fbpx

Podsumowanie weekendowych klasyków. Faworyci okrutni wobec rywali

Share on facebook
Share on twitter
2020.30.05 Poznan
Pilka nozna Ekstraklasa sezon 2019/2020
Lech Poznan - Legia Warszawa
N/z Tomasz Musial podziekowania radosc Radoslaw Majecki
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2020.30.05 Poznan
Football Polish Ekstraklasa season 2019/2020
Lech Poznan - Legia Warszawa
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

W miniony weekend doszło do dwóch dużych klasyków. Trzeba przyznać, że jak na tak małą liczbę aktywnych aktualnie lig w tychże ciężkich epidemicznych czasach, oba spotkania dla fanów z całego świata, mogły zapowiadać się niesamowicie interesująco.

Lech nadal dłużny wobec kibiców

Wielu fanów poznańskiego Lecha ostrzyło sobie ząbki na spotkanie z Legią Warszawa. Strata przed meczem pomiędzy drużynami wynosiła dziewięć punktów, więc nic dziwnego, że wielkopolscy fanatycy, rokrocznie marzący o mistrzowie, liczyli na to, że ich „ulubieńcy” pokonają odwiecznego rywala i zmniejszą dystans.

Piłkarze Lecha przed spotkaniem również gwarantowali walkę oraz pełną gotowość do gry. W niektórych poznańskich kręgach to spotkanie określano meczem o sześć punktów, czego tłumaczyć raczej nie trzeba. Kamil Jóźwiak zapowiadał, że drużyna odrobiła pracę domową:

– Graliśmy wewnętrzny sparing, więc wiemy, jak to będzie wyglądać. Na pewno będzie cicho, każdy będzie każdego słyszał. Musimy jednak zaakceptować sytuację i wygrać to starcie dla kibiców, którzy będą to spotkanie oglądać w telewizji – stwierdził skrzydłowy.

Z kolei wypowiedź szkoleniowca warszawskiej Legii brzmiała już nieco konkretniej:

– Chcemy grać intensywnie, chcemy rozgrywać mecze w dobrym rytmie i na pewno zrobiliśmy to w meczu z Miedzią. Praktycznie wszystkie parametry o tym przekonują – zauważył Vuković

Zapowiedzi serbskiego trenera miały ogromne przełożenie na murawę. Warszawiacy byli o niebo lepiej przygotowani do spotkania pod kątem taktyki i organizacji gry. Bramkę teoretycznie zdobyli z przypadku, ale tylko teoretycznie. Nie powinno nikogo dziwić, że Tomas Pekhart ją strzelił. W końcu Czech, który posiada niesamowite walory fizyczne, siłę i wzrost, większość goli w swojej karierze zdobył właśnie z obrębu pola karnego. Tak się również stało przy Bułgarskiej.

Lech starał się, konstruował ataki, ale zabrakło konkretów. Być może wynikało to z błędnych wyborów Dariusz Żurawia co do wyjściowej „jedenastki”. Tymoteusz Puchacz został ustawiony na prawym skrzydle, a każdy kto obserwuje choć trochę Ekstraklasę, zdaje sobie sprawę, że 21-latek występując na tej pozycji, niemal zawsze zbiega z piłką do środka. To idealne ustawienie dla Michała Karbownika, lewego obrońcy o lepszej prawej nodze, o czym wspominał w swojej wypowiedzi selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21, Czesław Michniewicz:

Michał Karbownik niczym nie zaskoczył mnie w swoim spotkaniu. Ani na plus, ani na minus. Zagrał na solidnym poziomie. Rywale nie przeprowadzili zbyt wiele akcji po jego stronie. Jest prawonożnym lewym obrońcą, który grał na lewonożnego skrzydłowego. Do lewej nogi schodził Puchacz, ale gdy to robił, schodził jednocześnie do lepszej prawej nogi Karbownika.

Ponadto, Legia była znakomicie zorganizowana defensywnie. Andre Martins doskonale odciął od gry Daniego Ramireza, który musi mieć dużo więcej przestrzeni, żeby zaprezentować swoje atuty na murawie. Marko Vesović w duecie z Arturem Jędrzejczykiem odpowiednio zajęli się Kamilem Jóźwiakiem. „Wojskowi” nie pokazali fajerwerków, ale to wystarczyło na Lecha.

