fbpx

Pierwszoligowe jaja! Nikt nie chce awansować? Podsumowanie 27. kolejki I ligi

Share on facebook
Share on twitter
06.06.2020 Bielsko-Biala  
Pilka nozna,
Fortuna 1 Liga sezon 2019/2020,
Podbeskidzie Bielsko Biala - Termalica Bruk Bet 
n/z Krzysztof Brede 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus
06.06.2020 Bielsko-Biala
Football,
Fortuna First League Season 2019/2020,
Podbeskidzie Bielsko Biala - Termalica Bruk Bet 
n/z Krzysztof Brede 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus

Nie ma w pierwszej lidze chętnych na Ekstraklasę? Takie idzie odnieść wrażenie, gdy popatrzymy na poczynania w ostatnich tygodniach głównych pretendentów do awansu. Podbeskidziu skończyło się szczęście i coraz częściej się potyka, Warta tym razem wygrała, a do tego… Stal się potknęła. Niby idealny scenariusz pod Wartę, ale poznaniacy już od kilku tygodni mogliby liderować, a sami się kompromitowali.

Odra ucieka ze strefy spadkowej!

Odra Opole od dawien dawna okupuje strefą spadkową i nareszcie z niej wywindowała! Na to zanosiło się od wielu tygodni, bo opolanie po pandemicznej przerwie naprawdę dobrze weszli w rozgrywki Fortuna 1. Ligi. Tym razem, podejmowali oni Chrobry Głogów. To właśnie ich kosztem uciekli spod topora.

Chrobry już przed spotkaniem znalazło się w ciężkiej sytuacji. Trener zespołu, Ivan Djurdjevic nie mógł udać się wraz z drużyną na ten mecz. Serb ze względu na problemy zdrowotne zdecydował się na powrót do swojego domu, do Poznania. Zastąpił go asystent, Maciej Stachowiak.

Mimo to lepiej w to spotkanie weszli właśnie goście, którzy już w siódmej zdobyli bramkę otwierającą, ale… gol strzelony głową przez Mikołaja Lebedyńskiego nie został ostatecznie uznany, przez ofsajd.

Przez resztę czasu, przewaga optyczna leżała minimalnie po stronie właśnie głogowian, lecz tak naprawdę obie drużyny kreowały od groma sytuacji i widać było, że każdemu zależy na trzech punktach. Dopiero w ostatnich minutach padło jedyne trafienie w tym meczu, autorstwa Piotra Żemło. 24-latek skubnął piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z bocznej strefy boiska, zapewniając tym samym swojej drużynie ucieczkę ze strefy spadkowej.

Chrobry znajduje się w fatalnej formie. Nie dość, że nie jest w stanie zwyciężyć od trzech spotkań, to do tego, na przestrzeni ostatnich pięciu starć, trafiło do siatki rywali… tylko raz. To wszystko powoduje, że aktualnie są zagrożeni spadkiem do II ligi.

Koniec pewnej epoki

Rezultat spotkania Miedź Legnica – Bruk Bet Termalica Nieciecza był pozytywny, ale po kilku dniach okazał się negatywny. W Legnicy zakończyła się pewna epoka.

Mecz wygrała Termalica po bramce Vladislavsa Gutkovskisa w 11. minucie. Łotysz zrekompensował się za wcześniej zmarnowaną sytuację, kiedy to dostał piłkę od piłkarza Miedzi, Josipa Soljicia na „sam na sam” z golkiperem, a trafił prosto w niego. Tym razem, 25-latek świetnie główkował po dośrodkowaniu z bocznego sektora. To zakończyło jakiekolwiek strzelanie w sobotnim meczu.

Pozytywny skutek? Wygrał zespół lepszy, który w ostatnim czasie nie miał lekkiego życia, miał ciężki terminarz, co pomimo dobrej formy, odbijało się na wynikach. Niecieczanie dzięki temu zwycięstwu zasłużenie awansowali do strefy barażowej. Negatywny? Dzisiaj, 22 czerwca, okazało się, że Dominik Nowak przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Miedzi Legnica. Na to zanosiło się już od dłuższego czasu, a dzięki informacjom Bartosza Wieczorka, naszego dziennikarza, wiemy, że mecz z Termalicą był właśnie tym decydującym.

