Polscy piłkarze we Francji – posumowanie występów biało-czerwonych u Trójkolorowych

Bilansaison

Po zakończeniu ubiegłego sezonu Ligue 1 przeszła rewolucję. Liga została zmniejszona z 20 do 18 zespołów, redukcji uległa także liczba spadkowiczów, a trzeci zespół bez konieczności gry w eliminacjach będzie mógł występować w Champions League. Jak w tej sytuacji odnaleźli się Polacy? Trzeba przyznać, że naprawdę dobrze, a największych polskich odkryć tego sezonu należy szukać właśnie na francuskich boiskach.

Ligue 1

Marcin Bułka (OGC Nice)

Być może to właśnie największe odkrycie polskiej piłki 2023 roku i jedno z największych w całej lidze francuskiej. O tym, że Bułka ma papiery na granie wiedzieli wszyscy. Nie bez powodu był bowiem zawodnikiem takich drużyn, jak Chelsea czy PSG.  Nigdy jednak nie otrzymał prawdziwej szansy na pokazanie swoich możliwości. Nawet w pierwszym sezonie w Nicei był bardzo rzadko wykorzystywany. Wszystko zmieniło się dopiero po odejściu Kaspera Schmeichela. Polak został niekwestionowanym numerem 1 i z miejsca stał się czołowym bramkarzem ligi. Najlepszym golkiperem tego sezonu został co prawda Gianluigi Donnarumma, ale zdaniem wielu ta statuetka należała się właśnie Bułce. Duży wpływ na porażkę mogła mieć dopiero 5 pozycja jego drużyny.

Nie zmienia to faktu, że 24-latek na przestrzeni całego sezonu spisywał się fenomenalnie. Defensywa Les Aiglons była najlepszą w całej lidze. Polak zagrał we wszystkich 34 meczach ligowych, wpuścił 29 bramek i zaliczył aż 17 czystych kont. Lepszym wynikiem w Top 5 pochwalić się mogą jedynie: Yann Sommer (Inter) – 19, Vanja Milinkovic-Savic (Torino, były gracz Lechii Gdańsk) -18, a Unai Simon z Athleticu Bilbao również zaliczył 17 (całej trójce do rozegrania zostało jeszcze po jednym spotkaniu, warto jednak dodać, że w ich ligach rozgrywa się 4 kolejki więcej niż we Francji). W całej Europie Bułka zasłynął fenomenalnym bronieniem rzutów karnych, przede wszystkim dwoma obronionymi strzałami z jedenastu metrów Florina Baloguna z AS Monaco, oraz nieprawdopodobną serią minut bez straconego gola, gdy między 6, a 13 kolejką nie skapitulował ani razu.

Nicei w trakcie sezonu przydarzały się słabsze momenty, takie jak seria 6 meczów bez wygranej m.in. przez którą sezon skończyli na 5 pozycji. Problemem była przeciętna ofensywa, do obrony przez całe rozgrywki nie można było mieć większych zastrzeżeń. Nie dziwi więc fakt zainteresowania osobą Polaka przez kluby angielskiej Premier League. Sam Bułka w jednym z wywiadów stwierdził jednak, że najprawdopodobniej pozostanie we Francji na kolejny sezon. Wychowanek Varsovii wydaje się być także pewniakiem do wyjazdu na Euro 2024. Co prawda ma małe szansę na otrzymanie jakichkolwiek minut, jednak po turnieju, przy dalszej dobrej grze w klubie, jego rola w kadrze może znacząco wzrosnąć.

Przemysław Frankowski (RC Lens)

Jedyny z naszych reprezentantów we Francji, o którego pozycję w klubie i formę mogliśmy być spokojni. I nie zawiedliśmy się. Frankowski znów był ważną postacią swojego zespołu, regularnie zajmując miejsce na jednym z wahadeł. Oczywiście sezon ten nie był w wykonaniu Polaka tak fantastyczny, jak poprzedni. Wpływ na to miała także postawa całej drużyny. Lens, które w zeszłym sezonie sensacyjnie zostało wicemistrzem Francji w obecnych rozgrywkach uplasowało się dopiero na siódmym miejscu i nie zakwalifikowało się do żadnych europejskich rozgrywek. Po stracie wielu kluczowych zawodników drużyna po prostu nie była w stanie prezentować się tak dobrze, jak przed rokiem.

W tym sezonie Frankowski rozegrał w Ligue 1 30 spotkań, zdobył 3 bramki i zaliczył 2 asysty. Sześciokrotnie zagrał również w Champions League. Zdobył nawet bramkę przeciwko Sevilli, jednak jego drużynie nie udała się sztuka awansu do dalszej fazy tych rozgrywek. Były gracz Jagiellonii swoją dobrą grą umocnił i tak już bardzo silną pozycję w RC Lens. W jego przypadku trudno spodziewać się jakiegoś transferu. Problem może stanowić przede wszystkim wiek. Za 29-latka raczej nikt nie będzie chciał płacić wielkich pieniędzy, a Francuzom pozbywanie się dobrego gracza za niewielką kwotę zwyczajnie się nie opłaca.

