pucharów, kolejny stracony sezon.
Co w przyszłym sezonie?
Przewidywanie jakiejkolwiek przyszłości dla Lecha Poznań jest jak wróżenie z fusów. Klub pokazał, że jest absolutnie nieobliczalny i wcale się nie zdziwię, jak w przyszłym sezonie będą się bić o medale, ale też jak powtórzą wyczyn z minionych rozgrywek. Kluczem do sukcesu będzie dobrze przepracowany okres przygotowawczy i udane transfery, o których nie można było powiedzieć rok temu. Maciej Skorża mocno obserwuje drugoligowe rezerwy, gdzie jest kilka ciekawych nazwisk, więc można się spodziewać, że wyskoczy nam jakiś królik z kapelusza w postaci np. Jakuba Karbownika, Karola Smajdora czy Krzysztofa Bąkowskiego. Niemniej jednak kluczowe słowo dla kibiców Kolejorza to niepewność, bo tak można nazwać obecną sytuację w klubie. Pytań jest wiele, a odpowiedzi na nie nie znamy. Pozostaje nam więc czekać z niecierpliwością na start ligowych rozgrywek w sezonie 2021/22.