Pedro Macieirinha: Negocjacje Sousy z PZPN były bardzo łatwe

Share on facebook
Share on twitter
macieirinha2

Bez nich nie doszedłby do skutku żaden transfer. Bez nich żadna umowa nie mogłaby zostać podpisana. Prawnicy piłkarscy, czyli ludzie „od papierkowej roboty”. Dzisiaj rozmawiamy z Pedro Macieirinhą, prawnikiem Paulo Sousy, który uczestniczył w negocjacjach selekcjonera z PZPN. Zapraszamy!

Na początku chciałbym, żeby powiedział pan polskim kibicom coś o sobie. Czym się pan zajmuje? Na czym polega pański pański zawód?

Jestem prawnikiem od ponad 25 lat. Większość mojej pracy jest związana ze sportem, a głównie z piłką nożną. To robię na co dzień.

Jeśli ktoś chce być prawnikiem, musi liczyć się z tym, że wiele lat spędzi nad książkami. Najpierw trzeba zdobyć niezbędną wiedzę, a dopiero potem rozpocząć pracę w zawodzie. Studiował pan na kilku uniwersytetach, takich jak Uniwersytet Lusíada w Porto czy Uniwersytet Kadir Has w Stambule. Czy uważa pan, że profesja prawnika piłkarskiego jest jedną z najtrudniejszych w piłkarskim świecie?

Na pewno jest najgorzej płatna (śmiech). Tak jak pan mówi, ukończyłem studia na uniwersytecie w Porto. Następnie pracowałem z moim ojcem, który również był prawnikiem. W pewnym momencie, może po 10 lub 12 latach pracy, zacząłem więcej pracować z piłkarzami i ogólnie sportowcami. Czułem potrzebę uzyskania specjalizacji z prawa piłkarskiego, dlatego wziąłem udział w kursie UEFA na Kadir Has University w Stambule. Studiowałem tam przez rok. Potem moja praca wiązała się już głównie z tą dyscypliną sportu.

Nie mogę powiedzieć, że ten zawód jest trudniejszy niż pozostałe. Jest inny. To   wyjątkowe uczucie, gdy możesz pracować ze sportowcami. Myślę, że ta praca jest jedną z najciekawszych profesji, jakie można wykonywać. Codziennie masz kontakt z ludźmi, których wszyscy znają. To motywuje. Bardzo lubię to, co robię. Chciałbym pracować jako prawnik sportowy przez co najmniej kolejne 25 lat. Jedna z moich córek pracuje ze mną w mojej firmie, kolejne dwie studiują i czekam, aby również je tu zobaczyć. Czuję się bardzo komfortowo w tej dziedzinie prawa, więc spodziewam się, że nadal będę w niej pracował.

Jakie cechy powinien mieć dobry prawnik?

To bardzo trudne pytanie. Na pewno trzeba być szczerym, uczciwym oraz respektować zasady etyczne. Moim zdaniem dobry prawnik w swojej pracy nigdy nie powinien myśleć o sobie. Musi działać tak, aby chronić swojego klienta.

Jaki jest najtrudniejszy aspekt pracy prawnika?

Myślę, że są dwa najtrudniejsze momenty. Po pierwsze, gdy wynik danej sprawy nie pokrywa się z oczekiwaniami  klienta. Trudno powiedzieć komuś, że coś poszło nie po naszej myśli. Drugi ciężki moment jest wtedy, gdy przedstawiamy rachunek (śmiech). Sprzedajemy nasz czas, ale niekiedy perspektywa prawnika nie jest tożsama z perspektywą klienta. Jeśli coś nie jest jasne od początku, w końcu pojawia się problem z pieniędzmi.

Pracował pan również w Gil Vicente i Moreirense, czyli klubach z ligi portugalskiej. Pełnił w nich pan rolę dyrektora lub doradcy działu prawnego. Czy są jakieś różnice między pracą w kancelarii a klubie piłkarskim?

