Piechota: Głównym atutem Hiszpanii jest jej elastyczność

Share on facebook
Share on twitter
(210401) -- SEVILLE, April 1, 2021 (Xinhua) -- Spain's players celebrate the goal during the FIFA World Cup 2022 qualifier Group B match between Spain and Kosovo in Seville, Spain, on March 31, 2021. (Photo by Pablo Morano/Xinhua)

31.03.2021 Sewilla
Pilka nozna 
Eliminacje Mistrzostw Swiata Katar 2022
Hiszpania - Kosowo
FOTO Pablo Morano / Xinhua / PressFocus

POLAND ONLY!!

Hiszpanie na dziś to jedna wielka niewiadoma. Nawet nie chodzi tu nam o ostatnie problemy Sergio Busquetsa i drużynę w izolacji, ale o wybory personalne Luisa Enrique. Trudno cokolwiek przewidzieć, a jeżeli ktoś trafi z całą przewidywaną jedenastką, to czapki z głów i proponujemy zapisać się na najbliższą loterię. Skoro zastaliśmy w obozie naszych rywali tyle znaków zapytania, to musieliśmy porozmawiać z Dominikiem Piechotą, dziennikarzem newonce.sport i wielbicielem iberyjskiej piłki.

Hiszpanie ostatni raz na dużym turnieju doszli dalej niż do 1/8 finału w 2012 roku, kiedy wygrali Euro w Polsce i na Ukrainie. Z jednej strony można tu podać za główny powód zmianę generacyjną, a gdzie leżał problem twoim zdaniem? 

Każdy turniej ma swoją osobną historię. Trzy lata temu, przy mundialu, były zmiany trenerskie praktycznie dzień przed turniejem. One sporo zmieniły, bo koncepcje Lopeteguiego i Hierro się różniły. Wcześniej za to próbowano przedłużyć erę Vicente Del Bosque – on sam też nie potrafił odejść w odpowiednim momencie. Trudno było zresztą tego od niego wymagać, skoro bronił tytułów, to chciał je dokładać dalej. Moim zdaniem Del Bosque zbyt długo pozostał na stanowisku. Z czasem kluczowi zawodnicy zaczęli odchodzić i nie potrafiono dokonać wymiany pokoleniowej, coś w deseń dzisiejszego Realu. Czy podziękować komuś zasłużonemu, czy wpuścić kogoś ze świeżą krwią. Ten sukces musi być mieszanką młodzieńczego głodu z doświadczeniem starszyzny, która nie pozwala pękać w trudnych momentach. Trzeba idealnie trafić z proporcjami. W tym roku jest to samo. Sergio Ramos nie jedzie na Euro, bo jego sytuacja była taka pół na pół. Mógł teoretycznie pomóc z uwagi na swoje doświadczenie, ale z drugiej strony, patrząc na liczby, pierwszy raz w życiu nie rozegrał choćby połowy sezonu, ciągle ma problemy zdrowotne, a ego nie pozwoliłoby mu pogodzić się z rolą rezerwowego. Nawet jak wrócił na mecz z Chelsea w Lidze Mistrzów, stracił wszystkie swoje atuty, nie potrafił skutecznie bronić. 

Też trzeba odpowiednio trafić z momentem, ale nie dopatrywałbym się w przypadku Hiszpanów czegoś większego, bo i tak zdołali naznaczyć epokę. Nikt nie miał tak udanego okresu w historii. Oni zawsze mają zespół na to, aby mówić o walce o mistrzostwo Europy lub świata, niezależnie od liczby gwiazd. W 2021 nie ma w tej ekipie ogromnych nazwisk, nikt z tych piłkarzy zapewne nie znajdzie się w wyścigu o Złotą Piłkę, ale nawet mimo tego, mogą śmiało myśleć o złocie.

W listopadzie w jednym ze swoich artykułów napisałeś, że Hiszpania nie ma typowego napastnika. Miguel Val w „Marce” stwierdził, iż drużyna Enrique ma dwa problemy –  pierwszy z nich to brak topowej dziewiątki, a drugi, że jest jedyną reprezentacją w Europie, która cierpi na to poprzednie. Patrząc w powołania, widzisz tam kogoś, kto mógłby wejść w te buty? 

