Sezon przejściowy. To pojęcie zostało kompletnie zdezolowane przez białostocką ekipę. Nowa miotła w postaci Bogdana Zająca miała pomóc w repolonizacji kadry i zrobienia podbudowy na przyszłe lata, a tymczasem jedynie pogrążyła „Jagę” w marazmie.
Największy plus – Jesus Imaz
Hiszpan był oszlifowanym diamentem w odpustowej plastikowej koronie Jagiellonii. Kiedy Imaz był w formie, cała ekipa niebotycznie zyskiwała na jakości. Niech przemówią statystyki:
- Jesus Imaz z bramką lub asystą – 14 meczów, 8 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki
- Jesus Imaz bez bramki ani asysty – 13 meczów, 2 zwycięstwa, 3 remisy, 8 porażek
Różnica jest ogromna. Wiadro pomyj wylało się w poprzednim sezonie na Imaza, wcale nie bezpodstawnie. Jego gorsza gra dziwnie zgrała się z niedogadaniem przez Jagiellonię warunków jego transferów do jednego z arabskich zespołów. Oferowany przez Damac FC i Al-Fateh milion euro nie zadowalał białostoczan. Choć Hiszpan zarzekał się, że nie jest w żadnym wypadku zły, ba, był niby nawet zadowolony z tego, ze jest tak ważny dla drużyny, to i tak sprawa wyglądała co najmniej dziwnie. Był nawet moment plotek, że ówczesny trener Iwajło Petew nie chce już w swoim zespole byłego Wiślaka, ale po zmianie szkoleniowca temat ucichł i jak widać wyszło to „Jadze” na dobre. Pod okiem Bogdana Zająca Imaz odbudował swoją postawę (a może po prostu foch mu przeszedł…) i ponownie stał się nie tylko najlepszym piłkarzem Jagiellonii, ale także topową gwiazdą ekstraklasy. Przed „Dumą Podlasia” stoi teraz niebywale trudne zadanie, bo za takie trzeba uznać zatrzymanie Jesusa Imaza w zespole.
🔝✨
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 17, 2021
Gol Sezonu – Jesus Imaz! 👏#GalaEkstraklasy pic.twitter.com/KB8Cr1gdQp
Największy minus – Błażej Augustyn
Początek miał niezły. Wydawało się, że Jagiellonia zapewniła sobie potężne trio stoperów w postaci Runje, Tiru i właśnie Augustyna. Problem bogactwa, jaki każdy chciałby mieć. Do 10. kolejki był raczej podstawowym obrońcą. Później plany pokrzyżowały kontuzja, a gdy sprowadzony z Lechii piłkarz wrócił na murawę… cóż… Znowu nie było początkowo źle, bowiem zaczęło się od czystego konta z gdańskim klubem. Niestety, im dalej w las, tym Augustyn był gorszym drzewem.
Swój optimum tempus osiągnął jednak w 15. kolejce, w meczu z Piastem. Wtedy 33-latek zaliczył dwie żółte kartki i wyleciał z murawy. Okej, każdemu się może zdarzyć! Po przerwie wrócił do pierwszego składu i… znowu otrzymał dwie żółte kartki. Trener obdarzył go jednak na tyle wielkim zaufaniem, że dał mu kolejną szansę, a on… znowu skończył spotkanie przed czasem. 3 mecze z rzędu z czerwoną kartką. Jego elektryczność wykazywała się nie tylko niepotrzebną agresją, ale również zwyczajnie gorącą głową co do piłkarskich zagrań.
W przedostatnim spotkaniu sezonu, z Górnikiem Zabrze, zawalił 3 bramki! Trzeba mieć naprawdę ogromny talent, aby wyprawiać takie rzeczy, a jednocześnie wciąż mieć łatkę porządnego obrońcy. Mocnym kandydatem w kategorii ,,największy minus” był również Kris Twardek, jednakże po Kanadyjczyku nikt niczego się nie spodziewał, w przeciwieństwie do Augustyna. Mimo tego warto wspomnieć o tym gagatku, bo był chyba najbardziej bezsensownym transferem minionych rozgrywek.
Chciałem napisać, że Jagiellonia pozbywa się zdecydowanie najsłabszych punktów w drużynie, ale przypomniałem sobie, że przecież są tam jeszcze Kris Twardek i Błażej Augustyn. https://t.co/kdiOWe0oip
— Dominik Stachowiak (@D__Stachowiak) May 16, 2021
Największe rozczarowanie – Fiodor Černych
Dobre wspomnienia pozostawił po sobie Fiodor Černych, gdy odchodził do Dynama Moskwa. Litwin był uniwersalny, grał świetnie na obu skrzydłach i jako napastnik. Tworzył świetne trio z Frankowskim i Novikovasem. Wracając więc do Jagiellonii kibice spodziewali się, że urealni chociaż część pamięci, jaką mieli w głowie fani „Dumy Podlasia”. Tymczasem Černych zazwyczaj biegał bezsensownie po boisku i niezbyt uczestniczył w kreowaniu akcji ofensywnych. Zresztą statystyki mówią same za siebie – bramka i 2 asysty w 16 spotkaniach. Winę można było zrzucać na brak przygotowania przedsezonowego, ale przepracowany okres zimowy niczego nie zmienił. Litwin wciąż był tylko cieniem samego siebie i nie wnosił do drużyny żadnej większej jakości.
