Pilkarska wyspa nonsensu

Share on facebook
Share on twitter
2021.02.28 Krakow
Pilka nozna, PKO BP Ekstraklasa, sezon 2020/2021
Cracovia Krakow - KGHM Zaglebie Lubin
N/z Pelle van Amersfoort
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2021.02.28 Krakow
Football, Polish top league - first level, 2020/21 season
Cracovia Krakow - KGHM Zaglebie Lubin
Pelle van Amersfoort
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

Niektórzy z Was z pewnością kojarzą serię komiksów Papcia Chmiela pt. “Tytus, Romek i A’Tomek”. Komiks ten opowiadał o przygodach trójki wesołych przyjaciół. Bohaterowie co jakiś czas podróżowali do odległych zakątków świata nazywanych “wyspami nonsensu”. Na jednej wyspie byli sami palacze, inną zaś zamieszkiwali sami biurokraci. Jedna cecha łączyła wszystkie wyspy – rzeczy, które miały tam miejsce, nie trzymały się kupy.

Gdybyśmy tak spojrzeli na nasz ekstraklasowy krajobraz, naszym oczom ukazałby się klub, który jest idealnym odwzorowaniem takiej wyspy. Mowa tu o Cracovii.

Cracovia to klub gromadzący w sobie wszystkie cechy dysfunkcyjnego klubu piłkarskiemu. Dosłownie nic nie działa tam jak należy.

Przyjrzyjmy się temu głębiej.

STYL GRY

Ktoś mógłby zapytać: “przepraszam, styl czego?”. I wcale nie byłoby to pytanie nie na miejscu.

Cracovii po prostu nie da się oglądać.

W pierwszych 18 meczach “Pasów” w tym sezonie tylko w 6 meczach padło więcej niż 3 bramki. Średnia goli w meczach z ich udziałem wynosi 2,17, co daje trzeci najgorszy wynik w lidze.

Piłkarze z Krakowa do perfekcji mają opanowane dwie rzeczy – zabijanie meczu i narzekanie po niekorzystnych decyzjach sędziów. Gdyby w słowniku istniało pojęcie antyfutbolu, mecz Cracovii byłby jego definicją.

Winy za taki stan rzeczy nie ponoszą jednak piłkarze. Jest tylko jedna osoba odpowiedzialna za to, że mecze Cracovii należy omijać szerokim łukiem.

MICHAŁ PROBIERZ
Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Ktoś nadał Michałowi Probierzowi pseudonim “polski Guardiola”. Cóż, jeśli to jest polski Guardiola, to nie może nas dziwić to, że polska piłka jest tam, gdzie jest.

Na dzień dzisiejszy Probierza z Guardiolą łączy tylko i wyłącznie łysina.

Dla mnie bardziej trafne jest porównanie Probierza do Jose Mourinho – obaj stawiają na grę defensywną, obaj lubią też robić wokół siebie otoczkę medialną.

Tyle, że Jose Mourinho może pochwalić się tytułami mistrza Włoch, Anglii czy też Hiszpanii. Probierz ma w gablocie co najwyżej dwa Puchary Polski. Różnica jest zatem kolosalna.

Nie ma w Polsce trenera, który miałby tak dobry PR. Nie ma też trenera, który ma mniejsze umiejętności w stosunku do swojego PR-u.

Gdy po meczu z Wartą Poznań (nota bene pierwszym po przerwie zimowej) podał się do dymisji, nie brakowało głosów sympatii. Większość uznała, że Probierz mógł zwyczajnie się wypalić. Ostatecznie Janusz Filipiak dymisji jednak nie przyjął, co zrozumiałe. Skończyło się na tym, że Probierz dostał tydzień wolnego, a jego obowiązki przejął asystent Grzegorz Kurdziel.

Podczas tego całego zamieszania, wszyscy mówili tylko o decyzji Probierza. Nikt nie mówił o tym, że Cracovia w fatalnym stylu przegrała z beniaminkiem.

Probierz ma skłonność do robienia show – wszyscy pamiętają paprotkę przyniesioną na konferencję prasową, rozmówki polsko-norweskie wręczone Henningowi Bergowi, czy też słynne whisky po meczu z Legią. On w ten sposób zwraca uwagę na siebie, jednocześnie zdejmując presję z piłkarzy.

No właśnie, skoro już o piłkarzach mowa. Jest mi ich trochę żal. Bo nie jest prawdą to, że w Cracovii nie ma kim grać. Jest kilku fajnych piłkarzy, z których można coś zbudować – chociażby Marcos Alvarez, Sergiu Hanca czy też Pelle van Amersfoort. Jak na naszą ligę to są naprawdę dobrzy technicznie piłkarze, ale muszą grać w systemie gdzie jedynym pomysłem na grę jest defensywa i stałe fragmenty gry.

Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Michał Probierz faktycznie kiedyś był dobrze zapowiadającym się trenerem. Potrafił wznieść swoich zawodników na wyższy poziom – wystarczy wspomnieć chociażby Karola Świderskiego, czy też Jacka Góralskiego. Teraz po tamtym Probierzu zostało samo nazwisko.

