#PoSezonie: Jagiellonia bez zahamowań. Ofensywa kluczem do mistrzowskiego tytułu

Jagiellonia

Drużyna Jagiellonii Białystok sprawiła niewątpliwie jedną z największych niespodzianek w historii PKO BP Ekstraklasy. Wbrew wszelkim przewidywaniom wzbogaciła swoją gablotę o pierwszy w dziejach klubu mistrzowski tytuł. Tym samym udowodniła, że kunktatorstwo w połączeniu z wyrachowaniem to niejedyna droga wiodąca do końcowego sukcesu.

W ostatnim meczu sezonu Jagiellonia pokazała dokładnie takie oblicze, jakie prezentowała na przestrzeni niemal całych rozgrywek ligowych. Mimo ogromnej presji podopieczni Adriana Siemieńca nie zamierzali kalkulować i od razu ruszyli do zmasowanego ataku. Szybko strzelili gola, co jednak w najmniejszym stopniu nie ostudziło ich ofensywnych zapędów. Ostatecznie wygrali 3:0 i tym samym w pełni zasłużenie sięgnęli po upragniony mistrzowski tytuł. Trener Siemieniec był w takiej euforii, że podczas wywiadu „na gorąco” przed kamerami Canal+Sport zupełnie odebrało mu mowę, choć nie zapomniał przy tym o swoim przyjacielu Dawidzie Szulczku, dla którego porażka w Białymstoku oznaczała degradację prowadzonej przez niego Warty Poznań. To jednak temat na zupełnie inną opowieść.

O końcowym sukcesie popularnej Jagi w znacznej mierze zadecydowało jej na wskroś ofensywne usposobienie. Piłkarze z Podlasia na przestrzeni całego sezonu zdobyli łącznie aż 77 bramek (śr. 2,26 na mecz). Sporo przy tym stracili (45), lecz i tak końcowy bilans zysków i strat zdecydowanie przemawia na ich korzyść. Linia defensywna również zasługuje na pochwałę, gdyż jej poszczególne ogniwa pełniły nieco inną rolę niż w pozostałych zespołach rywalizujących na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Odważna, wysoka gra niemal na połowie przeciwnika od czasu do czasu kończyła się co prawda groźną kontrą, lecz z drugiej strony zdecydowanie poszerzała wachlarz ofensywnych poczynań, co przekładało się na dużą liczbę sytuacji podbramkowych.

Strategia ta zaowocowała aż 53 bramkami zdobytymi „z akcji” (dane za „Przegląd Sportowy”). Przyjemnie patrzyło się na zawodników środka pola wymieniających między sobą piłkę na jeden kontakt, skrzydłowych obsługujących napastników dokładnymi centrami, czy też defensorów posyłających futbolówkę dalekimi przerzutami w boczne sektory boiska. Zdezorientowani rywale nigdy nie mieli pewności, z której strony nadejdzie zagrożenie i nieraz zdarzało im się gubić krycie, z czego podopieczni trenera Siemieńca skrzętnie korzystali.

W trakcie minionego sezonu duet napastników Jagiellonii zapisał na swoim koncie nieco mniej trafień (24) niż rok wcześniej (30). Z drugiej jednak strony nowo pozyskany Afimico Pululu oraz Jesús Imaz otrzymali potężne wsparcie od kolegów grających za ich plecami. Łącznie granicę sześć zdobytych goli zdołało złamać aż siedmiu zawodników, co niewątpliwie stanowi nie lada wyczyn. Warto również wspomnieć, że blisko 34-letni Imaz nie zamierza w najbliższym czasie kończyć piłkarskiej kariery, o czym kilka tygodni temu informował w wywiadzie na łamach tygodnika „Piłka Nożna”. Będzie mógł zatem w dalszym ciągu śrubować swój rekord goli zdobytych w żółto-czerwonych barwach.

Na wyróżnienie zasługują praktycznie wszyscy zawodnicy wyjściowej jedenastki. Fakt, że Taras Romanczuk, Bartłomiej Wdowik oraz Dominik Marczuk w trakcie sezonu otrzymywali powołania do reprezentacji Polski mówi w zasadzie sam za siebie. Ostatni z wymienionych wyspecjalizował się zresztą w znakomitym egzekwowaniu stałych fragmentów gry. W opinii wielu obserwatorów Nené zasłużył na tytuł najlepszego pomocnika PKO BP Ekstraklasy (ostatecznie statuetkę zgarnął Kamil Grosicki). Adrián Diéguez imponował wspomnianymi wcześniej dalekimi przerzutami. Mateusz Skrzypczak po raz drugi w karierze sięgnął po tytuł mistrza Polski (wcześniej z Lechem przed dwoma laty), lecz tym razem jego udział w końcowym sukcesie był znacznie większy. Z kolei Zlatan Alomerović świetnie sprawdził się w roli ostatniej instancji strzegącej dostępu do własnej bramki.

Po tak znakomitym sezonie z pewnością nie zabraknie chętnych do pozyskania poszczególnych graczy Jagiellonii. Mówi się, że w gronie kandydatów do opuszczenia Białegostoku znajdują się między innymi młodzi, perspektywiczni piłkarze, do których z pewnością zaliczają się Dominik Marczuk oraz Bartłomiej Wdowik. Nawet jeśli w drużynie aktualnego mistrza Polski dojdzie do przetasowań kadrowych, kibice z Podlasia powinni być raczej spokojni, gdyż dyrektor sportowy Łukasz Masłowski udowodnił już swoje dobre rozeznanie oraz skuteczność na rynku transferowym.

Przykład mistrzowskiej Jagiellonii najlepiej pokazuje, że nie trzeba dysponować jednym z najwyższych budżetów w lidze, aby odnieść końcowy sukces. Wystarczy sprawne zarządzanie drużyną, pomysł na grę oraz determinacja w dążeniu do upragnionego celu. Jeśli podopieczni trenera Adriana Siemieńca po wakacyjnej przerwie nie zatracą swoich największych walorów, w nowym sezonie znów mogą należeć do ścisłej ligowej czołówki, a do tego przeżyć wspaniałą przygodę w europejskich pucharach.

Jordan Tomczyk

POLECANE

tagi