Zagłębie po dość obiecującym początku sezonu teraz zmaga się z nie lada kryzysem. Zespół Miedziowych jest niezwykle nieprzewidywalny w swoich ligowych poczynaniach. Na dodatek nie wszystko dobrze się układa, jeżeli chodzi o sprawy czysto kadrowe. Z całą pewnością 14. lokata na koniec rundy jesiennej nie jest szczytem marzeń lubinian, a w tej mgle nie widać też zbytnio światła dającego nadzieję na lepszą przyszłość.
Już od poprzedniego sezonu Zagłębie nie zaskakuje nas swoimi ruchami w okresie transferowym. Można odnieść wrażenie, że przychodzący zawodnicy są jedynie „zapychaczami” w drużynie z Dolnego Śląska. Rzadko kiedy można wyróżnić któregoś z zawodników, a motorem napędowym i inwestycją zdaje się być młodzież. No nie oszukujmy się, co dobrego można powiedzieć o jesiennej dyspozycji stoperów – Iana Solera, Lorenco Simicia czy Aleksandara Panticia? Odpowiedź: stosunkowo niewiele. Oczywiście można sobie to wszystko tłumaczyć tym, że Zagłębie realizuje swój długoterminowy plan stopniowego wdrażania i osiągania wyższego procentowego udziału młodzieży w pierwszej jedenastce, ale dzieje się to kosztem wyników.
Czy zbiera Pan punkty?
Dobitnie pokazuje to statystyka straconych bramek – na koncie lubinian zgromadziło się ich już w tym sezonie aż 36, co jest najwyższym wynikiem w lidze. Przynajmniej w tym Zagłębie potrafi górować nad innymi drużynami PKO BP Ekstraklasy. Jednak wszyscy wiemy, że taki sukces to absolutnie nie powód do dumy. Zwłaszcza gdy dostrzeżemy kątem oka mizerny dorobek strzelecki, którego licznik zatrzymał się na dwudziestce. Nie pomaga także dyspozycja napastników, co jest największą bolączką lubinian. W ich szeregach brakuje snajpera z prawdziwego zdarzenia. Czasem potrafi odpalić Patryk Szysz, ale są to jedynie przebłyski. Tak naprawdę to pomocnicy strzelają tak samo często, a umówmy się – wcale nie powinno tak być. Przez ostatnie dwa miesiące Miedziowi odnieśli tylko JEDNO zwycięstwo (i to w męczarniach!) z grającą niemal od początku spotkania w dziesiątkę Wisłą Kraków. Co jak co, ale Ekstraklasa to nie liga amatorska, w której goście nie przyjeżdżają na mecz w pełnym składzie. Na fory nie ma co liczyć.
Czarna owca w stadzie
Tak jak Robin Hood zabierał bogatym i oddawał biednym, tak Zagłębie też oddaje, ale nie biednym, tylko wszystkim, a bogatym nawet nie potrafi zabrać od początku listopada. I tak jak wszyscy łoili Legię jak leci, tak Zagłębie musiało wyłamać się ze schematu i sprawić, że Legia poczuła nieco wiatru w swoich żaglach. W sieci nie brak wypowiedzi sympatyków Miedziowych, których nie rajcuje piłkarsko-humanitarna pomoc, nawet mistrzom Polski.
Pozycję nad Legią na koniec rundy brałbym w ciemno.
— Leszek Leśniak (@LesniakLeszek) December 15, 2021
Ale takiego paździerza obu drużyn bym się nie spodziewał.
Tym gorzej, że Legia z dna się odbija i nikt nie wierzy raczej, że spadnie. O nas już takiego braku obaw nie mam :/
Tak naprawdę czynników słabej formy Zagłębia jest zbyt wiele, by je tu przywoływać. Kibice skarżą się między innymi na to, że zawodnicy są przepłacani – ich zarobki są zawyżone, jeśli weźmiemy pod uwagę ich obecną formę. Niektórzy żartobliwie wysyłają ich do kopalni, by zobaczyli, co to prawdziwa robota. Tkwi w tym rzeczywiście jakiś sens, jakieś ziarnko prawdy. Fala hejtu kieruje się jednak głównie w beznadziejne zarządzanie klubem. Zagłębie dysponuje mimo wszystko jednym z większych budżetów w Polsce dzięki sponsorowi tytularnemu, jakim od lat pozostaje KGHM. Od lat pozostaje także taki sam rozkład jazdy – jesień wychodzi przeciętnie lub słabo, a na wiosnę gracze Zagłębia zamieniają się w prawdziwych „Rycerzy Wiosny”. Jeżeli się walczy o wyższe cele niż tylko utrzymanie, potrzeba czegoś więcej. Trzeba stabilności, regularności i powtarzalności w zdobywaniu kolejnych „oczek”.