Pracowałem w Gil Vicente od 2006 do 2020 roku. Obecnie pozostaję w mojej firmie, ale każdego dnia zajmuje się podstawowymi obowiązkami w Gil. Miałem bardzo dobre relacje z poprzednim prezydentem klubu, dobrze dogaduję się również z obecnym. Kiedy  mówię  o „codziennych obowiązkach”, mam na myśli odnawianie  wszystkich  kontraktów,  prowadzenie  negocjacji, zajmowanie się różnymi sprawami prawnymi itp. Z  Moreirense jest trochę inaczej. Mają tam własnego prawnika, który robi to, co ja w Gil. Moim zadaniem jest jedynie doradzanie w niektórych kwestiach. Jeśli potrzebują    pomocy w jakiejś sprawie, proszą mnie o opinię. Reprezentuję ich wtedy w FIFA czy CAS. Pracowałem w sumie  z 6 lub 7 profesjonalnymi klubami z najwyższej ligi  w Portugalii.

Kiedy pracuje się w środku, nie ma się swego rodzaju niezależności,  którą  posiadasz, pracując na zewnątrz. Jeśli nie pracujesz wewnątrz klubu, oni nie  postrzegają cię jako swojego pracownika, a ty nie postrzegasz ich jako swoich przełożonych.  Jesteś  bardziej  niezależny ze swoimi opiniami, wypowiedziami czy radami. Myślę, że relacja jest wtedy lepsza. Jeśli  jednak nie jesteś finansowo niezależny, czasami nie możesz  powiedzieć wszystkiego, co chcesz, ponieważ mogłoby się to wiązać z różnymi problemami.

Jednym z pańskich zadań jest zawód prawnika “pro bono” w UEFA. Jak może pan opisać tę pracę?

To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że sporo osób wciąż nie wie o tym programie. UEFA stworzyła go, aby pomóc klubom oraz samym zawodnikom. Teraz FIFA odpowiedziała takim samym modelem. Też już mają prawników “pro bono”. Jeśli ktoś ma problem z kwestiami dyscyplinarnymi w FIFA lub UEFA i nie jest w stanie zatrudnić prawnika z powodów finansowych, może zgłosić się do tego programu i wybrać jednego z dziesięciu radców wybranych przez UEFA. Ci prawnicy nazywani są „doradcami pro bono”. Nie otrzymują pieniędzy od klienta (klubu lub zawodnika). Działamy całkowicie niezależnie od UEFA. Nasz mandat trwa 4 lata.

Program został rozpowszechniony przez UEFA i związki piłkarzy, ale do tej pory tylko nieliczni zawodnicy z niego skorzystali. Nie wiem dlaczego tak się stało. Nie jesteśmy pewni, czy UEFA będzie kontynuowała to wsparcie po zakończeniu pierwszego mandatu. Ludzie nie korzystają z tych prawników, a w końcu każdy ma prawo do pomocy w sprawach dyscyplinarnych.

Ludzie z niego nie korzystają, bo – jak sam pan powiedział – jedną z przyczyn może być niska popularność tego programu.

Tak, ale na początku widziałem informacje na ten temat w niektórych czasopismach o prawie sportowym, a nawet na stronach internetowych związków zawodników. Zdałem sobie jednak sprawę, że to rozpowszechnianie w pewnym momencie ustało. Teraz o doradztwie “pro bono” można przeczytać tylko na stronie UEFA.

Skupmy się na tym, co fani piłki nożnej lubią najbardziej. Jakie jest pańskie doświadczenie z transferami?

Z punktu widzenia prawnika są dwie różne prace, które można wykonywać, gdy mówimy o transferach. Po pierwsze – negocjacje, reprezentowanie klubów, zawodników czy agentów. Wszystkie rozmowy prowadzi się w imieniu swojego klienta. Ta część bardziej mi się podoba. Druga to przygotowywanie umowy. Czasami agenci lub kluby sami prowadzą negocjacje, a następnie kontaktują się z prawnikiem i mówią: „Wynegocjowaliśmy umowę, przenieś to teraz na papier, abyśmy mogli zawrzeć umowę”. Niekiedy jest tak, że transfer nie został zrealizowany z czyjejś winy i mamy procesy sądowe. Na innych kontynentach czasem konieczne jest wystąpienie o interwencję organów sądowych lub UEFA czy CAS w celu zapewnienia poszanowania wszystkich praw.

