Ireneusz Mamrot, Dani Quintana, Michał Pazdan… Jagiellonia Best Of? Nie tym razem. Białostocki klub wmieszał się ligowy dżemik jeszcze bardziej niż zwykle, za co głową przypłacił nowy-stary trener. Czy da się wyciągnąć coś pozytywnego z tego rozgardiaszu?
Nowy dział scoutingu z Gerardem Juszczakiem na czele, najnowsza technologia losująca trenerów na bazie statystyk (Moneyball na pełnej), cosezonowe zapowiedzi o stawianiu na wyimaginowaną utalentowaną młodzież, złość po nieudanym stuleciu klubu łączona ze stałym hasłem „sezon przejściowy”, odejście Cezarego Kuleszy… W Jagiellonii, jak prawie co sezon, duże zapowiedzi były połączone z jeszcze większym harmidrem.
Koszula w kratę
Prezes @Jagiellonia1920 @AgaaJagaa w @radiobialystok o ostatnich występach drużyny: "Przepraszam wszystkich, którzy to oglądali. Mam nadzieję, że nie będziemy już oglądali takiej postawy. Jesteśmy zażenowani".
— Radio Białystok (@radiobialystok) December 19, 2021
Wyniki z zespołami z TOP 5? 1:0 z Lechem, 3:0 i 0:5 z Rakowem, 1:4 z Pogonią, 1:1 z Radomiakiem, 1:1 i 2:1 z Lechią. Trochę rozstrzał, nie? Ten krótki wycinek rezultatów z minionej rundy niech będzie dowodem na kompletnie rozregulowaną stabilność ekipy z Zielonych Płuc Polski. To oni jako pierwsi pokonali lidera Ekstraklasy i to na nich Legia przerwała niechlubną serię 7 porażek z rzędu. Wbrew pozorom 10. miejsce jest bardzo szczęśliwym trafem dla „Żółto-Czerwonych”. W większości zwycięskich meczów nie prezentowali wyższego poziomu od rywali, a trzon gry trzymano przede wszystkim na Jesusie Imazie. Hiszpan dawał jakieś zespołowi jakieś 75% jakości, a po jego kontuzji, mimo dwóch zwycięstw w pięciu meczach, ewidentnie brakowało lidera z krwi i kości.
Umówmy się, nikt nie spodziewał się cudów po przybyciu Ireneusza Mamrota. Może oprócz osób, które zdecydowały się go zatrudnić. Start był wydawał się naprawdę pozytywny: „Duma Podlasia” w trzech pierwszych spotkaniach zdobyła 7 punktów, a przecież na ich drodze stanęli gdańszczanie i częstochowianie. Problem w tym, że passa szybko się skończyła i przyszły porażki w słabym stylu z miernym wtedy Górnikiem oraz jeszcze słabszą Cracovią. Wróciły stare demony. I tak w koło panie Macieju, bo po 5 meczach bez zwycięstwa przyszły triumfy z liderem z Poznania i z Zagłebiem. Nawet z rozpędzającym Radomiakiem udało się zremisować, choć bardziej sprawiedliwym byłaby kolejna wygrana. A potem znowu dołowanie.
„Nie jestem zadowolony ani z dorobku punktowego, ani z zajmowanego przez nas miejsca. Były też jednak pozytywy w naszej grze” – stwierdził opiekun Jagiellonii w wywiadzie dla Kuriera Porannego. Tymi słowami można podsumować praktycznie każdą jego wypowiedź podczas pomeczowych konferencji prasowych. Mamrot ciągle widział miejsce do poprawy, ciągle widział pozytywy, ciągle zapowiadał udoskonalenia. I ciągle albo „Jaga” przegrywała z kretesem, albo jeździła na momentach dających co jakiś czas 3 punkty.
„Dzień świra”
Dotarł do mnie kalendarz na 2022 od Jagiellonii. Dziękuje 😉 pic.twitter.com/jjBq3mXgE2
— Michał Kołodziejczyk (@Michal_Kolo) December 28, 2021
Choć to Ireneusz Mamrot w kalendarzu został przedstawiony jako Adaś Miauczyński, to bardziej z bohaterem stworzonym przez Marka Koterskiego mógł się jednoczyć każdy kibic białostockiej ekipy. Co innego niż „Dżizas… ja…” mogli rzec żółto-czerwoni sympatycy, gdy dowiedzieli się o wyborze byłego-nowego trenera. „Klub zgromadził różne dane kilku kandydatów, a te zostaną przekazane firmie zewnętrznej, która przeanalizuje i podpowie w kwestii wskazania szkoleniowca” – poinformował w maju Piotr Wołosik. Nie wiem, czy ta firma przypadkiem nie było może fanem ŁKSu Łomża czy Legii Warszawa, ale postanowić, że najlepszy będzie właśnie człowiek zwolniony i z Jagiellonii, i z Arki, i będący ówcześnie zawodem w ŁKSie Łódź, to trzeba się postarać.
