Piotr Ćwielong: Widzę się w roli dyrektora sportowego

Share on facebook
Share on twitter
30.05.2013 WROCLAW
PILKA NOZNA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2012/2013
FOOTBALL POLISH T-MOBILE EKSTRAKLASA SEASON 2012/2013
WKS SLASK WROCLAW - LECH POZNAN
N/Z PIOTR CWIELONG, SYLWETKA 
FOT PAWEL ANDRACHIEWICZ / PRESSFOCUS

Trzy razy sięgał po mistrzostwo Polski, ze Śląskiem Wrocław zdobył trzy medale, w trzy sezony, następnie odszedł do Bochum gdzie spędził… trzy lata. Dziś Piotr Ćwielong gra dla LKSu Goczałkowice, gdzie wraca do siebie po ciężkiej kontuzji ścięgna achillesa, zajmuje się także szkoleniem młodzieży. Opowiedział nam o walce z kontuzją, o swoim autorskim programie treningowym, a także o swojej karierze i problemach szkoleniowych w Polsce.

Na początek chciałem zapytać o najważniejsze. Jak zdrowie?

Dzięki, już wszystko dobrze. Trochę czasu minęło zanim poradziłem sobie z achillesem. Na pewno był to czas dla mnie trudny, bo nikt nie mógł mi pomóc. Jeździłem po dobrych specjalistach. Bywały momenty, kiedy wydawało się, że będzie ok a jednak na koniec wszystko wracało i człowiek zastanawiał się czy warto. 

W pewnym momencie brzmiało to dramatycznie. Myślałeś nawet o zakończeniu kariery, bo lekarze nie dawali ci szans. Ty jednak się podniosłeś i nadal grasz. Skąd w Tobie tyle siły?

Chyba dwa razy chciałem wieszać buty na kołku. Nie widziałem sensu dalszej walki, ponieważ za każdym razem ból oraz brak możliwości normalnego chodzenia utwierdzał mnie w przekonaniu, że trzeba dać sobie spokój. Za drugim razem, kiedy Achilles się naderwał w 80 procentach powiedziałem koniec, nie chce być kaleką do końca życia. Po kilku dniach odezwał się Łukasz Kozarski z centrum rehabilitacji MESIR i zaprosił mnie do siebie.

Przedstawił plan oraz lekarza, który podejmie się operacji. Na początku byłem sceptyczny, ale dałem sobie ostatnią szansę nawet nie dlatego żeby wrócić na boisko, ale żeby spokojnie funkcjonować i co najważniejsze normalnie chodzić. Dzisiaj wiem, że to była najlepsza decyzja. Wielkie podziękowania dla Łukasza i całej ekipy MESIR z doktorem Tomkiem Kuźmą na czele. Bez niego to by się nie udało. Podziękowania należą się także Karolowi Sieńskiemu za przywrócenie mnie do pełnej sprawności.

Mocno uderzyłeś w rozwój trenerski. Masz nawet swój autorski projekt szkolenia młodzieży. Na czym on polega?

Już za czasów trenera Skorży pisałem sobie treningi, bo jakoś czułem się w tym temacie dobrze.  Robiłem tak w każdym klubie. To chyba najlepszy staż dlatego twierdzę, że trenerzy, którzy grali w piłkę lepiej czują szatnię. Mają też lepszy kontakt z zawodnikami, ponieważ wiedzą jak sami się w podobnych sytuacjach zachowywali. Zrobiłem wcześniej kursy i jeśli czas pozwalał jeździłem po różnych konferencjach i słuchałem mądrzejszych i bardziej doświadczonych trenerów.

Mój projekt to trening indywidualny techniki, bo w tych czasach troszkę to szwankuje. Jak jeżdżę na mecze to widzę, że juniorzy mają problemy, żeby odwrócić się kierunkowo a już z zawodnikiem na plecach to wyższa szkoła jazdy (śmiech). Mam fajną grupę chłopaków, którzy trenują i się rozwijają piłkarsko zobaczymy, jak to będzie dalej.

Z czego wynikają te problemy z techniką? Za dużo uwagi przykłada się w naszym kraju do przygotowania fizycznego? 