Jaki był najtrudniejszy moment w negocjacjach transferowych, w których pan uczestniczył?

Najtrudniejsza jest zawsze finalizacja i formalizacja. Jak pan wie, większość transferów odbywa się na koniec okienka transferowego. W tej sytuacji wiesz, że musisz zawrzeć umowę, podpisać ją i zarejestrować do północy. Czasem wszystko jest zrobione, ale nie ma komu jej parafować. Widzisz, że czas mija i okno się zamyka. Czujesz ten pośpiech, by wszystko szybko przygotować, a to przynosi trochę stresu. Nigdy nie miałem jakiejś bardzo trudnej sytuacji. Przeważnie dostaję przygotowane dokumenty, które muszę tylko sfinalizować. W tym przypadku negocjacje są drobnym aspektem, ponieważ mówimy tylko o najważniejszych rzeczach, które trzeba włączyć do kontraktu, aby uniknąć problemów w przyszłości. Myślę, że przede wszystkim ciężko jest przekonać kluby, by przygotowywały swoje kontrakty wcześniej. Nawet wielkie firmy czekają z transferami do ostatniej chwili. Nakłada to dużą odpowiedzialność na barki prawników, ponieważ wiele dokumentów jest ostatecznie zatwierdzanych właśnie przez nas.

Ta presja sprawia, że ​​tzw. “deadline day” jest jednym z najbardziej wyczekiwanych dni w piłkarskim kalendarzu.

Momentami to jest wręcz niewiarygodne! Czasami wszyscy wiedzą, że klub A podpisze kontrakt z zawodnikiem B, ale przygotowywanie formalności dokumentów zaczynają w ostatnim dniu okienka transferowego. Wszystko jest gotowe do zawarcia umowy, ale włodarze wolą poczekać. Wtedy w ostatniej godzinie wszyscy się spieszą, żeby dokończyć pracę.

Ile czasu zajmuje przygotowanie wszystkich niezbędnych dokumentów do zawarcia transakcji?

To zależy. Zdarzyło mi się, że od pierwszego kontaktu do finalizacji minęły dwa lub nawet trzy miesiące. Miałem też przypadki, kiedy trwało to tylko godzinę. Ostatniego dnia rynku transferowego wszystko trzeba zrobić bardzo szybko. To jest nasza praca. Nie możemy być problemem, który zatrzymuje transfer. Jeśli trzeba coś zrobić w pięć minut, my musimy to zrobić w cztery i pół minuty. W większości przypadków potrzebujemy około godziny na sfinalizowanie przygotowanych dokumentów i zarejestrowanie transferu.

Czy kiedykolwiek miał pan dziwną sytuację związaną z transferami?

Tak. Kiedyś uczestniczyłem w transferze pewnego gracza do dużego klubu z ligi portugalskiej. Leciał samolotem, ja na niego czekałem, a kiedy wylądował, miał już sfinalizowany kontrakt z innym zespołem (śmiech). Podczas godzinnego czy dwugodzinnego lotu sfinalizował innych transfer!

Co jest najważniejsze w negocjacjach transferowych?

Przejrzystość dokumentów i rozliczenie wszystkiego. Zawsze powtarzam, że najważniejsze w negocjacjach jest uniknięcie problemów w przyszłości. Najlepszy czas na negocjowanie wszystkiego jest wtedy, gdy obie strony mogą ze sobą rozmawiać. To proste – ty stawiasz swoje warunki, druga część stawia swoje, negocjujemy i kończymy dokument. Jeśli nie przełożysz wszystkiego na papier, może to spowodować problemy. Najlepiej omówić wszystkie prawne aspekty umowy. Potem wszystko podsumowujesz i wszyscy wiedzą, jakie są ich obowiązki oraz prawa.

