Oszukać przeznaczenie 3. Czy Petteri Forsell zbawi Stal Mielec?

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.26 Lubin
Pilka nozna 
PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
KGHM Zaglebie Lubin - Korona Kielce
N/z Petteri Forsell
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2020.06.26 Lubin
Football 
Polish PKO Ekstraklasa season 2019/2020
KGHM Zaglebie Lubin - Korona Kielce
Petteri Forsell
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Jest taki piłkarz bez którego ekstraklasa byłaby szarym miejscem. Bez tego zawodnika nasza liga byłaby jak Flip bez Flapa, Bolek bez Lolka czy Karol Krawczyk bez Tadzia Norka. Co byśmy poczęli bez jego nieszablonowych pomysłów, rajdów i atomowego uderzenia z dystansu? Na szczęście Petteri Forsell zostaje w Polsce. Fin będzie bronił barw Stali Mielec. Myślę, że fani biało-niebieskich mogą czuć się zadowoleni. Przychodzi piłkarz, który powinien pokolorować szaro-burą rzeczywistość w Mielcu.

Nie ukrywajmy, Stal Mielec potrzebowała takiego playmakera jak tlenu. Po odejściu dwóch kluczowych piłkarzy, którzy w głównej mierze odpowiadali za grę ofensywną i awans do ekstraklasy – Bartosza Nowaka i Michała Żyro, drużyna z podkarpacia wyglądała na papierze jak murowany kandydat do spadku. Dodajmy do tego organizacyjne zamieszanie w klubie związane z dziwnym zwolnieniem Dariusza Marca i kibice w Mielcu mogli mieć powody do niepokoju. Stal przypominała bolid Formuły 1, któremu chwilę po starcie odpadają części, a jakościowych zapasowych części w garażu brak. Na szczęście na ratunek przychodzi Forsell, który ma być największą gwiazdą mieleckiej jedenastki.

Ktoś jednak też słusznie zauważy, że Fin szczęścia swoim drużynom nie przynosi. Rok temu spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej z Miedzią Legnica, a miesiąc temu zasmakował po raz kolejny degradacji z Koroną Kielce. Jednak Forsell nie zawinił w spadku tych drużyn z elity. Wręcz przeciwnie, przez większość czasu utrzymywał je przy ekstraklasowym życiu. W Legnicy Forsell pełnił rolę dyrygenta w orkiestrze Dominika Nowaka. Był kreatorem gry – zaliczał kluczowe podania, strzelał, a Miedź grała pięknie dla oka. Był także najskuteczniejszym zawodnikiem ”Miedzianki” z 13 bramkami. Niestety te liczby na niewiele się zdały, bo po słabej końcówce sezonu, którą legniczanie zawdzięczają beznadziejnej grze w obronie, Miedź spadła, a Forsell wrócił do Finlandii.

Po niezbyt udanej przygodzie w HJK Helsinki, w walentynki ku uciesze kibiców, Fin wrócił do Polski i podpisał kontrakt z Koroną Kielce, która broniła się przed spadkiem. Jak wiemy to się nie udało, głównie przez fatalnych zawodników, których sprowadził do Kielc prezes Krzysztof Zając, ale Forsell na pewno nie zaliczał się do nich. Ba, był jednym z nielicznych dobrych transferów złocisto-krwistych. Z miejsca sprawił, że obrzydliwie grająca Korona przeobraziła się w zespół na który przyjemnie się patrzyło. Fin dla kielczan zdobył cztery bramki, w tym choćby tą pięknej urody z Zagłębiem Lubin. Regularnymi uderzeniami z dystansu nękał rywali, a o piekielnej sile w nodze Fina przekonywał się na treningach bramkarz Korony, Marek Kozioł, który w pomeczowym wywiadzie stwierdził : Petteri czesze tak te piłki, że to się w pale nie mieści.

Dla mnie Forsell jest postacią wyjątkową w ekstraklasie. Ostatni powiew ery ”Against Modern Football”. W kwestii wyglądu w niczym nie przypomina współczesnego piłkarza. Niski, niezbyt dynamiczny, z brzuszkiem, a w dodatku nie pali się do gry w obronie. Wszystkie swoje wady naprawia nieprzeciętną techniką i petardą w nodze. Forsell ma przede wszystkim coś co go odróźnia od większości przeciętnych piłkarzy w naszej lidze: jedną akcją potrafi odmienić losy spotkania. Takiego piłkarza oczekują też w Mielcu. Kogoś kto zaliczy kluczowe podanie, idealnie dośrodkuje lub poda do napastnika albo uderzy w bramkę z rzutu wolnego tak mocno, że bramkarz ze spuszczoną głową będzie musiał wyciągać futbolówkę z siatki. W pojedynkę Fin potrafił zdobywać punkty dla Miedzi i Korony. I właśnie takich indywidualności jak Forsell, Stal potrzebuje na cito.

Nowy trener biało-niebieskich, Dariusz Skrzypczak w przeciwieństwie do swojego poprzednika chce zrezygnować z pragmatycznego stylu gry. Mielczanie mają być bardziej nieprzewidywalni, a gwarantem tego jest właśnie Forsell. Dodajmy, że Stal w ostatnich dniach nie próżnuje na rynku transferowym i pracuje nad wzmocnieniem swojej kadry. O zdobywanie bramek mają postarać się młodzi Paweł Tomczyk z Łukaszem Zjawińskim. Słabiutką formację defensywną wzmocnili sprowadzeni z Rakowa bramkarz Michał Gliwa i stoper Kamil Kościelny. A Stal pracuje jeszcze nad sprowadzeniem utalentowanego golkipera Karola Niemczyckiego i rozmawia z Marcinem Wasilewskim, który miałby być liderem szatni w Mielcu. Takie transfery na pewno pomogą Stali w batalii o utrzymanie. Na pewno mielczanie są w o tyle komfortowej sytuacji, że w tym sezonie spada tylko jedna drużyna, a nie trzy. Wzmocniona Stal nie jest na straconej pozycji w walce z Wisłą Płock czy Wartą Poznań.

W mojej skromnej ocenie, ze swoim wachlarzem umiejętności Forsell byłby wartością dodatnią każdej drużyny w ekstraklasie, nawet Legii. Może i nie ma figury Adonisa, ale wnosi dużo piłkarskiej jakości. Stal wygrała los na loterii, bo sprowadziła piłkarza, który nie tylko podniesie poziom gry, ale po raz kolejny będzie chciał udowodnić krytykom, że się mylą. Fin będzie głodny minut, bo wciąż walczy o powołanie do narodowej kadry na przyszłoroczne Euro. Jak pokazują poprzednie sezony, filigranowy pomocnik jest w stanie zapewnić swojej drużynie kilkanaście punktów. I choć Stal musi się wzmocnić na pozostałych pozycjach, to z Forsellem na kierownicy na pewno będzie łatwiej oszukać przeznaczenie jakim jest spadek. Być może w przypadku fińskiego pomocnika przysłowie ”do trzech razy sztuka” w końcu zadziała i jego zespół pozostanie na kolejny rok w elicie.