#PoRundzie: Warta Poznań – Jeszcze nic straconego…

pjimage (19)

Przystępowali do obecnego sezonu w blasku osiągniętego w ubiegłych rozgrywkach sukcesu. W trakcie ligowego grania, kilka razy poważnie upadli, ale wykazali się zadziornością i wolą walki. Pod wodzą nowego szkoleniowca, powoli zaczęli wstawać z kolan. Runda jesienna sezonu 2021/2022 była dla Warty Poznań prawdziwym przetarciem i egzaminem dojrzałości, z którego na razie drużyna nie zasłużyła na pozytywną ocenę, ale wiosną będzie mogła przystąpić do poprawy.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, poznańska Warta stała się symbolem pięknego łabędzia, który zachwyca wszystkich swoją urodą, zaś warto zaznaczyć, że uroda przemija, zupełnie jak styl, w którym piłkarze Piotra Tworka ogrywali większość ligi. Obecnie Zieloni przypominają brzydkie kaczątko, które mogliśmy oglądać krótko po ich powrocie do PKO Ekstraklasy.

Warta stała się zbyt przewidywalna i opierała się na utartych schematach, które funkcjonowały jedynie w pierwotnym założeniu i nie należało ich powielać. Dało się to zauważyć już w pierwszych spotkaniach obecnego sezonu, gdy Piotr Tworek trzymał się swojej taktyki i jego drużyna zaczynała popełniać proste błędy. Na szczęście dla całego zespołu, obyło się to bez konsekwencji, bo „Swojska Banda” ugrała punkty w starciu ze Śląskiem Wrocław oraz Pogonią Szczecin.

Skład węgla i Papeau

Problemy Zielonych rozpoczęły się w 4. kolejce, po przegranej w starciu z Legią Warszawa (0:2). Od tamtej pory, drużyna jeszcze pod wodzą trenera Tworka zanotowała 10 ligowych spotkań bez zwycięstwa, a w 9 z nich nie zdobyła nawet bramki. Trudno wyobrazić sobie, jak potoczyłyby się losy drużyny, gdyby system VAR nie anulował gola Adama Zrelaka w pojedynku z mistrzem Polski. Można odnieść wrażenie, że nieuznane trafienie było początkiem pewnej klątwy – braku skuteczności słowackiego napastnika oraz całej drużyny.

Utrata punktów w Radomiu w doliczonym czasie gry, sprawiła, że drużyna mimowolnie z każdą kolejką popadała w jeszcze większy marazm. W Internecie nie brakowało prześmiewczych komentarzy na temat składu Zielonych, w którym nie dało się znaleźć żadnego piłkarza, który wziąłby ciężar odpowiedzialności na swoje barki i poprowadził zespół w kierunku zwycięstw. Ówczesny dyrektor sportowy, Robert Graf zachłysnął się niespodziewanym sukcesem, gdy ściągał do klubu Makanę Baku i za bardzo uwierzył w to, że transfery Milana Corryna oraz Jaysona Papeau mogą przynieść równie pozytywne skutki. Choć Francuz miał dość pozytywne wejście do drużyny i obecnie pod wodzą trenera Dawida Szulczka również jest jednym z kreatorów gry.

Efekt nowej miotły

W zespole, który przez kilka tygodni nie potrafił unieść nosa powyżej strefy spadkowej, ktoś musiał wziąć odpowiedzialność za wynik. Naturalnym działaniem w takich przypadkach jest zmiana szkoleniowca, odświeżenie szatni, wprowadzenie nowego modelu gry i innowacyjnych pomysłów. Trenera Piotra Tworka zastąpił zaledwie 31-letni Dawid Szulczek i choć z początku wydawało się to być irracjonalne, by podpisywać kontrakt do końca sezonu z człowiekiem bez doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu drużyny na takim poziomie, szybko okazało się, że nowy szkoleniowiec nie będzie jedynie strażakiem, który postara się ugasić pożar. Nowy trener od razu wprowadził zmiany w formacji, stylu gry oraz zdecydował o zmianach personalnych, dzięki czemu odważnie postawił na nieskutecznego Zrelaka i ten pod jego wodzą zanotował serię trzech meczów z rzędu ze strzelonym golem. Były trener Wigier Suwałki poprowadził Wartę zaledwie w pięciu spotkaniach, więc nie zobaczyliśmy jeszcze pełni możliwości drużyny, a przecież Dawid Szulczek zdobył już więcej punktów (5) niż Piotr Tworek w ostatnich 10 spotkaniach, gdy pozostawał na stanowisku.