Współpracuje pan z FIA Dubai – agencją piłkarską, której szefem jest Hugo Cajuda. Czy to oznacza, że ​​pracował pan nad transferem Paulo Sousy do reprezentacji Polski?

Tak, pracowałem. Współpracuję z FIA od trzech lub czterech lat. Zawarliśmy kilka ważnych umów. Pomogłem Hugo (agent Paulo Sousy przyp. red.) w transferze Abela Ferreiry z PAOK-u Saloniki do brazylijskiego Palmeiras. Pomogłem także Paulo Sousie w rozwiązaniu jego kontraktu z Bordeaux, a później w negocjacjach z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Współpracuję z nimi do dziś.

Jak wspomina pan te negocjacje?

Były bardzo łatwe. Pan Boniek znał Paulo i jego potencjał trenerski. Rozmawiali, a ja tylko napisałem to na papierze. To była moja część tych negocjacji. Wszystko między nimi było jasne. Dali “cynk” prawnikom, a potem ja skontaktowałem się z prawnikiem polskiej federacji. Relacje między nimi są bardzo dobre i – jak mówiłem – sporządzenie i podpisanie umowy nie stanowiło żadnego problemu.

Pamięta pan, czy Paulo Sousa miał inne oferty niż ta z reprezentacji Polski?

Tak. Jak pan wie, Paulo był znanym piłkarzem. Osiągnął wysoki poziom. Dwa razy wygrał Ligę Mistrzów. Ponadto, zrobił to z dwoma różnymi klubami. Być może był jedną z najlepszych “szóstek” w historii futbolu. Karierę trenerską również rozpoczął z wielkim sukcesem. Wierzę, że będzie miał jeszcze lepszą karierę trenerską niż piłkarską. On wie o piłce nożnej dosłownie wszystko. Jest bardzo kompetentny. Wiem, że w krótkim czasie osiągnie niesamowite cele.

Paulo otrzymuje oferty zarówno, gdy jest wolny, ale także, gdy ma kontrakt z jakimś zespołem. Kilka klubów pytało o jego usługi. Jest jednak facetem, który wierzy w dany projekt. To dla niego bardzo ważne. To samo było z PZPN – wiedział, że nadszedł właściwy czas, aby wejść w ten projekt. Ciężko pracuje, aby osiągnąć z Polską dobre wyniki.

Czy może nam pan powiedzieć, które kluby były zainteresowane jego podpisaniem, czy jest to tajemnica?

Nie, to nie jest tajemnica. Niektóre nazwy tych klubów są w mediach. Myślę jednak, że jako prawnik nie powinienem o tym mówić. Najważniejszy jest teraz awans na mundial w Katarze.

Agent Sousy powiedział, że trzy kluby były zainteresowane Sousą po EURO 2020. Czy wie pan coś na ten temat?

To prawda. Powiedzieli mi o tym nie tylko dlatego, że jestem prawnikiem, ale także ich przyjacielem. W tym przypadku Paulo nie chciał słyszeć o żadnych ofertach. Po Mistrzostwach Europy chciał pozostać w reprezentacji Polski i grać o awans na Mistrzostwa Świata.

Czy wie pan, jaki jest stosunek Sousy do krytyki polskich mediów? Niektórzy “eksperci” w Polsce krytykują go, niezależnie od tego, co zrobi. Jak on na to reaguje?

Po prostu więcej pracuje. Praca z reprezentacją narodową i praca w klubie to dwie różne rzeczy. Nie możesz pracować z piłkarzami na co dzień, ponieważ widzisz ich tylko raz na kilka miesięcy. Nie możesz kombinować z taktyką, bo masz bardzo mało czasu. Myślę, że prasa i dziennikarze muszą to zrozumieć. Paulo już wniósł do reprezentacji dobre rzeczy. Dał szansę zawodnikom, którzy nigdy nie grali w narodowych barwach. Wyszukuje piłkarzy w różnych ligach. Próbuje zmienić mentalność w zespole. Gracze muszą myśleć w stylu „zwycięstwo, „zwycięstwo, „zwycięstwo”. Jednak – jak w prawdziwym życiu – zawsze ktoś nas nie zrozumie. Zawsze można znaleźć osobę, która cię krytykuje i widzi tylko złe aspekty twojej pracy. Oczywiście wszystko, co się dzieje, ma na nas jakiś wpływ, ale każdy ma swój własny sposób na radzenie sobie z tym. Paulo pracuje więcej i stara się wszystkim udowodnić, że jest dobrym trenerem.

