#PoSezonie: Górnik Zabrze – Słodko-gorzko

27668-zoom

Od fenomenalnego startu w lidze po drużynę najgorzej punktującą w 2021 roku. Tak w wielkim skrócie można podsumować sezon w wykonaniu 14-krotnego Mistrza Polski. Sezonu, którego raczej nie można ocenić jednoznacznie, ani na plus, ani na minus.

Mało kto pamięta już, że w sierpniu i wrześniu ubiegłego roku najwięcej mówiło się nie o Legii, nie o Lechu, nie o Rakowie, tylko właśnie o Górniku Zabrze. Ten bowiem od pierwszej do piątej kolejki przebywał na fotelu lidera. Po efektownej wygranej w Warszawie, gdzie po 47. minutach Górnik
prowadził 3:0, wielu obserwatorów ligi okrzyknęło “Trójkolorowych” nowym mistrzem rozgrywek. Jak wiemy takie pochwały zazwyczaj kończą się tym, że dany zespół po takich spekulacjach zaraz spuszcza z tonu. Nie inaczej było z podopiecznymi Marcina Brosza.

Największy plus – Jesus Jimenez

Hiszpan w pierwszych czterech meczach zdobył pięć bramek, wliczając w to wszystko hat-trick w meczu z Podbeskidziem. W Zabrzu szybko zapomnieli o Igorze Angulo, który w poprzednich sezonach był gwiazdą drużyny i zarazem jej najlepszym strzelcem. Jimenez w parze z Angulo rzadko pokazywał pełnię swoich umiejętności. Po odejściu 37-latka do Indii postanowiono postawić na Jimeneza. Można to porównać do odejścia Cristiano Ronaldo z Realu Madryt. W tamtym momencie to Karim Benzema zaczął wszystkich zachwycać i teraz dzięki temu jest najprawdopodobniej w formie życia. A czy w formie życia był w tym sezonie Jesus Jimenez? A, no możliwe. Gdy 27-latkowi odda się trochę wolnego miejsca, on to brutalnie wykorzysta.

Statystyki przed ostatnią kolejką:
• 28 meczów
• 12 goli (6 z karnych)
• 3 asysty
• Gol średnio co 205’
• Udział przy bramkach drużyny – 50%

Szczególnie ostatni punkt daje do myślenia. Gdyby Hiszpan doznał kontuzji, to ofensywa Górnika najprawdopodobniej przestałaby istnieć. Jimenez ma też pewne wady. Nie rzadko wygląda chimerycznie. Ma przestoje, przez co przez kilka meczów ,,nie ma liczb”. Oddaje strzały bardzo często, ale nie przekłada się to na gole, bo ,,z gry” ma ich tylko sześć.

Fot. Łukasz Laskowski / PressFocus

Największy minus – defensywa

Kluczowe role na początku sezonu odgrywali również obrońcy. A właściwie trójka obrońców, bowiem w taki sposób grał Górnik. Trio stoperów tworzyli Gryszkiewicz-Bochniewicz-Wiśniewski. Trener Brosz otrzymywał pochwały, że stawia na trzech młodych Polaków. Problem pojawił się wtedy, gdy ten drugi we wrześniu przeszedł do holenderskiego Heerenveen. Kto wie? Może to był pierwszy krok do obniżki formy…

Strata Pawła Bochniewicza okazała się bardzo bolesna. Klub nie zdecydował się na ściągnięcie “last minute” następcy 25-latka z Dębicy. W kadrze nie było już aż tak wartościowego stopera, na dodatek lewonożnego z dobrym rozegraniem. Od tamtego momentu zabrzanie już nie wyglądali tak szczelnie w defensywie. Do pierwszego składu wskoczył Michał Koj, który jednocześnie przejął opaskę kapitańską. Przemysław Wiśniewski niestety nie wyglądał tak pewnie jak wcześniej. Zaczął popełniać proste błędy, po których czasem nawet padała bramka dla przeciwnika. Wciąż nadal był najlepszym stoperem drużyny, ale niestabilna forma 22-latka nieco niepokoiła włodarzy Górnika, dla których ewentualna sprzedaż tego zawodnika da większy komfort w budżetowej kasie, a jak wiemy pieniędzy w Zabrzu jest nie dużo.

Na wiosnę trener dał prawdziwą szansę Aleksandrowi Paluszkowi. Młody defensor występował głównie na pozycji pół-prawego w bloku obrony. Niestety było widać duże braki w jego umiejętnościach. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że jest jednym z młodszych w lidze na swojej pozycji, także ma jeszcze czas na naukę. Kibicom Górnika nie podobało się wystawianie tego zawodnika w pierwszym składzie. Odbierali to jako ogrywanie młodzieżowca kosztem walki o czołowe miejsca dające prawo do gry w eliminacjach w europejskich pucharów. Mamy nadzieję, że 20-latka to nie złamie, jak to w zwyczaju mają paluszki…

Aleksander Paluszek/ Fot. Górnik Zabrze

Największe rozczarowanie – młodzieżowcy

W tym sezonie w barwach Górnika wystąpiło siedmiu młodzieżowców. Oto oni:

• Krzysztof Kubica (1188’)
• Aleksander Paluszek (884’)
• Damian Ściślak (642’)
• Norbert Wojtuszek (519’)
• Michał Rostkowski (316’)
• Kacper Michalski (24’)
• Wojciech Hajda (17’)
Źródło: naszpicy.pl

Jak to by powiedzieli w tamtej części Polski – “u nos je byida aż piszczy!” lub “kaj som modzioki?”. No nie da się ukryć, że żaden z w/w graczy nie został pierwszoplanową postacią zespołu. Niech świadczy o tym fakt, iż z tego grona tylko Damian Ściślak wpisał się na listę strzelców. To w pewnym sensie ograniczało potencjał drużyny, która przez większość sezonu miała realne szanse na zajęcie miejsca w TOP 4. Klub pod tym względem zaliczył duży zjazd w porównaniu do sezonu 2017/2018, w którym błysnął chociażby Szymon Żurkowski. Co ważne jeszcze wtedy nie było wymogu młodzieżowca w ekstraklasie.