Aleksandar Vukovic nie krył euforii po spotkaniu:

– Jesteśmy bardzo zadowoleni ze zdobycia trzech punktów na terenie największego rywala, jeśli chodzi o tradycję ostatnich lat. Był to trudny mecz, bo nie graliśmy na najlepszym poziomie. Od początku byliśmy świadomi, że nie możemy złapać odpowiedniego rytmu, więc skupiliśmy się na osiągnięciu jak najlepszego wyniku. Zwycięstwo nad Lechem zawsze jest sukcesem. Nigdy tutaj nie jest łatwo, nawet jeśli są puste trybuny – stwierdził Serb.

Z kolei Dariusz Żuraw był w zgoła innym humorze:

– Pozostaje pogratulować Legii otwartej drogi do mistrzostwa. Niestety muszę to powiedzieć: my po tej porażce musimy skupić się na tym, by w każdym następnym meczu powalczyć o trzy punkty i zająć w tej lidze jak najwyższe miejsce. Przewaga Legii jest już tak duża, że trudno o czymkolwiek myśleć. My od początku sezonu nie mówiliśmy głośno o celach, bo zespół jest w przebudowie – zaznaczył szkoleniowiec „Kolejorza”.

Lech po porażce traci do warszawiaków aż 12 „oczek”. Do końca sezonu pozostało 10 kolejek. Legia znajduje się na autostradzie do czternastego mistrzostwa Polski w historii. Jedyna drużyna, która ma szansę pozbawić warszawiaków potencjalnego tronu, to obecny mistrz i wicelider – Piast Gliwice. „Piastunki” znajdują się jednak, tylko i aż osiem punktów w tyle.

Tomasz Kędziora – wieczny przegrany

Tomasz Kędziora reprezentował barwy Lecha Poznań przez pięć lat i pomimo licznych zapowiedzi, tylko raz zdobył z nim mistrzostwo Polski. Przez resztę sezonów musiał obejść się z smakiem. Podobnie sytuacja ma się po jego transferze do Kijowa. Dynamo marzy o tytule od wielu lat, ale notorycznie ustępuje o klasę silniejszemu odwiecznemu rywalomi – Szachtarowi Donieck. Stołeczna drużyna w tym sezonie ponownie jest bez szans na wygranie ligi, bowiem znajduje się już o 16 punktów za „Kretami”.

Spotkanie ukraińskiej Premier League odbyło się na kijowskim stadionie NSK Olimpijs’kyj. Początkowo tempo meczu nie należało do najwyższych. Nikt się nie spodziewał, że prawdziwe emocje nadejdą dopiero w drugiej części gry. Zanim jednak nastała następna połowa, Dynamo zdobyło bramkę po asyście Tomasza Kędziory. Niestety główna sędzina dopatrzyła się przewinienia i nie odgwizdała gola.

Wysiłki podejmowane przez kijowianin nie poszły jednak na marne. Chwilę przed przerwą wynik w tym spotkaniu otworzył Vitalii Buyalskyi.

Dwunastokrotny mistrz Ukrainy nie chciał dopuścić do tego, by schodzić do szatni z jednobramkową stratą. Sprawy w swoje ręce wziął Marlos i wyrównał stan rzeczy. Tak zakończyła się pierwsza połowa spotkania.

W drugiej części gry głównym ogniwem zapalnym do zwycięstwa w ekipie z Doniecka był ponownie Marlos. 31-latek ustrzelił kolejną bramkę, wyprowadzając tym samym swoją drużynę na prowadzenie. Zespół gości postanowił ruszyć do ataku, a ich odkrycie w defensywie doskonale wykorzystali „Górnicy”. Gola uśmiercającego marzenia rywali o co najmniej remisie ustrzelił Marcos Antonio, na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem. To kompletnie zdestabilizowało kijowski klub. „Chluba Ukrainy” w tym sezonie ponownie ustępuje o klasę swoim największym wrogom.

Serhiy Sydorchuk, piłkarz Dynama Kijów, po spotkaniu przyznał, że rywal był po prostu lepszy:

– Chcę tylko pogratulować Szachtarowi zwycięstwa, lepiej wykorzystali swoje chwile. Co do drugiego i trzeciego gola, podarowaliśmy je przeciwnikowi. Zespół taki jak Szachtar dobrze wykorzystuje takie sytuacje – podkreślił Ukrainiec.