Ostatnie pytanie o Paulo Sousę – czy myśli pan, że reprezentacja Polski zakwalifikuje się na mundial w Katarze?

Tak, myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, aby to zrobić. Zostały nam dwa mecze, tracimy trzy punkty do pierwszej pozycji. Myślę, że bezpośredni awans jest możliwy. W tym momencie jesteśmy na miejscu, które gwarantuje play-offy, ale cel Paulo – możesz mi wierzyć – jest taki, aby zakończyć grupę na fotelu lidera. 

Jaka jest opinia o polskim futbolu w innych krajach, np. w Portugalii?

Myślę, że jesteście w podobnym momencie, w jakim była Portugalia w latach 90-tych. Mieliśmy wielu dobrych piłkarzy, ale kiedy zakładali reprezentacyjną koszulkę, coś nie funkcjonowało jak należy. Nie mogliśmy osiągnąć wysokich celów. Potem coś się w Portugalii zmieniło, szczególnie w mentalności zawodników. Zaczęli ze sobą współpracować, dzięki czemu zdobyliśmy mistrzostwo Europy i staliśmy się jedną z najsilniejszych drużyn w Europie. Myślę, że jedna rzecz się teraz w Polsce zmienia – zespół nabiera charakteru.

Z klubami jest podobnie. W Portugalii są 3 lub 4 najsilniejsze kluby. One robią różnicę. Liga mogłaby być bardziej konkurencyjna, ale jeśli pojawia się jakiś dobry zawodnik, nie możemy utrzymać go na dłużej niż rok, dwa lata. Musimy go sprzedać. Polska nie ma takich samych pieniędzy jak Hiszpania czy Włochy, a pieniądze w piłce nożnej są bardzo ważne. Piłkarze trafiają  do ligi, w której mogą zarobić więcej. To nie pomaga polskiej lidze. Myślę jednak, że wszystko jest w Polsce lepiej zorganizowane. Mam kontakt z niektórymi zawodnikami, którzy pojechali do waszej ligi – mówią, że im się podoba i tam zostają. To aspekt, który świadczy o tym, że futbol w waszym kraju się rozwija.

Czy jako prawnik sportowy może pan być kibicem jakiejś drużyny?

Powiem tak: zawsze jest się fanem piłki nożnej. Jesteśmy profesjonalistami, a naszym celem nadrzędnym jest pomoc naszym klientom w jak najlepszy sposób. Jeśli oni mają się dobrze, my również. Piłka nożna jako gra to oczywiście moja pasja. Nie mam ulubionego klubu, który lubię bardziej niż inne. Kibicuję klubom moich klientów, bo znam tam wszystkich, wiem, jaki wysiłek wkładają, aby przygotować się do meczu i jeśli wygrają, to będzie lepiej dla mnie. Kiedy znamy ludzi z klubu, uczymy się kochać ten klub i go wspierać.

A ma pan swoją ulubioną ligę do oglądania?

Każdy chce oglądać najlepszych graczy na świecie. Teraz najlepsi piłkarze występują w Premier League. Ta liga jest najlepiej przygotowana do robienia show. Transmisja różni się nieco od pozostałych lig. Poza tym, w dzisiejszych czasach na stadionach jest wielu kibiców, którzy mogą uatrakcyjnić grę. Podsumowując, najbardziej lubię oglądać ligę angielską.

Kiedy mówimy o wielkich klubach i najlepszych ligach, to nie mogę nie zapytać o Superligę. Ona jest niezwykle silnie związana z pieniędzmi i biznesem. Co pan o niej myśli? Czy pomysł Superligi jest dobry dla futbolu?