Warto przypomnieć, że Nowak zapisał się na kartach historii Miedzi. Legniczanie pod jego sterami awansowali po raz pierwszy do Ekstraklasy, lecz także od razu z niej spadli. Jego następcą został Ireneusz Kościelniak. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ i TUTAJ.

Koniec dobrej passy Puszczy

Najpiękniejszy moment starcia Puszczy Niepołomice z Olimpią Grudziądz? Zdecydowanie słowa Marcina Feddka, którzy przywitał wszystkich w NIEPOŁOMNICACH.

Pierwsza połowa była co najmniej nudna. Minimalna przewaga optyczna leżała po stronie Olimpii, ale nic znaczącego z tego nie wynikło. W drugiej połowie tak właściwie nic się nie zmieniło, poza wynikiem. Otworzył go, jak i zamknął, aktywny tego dnia Joao Augusto. Świetnie prawą flanką ruszył Sebastian Kamiński, dograł piłkę w pole karne, a Brazylijczyk doskonale główkował i pozbawił jakichkolwiek szans na interwencję Karola Niemczyckiego.

Tym samym, passa pięciu spotkań bez porażki została przerwana przez Olimpię, która nie wygrywała od czterech meczów. Puszcza znajduje się coraz bliżej strefy spadkowej, natomiast Olimpia co prawda wypadła już z grupy barażowej, ale nadal ma szansę na szybki powrót. Ależ ta I liga jest przewrotna.

Fot: Krzysztof Porębski, Pressfocus.pl

Zagłębie cały czas w niezłej formie

Zagłębie Sosnowiec jest w całkiem niezłej formie, odkąd ich drużynę przejął trener, Krzysztof Dębek. Oczywiście, był pewnego rodzaju wyjątek w spotkaniu z GKS-em Bełchatów, ale jak to się mawia: wyjątek potwierdzający regułę!

Tym razem, sosnowiczanie udali się na wyjazd do Jastrzębia Zdrój, gdzie rozgrywali bój o niezwykle ważne trzy punkty z tamtejszym GKS-em. Ponownie wygrali.

GKS to silna ekipa, która przed pandemiczną przerwę miała najmniejszą liczbę porażek w lidze. W ostatnim czasie złapali jednak dołek, być może po prostu trener, Jarosław Skrobacz nie potrafił sobie odpowiednio poradzić z sytuacją spowodowaną koronawirusem. Jastrzębianie bardzo agresywnie podeszli do tego starcia, co poskutkowało żółtymi kartkami dla aż pięciu zawodników: Kamila Szymury, Damiana Tronta (zarobił dwie, przez co wyleciał z boiska i osłabił swoją ekipę), Dominika Kulawiaka, Michała Bojdysa, Kamila Adamka. Zagłębie to doszczętnie wykorzystało, a bramki dla nich strzelali: Filip Karbowy, Szymon Pawłowski i Fabian Piasecki. Karbowy i Piasecki są w niesamowitej formie, przez co ten drugi zwrócił swoją uwagę skautów Górnika Zabrze, którego ten piłkarz jest tak właściwie wychowankiem.

Fot: Rafał Rusek, Pressfocus.pl

GKS przez ostatnie okoliczności wypadł z miejsca gwarantującego baraże do PKO Ekstraklasy, z kolei Zagłębie coraz bardziej się do niego zbliża. Różnica pomiędzy obiema drużynami wynosi jedno „oczko”.

Radomiak pewniakiem do baraży

Radomiak Radom miał tym razem niebywale łatwe zadanie. Na ich drodze w walce o bezpośredni awans stanęła jedna z najgorszych ekip w lidze – Chojniczanka Chojnice.

Chojniczanka po absencji wywołanej zagrożeniem epidemicznym prezentowała się standardowo. Regularne porażki przeplatane jedną wygraną z GKS-em Tychy, która wzbudziła pewne nadzieje wśród chojnickich fanów. Było to niczym więcej, aniżeli zwykłym złudzeniem, gdyż zawodnicy tego klubu w następnych spotkaniach pokazywali się miernie i udowodnili, że jedyne, na co zasługują po tym sezonie to II liga.