BEZSENSOWNA POLITYKA KADROWA

Oto skład Cracovii z meczu przeciwko Pogoni Szczecin, który odbył się 6 lutego:

W wyjściowej jedenastce 10 obcokrajowców i jeden młodzieżowiec na bramce. Dam głowę, że gdyby nie przymus w postaci przepisu, Niemczycki siedziałby na ławce.

Do takiej sytuacji nie ma prawa dojść. Z kim kibice Cracovii mają się utożsamić? Z Loshajem? Fioliciem?

Michał Probierz znany był z tego, że na każdej konferencji prasowej podkreślał potrzebę stawiania na młodych Polaków. Jak widać ciężej jest coś robić, niż o czymś mówić.

Żadna drużyna nie ma tylu obcokrajowców w kadrze, co Cracovia. Co za tym idzie, nigdzie indziej obcokrajowcy nie spędzają tyle czasu na boisku.

Oni w teorii są sprowadzeni po to, by podnieść poziom gry. Tyle tylko. że jak już wspomniałem wyżej, styl który jest im narzucony nie daje im na to szansy.

Częstą wymówką używaną przez Probierza jest to, że polscy piłkarze są zwyczajnie zbyt drodzy, a jak kilka razy kopną prosto piłkę życzą sobie więcej pieniędzy.

Rivaldinho kosztował Cracovię 300 tyś. euro, Damir Sadiković 200 tyś. euro, a Bojan Cecarić 50 tysięcy euro mniej. Dla porównania, Kamil Piątkowski przeszedł z Zagłębia Lubin do Rakowa Częstochowa bez sumy odstępnego, tak samo jak Bartosz Nowak do Górnika Zabrze. To, że nie da się znaleźć dobrego polskiego zawodnika w przystępnej cenie, to jest mit. By go obalić, wystarczy tylko mieć porządny skauting. Ale rozumiem – łatwiej jest siedzieć i biadolić o tym, jak jest ciężko.

JAKUB KOSECKI – SYMBOL BRAKU POMYSŁU
Fot. Cracovia

Dla mnie sprowadzenie 30-letniego skrzydłowego to jest największy dowód na to, że Cracovia kompletnie nie ma pomysłu na siebie.

Został sprowadzony jako zastępstwo dla Mateusza Wdowiaka – piłkarza lepszego i młodszego, którego pogoniono, bo nie dogadano się z nim w sprawie nowego kontraktu. Bez komentarza.

Jeszcze jedna rzecz – Kuba Kosecki ma 168 cm wzrostu. W trakcie meczu “Pasów” piłka większość czasu spędza w powietrzu. Życzę powodzenia.

Transfer Koseckiego do Cracovii to rzadka sytuacja, gdzie nie rozumiem żadnej ze stron. No dobrze, na siłę jeszcze mogę zrozumieć “Kosę”. Będzie miał łatwo z aklimatyzacją – w drużynie jest już kilku Polaków 🙂

PO CO W TAKIM RAZIE AKADEMIA?

Kilka dni temu na oficjalnym profilu Cracovii na Twitterze zamieszczony został taki oto post:

Na miejscu władz Cracovii rozważyłbym zlikwidowanie akademii. Te dzieciaki nie mają żadnego wzoru do naśladowania. Od czasów Bartka Kapustki nie ma żadnego “success story”. Zresztą, o tym nie może być mowy, gdy miejsce młodych polskich zawodników zajmuje byle piłkarz z zagranicy. A nawet jeśli jakimś cudem niektórzy z nich przebiją się do składu, prowadzić może ich trener, który z marszu wybije im z głów jakiekolwiek próby gry w piłkę nożną. Szkoda pieniędzy.

CO DALEJ?

Na ten moment Cracovia jest synonimem wszystkiego, co w Ekstraklasie złe. Archaiczny i siermiężny styl gry, przemądrzały trener z tendencją do narzekania na wszystko dookoła, bezsensowna i krótkowzroczna polityka transferowa i akademia, z której w praktyce nie ma żadnego pożytku.

“Pasy” aktualnie zajmują 14 miejsce. Ich bilans z ostatnich 10 meczów ligowych to 2 zwycięstwa, 3 remisy i 5 porażek. Nad ostatnią w tabeli Stalą Mielec mają zaledwie 3 punkty przewagi, a przecież Stal ma jeden zaległy mecz.

Wszystko to sprawia, że ostatnio coraz głośniej mówi się o krakowskim klubie w kontekście spadku z ligi. Cóż, to pewnie się nie stanie – Cracovia ma zbyt dużą jakość indywidualną. Byłby to jednak kubeł lodowatej wody na głowę Michała Probierza, ale także dla innych klubów, które chciałyby pójść w ślady krakowian.

Nawet na takim “archipelagu nonsensu”, jakim jest Ekstraklasa, pewne rzeczy po prostu się nie sprawdzają. Czas najwyższy, by w tej pasiastej części Krakowa wreszcie ktoś to zrozumiał.

Stanisław Pisarzewski