W kontekście reprezentacji wyjazd na kolejny wielki turniej wydaje się być pewny. Wobec kontuzji Casha i problemów Zalewskiego można być też pewnym, że Frankowski będzie podstawowym piłkarzem naszej kadry. W obu meczach barażowych selekcjoner skorzystał z niego od pierwszej minuty, na prawej stronie boiska. Tam też najprawdopodobniej będzie jego miejsce podczas turnieju choć w razie potrzeby gra po lewej stronie też nie powinna stanowić dla niego wyzwania.

Radosław Majecki (AS Monaco)

O Majeckim i wielkim przełomie, jaki nastąpił w jego karierze pojawił się już na naszej stronie obszerny materiał (w połowie kwietnia). Od tego czasu niewiele się zmieniło. Były gracz Legii podtrzymał świetną dyspozycję i potwierdził, że postawienie na niego było dobrą decyzją. Zespołowi z Księstwa udało się wywalczyć wicemistrzostwo i przepustkę do upragnionej Ligi Mistrzów. Jako podstawowy gracz prawdopodobnie weźmie w niej udział Majecki. W ostatnich dniach sfinalizował on przedłużenie umowy z klubem do 2028 roku, a swoją grą absolutnie nie daje żadnych podstaw do tego, aby go zmieniać. W 12 ligowych meczach zaliczył aż 7 czystych kont i wpuścił 10 bramek. Od kiedy pojawił się w bramce, Monaco wygrało 9 meczów i przegrało jedynie z Olympique Lyon. Polak konkurencję pozostawił daleko z tyłu. Należy również do ulubieńców kibiców i po prostu jednych z najlepszych graczy drużyny w ostatnich miesiącach. Wspominany marsz drużyny ze Stade-Louis II po 2 miejsce zaczął się właśnie mniej więcej w czasie trwałej zmiany na pozycji pierwszego golkipera.

Cieszy, że po wielu nieudanych latach za granicą oraz wielu meczach przesiedzianych na ławce w końcu doczekał się prawdziwej szansy i wykorzystał ją. O 25-latku coraz częściej mówi się ostatnio także w kontekście polskiej kadry. Konkurencja na pozycji bramkarza jest co prawda ogromna, ale w kontekście końca reprezentacyjnej kariery Wojciecha Szczęsnego, Majecki może być naprawdę poważnie rozpatrywany jako jego następca. Fakt, że występuje w najmocniejszym klubie i zagra w Champions League może spowodować, że znajdzie się na pole position, nawet przed Bułką czy Grabarą.

Karol Fila (RC Strasbourg Alsace)

Prawy obrońca nie miał w tym sezonie szansy zaprezentowania się na boisku. Więzadła krzyżowe zerwane na początku września wykluczyły go z gry w zasadzie na cały sezon. Na szczęście ze zdrowiem Polaka jest już dobrze, a w ostatnich dwóch spotkaniach znalazł się nawet w kadrze meczowej swojej drużyny. Prawdopodobnie jest to jednak ostatni sezon Fili w Strasbourgu, gdyż jego szanse na pozostanie w ekipie przejętej w wakacje ubiegłego roku przez obecnego właściciela Chelsea Londyn są w zasadzie zerowe.

Ligue 2

Rafał Strączek (FC Girondins Bordeaux)

Polak, który w ubiegłym sezonie rozegrał w lidze zaledwie 3 spotkania, ten sezon rozpoczął jako podstawowy gracz. Jak sam mówił jeszcze we wrześniu w wywiadzie dla Weszło: ,,Na początku w Bordeaux uświadomiłem sobie, że jeszcze nie jestem gotowy, żeby grać na takim poziomie. Mocno odstawałem. Tym bardziej się cieszę, że w tak krótkim czasie nadrobiłem wszystkie braki i udało mi się wywalczyć miejsce w składzie”. Jak widać po kolejnych miesiącach tak się niestety nie stało. Strączek w Polsce furorę zrobił jednym, znakomitym sezonem w Stali Mielec i może Francja to po prostu dla niego za wysokie progi.

Pierwsze 11 spotkań tego sezonu rozegrał w pierwszym składzie, potem dosłownie na moment stracił miejsce w składzie. Do bramki wrócił pod koniec listopada i pozostał w niej aż do końca rundy jesiennej. W 2024 roku nie zagrał jednak ani jednego meczu, wszystkie 19 rundy wiosennej przesiadując na ławce. Dlaczego? Oczywiście przez bardzo kiepską grę. Grudzień był szczytowym momentem irytacji także dla fanów. Jeden z nich stworzył nawet składankę ze wszystkimi kompromitującymi momentami Polaka, która zyskała dużą popularność.

Cierpliwość stracił także trener, który długo starał się go bronić. W końcu zaczął stawiać na Szweda Karla-Johanna Johanssona co okazało się być dobrą decyzją. Dla tak utytułowanego klubu, jak Girondins kolejny sezon bez awansu to tragedia. Duże problemy finansowe dodatkowo sprawiają, że klub nie może sobie pozwolić na trzymanie w drużynie zbędnych graczy. Takim niestety stał się Strączek. 25-latek na pewno nie jest tak słabym piłkarzem, jak może wskazywać na to ten sezon. Pozostaje mieć nadzieję, że otrząśnie się i być może w nowym klubie znajdzie swoje miejsce na ziemi.

Dominik Proniewicz

POLECANE

tagi