Takie są skutki nieudolnego kopiowania „moneyball”, czyli (w brzydkim skrócie) wykorzystywania zaawansowanych analiz komputerowych i wyliczania skuteczności oraz prawdopodobieństwa udanego ruchu. To, co udało się Oakland Athletics w 2002 roku, nie udało się „Jadze”. Bo udać się nie miało prawa, kiedy wchodzi się drugi raz nie do tej samej rzeki, a do tego samego bajora. Nie chodzi mi o ubliżanie warsztatowi Ireneusza Mamrota, wszakże zdobył on wicemistrzostwo i jest autorem wygranej z Rio Ave w Lidze Europy. Zwyczajnie zatrudnianie szkoleniowca, podczas którego rządów białostoczanie popadli w trwający dzisiaj kryzys, nie wygląda na współczesne działanie bazujące na analityce. Raczej na stosowanie przysłowia „czym się zatrułeś, tym się lecz”.
Ile już postaci przewinęło się przez ławkę trenerską Jagiellonii. Iwajło Petew, Bogdan Zając, Rafał Grzyb – czy ktokolwiek zostawił po sobie jakiekolwiek pozytywne wspomnienia? Niestety, trudno o pozytywną odpowiedź. A wybór Mamrota jest tylko kolejnym niechlubnym wpisem do tej przykrej passy.
Zdarta płyta
Nawet zakładając, że Klimala był trochę przepłacony, to i tak Jaga straciła minimum 6 niezłych zawodników, a nie pozyskała podobnej wartości. Subiektywnie, Tiru, Puljić i Nastić to dobre transfery, teraz Pazdan i Nalepa, do tego od biedy Steinbors, Puerto, Cernych i Prikryl. pic.twitter.com/EjBppk37QL
— Dawid Jankowiak (@DJ_ankov) December 23, 2021
Postawienie żetonów na nostalgię wydawało się mieć ręce i nogi (no, oprócz ponownego zatrudnienia Mamrota). Michał Pazdan? Co prawda wypadł z obiegu w MKE Ankaragücü, ale stało się to dopiero po kontuzji, wcześniej zaś bywał nawet kapitanem tureckiego zespołu. Fedor Černych? Ściągnięty co prawda już rok temu w Rosji nie ukazał nawet przebłysku swoich umiejętności, a miniony sezon może zaliczyć do rozczarowań, ale po pełnoprawnym przepracowaniu okresu przygotowawczego miał wrócić do swoich najlepszych lat. Dani Quintana? Zawodnik wiekowy, jednakże wydawało się, że swoją wizją i techniką będzie stać mądrzej niż większość ekstraklasowych grajków biega. Całą trójkę wiąże to, iż w którymś momencie kariery byli czołowymi postaciami „Jagi”. Całą trójkę łączą też powroty po zagranicznych przygodach.
I cóż, z nostalgią jest tak, że łatwo przez nią popaść w marazm. Magik z Hiszpanii został szybko odpalony, gdyż kondycja pozwala mu już tylko na grę na iberyjskich plażach. Zresztą ten ruch transferowy został dokonany przypadkowo. Ot, Dani pojawił się akurat w Białymstoku. Fedor Černych dalej pływa w morzu przeciętności i oprócz pojedynczych momentów nie wniósł nic pozytywnego do ekipy. Za to Pazdanowi trzeba oddać to, co królewskiego. Z miejsca wszedł w buty generała podlaskiej defensywy i na ani moment nie zszedł z generałowej pozycji. Śmiało można go umieścić w najlepszych transferach sezonu i najlepszych defensorach minionej rundy.
