Fot: Przemysław Szyszka
Za nami 99. sezon zmagań w polskiej lidze. W trakcie 309 dni rywalizacji na krajowym podwórku kibice byli świadkami wielu sensacyjnych wyników, zwrotów akcji a także emocji do ostatniej minuty. Mistrzem Polski został Lech Poznań, natomiast skład podium uzupełniły Raków Częstochowa i Jagiellonia Białystok. W przyszłorocznej edycji nie zobaczymy z kolei zespołów Śląska Wrocław, Puszczy Niepołomice oraz Stali Mielec.
Walka o tytuł do ostatniej kolejki
Choć w pewnym momencie kampanii 2023/24 o mistrzostwo rywalizowało nawet siedem drużyn, tak w obecnym sezonie walka o końcowy triumf toczyła się między trzema zespołami – Jagiellonią Białystok, Rakowem Częstochowa oraz Lechem Poznań.
„Duma Podlasia” jako pierwsza z tej trójki wypisała się z walki o tytuł. Gra na trzech frontach wymagała sporej koncentracji oraz nakładu sił, co w przypadku białostoczan okazało się być zabójcze w końcówce sezonu. Jednak ćwierćfinał Ligi Konferencji i Pucharu Polski oraz trzecie miejsce w lidze, jak na zespół Adriana Siemieńca, który dopiero uczył się gry co trzy dni, można uznać za ogromny sukces.
Do końca liczyły się natomiast dwie drużyny – Lech i Raków. Pierwsza część sezonu zdecydowanie należała do podopiecznych Nielsa Frederiksena. Duńczyk z monotonnego, leniwego i bez grającego pomysłu Kolejorza stworzył maszynę, która 2024 rok zakończyła na pierwszej pozycji, po drodze pokonując Legię Warszawa 5:2, Jagiellonię Białystok 5:0 oraz w pewnym momencie piastując pozycję lidera przez 20 kolejnych kolejek. Końcówka roku była już nieco słabsza, przez co przewaga nad drugim Rakowem wyniosła tylko dwa punkty.
Wiosna była znacznie lepsza dla podopiecznych Marka Papszuna. Choć 2025 rok rozpoczęli od remisu i porażki, wygrany mecz w Poznaniu 1:0 nad Lechem, przywrócił nadzieje „Medalikom” na tytuł. Częstochowianie zaliczając osiem spotkań bez porażki, w pewnym momencie wyprzedzili „Kolejorza” gromadząc nad nimi pięć punktów przewagi. Klęski pod koniec sezonu w Szczecinie z Pogonią, w Częstochowie z Jagiellonią oraz remis w Kielcach z Koroną, przy rozpędzonej, od początku kwietnia maszynie z Poznania, jednak tę nadzieję ostatecznie pogrzebały.
W ostatniej kolejce przeciwko ekipie Piasta Gliwice być może interwencją sezonu popisał się Mario Gonzalez. Wypożyczony z Los Angeles FC napastnik wybił piłkę lecącą wprost do bramki Bartosza Mrozka. Gdyby w Poznaniu padł remis, to Raków byłby mistrzem, gdyż w Częstochowie wygrał z Widzewem Łódź 2:1. Ostatecznie to w Poznaniu kibice cieszyli się z dziewiątego triumfu w historii.
„Złocisto-krwista” sensacja
Kiedy spojrzymy na tabelę po pierwszych 18. kolejkach, naszym oczom ukaże się widok Korony Kielce na 16 miejscu. 2024 rok nie był udany dla kielczan, mając na uwadze w szczególności początek tego sezonu. Zwolnienie Kamila Kuzery po dwóch kolejkach, odejście dyrektora sportowego Pawła Golańskiego oraz koszmarna pierwsza część bieżącej kampanii nie napawały optymizmem fanatyków zespołu z Kielc.
