#PoRundzie Bruk-Bet Termalica Nieciecza -Niewykorzystany potencjał

Bruk-Bet

Bruk-Bet Termalica Nieciecza ma za sobą trudną jesień. Po beniaminku, który po trzech latach powrócił na ekstraklasową mapę, spodziewano się solidnego poziomu oraz stabilnej formy. Tymczasem gra i postawa poszczególnych zawodników rozczarowywały, a punktowo sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Dlaczego drużyna, którą na papierze stać na dużo więcej, najbliższe tygodnie spędzi na ostatnim miejscu w tabeli? Zapraszam na podsumowanie rundy w wykonaniu Słoni.

Odwróć tabelę, Bruk-Bet na czele. To hasło nie napawa optymizmem kibiców klubu z najmniejszej miejscowości w Ekstraklasie. Trudno o niego tym bardziej, kiedy większość drużyn, grających na najwyższym szczeblu snuje plany zagranicznych przygotowań, a w Niecieczy wciąż wielką niewiadomą pozostaje kwestia tego, kto zasiądzie na ławce trenerskiej i wyciągnie zespół z głębokiego kryzysu. Słowo „kryzys” w kontekście Bruk-Betu w ostatnim czasie odmieniać można przez wszystkie przypadki. Seria pięciu porażek z rzędu to bilans końcowej części rundy w wykonaniu beniaminka. Cztery z nich okazały się przyczynkiem do zwolnienia Mariusza Lewandowskiego, który funkcję szkoleniowca w Niecieczy sprawował przez blisko dwa lata. Czy słusznie? Na to pytanie odpowiedzą zapewne wiosenne mecze. Niemniej, zespół tkwiący od dłuższego czasu w martwym punkcie wydaje się potrzebować bodźca.

Gra, która nie przynosi punktów

Próżno szukać plusów w postawie klubu, który niemal całą rundę okupuje dół tabeli. Bruk-Bet na przestrzeni 18 rozegranych kolejek (zaległy mecz z Legią), wcale nie prezentował się jednak tak źle, jak wskazywałyby na to wyniki. Zaczęło się od dwóch domowych remisów, w których z dobrej strony pokazali się debiutujący w piłkarskiej elicie środkowy pomocnik Adam Radwański, młodzieżowy reprezentant Polski Ernest Terpiłowski, czy występujący w obronie Mateusz Grzybek. Ekipa złożona w dużej mierze z nazwisk dotąd znanych tylko z boisk pierwszoligowych dość dobrze radziła sobie w ofensywie, stwarzała mnóstwo dogodnych sytuacji bramkowych i tylko nieskuteczność oraz drobne błędy w linii defensywnej przesądziły o ostatecznym podziale punktów w dwóch pierwszych spotkaniach (kolejno ze Stalą Mielec i Wisłą Kraków). Nawet wyjazdowa porażka w trzeciej kolejce z Jagiellonią Białystok (0:1) nie zaburzyła obrazu gry prezentowanej przez podopiecznych Mariusza Lewandowskiego. Bruk-Bet oglądało się naprawdę dobrze, sporo jakości wnosili doświadczeni i ograni na najwyższym szczeblu Samuel Stefanik oraz kapitan Piotr Wlazło. Ten ostatni w znacznym stopniu przyczyniał się do zwycięskich albo raczej zremisowanych (bo ich było zdecydowanie więcej) meczów, strzelając 7 goli (w tym 6 z rzutów karnych), i mając 35% udziału w bramkach dla drużyny.