Wydaje mi się, że oni znów zagrają bez takiego klasycznego napastnika. Jest Alvaro Morata, ale w Hiszpanii zawsze grają najlepsi, a nie ci najlepsi w danej formacji. Enrique może postawić na Gerarda Moreno. Zawodnik Villarrealu będzie grał na pozycji 9,5, trochę a’la Karim Benzema, bardziej rozgrywający, kreujący, niż typowa dziewiątka. Musimy pamiętać, że na najlepsze mecze w tej swojej złotej erze Hiszpanie wychodzili z Fabregasem, czyli bez napastnika. Oni sobie z tym doskonale potrafią radzić. Okej, Enrique w Barcelonie miał Luisa Suareza, który był niezbędny, ale on też umie dostosować się do realiów. Brak klasycznej dziewiątki może ich uwierać w pewnych chwilach, ale jeśli to odpowiednio zorganizują, to sobie poradzą. Będą takie mecze, w których wyjdzie Morata, a w innych Lucho postawi na Moreno. Wtedy Gerard w akcjach kombinacyjnych z Danim Olmo, Ferranem Torresem i innymi zawodnikami da radę. Czasem ważniejsi niż napastnicy są skrzydłowi. Na tym głównie korzystał Liverpool. Była moc Mohameda Salaha i Sadio Mane, a Firmino pracował na nich. Na sam koniec, gdyby Hiszpanii nie wyszło, będziemy mogli powiedzieć, że brakowało jej typowej dziewiątki. To widzimy po Barcelonie. W teorii najlepiej atakowała w całej La Lidze, a często brakowało im zawodnika do wykańczania, przez co potraciła sporo punktów. Wszystko leżało na plecach Messiego. W drużynie Enrique ta odpowiedzialność rozkłada się na kilku piłkarzy, więc to ich nie będzie aż tak uwierało. 

Dani Olmo/ Fot. PressFocus

Podczas mundialu w Rosji w katalońskim „Sporcie” ukazał się artykuł, w którym jako jeden z problemów Hiszpanii podano brak zdecydowania się na grę dwoma pivotami. Enrique próbował tego rozwiązania, wystawiając Rodriego lub Sergio Busquetsa w parze z Mikelem Merino. Która opcja jest najbardziej optymalna? 

Głównym atutem Hiszpanii jest jej elastyczność. Nikt nie wie, jakim składem wyjdzie na mecz z Polską, bo Enrique żongluje nazwiskami co każde spotkanie. Nie potrafimy powiedzieć, kto jest u niego pewniakiem. Moim zdaniem zagra na jednego pivota, ale przecież gdy wygrywali największe trofea, to niezbędni byli i Xabi Alonso, Busquets i Xavi. Oni wykonywali świetną robotę razem. Tutaj taką postacią może być Koke, który w Atletico po odejściu Thomasa Parteya, stał się takim „ochroniarzem” i generałem. Wyobrażam sobie, że może wyjść Koke z Rodrim. Lucho ma ogromne bogactwo i może zmieniać na milion sposobów, ale brakuje mu dynamicznego pomocnika w stylu Kante, Casemiro czy Kovacicia. Jeśli stracą piłkę i nie naprawią tego wysokim pressingiem, to mogą cierpieć. 

Kogo byś wytypował na objawienie turnieju u Hiszpanów? 

Gerard Moreno. Jest w niesamowitym gazie, w Hiszpanii ustępuje jedynie Leo Messiemu i Karimowi Benzemie. Pociągnął Villarreal do triumfu w Lidze Europy. To był jego rok. Marcos Llorente też mógłby być kandydatem do tego miana, ale jego bardzo marnowano w kadrze do tej pory. Teraz gra jako prawy obrońca, ale tam też nie do końca potrafi wykorzystać swoje atuty. Najlepiej czuje się jako pół-prawy skrzydłowy, trochę dziesiątka, trochę atakujący prawą przestrzeń, gdzie w kadrze zwykle gra Ferran Torres. Llorente może być wartością dodaną z drugiej linii, ale raczej będzie zadaniowcem, niż piłkarzem pierwszego wyboru. Mówiłem, że Enrique brakuje takiego Kante i co prawda Marcos nie jest typowym defensywnym pomocnikiem, ale box-to-box, który w 90. minucie meczu bije rekord prędkości i do tego wykręca double-double jako jeden z nielicznych w Europie. 

Rodri ma ponad cztery tysiące minut w tym sezonie, Pedri trzy i pół, to są liczby na poziomie 40-45 meczów, niektórzy dobijają do 50. Nie masz wrażenia, że to zmęczenie będzie tak ogromne, że Hiszpanie przy swoim stylu gry mogą nie dać rady, gdy trzeba będzie zasuwać za kontrami przeciwników w końcówkach?