Po prostu dzieciaki mylą technikę robienia sztuczek i skakania w miejscu nad piłką z techniką użytkową. Problemy pojawiają się kiedy masz dać piłkę prostopadłą na małej przestrzeni lub na szybkości przyjąć długą piłkę tak żeby nie odbiła ci się od piszczela i wypadła na aut. Kierunkowe zabranie się z piłką jest bardzo ważne. W ogóle jest naprawdę wiele elementów, gdzie potem widać różnicę.

Lubię oglądać Piotrka Zielińskiego. Gdybyśmy mieli więcej takich zawodników to nasza reprezentacja na pewno nie musiałaby grać w większości defensywnie z kontry, a bardziej utrzymywała się przy piłce i kontrolowała co dzieje się na boisku. Mam nadzieję, że idzie nowa fala młodzieży i w perspektywie czasu to się zmieni na naszą korzyść. 

Piotr Ćwielong Goczałkowice
Fot. Tomasz Blaszczyk / PressFocus

Czy według Ciebie problem polskiej piłki klubowej faktycznie leży w szkoleniu?

Czy w szkoleniu? Nie wiem. Trudno to wytłumaczyć. Najważniejszy czas jest między 16, a 18 rokiem życia, kiedy trzeba przejść do seniorów. Większość ma z tym problem. Weźmy za przykład Śląsk Wrocław. Super akademia, młodzi jeżdżą na turnieje po całej Europie, wygrywają z największymi klubami, a potem przychodzi wiek na poważne granie i w Śląsku może znajdzie się jeden który jest w szerokiej kadrze pierwszego zespołu. W Niemczech tacy zawodnicy sprzedawani są za grube miliony.

Teraz fajnie wygląda Lech, ale przypomina mi to Legię, gdzie też nagle wyskoczyło kilku młodych jak Żyro, Borysiuk i Wolski który papiery na granie miał niezwykłe, ale kontuzje go nie omijały. Lech na dziś ma najlepszy skauting i nie boją się stawiać na młodych nawet kosztem mistrzostwa.

Oczywiście ci zawodnicy grają nie tylko dlatego że są młodzieżowcami. Grają, bo na to zasługują i sobie to miejsce wywalczyli.

Problem tkwi też w tym, że wielu trenerów jest doskonale przygotowanych, ale tylko w teorii. W praktyce już niekoniecznie. 

A jak oceniasz rozwój LKS Goczałkowice? Łukasz Piszczek może uczynić z LKS klub, który kiedyś zagra w Ekstraklasie?

LKS to klub bardzo rodzinny i wiadomo, że nad wszystkim czuwa Łukasz, jego tata oraz ludzie, którzy inwestują w ten projekt. Na dziś jesteśmy w trzeciej lidze, uczymy się jej i raczej plan na ten sezon to utrzymanie. Może jak Łukasz wróci za rok i będzie z nami grać to powalczymy o coś więcej. Czas pokaże. Na razie jako beniaminek radzimy sobie dobrze i oby tak było do końca rundy. 

Dobra, teraz trochę o Twojej karierze. Spędziłeś w Bochum 3 lata. Zagrałeś jednak tylko 41 spotkań. W rozmowie z Weszło powiedziałeś, że na początku grałeś na fantazji, a potem zaczęło brakować sił. Obciążenia treningowe były dużo wyższe niż w Ekstraklasie?

Zaczęło brakować, ponieważ nie miałem w ogóle przerwy. Od razu po zakończeniu sezonu pojechałem do Niemiec podpisać kontrakt potem 3 dni w domu i rozpoczęcie przygotowań. Reszta chłopaków miała prawie miesiąc wolnego. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale po tygodniu ciężkich treningów zacząłem mieć kłopoty. Najpierw z przywodzicielem potem z mięśniem czworogłowym i tak się kręciłem na kozetce fizjoterapeutów.

Początek ligi był bardzo udany potem cała drużyna zaczęła pikować w dół i na koniec walczyliśmy o utrzymanie. Z treningami nie miałem problemów, ponieważ za trenera Levego który preferował niemiecki styl dostawaliśmy mocno po tyłku, dlatego nie czułem wielkiej różnicy. Jeśli chodzi o intensywność to nie ma porównania naprawdę każdemu życzę, żeby pojechał i sam się przekonał, jak trenują za granicą. 