Powiew optymizmu nadszedł wraz z pierwszą wygraną w Pucharze Polski, gdy Bruk-Bet dość nieoczekiwanie pokonał Śląska Wrocław 1:0. Doskonały występ zaliczył wówczas bramkarz Łukasz Budziłek, na którego trener Lewandowski postawił także w następnym, zwycięskim ligowym spotkaniu z Górnikiem Zabrze (3:1). Gdy wydawało się, że ten mecz okaże się przełomowy, przyszła kolej na potyczkę w Radomiu, w którym Słonie były niezwykle blisko pierwszego wyjazdowego zwycięstwa, ale straciły bramkę w doliczonym czasie gry. Stąd na kolejne zwycięstwo kibicom z Niecieczy przyszło czekać przeszło miesiąc. Znów zaczęło się od pucharowej wygranej w Katowicach z tamtejszym GKS-em, a potem byliśmy świadkami prawdziwego horroru z happy-endem dla niecieczan. Mowa o spotkaniu, które śmiało może być wymieniane wśród kandydatów do meczu sezonu, czyli 4:3 ze Śląskiem Wrocław. Był to jeden z, żeby nie powiedzieć jedyny mecz minionej rundy, w którym piłkarze Mariusza Lewandowskiego pokazali prawdziwy charakter i serce do walki. Szybko podnieśli się po straconej bramce, wyrównali i zyskali dwubramkowe prowadzenie. Gdy zbyt szybko zyskali pewność, że dowiozą taki wynik do końca, Śląsk nieoczekiwanie odrobił straty i był o krok od wywiezienia z Niecieczy punktu. Zimną krew zachował Mateusz Grzybek, który w ostatniej akcji doliczonego czasu gry, przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Słoni, dając drużynie oddech oraz upragnione trzy punkty.

Autorem jednej z bramek był grający na pozycji napastnika Kacper Śpiewak, który zarówno w tym, jak i późniejszych meczach robił różnicę, i gdyby dostawał więcej piłek, z pewnością mógłby w pełni wykorzystywać swoje warunki fizyczne. Z dobrej strony pokazywał się także Muris Mesanovic, choć były to tylko przebłyski. Zaledwie cztery bramki w 18 rozegranych spotkaniach nie czynią z Bośniaka skutecznego napastnika. Najjaśniejszą postacią Słoni był bez wątpienia Adam Radwański, który prócz bramek na koncie, był motorem napędowym wielu akcji ofensywnych ekipy z Niecieczy. Kreator środka pola zaliczył dwa trafienia, a byłoby ich zapewne jeszcze więcej, gdyby nie kontuzja, która wykluczyła go z gry na blisko trzy miesiące. Jego brak niejednokrotnie zmuszał Mariusza Lewandowskiego do zmiany ustawienia, ale bez względu na to, czy Bruk-Bet wychodził bardziej ofensywnie, czy koncentrował się na obronie, brak piłkarza o tak dużych umiejętnościach w wyprowadzaniu piłki i dogrywaniu jej w pole karne, był bardzo widoczny. 

Nieskuteczność i fatalna defensywa

Można powiedzieć, że jedyna powtarzalność w grze Niecieczy dotyczyła… błędów i straconych bramek. Żaden z golkiperów, mimo swoich starań, nie zachował czystego konta w ligowych rozgrywkach. W 18 spotkaniach zespół z Niecieczy stracił 32 gole. Więcej ma tylko Górnik Łęczna i Zagłębie Lubin (36). Bruk-Bet nawet kiedy strzelał gole i wykazywał się kreatywnością z przodu, nigdy nie ustrzegł się błędów w linii defensywnej. A były to najczęściej błędy obrońców, którzy zazwyczaj byli po prostu spóźnieni z interwencją albo gubili krycie w swoich strefach. Najbardziej rozczarowująco spisywał się ten, na którego przed sezonem liczono najbardziej, czyli Adam Hlousek. Był to jeden z głośniejszych transferów klubu z podtarnowskiej wsi, stąd oczekiwania na byłego legionistę, były spore. Czeski obrońca po bezbarwnych występach w pierwszych meczach dość szybko usiadł na ławce. Długo trenował indywidualnie aż dostał szansę we wspomnianym meczu ze Śląskiem, w którym występując na lewym wahadle, zaliczał całkiem efektowne wrzutki w pole karne. Po czym znowu zniknął. 

Cieniem samego siebie był też król strzelców I Ligi ubiegłego sezonu – Roman Gergel. Słowak po kontuzji wciąż nie może wrócić na odpowiednie tory i dać impulsu drużynie. Właściwie jedyne, po czym można go zapamiętać to niewykorzystany rzut karny w spotkaniu z Piastem Gliwice (1:2).

Rzuty karne pod koniec rundy okazały się zmorą Słoni, co najbardziej widoczne było w meczu ze Stalą Mielec, w którym to Bruk-Bet miał dwie jedenastki i obie zmarnował. Bohaterem spotkania stał się Rafał Strączek, który wybronił oba strzały. Niemniej, mecz ten całkowicie pogrążył zarówno zawodników, jak i trenera, który na konferencji prasowej nie gryzł się w język.