Generalnie to będzie taki turniej, w którym to będzie się często objawiało. Cały czas mówię, że to Euro przemęczonych nóg. Mogliby zyskać zawodnicy tacy jak Arkadiusz Milik, budujący formę dopiero od pół roku, ale jego też ostatecznie wykluczył uraz. Gdyby Pedri był na swoim najwyższym poziomie z tego roku, to byłby pewniakiem do galowej jedenastki. On od trzech miesięcy nie jest sobą, nie dojeżdża fizycznie. Został wprowadzony do piłki bardziej agresywnej niż Messi czy Bojan Krkić. Nic dziwnego, że Ronald Koeman dał mu wakacje na finiszu sezonu, ponieważ Pedri ma 18 lat i to jest nawet niewskazane, żeby tak młodzi piłkarze tyle grali. Koeman nie ufał na tyle Puigowi, Moribę odkrył później, nie było więc jak go „zluzować”. W normalnych okolicznościach, Pedri byłby naturalnym kandydatem do odkrycia turnieju, ale na Euro poleci jako fizyczny wrak. To zmęczenie może być naszą szansą, ale z drugiej strony w każdym zespole znajdziemy skrajnie przemęczonych piłkarzy. 

Biorąc pod uwagę fakt, że był to dla Pedriego dopiero pierwszy sezon na takim poziomie, w takim klubie jak Barcelona, można określić go mianem bardzo dobrego, bo genialny to chyba za mocne słowo. A jak ty oceniasz 18-latka? 

Powiedziałbym, że ten sezon w wykonaniu Pedriego był właśnie genialny. Wiadomo, nie wytrzymał całego roku, ale to naturalne, jeśli chodzi o jego wiek. Ronald Koeman po meczu z PSG stwierdził, że potrzebuje on pięciu-sześciu lat, aby być lepszy niż wszyscy pomocnicy PSG. Moim zdaniem – wystarczy mu mniej. Widzę po nim niesamowitą inteligencję w grze, tak samo jak bardzo mocną psychikę, co go odróżnia od rówieśników. Cały czas szukamy porównań, jednak tym razem zestawienie go z Andresem Iniestą nie jest przypadkowe. Gdy Iniesta poznawał swoją obecną małżonkę, która wówczas pracowała za barem, będąc znanym piłkarzem FC Barcelony, to i tak wstydził się do niej zagadać. Przez tydzień bardzo to przeżywał, pomimo tego, że już wtedy jeździł na kadrę Hiszpanii. Pisał do kolegów z pytaniami jak ma się zachować, co ma zrobić, żeby odpisała. Był bardzo normalnym gościem, co ta anegdota tylko pokazuje. Nigdy nie sądził, że gra w piłkę, nawet dla takiego klubu, czyni z niego kogoś wyjątkowego, ekskluzywnego. Pedri ma to samo i sytuacja z przenoszeniem butów w plastikowej reklamówce to potwierdza. Wszyscy się z tego śmieją, bo to o niczym nie świadczy. Oczywiście, że to o niczym nie świadczy, ale to tylko dowód jego normalności, a nie robienia czegoś pod publiczkę. Po prostu ten blichtr i splendor nie są dla niego kluczowe. Jest świetnie przygotowany mentalnie i dobrze wychowany, ma wsparcie dookoła. Wyszedł z prostego domu, w którym doznał, ile daje ciężka praca. Pewnie wie też, że gdyby poczuł się kimś wyjątkowym, błyskawicznie by przepadł. Nie jeden hiszpański piłkarz miał już otrzymać Złotą Piłkę, choćby Marco Asensio. W jego przypadku absolutnie nie chodziło o odbicie sodówki, a raczej problemy zdrowotne, lecz też widocznie nie wytrzymał pewnego obciążenia. 

Ten sezon Pedriego był genialny, bo nikt nie miał tak dobrego połączenia z Messim jak on. Nie Frenkie De Jong, nie Jordi Alba. Leo szukał go w ciemno. To jest coś niesamowitego, bo 18-latek miał być piłkarzem szerokiego składu, a wszedł na początku i miejsca już nie oddał. W każdym jego działaniu widać inteligencję, nawet gdy nie bierze udziału w akcji, nie dotyka piłki, to zrobi taki ruch, że pociągnie za sobą rywala i od razu zrobi miejsce dla schodzącego Messiego czy De Jonga wchodzącego wyżej – wtedy akcja nabiera rozpędu. On sam mówi, iż tego zbytnio nie analizuje, wszystko przychodzi naturalnie, a to daje piorunujący efekt. 