Ciężko pomyśleć z perspektywy czasu, w jakim miejscu znajdowałaby się Korona, gdyby do „Złocisto-krwistych” nie powrócił Jacek Zieliński. Były szkoleniowiec Lecha Poznań okazał się cudotwórcą. Biorąc pod uwagę tylko tabelę za 2025 rok, Korona plasowałaby się na czwartej lokacie z 26 punktami. Świetna forma Adriana Dalmau oraz Mariusza Fornalczyka, którzy po tym sezonie nie będą narzekali na brak ofert, odważne postawienie na młodych oraz postacie drugoplanowe zmieniające przebieg spotkania w najważniejszym momencie. Korona ten sezon kończy na wysokim 11 miejscu w tabeli. Jeżeli uda się przeprowadzić dobre transfery, w przyszłym sezonie kielczanie mogą liczyć się w walce o minimum środek tabeli.
Kalejdoskop „Trójkolorowych” – Od wicemistrza do spadku z ligi
Rok temu o tej samej porze podopieczni Jacka Magiery zostali wicemistrzem kraju. Zabrakło niewiele do mistrzostwa, gdyż wrocławianie zgromadzili identyczną liczbę punktów, co mistrz z Białegostoku. W maju 2025 roku Śląsk żegna się z Ekstraklasą, po 17 latach, jako „najgorszy wicemistrz w Europie”.
Może kampania 23/24 była jednorazowym wyczynem, lecz „Wojskowi” po takim sukcesie, sezon później nie wzmocnili się odpowiednio aby liczyć na powtórkę z rozrywki. W zamian odeszły dwie gwiazdy – Erik Exposito i Nachuel Leiva – dla których nie znaleziono odpowiedniego zastępstwa. Miniony sezon opiewał w wiele przeżyć dla kibiców z Wrocławia. Odpadnięcie z europejskich pucharów po kontrowersyjnych decyzjach sędziego, pierwsza część sezonu zakończona na 18. pozycji w tabeli czy zwolnienie Jacka Magiery przed meczami z Jagiellonią, Puszczą oraz Lechią… Nawet 19 punktów zgromadzone w 2025 roku nie wystarczyły, aby wydostać się ze strefy spadkowej. Pod batutą Ante Simundzy momentami wydawać się mogło, że wyjście spod „kreskę” jest możliwe. Zimowe transfery przyszły jednak za późno, choć Assad Al-Hamlawi oraz Jose Pozo swoją grą zostawili dobrą wizytówkę dla przyszłych pracodawców.
Pierwszy raz w XXI wieku – Komplet beniaminków z utrzymaniem
Analizując dokonania zespołów w ubiegłym sezonie nie sposób przejść się obojętnie obok doskonałej gry beniaminków. To drugi raz w historii 18 zespołowej Ekstraklasy, gdy komplet beniaminków zapewnił sobie utrzymanie. Choć według portalu EkstraStats szanse na utrzymanie całej trójki wynosiły zaledwie 20%, tak ostatecznie wszystkie trzy drużyny pozostaną na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.
Zdobywca tytułu Betclic 1. Ligi – Lechia Gdańsk – mimo ledwie jednego sezonu rozłąki z Ekstraklasą, do końca musiała bić się o utrzymanie. Runda jesienna okazała się totalną klapą. Zaledwie 14 punktów po 18 spotkaniach plasowały gdańszczan na 17 lokacie w tabeli. Stanowisko trenera opuścił Szymon Grabowski, którego zastąpił Anglik – John Carver. Zatrudnienie byłego opiekuna Newcastle okazało się być strzałem w dziesiątkę. 23 punkty zdobyte w rundzie wiosennej pozwoliły wyjść na prostą i zachować ligowy byt. Doświadczenie 60-latka, w połączeniu z utalentowanymi graczami lechistów przyniosło ładną dla oka grę oraz kilkukrotne urwanie punktów lepszym drużynom. Jeśli sytuacja finansowa klubu poprawi się, być może zespół z Gdańska wróci na wysokie miejsca w tabeli. Gdańszczanie nie mogą jednak doprowadzić do momentu, w którym zawiśnie nad nimi widmo zawieszenia licencji, jak na początku rundy wiosennej, kiedy Ekstraklasa spłaciła resztę transferu Tomasza Wójtowicza.