Jesienią Słoniom brakowało konsekwencji. Każda lepsza passa szybko dobiegała końca. Tak jakby zawodnikom z jednej strony brakowało szczęścia, z drugiej jednak zimnej krwi, opanowania i pójścia za ciosem. Dwa zwycięstwa, sześć remisów i aż jedenaście porażek to bilans stawiający zespół z Niecieczy w trudnej sytuacji i tylko realne wzmocnienia mogą zapobiec katastrofie, w kierunku której ta drużyna w tym kształcie podąża. 

Transfery potrzebne od zaraz

Celem na ten sezon, jaki właściciele postawili drużynie, było spokojne utrzymanie, które nastąpi przed 30. kolejką. Przez długi czas wydawało się, że Bruk-Bet w końcu odbije się od dna i zdoła regularnie zacząć punktować. Tak się jednak nie stało, a w największym stopniu przyczyniły się do tego błędy indywidualne powtarzane z meczu na mecz, które dały ostatecznie sumę 12 zgromadzonych punktów. Wzmocnienia domaga się z całą pewnością linia defensywna. Partnerów do gry potrzebują Wiktor Biedrzycki i Artem Putiwcew, którzy najczęściej pojawiali się w składzie w tej formacji. Wasielewski, Kukułowicz, czy Bezpalec rzadko dawali wsparcie i byli raczej statystami na boisku. Słabo wypadał też środek pomocy. Po tym jak kontuzję złapał Radwański, ani Bonecki, ani tym bardziej Hubinek nie wnosili wiele, a zwykle każda próba konstruowania ataku była zbyt czytelna dla obrońców rywali. Piotr Wlazło oprócz wykonywanych jedenastek, też nie wyróżniał się na boisku kreatywnością. Z kolei napastnicy nie grzeszyli skutecznością. Przez pierwsze kolejki Mesanovic nie mógł się przełamać, na swoją pierwszą bramkę czekał do I rundy Pucharu Polski. Być może dobrze przepracowany okres przygotowawczy pozwoli jemu, jak i Gergelowi częściej stwarzać realne zagrożenie pod polem karnym przeciwnika.

„Frajerskie” rozdawanie punktów

Mariusz Lewandowski zasłużył na szacunek i z pewnością wykonał w Niecieczy kawał dobrej roboty. Wprowadzenie drużyny do Ekstraklasy to jedno, ale próba sił w walce z potentatami do mistrzowskiego tytułu to drugie. Lewandowski nie miał do dyspozycji topowych piłkarzy, ale miał pod sobą zawodników, których znał. W letnim okienku w Niecieczy było dość spokojnie, transferów nie było zbyt wiele, a więc szkielet zespołu pozostał taki jak w I lidze, gdzie Bruk-Bet, zwłaszcza jesienią, rozdawał karty. Wierzono zatem, że trener zdoła przygotować drużynę na każdy mecz z każdym przeciwnikiem. Misja ta, mimo obiecującego początku, jednak się nie powiodła, bo w piłce nożnej punktów za styl się nie przyznaje. Schemat gry powtarzany z meczu na mecz, czyli budowanie ataku od obrońców, gra podaniami, powolne zbliżanie się do bramki rywala, właściwie poza aspektem wizualnym, nie przynosiły żadnych skutków. Drużyna w ostatnich pięciu meczach popadła w marazm i nie potrafiła znaleźć sposobu na zdobywanie bramek. Zawsze najłatwiej jest wymienić osobę bezpośrednio odpowiedzialną za wyniki, niż poszczególne ogniwa zaniżające formę całej drużyny, ale być może era Lewandowskiego w tym klubie się po prostu skończyła.

Runda wiosenna nie lada wyzwaniem

Przed Bruk-Betem czas rozstrzygnięć. Najbliższe tygodnie będą kluczowe w kontekście dalszej części sezonu. Na obecną chwilę, raczej nie ma wątpliwości, że będzie to zespół, który do końca będzie musiał walczyć o pozostanie w elicie. Dobór odpowiedniego szkoleniowca, który wykaże się charyzmą i doświadczeniem, odpowiednio zmotywuje zespół, nadając mu własnego stylu, to może być recepta na utrzymanie. Gdyby udało się pozyskać dodatkowych zawodników i uszczelnić defensywę, być może sezon nie okazałby się w pełni stracony i zmarnowany.

Gabriela Koziara