Pedri/ Fot. PressFocus

Gdy z reprezentacji odchodził Iker Casillas, wydawało się, że David De Gea zabetonuje bramkę Hiszpanii na wiele lat do przodu, jednak ostatnie dwa sezony w jego wykonaniu są mocno przeciętne lub nawet słabe. Unai Simon, któremu Enrique dał szanse w eliminacjach w marcu, popełnił masę błędów w Athleticu. Jest jeszcze Robert Sanchez z Brightonu. Kto twoim zdaniem będzie jedynką w czasie Euro? 

Wyobrażam sobie, że ostatecznie zostanie nią Unai Simon i może byłbym ku temu bliższy. On też się odbudował i zanotował udaną końcówkę sezonu, choć właśnie wcześniej zawalił kilka goli w lidze przez niepewne wyjścia, złą grę na przedpolu. Bez wątpienia to kolejny problem Hiszpanów. Weźmy pod uwagę wygrany mundial – tego złota nie byłoby bez Casillasa. Pomijam już sam finał, gdzie wyprawiał cuda, ale przez cały turniej utrzymał drużynę Del Bosque przy życiu. Jeśli nie masz pewnej defensywy, nawet z najlepszym atakiem na świecie nie masz czego szukać w walce o najważniejsze laury, co pokazał Manchester City Pepa Guardioli w tym sezonie. Oczywiście, na sam koniec musieli uznać wyższość Chelsea w finale Ligi Mistrzów, ale bez Edersona, Rubena Diasa i całej poukładanej obrony, możliwe, że ich przygoda zakończyłaby się wcześniej. Gdy rządził Liverpool, był Virgil Van Dijk. Teraz najlepszym zawodnikiem sezonu Premier League został Ruben Dias. Hiszpania potrzebuje ostoi w bramce. Ale to jest taka loteria, że nie zdziwię się nawet jeśli wyjdzie Robert Sanchez. Luis Enrique ma zasadę, że bramkarz nie musi wiedzieć, kto jest jedynką. Może nimi rotować jak graczami z pola.

Skoro wspomniałeś o roli stoperów w dzisiejszym futbolu, to muszę zapytać – czy Pau Torres zapewni spokój Hiszpanom? 

To chłopak, który już teraz mógłby pojść do Realu czy któregoś z Manchesterów i grać tam na bardzo wysokim poziomie, ale musi poprawić pewne swoje mankamenty, takie jak obrona w pół-dystansie, co do perfekcji opanował Sergio Ramos, a też niezły jest w tym Ronald Araujo. Świetnie wyprowadza piłkę, do tego powinien być zbudowany po doskonałym sezonie w Villarrealu. Widzę w nim podstawowego zawodnika – bez wątpliwości.

Po perypetiach z trenerami w 2018 roku, w gronie kandydatów do przejęcia schedy po Hierro oprócz Luisa Enrique byli Quique Sanchez-Flores, Michel, czy Roberto Martinez, w razie rozwiązania umowy z belgijską federację. Wybór padł na Lucho. Był on optymalny? 

Najlepszy. Wielki i nowoczesny trener, zbudował najlepszą Barcelonę w ostatniej dekadzie, oczywiście nie licząc tej Guardioli. Jest też najbardziej bezkompromisowy i podczas gdy hiszpańskie, agresywne media mogłyby zarządzać każdym innym kandydatem, tak po Lucho to spływa. Co więcej, czasami jest nawet za bardzo bezkompromisowy. Potrafi kogoś zupełnie odstawić, ma swoje „humorki”. Enrique sporo nauczyło życie, pozwoliło mu nabrać większego dystansu. Mecze z Chorwacją, Anglią czy Niemcami potwierdzają, że był świetnym kandydatem. Jedyne, co mu grozi, to tzw. „guardiolizm”, czyli nadmierne kombinowanie, zmienianie. Całe eliminacje potraktował jako poligon doświadczalny. Boję się, że on w tym swoim milionie koncepcji zginie. Niesamowicie wierzy w tych zawodników. Nie musi wszystkiego przerobić na treningu, ponieważ sądzi, że raz napisze coś na tablicy, a oni, z uwagi na swoją inteligencję, błyskawicznie to przyswoją. Lucho rozwija tę ekipę, zerwał z niej łatkę przystani wyłącznie dla zawodników Realu czy Barcelony. Przyszedł facet z charakterem, „cojones”, który nie widzi nikogo ponad sobą – a to było Hiszpanom bardzo potrzebne. 

