Gdy w kwietniu 2023 roku Adrian Siemieniec przejmował Jagiellonię Białystok, niektórzy wróżyli mu rolę strażaka, którego docelowym punktem miało być utrzymanie w Ekstraklasie. Dziś, ponad 3 lata później, trener z trzema medalami na szyi ogrywa najbardziej utytułowany klub na świecie i wybierze się z zaliczką na Ibrox Stadium. Liczne zmiany, późne transfery i widoczne wciąż braki – nic nie zatrzymało tej ekipy, która z podniesioną głową powalczy o play offy do Ligi Europy.
Trudno w najnowszej historii Jagiellonii Białystok postawić wyraźne cezury, każdy kolejny cykl eliminacyjny i ligowy był kontynuacją przygody, w której kilka elementów pozostało niezmiennych. W składzie imponują Taras Romanczuk i Jesus Imaz, na kierownicy zasiada relatywnie młody szkoleniowiec, który pod kątem bagażu europejskich doświadczeń wbił się do krajowej czołówki.
Długo przy stole zasiadał także Łukasz Masłowski, który był równowartościowym architektem wielu sukcesów. Pojawiło się zatem bardzo wiele obaw, gdy dyrektor sportowy rozstawał się z „Dumą Podlasia”. Pion sportowy został zupełnie preformatowany, na jego materialnym czele stanął Radosław Kucharski. Obawy budził także termin zmian, zastępcy na kluczowych stanowiskach pojawili się relatywnie późno, w kontekście wielu odejść po trzecim z rzędu medalowym sezonie w Ekstraklasie.
Budowa tratwy na morzu
Pewnym ratunkiem był fakt, że Jagiellonia zaczęła walkę w Europie rekordowo późno – dopiero od rundy trzeciej. To bonus dla zdobywcy Pucharu Polski, ale z uwagi na wicemistrzostwo Górnika Zabrze, otrzymała go trzecia w tabeli Jagiellonia. Mistrzostwa Świata sprawiły także, że sezon Ekstraklasy rozpoczął się o tydzień później, niż w poprzednich latach. Pojedyncze transfery uspokajały nieco sympatyków, Jagiellonia sięgnęła po uznanych Rodrigo Conceicao czy Jeremy’ego Agbonifo. Drugi był niegdyś bohaterem kilkumilionowego transferu, w obliczu niedoboru na skrzydłach, wydawał się strzałem w dziesiątkę.
Najtrudniejszym zadaniem wydawało się zastąpienie Afimico Pululu. Napastnik strzelał bramki, asystował, grał tyłem do bramki i potrafił pojawić w idealnym tempie się za plecami obrońców – Jagiellonia opierała grę na napastniku z Demokratycznej Republiki Konga. Sprowadzono Nika Preleca, 25-latka, który w seniorskiej piłce nigdy nie przebił bariery dziesięciu bramek w ciągu jednego sezonu.
Adrian Siemieniec mógł się uśmiechnąć albo zakasać rękawy i należycie przygotować zespół do wejścia w kampanię. Zrobił jedno i drugie, w pierwszych ligowych meczach zobaczyliśmy ofensywny zespół, który potrafił wykorzystać przewagę oraz wytrzymać temperaturę spotkania w imponującym stylu. Liczby wpisywali Prelec i Lozano, który w minionym sezonie był bardzo nieregularny. Nowy napastnik dał się poznać jako gracz nie tylko skuteczny, ale także dokładny w kluczowych elementach i zespołowy. Conceicao dał sporo energii, nie do końca została ona jednak zagospodarowana. Bardzo solidnie wyglądał Montoia, który w ostatnim sezonie był rezerwowym.
Wielki rywal
Prawdziwym sprawdzianem miał być jednak dopiero mecz z ekipą Rangers FC. To wielka marka, zdobywca 55 mistrzostw Szkocji i jeden z najbardziej utytułowanych klubów w historii piłki nożnej. Dziś dotyka go pewien kryzys, od 2012 roku zdobył tylko jedno mistrzostwo, Celtic w tym czasie aż 14. W ostatnim sezonie Rangersi stracili do mistrza aż 10 punktów, zakończyli dopiero na trzecim miejscu.
Wciąż jednak ekipa z Glasgow była faworytem nawet w meczu wyjazdowym. Podopieczni trenera McInnesa proponują bardzo intensywny futbol, latem klub wydał na transfery około 20 milionów euro. Ciężko było określić, czy intensywność gry Szkotów będzie atutem, czy kamieniem w bucie dla Jagiellonii. Ekipa Adriana Siemieńca na krajowym podwórku potrafiła w tym aspekcie imponować, było to także zderzenie z nową rzeczywistością dla wielu nowych graczy.
