#PoSezonie: Cracovia, czyli historia zmarnowanego potencjału

2021.04.24 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021 media klub mediaklub
Wisla Krakow - Cracovia
N/z Emocje reakcja Thiago De Souza
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2021.04.24 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Wisla Krakow - Cracovia
Emocje reakcja Thiago De Souza
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus

Ten sezon dla wielu klubów, w związku z możliwością spadku tylko jednego zespołu, miał być sezonem przejściowym. Dla działaczy miał być czasem na przebudowanie kadr i jej ewentualne odmłodzenie, a dla trenerów okazją, by coś zbudować z myślą o kolejnym sezonie. Jednak w Cracovii to miało wyglądać inaczej. Zeszłoroczny triumf w Pucharze Polski rozbudził apetyty kibiców, którzy nawet biorąc pod uwagę punkty ujemne oczekiwali zajęcia czołowych miejsc w ekstraklasie i próby walki o Europę. Lekko mówiąc obeszli się smakiem z widmem śmierci głodowej w oczach. Zespół Michała Probierza to bez wątpienia największe rozczarowanie tego sezonu i to ze świadomością, że tylko jedna drużyna w tym roku żegnała się z Ekstraklasą.

Za jakie grzechy dobry Boże…

Tymi słowami można najlepiej podsumować odczucia kibiców pasów po tym sezonie. Musi to być dla nich tym bardziej bolesne, gdyż zeszłoroczne sukcesy i zdobycie Superpucharu na jesień mogło dawać nadzieję na kolejny udany sezon. Tymczasem Cracovia zajęła 14. miejsce, które, gdyby nie reforma oznaczało by spadek do 1 Ligii! Dla osób, które wierzą w pewną sprawiedliwość dziejową była by to kara za dawne grzechy korupcyjne, jednak dla samych zainteresowanych kompromitacja na skale Europy. Jeśli ktoś przed sezonem powiedziałby mi, że Cracovia będzie do ostatnich kolejek bronić się przed spadkiem to popukałbym się w głowę. Fakty są jednak takie, a nie inne. Najgorsze w tym jest jednak to, że zespół z ulicy Kałuży spadłby w pełni zasłużenie, nie przedstawiając za wiele argumentów sportowych na swoją obronę.

Drużyna, którą od kilku lat pod swoją wizję tworzył Michał Probierz, prezentowała się w tym sezonie niczym Frankenstein zlepiony z przypadkowych części przez szalonego artystę. Prawdziwy potwór, który był bardziej groteskowy niż straszny dla rywali, zaś u widzów wzbudzał głównie mdłości. Jedyna jego „część”, która nie napawała odrazą był bramkarz Karol Niemczycki. Swoją świetną postawą wzbudził już zainteresowanie lepszych zespołów zza granicy i prawdopodobnie zaraz opuści Kraków. Jest to chyba jedyny piłkarz tego klubu, który zasługuje na pochwały. Z drugiej strony sytuacja, w której nie tyle najlepszym, co jedynym przyzwoitym zawodnikiem drużyny jest bramkarz budzi raczej skojarzenia z beniaminkami, lub zespołami dołu tabeli a nie z klubem, który miał się liczyć w polskiej piłce. Przypominam, że cały czas mówimy o zespole, którego kadra na papierze dorównywała np. Lechii, która jednak finalnie zajęła 7. miejsce. Przepaść.

Co do innych zawodników lub trzymając się porównania „części ciała”, już tak kolorowo nie jest. Możemy na siłę starać się wyróżnić Pelle Van Amersfoorta czy Hancę, jednak dla mnie zaliczyli oni mimo wszystko zjazd formy w stosunku do poprzedniego sezonu. Zbytnio wpasowali się w ogólną bezbarwność całego zespołu i nie wywiązali się z roli liderów. W tym sezonie wydaje mi się, że to był największy problem Cracovii. Nieźli (jak na warunki polskie) zawodnicy, którzy razem nie potrafią stworzyć drużyny. Brak boiskowych liderów i zaangażowania. Brak przekonania, że razem mogą coś osiągnąć. Gdzie leżą przyczyny tego?