Luis Enrique/ Fot. PressFocus

Czy gdyby Real nie pospieszył się z ogłoszeniem Julena Lopetegui’ego jako nowego trenera, to „La Furia Roja” osiągnęłaby coś więcej w Rosji? 

Zdecydowanie. Tym bardziej, że Lopetegui nie odniósł jako selekcjoner ani jednej porażki. Przeszedł suchą stopą przez eliminacje, mecze towarzyskie. Był gwarantem zrobienia czegoś więcej. Ta decyzja popsuła atmosferę w kadrze, nawet zawahała pewność siebie. Na takim poziomie, gdzie różnice pomiędzy tymi topowymi reprezentacjami są naprawdę małe, decydują niuanse. U Francuzów jest to fizyka, u Hiszpanów lepsza głowa itd. 

Co powiedziała nam o Hiszpanii Liga Narodów rozgrywana na jesieni? Czy można z niej wyciągnąć jakieś wnioski, czy jest jakimś wyznacznikiem? 

Mecz z Niemcami (6:0 dla Hiszpanii – przyp. red.) pokazał, jak wysoko jest sufit tej reprezentacji i że jak trafi z planem na mecz, taktyką i dniem, to może być potworem. Enrique wówczas tak wszystko poukładał, żeby tworzyć dużo przestrzeni dla Ferrana Torresa w taki sposób, by ten mógł jechać jeden na jeden z Philippem Maxem, wówczas lewym obrońcą Niemców. Mieli mnóstwo swoich trików, akcji, które przesądziły o dominacji zespołu Lucho. Cała Liga Narodów natomiast pokazała, iż Hiszpanie są bardzo nierówni i nie zawsze trafią z planem. Czasem brakuje koncentracji, czasem wykończenia rywala, czasem konsekwencji w obronie, bo nie upilnują przeciwników przy stałym fragmencie gry. Enrique lubi przekombinować, ale to jest święte prawo selekcjonera. Opinia publiczna ruga go za każdy mecz, ale podejrzewam, że gdyby nie jego testy, ciągłe szukanie, to nie byłoby 6:0 z Niemcami. 

Odnoszę wrażenie, że Hiszpanie trafili najlepiej jak mogli z zestawieniem drużyn w tej pierwszej fazie Euro. Słowacja, Polska, z którą mają korzystny bilans meczów bezpośrednich. Idealna grupa na nabranie rozpędu. 

Zdecydowanie, jedyna ekipa, mogąca sprawić im jakieś problemy, to Szwecja, która w 2018 roku pokazała, że potrafi grać z mocniejszymi, w tym przypadku, Niemcami. U nas mecz z Hiszpanami rozłożymy na czynniki pierwsze – Koke podaje w ten sposób, a Pau Torres gra tak, zrobimy dużo analiz i będziemy tym spotkaniem żyli. A tam napiszą, że Lewandowski jest super-strzelcem, kiedyś mógł trafić do Realu, a Morata go podziwia. Podadzą kilka ciekawostek i tyle. Ze Szwedami sprawa ma się podobnie – nie pojedzie Ibrahimović, za niego wskoczy Alexander Isak, który ma potencjał na pójście gdzieś krok dalej. Oni nie podchodzą do słabszych rywali w sposób analityczny. Myślę nawet, że u nas kadrą żyjemy bardziej na co dzień niż oni. Cały kraj budzi się dopiero przy wielkich turniejach i to dopiero od fazy pucharowej. W grupie trzeba uniknąć kontuzji i zawieszeń. 

Jak ty widzisz to Euro w wykonaniu Hiszpanów? 

Zależy, jak trafią z drabinką, ale myślę, że półfinał jest osiągalny. Wyobrażam sobie nawet scenariusz, w którym osiągają złoto. Analizując siły na tych mistrzostwach, widzę dwóch faworytów – Portugalię, która pewnie złożyłaby dwie jedenastki i obie biłyby się o najwyższe lokaty i Francuzów, mających genialną generację piłkarzy. W dalszej kolejności widzę Niemców i Anglików, może też Hiszpanów. Kadry, które namieszają i zakręcą się koło medali. Na szóstym miejscu Włosi. Drużyna Enrique pod względem indywidualności jest najgorsza z tej szóstki, ale ma zespół i trenera po swojej stronie. 

DOMINIK KLEKOWSKI