Radomiak z kolei miewał swoje problemy, ale z takimi zadaniami z reguły sobie radzi i tak stało się także, i tym razem. Wynik meczu otworzył Patryk Mikita, za sprawą rzutu karnego. Pięć minut później podwyższył go Mateusz Michalski. Chojniczanka strzeliła kontaktowego gola w 55. minucie, autorstwa Martina Klabnika. Marzenia gości o remisie pogrzebał jednak Adam Banasiak w doliczonym czasie gry. Co ciekawe, 30-latek pojawił się na murawie 180 sekund wcześniej.

Fot: Rafał Rusek, Pressfocus.pl

Radomiak jest pewniakiem do baraży. Szanse na wstąpienie na miejsce gwarantujące bezpośredni awans są nikłe, szczególnie gdy zważymy na formę radomianin, która jest pewnego rodzaju sinusoidą. „Zieloni” co prawda w ostatnich pięciu meczach nie przegrali, ale dwukrotnie podzielili się punktami. Gdy jednak spojrzy się na ostatnie dziesięć batalii, to aż czterokrotnie schodzili z boiska na tarczy. Aktualnie do TOP2 tracą pięć „oczek”.

Koniec niekończącego się szczęścia

Podbeskidzie Bielsko-Biała awansowało na pozycję lidera dzięki licznej pomocy ze strony arbitrów. W ostatnim czasie trener, Krzysztof Brede narzekał na masę decyzji przeciwko jego drużynie, ale zapomniał o tych, które były dyktowane na ich korzyść.

Tym razem Podbeskidzie podejmowało kiepski GKS Tychy, który dopiero kolejkę wcześniej przerwał kiepską passę braku zwycięstw od listopada. Teraz oba zespoły podzieliły się punktami.

Wynik spotkania otworzył w 17. minucie Szymon Lewicki. Cała akcja rozpoczęła się od pięknego kombinacyjnego rozegrania w środkowej strefie boiska. Sebastian Steblecki zgrał niczym ściana do Łukasza Grzeszczyka. 32-latek posłał niezłe podanie w lewym kierunku. Tam źle przyjął Łukasz Moneta, potem spróbował dograć w pole karne. Po zamieszaniu, a właściwie to konkretnym wylewie, z futbolówką do bramki wparował właśnie Lewicki. Podbeskidzie przez większą część gry męczyło się i z odpowiedzią przyszło dopiero na kwadrans przed upłynięciem regulaminowego czasu. Wówczas stan rzeczy wyrównał Kamil Biliński po niezłym podaniu od rezerwowego, Tomasza Nowaka. Przepowiednia Feddka, zapowiadającego, że Podbeskidzie już nie strzeli, nie spełniła się.

Podbeskidzie chyba nie za bardzo ma ochotę na bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy i rozkłada nogi przed przeciwnikami na ostatniej prostej. W ostatnich trzech meczach, zamiast dążyć do umacniania swojej pozycji przed końcowymi kolejkami, za każdym razem zremisowało. Obecnie ma tyle samo punktów co wiceliderująca poznańska Warta. GKS Tychy plasuje się na solidnej jedenastej lokacie z odpowiednią dozą „oczek” gwarantującą spokój przed strefą spadkową na co najmniej kilka najbliższych spotkań.

Mielecki absurd

Stal Mielec pomimo pandemicznego falstartu, czyli dwóch porażek odpowiednio z nowosądecką Sandecją i głogowskim Chrobrym, tym razem przeszła lekcję futbolu od… słabiaków z Bełchatowa.

Wynik meczu ku zszokowaniu większości kibiców otworzył właśnie GKS, a autorem gola był nie kto inny jak Bartosz Biel. Właściwie to on załatwił mielczan, strzelając w tym spotkaniu dwie bramki. W drużynie gości jedyne trafienie zanotował także Bartosz. Tyle że Nowak.

Zdecydowanie był to dzień Bartoszów, ale rywalizację wygrał Biel, który niemiło ugościł Nowaka. Biel znajduje się w niezłej formie. 26-latek w ostatnich dwóch spotkaniach, strzelił trzy bramki i być może niedługo się okaże, że były one na wagę złota, i to on został prowodyrem zniszczenia dobrej atmosfery na Podkarpaciu.