No dobrze, ale przecież nie samymi powrotami człowiek żyje. Sama Agnieszka Syczewska, była już prezes, mówiła o skuteczności transferów na poziomie 20 procent. Bardziej optymistyczny jest Irenusz Mamrot, były już szkoleniowiec, mówiący o 50-procentowej skuteczności. Kto jest bliższy prawdy? Cóż, zależy, które ruchy można uznać za faktycznie udane. Czy Andrzej Trubeha i Michał Żyro strzelający łącznie w 25 meczach jedną bramką to już plusik w Excelu? O Danim Quintanie już wspominałem. Kacper Tabiś tylko raz rozegrał więcej niż jedną połowę. Michał Nalepa? Okej, ocenę co do niego możemy wstrzymać, gdyż wszedł do drużyny z marszu. Wychodzi na to, że poza Pazdanem tylko Israel Puerto jest faktycznie realnym wzmocnieniem. Nikt nie poniesie konsekwencji za wyrzucanie pieniędzy w błoto. Zapewne znowu nikt nie nauczy się na błędach.
Na wylocie z zespołu są już Błażej Augustyn, Michał Żyro (kto by się spodziewał), Bartosz Kwiecień i Przemysław Mystkowski, do klubu przywędrował zaś Zlatan Alomerović. „Duma Podlasia” usilnie próbuje pozbyć się również Xaviera Dziekońskiego, jednakże w tym wypadku w grę wchodzi transfer lub wypożyczenie. Wietrzenie szatni zapowiadał już Mamrot, ale wykonaniem zajmie się już nowy trener i najpewniej, w końcu, dyrektor sportowy.
Mieć pewność jak w Jagiellonii
Fragment dziś opublikowanego wywiadu z prezes Syczewską na Weszło.
— Maciej Łanczkowski (@mlanczkowski) December 23, 2021
Dziś również Jaga zwalnoa trenera. Niesamowite… https://t.co/9X7srWGxIX pic.twitter.com/iQPz913mGF
P-A-R-O-D-I-A. Ile żenujących okoliczności mogło nałożyć się naraz? Zwolnienie trenera dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Zwolnienie trenera dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia mimo wcześniejszych zapewnień o dalszej pracy. Zwolnienie trenera dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia mimo wcześniejszych zapewnień o dalszej pracy w porannym wywiadzie.
Na tym się nie skończyło, przecież zaraz Nowy Rok i trzeba jak najbardziej się ośmieszyć! Zaczęły więc wypływać coraz to nowe doniesienia o poszukiwaniach nowego trenera oraz dyrektora sportowego. Jerzy Brzęczek, Piotr Nowak, Marcin Brosz, Łukasz Masłowski, Jacek Zieliński, Artur Płatek, co za giełda. Najpierw działacze zadecydowali o zakontraktowaniu dyrektora Akademii Legii Warszawa, ale ten po prosił o kilka dni zastanowienia i… został dyrektorem sportowym samej Legii. No dobrze, więc może najpierw szkoleniowiec? Rozpoczęły się usilne negocjacje z Jerzym Brzęczkiem, ale dopiero na koniec zapytano, ile chce zarabiać i w sumie wyszło, że marzy o 120 tysiącach złotych. Miesięcznie. Nastąpił szybki zwrot w kierunku Piotra Nowaka i najpewniej to były ekspert Kanału Sportowego zostanie twarzą rundy wiosennej w Białymstoku.
Bardziej zawiła sprawa jest w kwestii dyrektora sportowego, bo działacze zwyczajnie nie są zbyt chętni do oddawania swojego pola działania. Łukasz Masłowski nie ma zbyt mocnej marki po słabym pożegnaniu z Wisłą Płock i nieudanej przygodzie w Widzewie. Wybór padł więc na Artura Płatka, ale z nim zarząd ma dużo kłopotów. Po pierwsze – chce dużej autonomii, na co w „Jadze” patrzą bardzo niechętnie. Po drugie – 3 dni w tygodniu pracuje w Borussii Dortmund, a białostoczanie preferują kogoś, kto poświęci cały czas pracy właśnie ich klubowi. Po trzecie – Artur Płatek był już trenerem Jagiellonii, wypracował z nią nawet awans do Ekstraklasy, ale został bardzo niemiło pożegnany.
Koniec końców, czy w Białymstoku jest nadzieja na przyszłość? Tak, nawet duża. Sęk w tym, że można to samo mówić co pół roku. Po każdej niesatysfakcjonującej kampanii wychodzi prezes i/lub właściciel, który mówi o nadchodzących zmianach, o coraz to lepszych specjalistach, o nowych pomysłach. A potem dalej wszyscy tęsknią za Michałem Probierzem z Patrykiem Tuszyńskim i Niką Dżalamidze.