Jego najlepszy mecz przypadł na 22. kolejkę z Lechem Poznań. Walnie przyczynił się wtedy do wygranej 3:2, gdyż zaliczył bramkę i asystę. Niestety, wyeliminowała go wtedy również kontuzja i wrócił dopiero na zamknięcie sezonu. Černych po powrocie do zdrowia wciąż może być dużym wzmocnieniem, ale póki co jest ogromnym rozczarowaniem.
Największe zaskoczenie – Xavier Dziekoński
Kto by się spodziewał, że 17-latek wygryzie tak stabilnego i doświadczonego Šteinborsa? Tymczasem Xavier Dziekoński praktycznie nie odstaje od jednego z najlepszych golkiperów Ekstraklasy. Jasne, wciąż robi błędy, ale pewność i refleks młodzieżowca zasługuje na uznanie i przypomina początkowe poczynania Bartłomieja Drągowskiego. Póki co wygląda na to, że Dziekoński pójdzie podobną drogą. Kadrowicz młodzieżówki U-21 wybrał świetnie. Jagiellonia jest istną fabryką utalentowanych bramkarzy, a na dodatek trenerem bramkarzy w Białymstoku jest obecnie Jarosław Tkocz, który pracował chociażby z Wojciechem Szczęsnym czy Łukaszem Fabiańskim. Golkiper dostał szansę dzięki, lekko mówiąc, przeciętnej grze Damiana Węglarza. Kibice prowadzili nawet akcję #DziekonNaBramkę, choć wątpliwe, że to ona miała pływ na decyzję Bogdana Zająca o wprowadzeniu między słupka wychowanka żółto-czerwonych. Póki co nie może się on pochwalić niezłymi statystykami, gdyż uzyskał jedynie 3 czyste konta w przeciągu 16 meczów, ale wina leży głównie po stronie defensywy. Trudno mieć większe zarzuty do Dziekońskiego, choć oczywiście ma jeszcze trochę do poprawy.
Największa głupota – polityka kadrowa
Trudno wybrać, która głupota była największa. To właśnie one zadecydowały o słabym sezonie „Dumy Podlasia”. Początkowo myślałem o zatrudnieniu Bogdana Zająca, który bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu klubów miał przeprowadzić przez sezon przejściowy drużynę w złym stanie. Potem chciałem wybrać politykę transferową, gdyż repolonizacja kadry stała się istnym cyrkiem na kółkach. Ostatecznie połączyłem te dwie kwestie i utworzyłem szersze pojęcie – politykę kadrową.
Szymon Sobczak, Maciej Mas, Mateusz Wyjadłowski – ktoś pamięta tę trójkę? Nie? Nic dziwnego, bo każdy z nich gra już w 1. Lidze. Czemu więc zostali sprowadzeni? Ano, Bogdan Zając prywatnie lubi Wyjadłowskiego. Serio. Co do reszty – to chyba wie tylko Cezary Kulesza. Poza tym dwójka gagatków w postaci Fernana Lopeza i Krisa Twardka. Dodając do tego uszczuplenie kadry (chociażby wypożyczanie Camary czy Arsenicia) wychodzi, że Zając, a później Grzyb, niezbyt mieli w czym rzeźbić. Brakowało realnej głębi.
Trudno jednak usprawiedliwiać Bogdana Zająca, który zasłynął z tego, że jego futbolowa wiedza ograniczała się do teorii. Treningi były wypełnione nikomu niepotrzebnymi szczegółowymi analizami, z których nic nie wynikało. Brakowało zaś zajmowania się praktyką, co później widoczne było na boisku. No bo co z tego, że trener zaplanował spotkanie od A do Z, jeśli nie nauczył podopiecznych realizacji tego planu? Do tego należy dodać błazenadę na konferencjach, gdzie kreował się na polskiego Mourinho i zamiast merytorycznie odpowiadać na pytania atakował dziennikarzy, każąc im czytać piłkarskie książki.
Werdykt
9. miejsce jak na faktyczną grę i stan Jagiellonii to i tak niezły wynik. Potencjał oczywiście był dużo większy, ale trochę śmiać mi się chce, że przy odrobinie szczęścia (a może umiejętności) „Jaga” mogłaby walczyć do ostatniej kolejki o puchary. Zespół ratowały jedynie indywidualności, takie jak Imaz, Dziekoński czy Romanczuk. To często nie była scalona ekipa, a zbiór niepołączonych ze sobą lepszych lub gorszych jednostek. Sezon został szybko spisany na straty i chyba nikt w klubie nie planował go ratować po paździerzu zrobionym przez Bogdana Zająca.
Trudno będzie odbudować drużynę, która jeszcze niedawno stale atakowała podium. Niby stworzono Działu Analiz i Skautingu, a na dyrektora wybrano Gerarda Juszczaka, ale z drugiej strony zrezygnowano z pozyskania dyrektora sportowego. Wciąż brakuje decyzji co do nowego trenera. W grze są podobno dwa nazwiska – Leszek Ojrzyński i Adrian Gula. Jeśli wybór padnie na tego drugiego, to białostoczanie mogą w przyszłych rozgrywkach nieźle namieszać.
Pod moim tweetem wywiązała się ciekawa dyskusja, dlatego pociągnę to szerzej. Kto był gorszym trenerem w historii Jagiellonii?
— Adam Wierzbicki (@Adamo__W) March 17, 2021