Nieodłączny ligowy element, czyli na kłopoty Stokowiec
Niecałe dwa tygodnie temu pojawił się promyk nadziei pośród tego gąszczu ciemności, który ogarnął Lubin. Kamieniem milowym do odbudowy Zagłębia wydaje się być, przez wielu uważane jako jedna z pierwszych dobrych decyzji w tym sezonie, zwolnienie Dariusza Żurawia, który pełnił obowiązki pierwszego trenera od lipca bieżącego roku. I tak znów są duże szanse na to, że ziści się klasyczny ekstraklasowy wzorzec – pożegnanie z trenerem po kilku miesiącach z powodu kiepskich rezultatów i zatrudnienie kogoś, kto miał już w przeszłości styczność z danym klubem.
🆕 Po czterech latach trenerem KGHM Zagłębia Lubin ponownie został Piotr Stokowiec! Umowa 49-letniego szkoleniowca z naszym Klubem obowiązuje do zakończenia sezonu 2023/24 ✍🏼
— Zagłębie Lubin (@ZaglebieLubin) December 21, 2021
Trenerze, witamy ponownie w Lubinie i życzymy powodzenia! 🇨🇮
➡️ https://t.co/i1G5Djk2Bt pic.twitter.com/XE3SvYwaXy
Tak było przed sezonem, kiedy trener Żuraw zastępował Martina Sevelę. Miał on być brakującą częścią układanki, a wyszło jak wyszło. Podobne nadzieje lubinianie pokładają w jego następcy, którym obwieszczono w ostatnim czasie Piotra Stokowca. Nazwisko nieprzypadkowe, nazwisko kojarzone z naprawdę kolorowym okresem, no bo przecież były szkoleniowiec Lechii Gdańsk jeszcze pięć lat temu rywalizował z Zagłębiem na arenie międzynarodowej jak równy z równym z tak mocnymi ekipami, jak Partizan Belgrad czy SønderjyskE. To pod jego wodzą Filip Starzyński ograł się nieco w reprezentacji i wyjechał razem z kadrą na pamiętne EURO 2016. Pytanie tylko, czy „Figo” jako absolutnie kluczowy zawodnik i Piotr Stokowiec po powrocie na stare śmieci będą w stanie jakoś nawiązać do tamtych czasów i złapać podobną chemię. Może o to być ciężko.
Uda się wymknąć spod topora?
Czas pokaże. Z całą pewnością do składu po kontuzji musi wrócić Yevgeniy Bashkirov, który potrafi zarówno dużo dać w defensywie, jak i uderzyć z dystansu czy zdobyć decydującą bramkę. To rodzaj pomocnika box-to-box. Jest niedoceniany w Lubinie, aczkolwiek może zrobić różnicę w istotnych meczach. Mam nadzieję, że Piotr Stokowiec będzie stawiał na Rosjanina. Drugi krok to zaopatrzenie się w lepszego napastnika. Albo ściągnięcie kogoś, kto potrafi wykręcać liczby lub danie więcej minut młodym.
Kowal: Chciałbym, żeby Zagłębie spadło. Ile się można zastanawiać nad tym, co oni mogą dać Ekstraklasie? #LigaMinus pic.twitter.com/TI1O1F8mem
— Weszło! (@WeszloCom) December 19, 2021
Kłudka, Dudziński i Pieńko to nastolatkowie, którzy są przyszłością tego klubu. Ciężko mi uwierzyć, że dalej ślepo w Lubinie wierzy się w Sasę Zivca czy Karola Podlińskiego. To gracze, którzy zatracili się w Zagłębiu i nie imponują już tak bardzo swoją grą. Ich umiejętności i technika zdecydowanie uległy pogorszeniu. Jeżeli „Baszka” wyzdrowieje, a skuteczność w ataku choć nieznacznie się poprawi, to widzę w tym mroku jakieś szanse na utrzymanie. W przeciwnym razie, mogą do gry wejść tak radykalne środki, jak w przypadku Legii – oczywiście należy to traktować na razie z przymrużeniem oka. Grunt to dobre przygotowanie do rundy wiosennej, odnalezienie się na nowo w ekipie Miedziowych Piotra Stokowca, brak kontuzji oraz skupienie się na zacieśnieniu szyków w defensywie (a chodzą już słuchy o chęci zakontraktowania Aleksa Ławniczaka z Warty Poznań), co przełoży się na zredukowanie liczby straconych goli. To powinno pozwolić Zagłębiu uchronić się przed spadkiem do I Ligi. W przeciwnym wypadku, czego jak najbardziej nie życzę lubinianom, druga klasa rozgrywkowa powiększy się o jeszcze jeden zespół z Dolnego Śląska. To byłby już chyba przesyt. Jak na razie jeszcze do tego długa droga, aczkolwiek zarówno zawodnicy, jak i cały sztab mają, i w dalszym ciągu powinni mieć to na uwadze. W końcu pod presją trzeba wręcz dawać z siebie maksimum. I tego Miedziowi muszą się trzymać.