Końcówka kampanii 23/24 była dla GKS-u Katowice szalona. Kapitalna wiosna dała awans do Ekstraklasy, po 19 latach przerwy. Skazywana na spadek, „GieKSa” postawiła się mocniejszym rywalom i zaszła daleko, gdyż w tabeli zajęli bardzo wysokie 8. miejsce. Atutem katowiczan w minionych rozgrywkach był charakter oraz własny stadion. Mając w kadrze wiele doświadczonych postaci z przeszłością w najwyższej klasie rozgrywkowej oraz charyzmatycznego trenera, jakim jest Rafał Górak, mieszanka wzmocniona młodymi graczami okazała być się skuteczna. Również symboliczne przejście ze starego „Blaszoka” na nową Arenę Katowice napędzało ich do walki o trzy punkty. Cztery porażki przez cały sezon i 29 zdobytych punktów wiosną przełożyło się na szóste miejsce – skuteczniejsze pod tym względem były jedynie ekipy Lecha, Pogoni, Jagiellonii, Legii oraz Rakowa. Udana kampania musi być wyznacznikiem solidnych transferów, a mając na uwadze odejście Sebastiana Bergiera, niepewny wykup Mateusza Kowalczyka, a także odejście paru wypożyczonych zawodników, lato w Katowicach zapowiada się bardzo ciekawie.
Przed sezonem typowany do spadku był Motor Lublin. Gdy w doliczonym czasie gry finału baraży z Arką Gdynia lublinianie zdobyli bramkę dającą awans na najwyższy szczebel rozgrywkowy w kraju po 32 latach przerwy, nikt nie spodziewał się pozostania w Ekstraklasie dłużej niż sezon. Ku zaskoczeniu wszystkich, zespół Mateusza Stolarskiego, podobnie jak GKS, zachwycił kibiców swoją grą. W przypadku „Motorowców” i ich ambitnego właściciela – Zbigniewa Jakubasa – 7 miejsce w pierwszym sezonie to dopiero początek. Odpowiednie wzmocnienie się na kilku pozycjach może skutkować walką nawet o europejskie puchary w nadchodzącej kampanii,
Ten ostatni raz… – słów kilka o spadkowiczach
Gdy będziemy emocjonowali się startem kolejnej edycji Ekstraklasy, będziemy musieli zarazem wymazać z pamięci trzy drużyny – Śląsk Wrocław, Puszczę Niepołomice oraz Stal Mielec. Wszystkie trzy zespoły zagrają w Betclic 1. Lidze. O zespole z Wrocławia była mowa w kontekście rozczarowania sezonu, więc tym razem „pole do popisu” oddajmy mielczanom oraz niepołomiczanom.
Gdy w sezonie 2023/24 Stal Mielec kończyła na 11 miejscu w tabeli, na Podkarpaciu patrzono w przyszłość z optymizmem. Jacek Klimek zapowiadający jeszcze lepszą kampanię, poprawę finansów klubu oraz zachowanie najlepszego strzelca Stali minionych rozgrywek – Ilii Szkurina.
Rzeczywistość okazała się być zgoła odmienna. Słaby styl gry, skutkujący aż trzema zmianami trenerów w trakcie sezonu, brak wiodącej postaci oraz problemy wizerunkowe klubu spowodowały, że Stal zakończyła sezon w strefie spadkowej. Sam Klimek wielokrotnie podejmował nietrafione decyzje, które również przyczyniły się do spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednym z przykładów z pewnością było zatrudnienie Janusza Niedźwiedzia, którego prezes „Stalowców” w końcówce pracy 43-latka nawet szantażował. Brak było w Mielcu strzelby, która gwarantowałaby spokój w ataku. Co ciekawe, najlepszym strzelcem zespołu w lidze został… obrońca! Piotr Wlazło jako pierwszy zgromadził aż 10 bramek.
