Mecze Legii Warszawa z Wisłą Kraków zawsze dostarczają kibicom wielu emocji. Tym razem jednak było ich jak na lekarstwo, bo cały pojedynek był po prostu nudny. Obie drużyny podzieliły się punktami, Wisła zrobiła szpaler Legii i to w zasadzie wszystko, co warto wiedzieć z tego pojedynku.
Pojedynek rozpoczął się miłym akcentem dla ekipy gospodarzy, bo krakowianie przywitali ich na boisku szpalerem z okazji świeżo zdobytego przez nich mistrzostwa. Początek spotkania obfitował w mnóstwo niedokładności z obu stron. Najpierw Mladenović źle dograł futbolówkę do Muciego, potem też nie popisał się Slisz, który podał wprost w nogi Kone. Chwilę później spróbowała odpowiedzieć Wisła, ale strzał Frydrycha nie mógł zagrozić bramce Miszty, bo nawet nie leciał w jej światło.
Goście próbowali rozbijać Legię skrzydłami, ale nie był to najlepszy dzień Yeboaha i Starzyńskiego. Ogólnie w pierwszej części jedyna dobra okazja miała miejsce w 40. minucie, kiedy to Slisz wbiegł z piłką w pole karne, wrzucił miękko na głowę Pekharta, ten oddał celny strzał, ale świetnie w bramce zachował się Mateusz Lis, który uratował remis do przerwy dla swojej drużyny.
Druga część lepiej zaczęła się dla Wojskowych. Po rzucie rożnym ponownie główkował czeski napastnik, ale kolejny raz na jego drodze stanął dobrze dysponowany golkiper Wiślaków. Ekipa Pettera Hybbali odpowiedziała „setką” Savicia. Piłkarz gości znalazł się w sytuacji sam na sam z Misztą, ale górą był gracz Legii. Obaj trenerzy starali się rotować w składach i za wszelką cenę przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Czesław Michniewicz posłał do boju będącego na wylocie Pawła Wszołka i ten od razu starał się dać coś od siebie. Nie był to jednak jego wybitny występ.
W 83. minucie faulowany na 25-metrze był Felicio Brown Forbes i Wisła miała dobrą okazję do bezpośredniego zagrożenie bramce Miszty, ale samo wykonanie stałego fragmentu już nie było tak dobre, jakie zapewne liczyłby Hyballa.
Nie ma jednak co ukrywać, że ten mecz do najciekawszych nie należał, a sytuacji mieliśmy w nim jak na lekarstwo. Końcówka również nie porywała. W doliczonym czasie warszawianie próbowali szczęścia, a konkretnie zrobił to Josip Juranović, ale na posterunku tym razem był Frydrych, który świetnie zablokował strzał.
Ostatecznie „spektal” w Warszawie zakończył się bezbramkowym remisem. Wisła, co najważniejsze dla niej, nie przegrała meczu i to jest z pewnością plus, ale sam styl już na kolana nie powalał.
Legia Warszawa 0:0 Wisła Kraków
Legia Warszawa: Miszta – Jędrzejczyk, Wieteska, Hołownia, Juranović – Slisz (56. Luquinhas), Muci (56. Kapustka), Martins, Mladenović (66. Wszołek) – R. Lopes, Pekhart
Wisła Kraków: Lis – Sadlok (83. Błaszczykowski), Koné, Frydrych, Burliga – Żukow, Savić, Gruszkowski (87. Szota), Yeboah (74. Medved) – Starzyński, Brown Forbes
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
MVP: Mateusz Lis
Stadion: Stadion Wojska Polskiego w Warszawie