Pytam obciążenia, bo ostatnio zarówno Parzyszek jak i Łabojko powiedzieli, że treningi na zapleczu Serie A to potężne zderzenie z rzeczywistością, jeśli chodzi o poziom obciążeń. Sporo się mówi o tym, że w Polsce za dużo uwagi kładzie się na przygotowanie fizyczne, a jednak piłkarze wyjeżdżają i doznają szoku. Z czego to wynika? 

To wynika z tego, że może fizycznie wyglądamy dobrze, ale nie ma to nic wspólnego z wytrzymałością. Po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego wysiłku.  Tam nikogo nie interesuje, czy masz sześciopak na brzuchu czy łapę jak Pudzian. Ty masz umieć grać w piłkę. 

Najwięcej spotkań rozegrałeś w Śląsku. Jak wspominasz czas spędzony we Wrocławiu?

Śląsk zawsze będzie w moim sercu. To z nim odnosiłem największe sukcesy. W 3 lata złoto, srebro i brąz. To były najlepsze lata tego klubu. Lubię odwiedzać Wrocław, do dzisiaj mam dobry kontakt z ludźmi z klubu jak i legendą Mariuszem Pawelcem. Jest jeszcze Jarek Szandrocho który za naszych czasów tworzył fajny duet z Dawidem Gołąbkiem. Teraz wrócił Walduś, który już swoim kolorem włosów przypomina Huberta Urbańskiego. Sztyla jest dyrektorem i razem ze sztabem szkoleniowym robią fajną robotę. Oglądam ekstraklasę i trzymam kciuki.

Piotr Ćwielong 20 Śląsk Wrocław
Fot. Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Nie byłbym sobą gdybym nie zapytał również jak wspominasz trenera Lenczyka?

Jeśli chodzi o całokształt to pozytywnie, zrobił jako trener wielki sukces ze Śląskiem i tego nikt mu nie zabierze. Do dziś jak przygotowuje się do sezonu to korzystam z ćwiczeń, na piłce które on preferował. Ci którzy mieli styczność z metodami trenera wiedzą o co chodzi. Zawsze dobrze się czułem po okresie przygotowawczym.

Trener Lenczyk sprawiał, że czasem wydawało nam się, że nie ma szans, żeby udało się wygrać mecz taką taktyką. Przyszedł mecz, pach pach, 90 minut i pozamiatane. Pamiętam mecz z Wisłą Maaskanta megamocna ekipa, a my autobus. Po meczu nawet trener mówił, że przegubowy postawiliśmy. Posiadanie piłki może 80 – 20, a wynik… 2:0 dla nas po golach Kazia i Garnka. Jakby ktoś spojrzał tylko na wynik to na luzie zwycięstwo, a tam 90 minut treningu przesuwania z prawej do lewej (śmiech).

Myślisz, że bez Waszego pana od wuefu udałoby się zdobyć mistrzostwo Polski?

Treningi jak to już Weszło prześwietliło miał niekonwencjonalne. Dużo zawodników na ten temat się wypowiadało. Myślę, że do tej grupy piłkarzy i mocnych charakterów był niezbędny. Nie każdy potrafi pracować z takimi graczami. Wielu trenerów unika starszyzny, bo nie umieją z nimi rozmawiać i funkcjonować. Trener Lenczyk był inny wolał takimi się otaczać i dobrze ich rozumiał, a nawet w kilku momentach wyciągał do nich rękę. 

Przyszedłeś kiedyś na trening „wczorajszy”? Nie pytam tylko o czas w Śląsku, ale delikatnie nawiązuję do sytuacji z Mrazem.

Ja myślę, że 90% zawodników kiedyś miało taki dzień. Wygrywasz mecz, jedni idą na miasto, drudzy wolą posiedzieć w domu przy piwku i chcąc nie chcąc świeży nie przychodzisz. Dzisiaj mogę luźno o tym pogadać, bo już gram amatorsko, ale dotyczy naprawdę to większości zawodników.

Nie uważasz, że to niebezpieczne trenować, kiedy nie jesteś w 100% trzeźwy? Jedna spóźniona reakcja i kolega z drużyny może mieć złamaną nogę.

To już jest inna kwestia. Bardziej chodzi o zawodników, którzy grali mecz, bo wiesz, że na drugi dzień masz tylko regeneracje to możesz sobie pozwolić. 