Puszcza, w przeciwieństwie do Stali, debiutancką kampanię 23/24 w Ekstraklasie zakończyła na miejscu 12, z trzema punktami przewagi nad strefą spadkową. W przypadku minionego sezonu celem było utrzymanie. Jednak drugi sezon okazał być się zabójczy dla zespołu Tomasza Tułacza. Sporo transferów, które wprawdzie na papierze wyglądały solidnie – wielu doświadczonych ligowców, wzmocnionych świetnym i młodym napastnikiem z Grecji, który był gwarancją bramek, nie przełożyło się jednak na grę „Żubrów”. W pewnym momencie drugiej części sezonu spekulowano nawet o trzecim sezonie w Ekstraklasie, jednak od przegranego spotkania w Niepołomicach z Pogonią Szczecin 4:5, gra drużyny Tomasza Tułacza kompletnie się rozsypała. 19 bramek straconych w pięciu spotkaniach, z czego porażka 1:8 w Poznaniu z Lechem ostatecznie zaprzepaściły szansę Puszczy na utrzymanie.
Była to piękna przygoda niepołomiczan w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mały, kameralny stadion, który został oddany do użytku na początku tego roku dopełniał tylko element tej niezwykłej historii na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Zobaczymy, ile potrwa rozłąka „Żubrów” z PKO BP Ekstraklasą.
Zaskoczenie sezonu – Oskar Repka
W pierwszej lidze był solidną postacią zespołu Rafała Góraka. Kiedy „GieKSa” awansowała do Ekstraklasy, skrył się w cieniu młodszego Mateusza Kowalczyka. W ostatnich tygodniach jednak Repka stał się gwiazdą zespołu z Katowic i jednym z zaskoczeń minionej kampanii.
26-latek sezon 2024/25 kończy z ośmioma bramkami i dwiema asystami w 35 spotkaniach. W ostatnich sześciu wpakował rywalom piłkę do siatki pięciokrotnie. Dobra miniona kampania również przyciągnęła uwagę potencjalnych kupców, a także Michała Probierza w kontekście powołania do kadry. Jak wspomniał na łamach Sportowych Faktów Repka: Robię, co mogę, żeby tam się dostać. Nie miałem żadnych sygnałów. Czy będę zaskoczony? Nie powiedziałbym. Będę gotowy.
Rozczarowanie sezonu – Ilia Szkurin
Gdy Stal Mielec sezon 23/24 kończyła na 11 pozycji, w mieleckim zespole błyszczeli Mateusz Kochalski oraz Ilia Szkurin. Polak po tamtym sezonie odszedł do Karabachu Agdam, natomiast Białorusin został, licząc na korzystne oferty z klubów występujących w europejskich pucharach.
27-latek pierwszą część minionego sezonu spędził w Mielcu, gdzie nie błyszczał formą. Jednak zimą przyszła oferta z Legii Warszawa, którą zarówno Stal, jak i sam zainteresowany zaakceptowali. Do „Wojskowych” zawodnik rodem z Białorusi przenosił się za około 1,5 mln euro.
W Warszawie jednak kompletnie rozczarował. Zaledwie trzy gole i dwie asysty we wszystkich rozgrywkach nie rozwiązały problemów w ataku zespołu Goncalo Feio. Na dodatek transfer do legionistów nastąpił po czasie rejestracji zawodników na listę Ligi Konferencji UEFA, więc 25-latek nie zasmakował gry w Europie.
Młodzieżowiec sezonu – Sławomir Abramowicz
Zastąpienie bramkarza mistrza Polski niedoświadczonym 19-latkiem zakrawa na duże ryzyko. Tak właśnie w minione lato wydarzyło się w Białymstoku – odchodzącego na Cypr Zlatana Alomerovicia zastąpił Sławomir Abramowicz, który przedtem w „Dumie Podlasia” rozegrał zaledwie 10 spotkań.
Decyzja Adriana Siemieńca okazała się być strzałem w dziesiątkę. Młodzieżowy reprezentant Polski, z anonimowej postaci, walczącej o pierwszy skład z Maxem Stryjkiem, stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych młodych golkiperów w Europie. Choć miewał momenty, w których nie czuł się pewnie – w szczególności pamiętając pierwszy kryzys „Jagi” z końcówki września, gdzie nawet na parę spotkań został posadzony na ławkę – zawsze wracał silniejszy.
Czy w nadchodzące lato odejdzie z Białegostoku? 49 spotkań w których zachował 17 czystych kont przyciągają zainteresowanie klubów z zachodu.