Sergiu Hanca i Pelle van Amersfoort/ Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Wieża Babel i jej budowniczy

W tym sezonie wielu nabawiło się przekonania, że gdyby Michał Probierz mógł, to by wystawiał drużynę w całości z obcokrajowców. Jedynym regularnie grającym Polakiem był Niemczycki, który pełnił również funkcję młodzieżowca. Nikogo więc nie może dziwić, że to właśnie w Cracovii obcokrajowcy rozegrali największą ilość minut. Ciężko mówić o jakimkolwiek zaciągu konkretnej nacji, wynikało to raczej z polityki transferowej panującej w gabinetach. Odchodzą Polacy, przychodzą obcokrajowcy, którzy, jak pokazał ten sezon, widocznie zaniżyli poziom zespołu.

Ta wybudowana przez Janusza Filipiaka i Michała Probierza „wieża Babel” musiała w końcu, tak jak w biblijnej przypowieści, pogrzebać pod sobą jej budowniczych. Wielu upatruje właśnie tutaj największego minusa jaki można postawić za ten sezon drużynie z Krakowa. Bardzo możliwe, że wiele jej problemów było konsekwencjami źle skonstruowanej personalnie i podzielonej na grupki szatni. Jest to również głęboka rysa na wizerunku trenera krakowskiej drużyny. Kiedyś słynął z budowania młodych, polskich zawodników i wypowiedzi o ściąganiu niedających nic cudzoziemców. Prawdziwy chichot losu.

Jak wiele prawdy jest w tym, że gdyby było więcej Polaków w szatni to wynik sportowy byłby lepszy? Dla mnie jest to tekst wybitnie populistyczny, ale ewidentne błędy które zostały popełnione przy budowaniu zespołu na pewno dają do myślenia wszystkim, prócz włodarzom Cracovii. Po tym sezonie pożegnamy kolejnych dwóch polskich piłkarzy: Jakuba Koseckiego i Dawid Szymonowicza, a do drużyny już dołączył kolejny cudzoziemiec, 29-letni Czech, Jakub Jugas. Budowa nowej wieży trwa…

Teraz chciałbym poświęcić chwilę architektowi Cracovii, Michałowi Probierzowi. Długo myślałem nad myślą przewodnią tego tekstu i doszedłem do wniosku, że to właśnie on jest największym przegranym w tym wszystkim. Największym rozczarowaniem być może nawet w całej ekstraklasie. Dla trenera Pasów nie ma żadnych wymówek. Sam zbudował kadrę swojej drużyny i miał dość czasu, by zapoznać zawodników ze swoimi metodami oraz założeniami taktycznymi. Tymczasem tego wszystkiego nie było widać na boisku. Zespół popadał w coraz większy marazm, którego nie potrafił przełamać. Znając charakter tego szkoleniowca, jestem przekonany, że ta sytuacja budziła coraz większą frustrację u trenera.

Apogeum tej frustracji i zniechęcenia zostało osiągnięte po styczniowym meczu z Wartą Poznań, po którym Michał Probierz podał się do dymisji. Widać po nim było olbrzymie zmęczenie i brak pomysłu na wyjście z pogłębiającego się kryzysu. Dymisja nie została przyjęta i trener utrzymał posadę. ,,Pasy” dopiero w 28. kolejce zagwarantowały sobie utrzymanie, choć ich nikt nie rozpatrywał jako kandydata do spadku jeszcze przed sezonem. Totalny dramat.

Fot. Obcokrajowcy i ich wpływ na grę Cracovii

Pytanie co dalej. Wydaje mi się, że Cracovia potrzebuje gruntownych zmian, czyli otwarcia okien i oczyszczenia kadr, zaś Michał Probierz odpoczynku, by znowu mógł być postrzegany jako czołowy polski trener.

Na koniec chciałbym zadedykować, jak to mamy u nas w zwyczaju piosenkę dla ,,Pasów”. Dla klubu, który ma potencjał na pierwszą ósemkę ekstraklasy i który ten potencjał musi na nowo w sobie obudzić. Potrzebują jednym słowem: nowych twarzy, liderów i być może nowego szkoleniowca. Jak to wszystko się ułoży, tego oczywiście nie wiemy, jednak gorzej być już prawdopodobnie nie może.

Ignacy Zieliński