Odnośnie mistrzostwa. Kilka dni temu Ekstraklasa wspomniała Twojego jedynego gola w mistrzowskim sezonie. Strzeliłeś kiedyś coś ładniejszego?

Gol Piotra Ćwielonga w meczu Zagłębie Lubin vs Śląsk Wrocław 1:5.

Myślę, że ładniejszą bramkę strzeliłem Mariuszowi Pawełkowi jak przyjechałem z Ruchem i strzeliłem na 1:0 większa jakość i precyzja.

Te salta po strzelonych golach… inspiracja innym zawodnikiem czy własna „inwencja twórcza”?

Za dzieciaka otaczałem się kolegami, którzy ćwiczyli breakdance i capoeira. Lubiłem tak spędzać czas. Zawsze w wakacje dużo starszych zbierało się na basenie Skałka i tam ćwiczyli. Podpatrywałem i się uczyłem. Cieszynka towarzyszyła mi od Stadionu Śląskiego, po każdym golu to robiłem. Teraz odpuściłem, szkoda Achillesa (śmiech).

W 2013 roku Adam Nawałka powołał Cię do kadry narodowej. Zagrałeś jednak tylko jedno spotkanie. Dlaczego dłużej nie zagrzałeś miejsca w kadrze?

Nie zagrzałem miejsca, bo coraz mniej grałem w klubie. To normalne. Zagrałem z Irlandią i to było spełnienie marzeń. Jako mały chłopak oglądając reprezentacje i słuchając hymnu marzyło się, żeby tam być. Kiedy przychodzi moment, w którym zakładasz koszulkę z orzełkiem na piersi i stajesz do hymnu to jest coś pięknego. Pamiętam, że cała juniorska przygoda i czas, kiedy latałem z koszulką Marka Citki po osiedlu przeszły mi wtedy przez głowę.

Jesteś wychowankiem Ruchu, urodziłeś się w Chorzowie. Jak się czujesz, kiedy widzisz co się stało z Niebieskimi?

Jeśli chodzi o Ruch to wiele się zmienia. Przyszedł nowy prezes z wieloma pomysłami. Póki co musi robić porządki po wcześniejszej władzy i jak widać idzie mu to całkiem nieźle. Przychodzi coraz więcej sponsorów, może nie wielkich, ale na pewno oddanych Ruchowi. Oni przez sympatie i wiarę wkładają w ten klub swoje prywatne pieniądze. Oczywiście trzecia liga to nie miejsce tak zasłużonego klubu, ale ktoś do takiej sytuacji doprowadził i teraz Ruch musi za to płacić. Wierzę w to, że wrócą tam, gdzie ich miejsce. Fajnie, że wrócił do klubu Łukasz Janoszka, jest Tomek Foszmańczyk. Musisz mieć balans między zawodnikami młodymi a doświadczonymi. 

Co według Ciebie należy naprawić, żeby jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce wrócił na swoje miejsce?

Wydaje mi się, że plan naprawczy jest już wprowadzany przez prezesa. Czasem z nim rozmawiam i wiem, że bardzo mu zależy na tym, żeby klub wrócił na dobre tory. Słyszy się, że klub płaci na czas a to na pewno duża stabilizacja, bo chyba nigdy takiej sytuacji nie było w tym klubie. Tak naprawdę powinno to być normalnością już wcześniej a dopiero za prezesa Siemianowskiego to się udało. 

Jesteś jeszcze trenerem reprezentacji Podokręgu Katowice U11? Jak Ci się pracuje z dzieciakami?

To już historia od dawna nie ma mnie tam. Chłopaki przeszli w większości do kadry Śląska, ale podglądam i jeżdżę na mecze jak mam czas. Lubię pracować indywidualnie z chłopakami, bo widać jak wielką im to sprawia radość. Na pewno dużo pracuje z synem, który też gra w Stadionie Śląskim i wybrał taką samą drogę, a jak wyjdzie na końcu to życie pokaże. 

Młody jak ojciec kręci na skrzydle?

Jest przez trenera ustawiany na boku pomocy lub na 10. Uczę go, że gra 1×1 w tych czasach jest bardzo ważna i jeśli nie będzie podejmował ryzyka to w późniejszym czasie będzie mu ciężko. Ja widzę go w środku pola. Dużo widzi i lubi grać kombinacyjnie. Co będzie dalej to życie pokaże. Najważniejsze, że kocha grać i sprawia mu to frajdę. Może być tak, że skończy na boku obrony jak na przykład mój prezes z Goczałkowic (śmiech).