Drużyna sezonu
Bartosz Mrozek
W rywalizacji o tytuł najważniejsze są detale. Skuteczny atak oraz solidna defensywa z pewnym siebie bramkarzem pomagają w osiągnięciu triumfu. Podobnie było z Lechem i Bartoszem Mrozkiem. Wielokrotnie ratował zespół przed stratą bramki, a nawet gdy Kolejorz przegrywał, swoimi interwencjami chronił go przed większymi rozmiarami porażki. 14 czystych kont w 34 spotkaniach oraz kilkukrotne powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski – to dorobek 25-latka w minionych rozgrywkach.
Ruben Vinagre
Runda jesienna była wyśmienita w wykonaniu Portugalczyka. Wypożyczony, a zimą wykupiony ze Sportingu za 2,4 mln euro, zapewnił powiew świeżości na lewej stronie boiska. Choć licznik ostatnich podań w lidze wyniósł ostatecznie pięć, tak w przypadku gracza, który odbił się od ligi angielskiej, włoskiej, czy nie łapał minut w lidze portugalskiej, można uznać to za spory sukces. Najprawdopodobniej 26-latek odejdzie z Warszawy, zamieniając stolicę Polski na mocniejszy zespół.
Mateusz Skrzypczak
Kiedy pod koniec września wypadł ze składu Jagiellonii, wówczas białostoczanie wpadli w kryzys. Jednak będąc już w składzie „Jagi” wyglądał na obrońcę kompletnego. Do złotego medalu z poprzedniego sezonu dorzucił tegoroczny brąz. Być może w najbliższe lato Polak pożegna się z krajem na rzecz mocniejszego klubu.
Stratos Svarnas
Obrona była najmocniejszym punktem Rakowa w tym sezonie, a Grek imponował w trójce środkowych defensorów. Gdy zdobywał bramkę, „Medaliki” zawsze zgarniały trzy punkty. Tak było w spotkaniu z Lechem Poznań (1:0) oraz Legią Warszawa (3:2). 27-latek został nawet doceniony przez EA, która w grze FC 25 nagrodziła obrońcę Rakowa kartą Team of the Season.
Joel Pereira
To był kolejny sezon, który Portugalczyk może zaliczyć do bardzo udanych. Drugie mistrzostwo Polski zdobyte w Poznaniu stanowi nagrodę ciężką pracę 28-latka na prawej stronie defensywy. Dwa gole oraz siedem asyst tylko potwierdzają kapitalną kampanię podopiecznego Nielsa Frederiksena. W kluczowym momencie spotkania z Legią to on zagrał piłkę do Aliego Golizadeha, a w spotkaniu z GKS-em Katowice był najlepszy na boisku.
Jesus Imaz
Tym razem doświadczenie Hiszpana nie przyniosło mistrzostwa, lecz zagwarantowało „Jadze” udział w eliminacjach do Ligi Konferencji UEFA. W lidze błyszczał najjaśniej spośród zawodników „Dumy Podlasia”. W 34. spotkaniach zdobył 16 bramek i zaliczył sześć ostatnich podań.
Gustav Berggren
Kolejna postać z drużyny „Medalików”, która zasłużyła na miejsce w jedenastce sezonu. W przypadku Szweda, oprócz doskonałych statystyk – dwie bramki i pięć asyst w 32 spotkaniach – również imponuje rozwój, który poczynił pod skrzydłami Marka Papszuna. Defensywny pomocnik, który gwarantuje spokój w obronie był jeden z najmocniejszych punktów zespołu Rakowa w minionej kampanii.