Moim zdaniem nie. Nie wierzę, że zamknięta liga ma pomóc rozwinąć futbol. Chodzi raczej o rozwój klubów z tej ligi. Jedna rzecz, o którą dba FIFA – szanuje kluby. Nie tylko te, które dają najwięcej pieniędzy i zapełniają swoje stadiony, ale chroni również te, które zapewniają piłkarzy, opiekują się młodymi zawodnikami itp. Równowaga tych rzeczy pozwala futbolu się rozwijać. Jeśli zamkniesz krąg między 10 drużynami, na początku one zarobią więcej pieniędzy, ale w końcu – moim zdaniem – stracą zainteresowanie. Czy wie pan, co jest najlepsze w meczu pomiędzy Manchesterem United a FC Barceloną? Chodzi o to, że oglądasz takie spotkanie raz lub dwa razy w roku. Wszyscy na nie czekają. Jeśli będziesz oglądał ten sam mecz w każdy weekend, w trzecim tygodniu stracisz nim zainteresowanie. Myślę, że Superliga to przyniesie.

Trzeba również pamiętać, że kibice każdego klubu chcą, aby ich drużyna wygrywała jak najczęściej. Jeśli umieścisz Juventus i Bayern Monachium w tej samej parze, jeden z nich przegra. Jeśli Bayern Monachium gra tylko z Manchesterem United, Juventusem i Manchesterem City, prawdopodobnie będzie przegrywał więcej razy, a kibice nie będą zadowoleni. Ważne jest, aby najlepsze kluby grały w różnych rozgrywkach, na różnych poziomach. Ta równowaga uatrakcyjnia wielkie spotkania. Na przykład, Juventus wygrał pięć meczów w Serie A, Bayern Monachium wygrał pięć meczów w Bundeslidze – kiedy się spotkają, nie wiadomo, jaki będzie wynik. Jeśli zamkniesz ligę, ta ekscytacja po jakimś czasie zniknie. Teraz wszystko jest połączone z Ligą Mistrzów, ligami krajowymi, pucharami itp. Ważne jest również to, że mniejsze kluby, takie jak choćby FC Porto, mogą rywalizować z największymi. Mają taką samą szansę na wygranie Ligi Mistrzów.

W dzisiejszych czasach kluby dokonują naprawdę dużych transferów. Wydanie 100 mln euro na jednego gracza przestało zaskakiwać. Jakie jest pańskie zdanie w tej sprawie?

To są zasady rynku. Wraz z centralizacją prawa telewizyjnego i systemem PPV, więcej pieniędzy trafiło do świata futbolu. Uważam, że większa część tych pieniędzy powinna trafić do zawodników, trenerów, sztabu itd. To oni grają i dają nam show. Pieniądze zwiększają swoją wartość, ponieważ jest ich więcej. Im większe ciasto, tym większa jest też część, któr przypada nam. Nie jestem temu przeciwny. Jeśli ktoś płaci komuś pieniądze, to uważa, że warto to zrobić.

I ostatnie pytanie – czy piłka nożna jest lepsza czy gorsza niż 10 lat temu?

Z prawnego punktu widzenia myślę, że FIFA dokonała ogromnej transformacji futbolu. FIFA się zmieniła i stara się, aby wszyscy byli szanowani, co kiedyś nie było oczywiste. Możesz przedstawić trybunałowi swoją sprawę i po pięciu miesiącach dostaniesz decyzję. Czujesz, że jesteś chroniony. Kiedy mówimy o meczach – ostatnie miesiące były ciężkie, ponieważ kibice nie mogli być na stadionach. Teraz ogólnodostępne są szczepionki i mam nadzieję, że areny piłkarskie znów będą otwarte dla kibiców. Naprawdę wierzę w to, że będziemy świadkami wspaniałych widowisk, a w przyszłym roku w Katarze odbędą się niezapomniane Mistrzostwa Świata.

Z Pedro Macieirinhą rozmawiał Jakub Kowalikowski

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, żeby odwiedzić profil autora na Twitterze!