Piotr Ćwielong z synem
Fot. Piotr Ćwielong archiwum prywatne

Dużo pracujesz z dzieciakami, znalazłeś już jakieś perełki?

Jeżdżę po całej Polsce i szukam ciekawych zawodników. Z racji znajomości języka niemieckiego mam kontakt z wieloma ludźmi, którzy dzwonią i pytają o danych zawodników. Widzę się w roli dyrektora sportowego. Mam dużo pomysłów jak można by było zarządzać skautingiem i pozyskiwaniem zawodników. Czasem naprawdę nie trzeba wydawać dużych pieniędzy, żeby kontraktować dobrych piłkarzy. Jak oglądam mecze w niższych ligach to nie uważam, że grają tam gorsi zawodnicy niż w ekstraklasie czy 1. lidze. 

Widzę, że masz podobne podejście jak Darek Sztylka.

Nie wiem czy podobne. Czasem jedziesz na mecz oglądasz i słyszysz, że ten jest fajny, bo ma dobre warunki fizyczne. To nic, że ma problem z piłką ważne, że duży. Nóż mi się wtedy w kieszeni otwiera. Wolałbym mieć w drużynie takiego Kante, który jest mobilny szybki i zadziorny niż wielkoluda, który taranuje wszystkich i jeździ na dupie. No, ale to już moja indywidualna ocena.

Wróćmy jeszcze do pracy z młodzieżą. Zdarzały się przypadki, kiedy rodzic ingerował w Twoją pracę? Niektórzy rodzice potrafią być nieznośni w tych kwestiach.

To jest zmora dzisiejszej piłki. Każdy rodzic wie najlepiej. Chce być trenerem i wierzy, że jego syn powinien grać tam albo tam. „Czemu inny tyle gra a mój krócej?” Dajmy im więcej spokoju i nie twórzmy sztucznego ciśnienia na nich, bo potem oni sami nie chcą już w tym uczestniczyć i szukają alternatywy. Rodzice swoje ambicje i plany przekładają na dzieci. Oni też muszą mieć czas dla siebie! Jak słyszę i nawet spotkałem się z jednym przypadkiem, gdzie chłopak U-12 trenuje piłkę, czyli dziennie trening, a do tego jeszcze ma basen, a potem bieganie po parku z tatą, bo tata chce, żeby był szybki i wydolny. Masakra jakaś.

Piotr Ćwielong salto
Fot. Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Może trzeba robić jakieś szkolenia dla rodziców? Na przykład w takiej formie, że każdy rodzic przed posłaniem dziecka na pierwszy trening musi przejść obowiązkowe szkolenie, podczas którego będzie tłumaczone, że na początku to ma być zabawa, a nie nakładanie presji od samego początku?

Nie wiem. To jest bardzo ciężki temat. Chyba kiedyś PZPN chciał lub zrobił taki film jak zachowują się rodzice na meczach i jak wpływają na zachowanie swoich dzieci na boisku.

Na koniec pytanie od Sebka Mili: Czy po przejściu do Śląska zmieniłeś się jako człowiek? Czy złapałeś większy dystans do siebie?

Nasz Sebastian (śmiech). Miał mnie kiedyś odwiedzić na Śląsku. Czy mnie zmienił transfer? Na pewno pod względem piłkarskim rozwinąłem się, bo kilku panów piłkarzy w tej drużynie było. Tacy zawodnicy jak Wołek (Krzysztof Wołczek przyp.red.), Dudi (Sebastian Dudek przyp.red.), Sztyla, Uli (Krzysztof Ulatowski przyp.red.) pilnowali atmosfery. Wierz mi, że była naprawdę wzorowa i ona pomagała nam też na boisku. Kto by nie złapał dystansu po tylu rozmowach w saunie czy przy piwku z Milowym i Pietrasem. Jeden już aspirował do eksperta piłkarskiego a drugi najlepszy trener, taktyk i psycholog piłkarski. Oczywiście pozdrawiam ich serdecznie, bo tej drużyny się nigdy nie zapomni. 

Rozmawiał Piotr Potępa