Na plus – defensywa Warty w nowym kształcie

Trudno wskazać w tej drużynie mocne strony, ale jedną z nich jest z pewnością Robert Ivanov, który przyzwyczaił do tego, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Miniona runda wskazała, że fiński stoper jest prawdziwym liderem defensywy Zielonych i trudno będzie go zatrzymać po sezonie, również ze względu na kończący się kontrakt środkowego obrońcy. Dobre wejście do drużyny odnotował też Dawid Szymonowicz, który wykorzystał kontuzję swoich kolegów z defensywy i do końca rundy nie oddał miejsca w pierwszej jedenastce, zaliczając przeciętne, nie sprawiające kłopotów występy. Plusem może być również przesunięcie do obrony Łukasza Trałki. 37-latek nie jest już tak efektywny, jak w ubiegłym sezonie, a jego obecność w szeregach obronnych daje więcej spokoju i pozwala skuteczniej rozegrać piłkę od bramkarza do napastników. Może to jest idealny pomysł na ostatnie miesiące kariery defensywnego pomocnika.

Na minus – transfery Roberta Grafa i Mateusz Kuzimski

Warta Poznań dokonała latem siedmiu transferów, z których wyróżnić nie można w zasadzie żadnego, gdyż większość zwyczajnie uzupełniła skład i nie miała żadnego wpływu na poprawę gry w trakcie trwania rundy. Jedynie Jayson Papeau i Konrad Matuszewski wydają się być zawodnikami, którzy pod wodzą nowego trenera zyskają i wiosną mogą dać się ocenić z zupełnie innej strony. Trudno jest wyciągać wnioski po zaledwie półrocznym okresie w klubie, ale jeśli Warta wystawiła zimą na listę transferową Milana Corryna, który miał być docelowo zastępstwem dla Makany Baku, to nie świadczy to dobrze o ruchach poczynionych latem przez ówczesnego dyrektora sportowego.

Po napastniku Zielonych również można było spodziewać się więcej. Kuzimski jesienią zagrał we wszystkich 19 spotkaniach, ale tylko w 6 wychodził w podstawowym składzie. Strzelił jednego gola, na wagę remisu z Jagiellonią. W niczym nie przypominał snajpera, który w ubiegłym sezonie miał bezpośredni wpływ na 11 zdobytych przez drużynę bramek (7 goli, 4 asysty w 29 meczach). Kryzys jego formy najlepiej ilustruje fakt, że w trakcie rundy, przegrał on rywalizację z Adamem Zrelakiem, który do listopada miał na swoim koncie tylko… jedną bramkę dla Warty w 21 rozegranych starciach.

Kogo potrzebuje Warta, by wiosną powalczyć o utrzymanie?

Wiemy, że od 1 stycznia do drużyny dołączy Niilo Maenpaa, środkowy pomocnik, który ma być w zespole łącznikiem pomiędzy linią obrony oraz ataku. Nowy rozgrywający wprowadzi z pewnością więcej świeżości w środku pola i z pewnością ułatwi grę duetowi Zrelak – Papeau, którzy przy obecnym braku jakości w ofensywie, są momentami zbyt bezradni. Zieloni potrzebują też nowego skrzydłowego, chociażby ze względu na to, że wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów otrzymali Rodriguez i Corryn. Skauci powinni skupić się tu na wyselekcjonowaniu kogoś umiejętnego technicznie, grającego może trochę niekonwencjonalnie, z większym polotem. Patrząc na obecnych skrzydłowych, można odnieść wrażenie, że Warta za bardzo opiera się na grze fizycznej. Warto wzmocnić też rywalizację w ataku, wszak Mateusz Kuzimski, czy młody Jakub Sangowski nie stanowią w tym momencie żadnej konkurencji dla Adama Zrelaka, a utrzymanie w ekstraklasie będzie zależało głównie od liczby zdobywanych bramek. Warta jesienią strzeliła najmniej goli w lidze – tylko 14.

Strata do bezpiecznego miejsca w tabeli wynosi obecnie dwa punkty, a najbliższa okazja do opuszczenia strefy spadkowej już w pierwszym meczu po przerwie, gdy Warta zmierzy się z bezpośrednim rywalem o utrzymanie, Górnikiem Łęczna. Dawid Szulczek ma z pewnością pomysł na ten zespół i wie, co należy w drużynie poprawić, by ta w końcowym rozrachunku, zaliczyła egzamin i pozostała w rozgrywkach PKO Ekstraklasy na kolejny sezon.

Kuba Kowalski