Afonso Sousa
Portugalczyk w tym sezonie zaskoczył absolutnie każdego. Pod okiem Nielsa Frederiksena, z pomocnika przeciętnego, który nie rokował, stał się jednym z najlepszych zawodników w kadrze Lecha Poznań. 13 bramek i pięć asyst w ciągu 31. kolejek, w większości dawało cenne punkty w walce o mistrzostwo Polski. Zdecydowanie najważniejszym momentem minionej kampanii był mecz w Poznaniu przeciwko Legii Warszawa, wygrany przez „Kolejorz” wynikiem 5:2. Portugalczyk wówczas zdobył dwie widowiskowe bramki. Jak spekulują media, 25-latek może opuścić Lecha na rzecz mocniejszej ligi
Kamil Grosicki
Popularny „Turbogrosik” jest jak wino – „Im starszy, tym lepszy”. W sezonie 24/25 miał ogromny wpływ na atak zespołu Pogoni Szczecin. Gdy „Portowcy” go potrzebowali, ten potrafił zagwarantować spokój w ataku i zagwarantować cenne punkty. Stanowił świetny, wzajemnie uzupełniający się duet z Efthymiosem Koulourisem. Statystyki 36-latka również wyglądają świetnie, jak na tak doświadczonego zawodnika. 33 spotkania, siedem bramek oraz dziesięć asyst. Jedyny negatyw tego sezonu – brak trofeum zdobytego z Pogonią
Mikael Ishak
Kolejny piłkarz Lecha, który zasłużył na znalezienie się w jedenastce sezonu PKO BP Ekstraklasy. Szwed był prawdziwą „strzelbą”, dzięki krórej Kolejorz zdobył aż 21 bramek w 32. spotkaniach. 32-latek tym sezonem tylko potwierdził, że jest bezapelacyjnym liderem zespołu. W trudnych momentach kapitan „Kolejorza” napędzał poznańską lokomotywę swoimi bramkami oraz asystami.
Efthymios Koulouris
Ten sezon zdecydowanie należał do 30-letniego Greka. Choć z Pogonią ostatecznie nie zagwarantował sobie ani Pucharu Polski, ani ligowego podium, tak w klasyfikacji strzelców absolutnie zmiażdżył konkurencję. 28 bramek stanowi wyrównanie rekordu Nemanji Nikolicia z sezonu 2015/16, kiedy Węgier zaliczył identyczną liczbę trafień. Jego najlepsze spotkanie miało miejsce w Niepołomicach, gdzie „Portowcy” wygrali 5:4, a napastnik zaaplikował bramkarzowi rywali aż cztery bramki.
Grek również został wyróżniony przez naszą redakcję nagrodą MVP sezonu, za swoją grę w mijającej już kampanii. A jaka przyszłość czeka go w Szczecinie? Przed kilkoma tygodniami „Portowcy” odrzucili za 30-latka ofertę opiewającą na blisko 6 mln euro z Rosji. Być może szykuje się szalone lato z udziałem najlepszego zawodnika minionego sezonu PKO BP Ekstraklasy.
Trener sezonu – Jacek Zieliński
Koncentrując się na rywalizacji o mistrzostwo, należałoby wskazać na Nielsa Frederiksena. Patrząc jednak na rewelację minionej kampanii, należy wyróżnić głównego architekta projektu pt. :Odrodzenie Korony Kielce” – Jacka Zielińskiego.
Wyciągając „Złocisto-krwistych” ze strefy spadkowej, do walki w pewnym momencie o szóste miejsce, należy jeszcze raz odkurzyć starą szkołę trenerską. Gdy przed sezonem odchodził z Cracovii, będąc z „Pasami” blisko spadku, nikt nie spodziewał się, że rok później jeszcze raz pokaże się całej Polsce, tym razem wykonując dobrą robotę w Kielcach.
Pod jego batutą rozwinęła się szkółka, z której absolwenci powoli wchodzą do kadry pierwszego zespołu. Również znacznie poprawiła się gra zespołu, a beneficjentami tych zmian w szczególności mogą być Adrian Dalmau, Dawid Błanik, Rafał Mamla oraz Mariusz Fornalczyk. Tak jak wspomnieliśmy w nagłówku o sensacji minionej kampanii – dobre transfery mogą przynieść jeszcze lepsze efekty w nadchodzącym sezonie.
Natomiast dla nas – kibiców – rozpoczyna się czas rozłąki z Ekstraklasą do lipca, kiedy ponownie zainaugurujemy zmagania ligowe. Natomiast przed nami, w czwartek 29 maja walka o ostatnie miejsce na najwyższym szczeblu rozgrywkowym – baraże, w których wezmą udział Wisła Kraków, Miedź Legnica, Wisła Płock oraz Polonia Warszawa.
Mikołaj Malinowski