Stomil nabiera rozpędu pod wodzą Majewskiego

Stomil Olsztyn pod wodzą Piotra Zajączkowskiego prezentował dosyć mizerny futbol. Sam zauważył to prezes drużyny, Wojciech Kowalewski, o czym głośno wypowiadał się po zwolnieniu szkoleniowca. Były reprezentant Polski na miejsce 54-latka postanowił zatrudnić Adama Majewskiego. Wraz z nim, zespół zdobył już sześć punktów na dziewięć możliwych.

Fot: Marcin Gadomski, Pressfocus.pl

Każde spotkanie na czele z Majewskim kończyło się wynikiem 1:0. Wpierw, Stomil pokonał w taki sposób Chojniczankę, potem przerżnął ze Stalą, a w minionej kolejce tyle wygrał z Wigrami Suwałki. Co ciekawe, „Wigierki” również tak samo przegrały dwa ostatnie mecze.

Jedyny gol padł już 12 minut od pierwszego gwizdka arbitra, Tomasza Marciniaka. Wówczas Stomil ładnie rozgrywał w obrębie pola karnego, jeden z zawodników oddał strzał z dystansu, wybronił go Dominik Kąkolewski, ale przy dobitce Janusza Bucholca nie miał już szans.

„Wigierki” są już niemal pewne spadku i nie zanosi się na to, ażeby historia sprzed roku zatoczyła koło. Stomil coraz bardziej oddala się od strefy spadkowej.

Warta wraca do gry!

Warta Poznań ostatnio dwukrotnie się potknęła, przegrywając z Odrą Opole i Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Błędy w defensywie coraz bardziej wychodziły na jaw i wielu kibiców zakładało, że poznaniacy będą teraz zjeżdżać po równej pochyłej do dołu. W końcu już nawet Stal zdążyła ich wyprzedzić.

Otóż nic bardziej mylnego. Warciarze gościli w (nie)swoich progach nowosądecką Sandecję, którą pewnie pokonali 2:0. Dzięki porażce Stali i kolejnym remisie Podbeskidzia, „Zieloni” awansowali na pozycję wicelidera i mają taką samą liczbę punktów co liderujący „Górale”.

W pierwszej połowie nie padła żadna bramka, ale Warta kreowała od groma zagrożenie poprzez stałe fragmenty gry. Wynik otworzył Robert Janicki dopiero w 54. minucie. 23-latek posłał wówczas niesygnalizowane uderzenie, które totalnie zaskoczyło bezradnego Daniela Bielicę.

W 84. minucie w miejsce strzelca wszedł Krzysztof Danielewicz. Danielewicz zaliczył tak zwane „wejście smoka”, gdyż od razu po tym zdobył gola! Taki wynik warciarze dowieźli już do ostatniego gwizdka.

Było to w pełni zasłużone zwycięstwo podopiecznych Piotra Tworka i tym samym Warta pokazuje, że wciąż nie zginęła i nadal ma ogromne szanse na bezpośredni awans do Ekstraklasy!

Fot: Damian Kościesza, Pressfocus.pl

Wyniki 27. kolejki Fortuna 1. Ligi:

Odra Opole 1:0 Chrobry Głogów

Miedź Legnica 0:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Puszcza Niepołomice 0:1 Olimpia Grudziądz

GKS Jastrzębie 1:3 Zagłębie Sosnowiec

Radomiak Radom 3:1 Chojniczanka Chojnice

GKS Tychy 1:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała

GKS Bełchatów 2:1 Stal Mielec

Stomil Olsztyn 1:0 Wigry Suwałki

Warta Poznań 2:0 Sandecja Nowy Sącz

Tak prezentuje się najbliższa 28. pierwszoligowa kolejka:

Chrobry Głogów – Sandecja Nowy Sącz, 26.06.2020, 15:00

Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Puszcza Niepołomice, 26.06.2020, 16:00

GKS Jastrzębie – Chojniczanka Chojnice, 26.06.2020, 17:40

Zagłębie Sosnowiec – Odra Opole, 26.06.2020, 20:10

Miedź Legnica – Warta Poznań, 27.06.2020, 12:40

Olimpia Grudziądz – GKS Tychy, 27.06.2020, 15:10

Stal Mielec – Radomiak Radom, 27.06.2020, 17:40

Wigry Suwałki – GKS Bełchatów, 28.06.2020, 12:40

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Stomil Olsztyn, 28.06.2020, 15:10

Kliknij w zdjęcie autora i podyskutuj z nim o I lidze na Twitterze