Największe zaskoczenie – Bartosz Nowak i Alasana Manneh

Do obu nie można mieć większych zastrzeżeń. Nikt nie oczekiwał od nich cudów, a oni przez cały sezon byli kluczowymi graczami drużyny. Przecież dla tego pierwszego był to pierwszy poważny sezon w Ekstraklasie, a ma już 27-lat. Nikt nie podważał jego umiejętności, bowiem w I lidze był najlepszym piłkarzem. Były jednak wątpliwości, czy aby na pewno przełoży to na elitę, bo jak wiemy różnica pomiędzy tymi rozgrywkami jest raczej duża. Tymczasem na jesień Nowak wyglądał co najmniej dobrze. Strzelał, asystował, a ludzie oglądający ligę zastanawiali się gdzie się podziewał przez te wszystkie lata. Niestety podobnie jak cały Górnik w rundzie rewanżowej był cieniem samego siebie. Mimo to w Zabrzu są z niego zadowoleni.

23-letni Gambijczyk od dawna był uznawany za spory talent, ale nie pokazywał tego w pierwszym sezonie w Zabrzu. Zupełnie inaczej wyglądał w obecnej edycji rozgrywek. Dobre podanie, inteligencja boiskowa, odpowiedzialność to tylko niektóre cechy tego zawodnika. Ozdobą sezonu będzie z pewnością jego F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-Y strzał lewą nogą w Mielcu. W tamtym momencie parę klubów spytało: ile za tego Manneha? Górnik skąpo odpowiedział: 5 milionów euro! Zainteresowani zamilkli, bo taka kwota jest nieosiągalna dla żadnego klubu w Polsce. Włodarze chcąc go sprzedać w najbliższym okienku transferowym będą musieli nieco “spuścić” cenę za byłego gracza Barcelony U19.

Największa głupota – transfer Richmonda Boakye

Wielu złapało się za głowę widząc kogo ściągnął Górnik w lutym. Najprawdopodobniej to piłkarz z najlepszym CV jaki kiedykolwiek przyszedł do Zabrza. Gość, który niedawno strzelał w Serie A, Serie B, La Liga trafił do ekstraklasy. I to nie do Legii, czy Lecha, tylk do Górnika Zabrze. Gdzieś musiał być haczyk. I był. Ostatnie miesiące w Serbii były dla niego nieudane. W Crvenie Zvezda uważali, że pod koniec jego pobytu w Belgradzie poruszał się jak emeryt, a przecież ma 28 lat. Wcześniej dla tego klubu strzelał najwięcej w swojej karierze. Jego bilans w mistrzu Serbii to:

• 104 mecze
• 60 goli
• 15 asyst

Zarząd klubu z Roosevelta na czele z Arturem Płatkiem na pewno wiedzieli o jego problemach z formą. Mimo to zdecydowali się zakontraktować Ghańczyka do końca czerwca, tworząc tym samym tzw. komin płacowy, bo na pewno Boakye nie przyszedł grać za przysłowiowe frytki. Rosły napastnik zagrał w 13 meczach i nie zdobył bramki, bądź asysty.

To nie tak, że jego umiejętności są na tyle słabe, aby nie stworzyć sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej w ekstraklasie. Panu Richmondowi nie za bardzo chce się biegać, strzelać, podawać i takie tam. Komentatorzy Górnika podczas meczów rzadko wykrzykują jego nazwisko. Ten transfer, choć zapowiadał się świetnie, okazał się finalnie wielką głupotą. Ciekawe, który klub jako następny nabierze się na jego nazwisko? Jestem przekonany, że gdyby postawiono bardziej na Piotra Krawczyka to na pewno pozostawiłby po sobie lepsze wrażenie niż Boakye.

Richmond Boakye/ Fot. Górnik Zabrze

WERDYKT

Dziwny to był sezon w wykonaniu Górnika. Fenomenalnego startu już nikt nie pamięta. Jak mawia klasyk mężczyzn poznaje się po tym nie jak zaczynają, ale jak kończą, a podopieczni trenera Brosza sezon 2020/2021 zakończą poza górną połówką tabeli, w której przecież byli przez większość czasu. Tu i teraz drużyna jak mówi Martin Chudy straciła pewność siebie i nie gra już z polotem.

Na dodatek pojawiły się konflikty “na górze”. Mówi się, że relacje na lini Brosz-Płatek są chłodne. Można to porównać do małżeństwa. Najpierw euforia i szczęście, później stagnacja, a na koniec kłótnie i wszystko wskazuje na rozwód, ponieważ w kuluarach mówi się, że obaj odejdą z klubu, co dla Górnika oznaczałoby niemałą rewolucję.

Co dalej? Górnik musi określić się, czy stawia na młodych Polaków, czy ściąga emerytów z zagranicy. Pytanie – kto i za ile odejdzie z klubu.

GIF podsumowujący sezon Górnika Zabrze

Karol Siemek