W meczu na Chorten Arenie zagrać nie mógł Bernardo Vital, czołowy stoper Jagiellonii w minionym sezonie. Duet na tej pozycji stworzyli Kobayashi oraz Konstantopoulos, którzy w minionym sezonie zebrali razem mniej występów, niż sam Vital. Mecz zaczął się koszmarnie, najpierw do własnej bramki piłkę posłał Montoia, a w kolejnych minutach Jagiellonia naraziła się na kłopoty przez nieodpowiedzialne zachowania w środku boiska.
Ekipa Rangers nieźle weszła w mecz, poczuła sporą pewność siebie i atakowała sporą liczbą graczy. Wtedy „Duma Podlasia” zwietrzyła szansę na odwrócenie wyniku, błyskawiczne kontrataki przyniosły dwa gole Kajetana Szmyta. Goście nieprzygotowani byli na szybki atak, który jest największym atutem ekipy z Podlasia w starciach z renomowanym rywalem.
Jagiellonia pokusiła się o stworzenie kolejnych szans, które powinny zakończyć się bramkami. Jednocześnie drużyna Siemieńca stawiła czoła pod kątem intensywności i walki o centrum boiska. Upalne warunki nie przeszkodziły w zażartej rywalizacji. Trener po spotkaniu wskazywał na wymagającą aurę i świetną atmosferę. Trybuny niewątpliwie pomogły gospodarzom w osiągnięciu pozytywnego wyniku, wsparcie płynęło z wszystkich stron stadionu.
Historyczny wieczór
Mecz miał wielu bohaterów, zarówno nowych, jak i doświadczonych już piłkarzy. Nie od dziś w warunkach wielkich meczów genialnie czuje się Taras Romańczuk, mimo braku trafienia solidne zawody zaliczył Prelec. Jesus Imaz nie do końca był sobą, ale także zaliczył udział przy bramce. Samobój nie przygniótł linii defensywy, sam Montoia okazał się jednym z liderów w drodze do wygranej. Drugi występ w barwach Jagiellonii zaliczył Anders Klynge, który nabiera pewności siebie i obycia w drużynie.
Nie było to niewątpliwie spotkanie boiskowego kopciuszka z hegemonem, w którym ten pierwszy poprzestał na pragmatycznej grze i bronieniu pola karnego. To gospodarze oddali więcej strzałów, więcej strzałów celnych i stworzyli większą liczbę „dużych okazji”.
Sama rywalizacja w Białymstoku przyniosła liczne korzyści. To świetna historia dla piłkarzy, sztabu, kibiców i wszystkich związanych z Jagiellonią osób. Fotografie z wygranego meczu z Rangers będą wisiały na Chorten Arenie wśród pamiątek z chwil najbardziej doniosłych. Jagiellonia dopisała także 0.2 punktu do krajowego rankingu UEFA, który w minionym tygodniu nie został przez polskie ekipy nadzwyczaj wzbogacony.
Oczywistym celem jest powtórzenie dyspozycji w rewanżu na Ibrox, do czego także po meczu odniósł się trener Siemieniec. Wskazywał na zadaniowe podejście i element doświadczenia w grze na wielkich stadionach. Jego drużyna radziła sobie na Parken, Benito Villamarin czy w starciu z Ajaxem Amsterdam.
Jagiellonia nie zdecydowała się na przełożenie meczu z Widzewem Łódź, zatem przed wylotem do Szkocji czeka ją trudne zadanie ligowe. Mimo dwóch remisów, RTS jest zespołem niesłychanie jakościowym i zdolnym do niespodzianek. Po raz pierwszy w tym sezonie ekipa Vukovica zagra z drużyną z czołówki, spróbuje powstrzymać „Jagę” przed czwartą wygraną z rzędu, samemu inkasując pierwszą.
Miejsce wymarzone
„Duma Podlasia” położy większy nacisk na rywalizację o Ligę Europy. Walczy o historyczny, trzeci z rzędu udział w fazie zasadniczej pucharów. Udało się to ostatnio tylko Legii Warszawa, która grała za każdym razem w Lidze Konferencji.
Awans na drugi szczebel to także przeskok finansowy, który pozwoli Jagiellonii na dalszy rozwój. Praca wykonana przez poprzedni pion sportowy w znacznym stopniu pokryła budowę ośrodka treningowego, z czasem cele ulegną zatem znacznej transformacji. Dziś można być dumnym z solidnego reprezentanta w Europie, który mimo roszad kadrowych stoi na wielu fundamentach.
Hugo Braun