Östersunds FK — łąbędzim krokiem z Ligi Europy do spadku

Share on facebook
Share on twitter
pjimage

Ten tekst tak naprawdę nigdy nie powinien powstać. Gdy 22 lutego 2018 roku Ken Sema strzelał bramkę na 2:0 przeciwko Arsenalowi w Londynie, nikt wtedy by nie pomyślał, że ponad trzy lata później Östersunds FK spadnie z hukiem z Allsvenskan. A jednak – po 27 kolejce ÖFK z ledwie trzema zwycięstwami na koncie okupuje ostatnie miejsce w tabeli i już nic nie uchroni tej drużyny przed spadkiem do Superettan.

Co jest przyczyną tak rychłego upadku klubu, który miał na stałe zagościć w absolutnym topie Skandynawii? Na pewno nie jest to kwestia przypadku ani przysłowiowego lotu ambitnego Ikara. ÖFK jako instytucja latami budowała struktury, by usłyszał o niej świat, ale od historycznego meczu na Emirates wszystko powoli i stopniowo zaczęło się rozpadać.

To będzie opowieść o pięknych początkach, wielkich aspiracjach i rychłym upadku.

Zanim jednak przejdziemy do clue, to na wstępie trochę faktografii. Östersund to nieduża miejscowość położona w środkowej części Szwecji. Miasto liczy nieco ponad 50 000 mieszkańców, co czyni go 22 największą miejscowością w kraju. Ludzie są tam bardzo zżyci i zaangażowani w lokalne sprawy, więc sukcesy i porażki klubu piłkarskiego odbijają się szerokim echem na ulicach, czy w komunikacji miejskiej. Z ciekawostek – jednym z miast partnerskim Östersund jest polski Sanok.

POCZĄTEK KOPCIUSZKA NICZYM Z BAJKI

W 2015 roku po bardzo udanym sezonie Östersunds FK po raz pierwszy w historii awansował do Allsvenskan. Ten duży i niekoniecznie tak oczekiwany sukces miał wielu ojców, ale na specjalne wyróżnienie zasługuje dwóch ludzi. Pierwszym z nich jest Daniel Kindberg, który był ówczesnym prezesem klubu. 54-latka przez długi czas uznawano za cudotwórcę, gdyż to dzięki jego odpowiednim i trafnym decyzjom drużyna w pięć lat awansowała aż o cztery poziomy rozgrywkowe. Niebotyczny sukces klubu z małego miasta był dla wielu zagadką, ale z czasem wszystko zaczęło się wyjaśniać.

Drugą postacią jest Graham Potter. Tak – to ten sam człowiek, który teraz trzyma pieczę nad rozwojem Kuby Modera w Brighton. Zanim Anglik zaczął być rozpoznawalnym szkoleniowcem w Premier League, to wraz z Kindbergiem budował ÖFK od 4. ligi. Przeciętny piłkarz, który ledwie powąchał boiska angielskiej ekstraklasy, okazał się być znakomitym trenerem. Najpierw zbudował etos drużyny, później konsekwentnie go realizował i dzięki nutce szczęścia, ale przede wszystkim ciężkiej pracy wprowadził klub do szwedzkiej elity.

Daniel Kindberg wielokrotnie zwykł mówić, że dla niego nie istnieje ktoś taki, jak słaby piłkarz. Pod odpowiednim okiem i konkretnym pomyśle każdy zawodnik może osiągnąć solidny pułap umiejętności. Östersunds FK w pewnym momencie był “klubem ratowniczym”. Dołączali tam niedoceniani piłkarze, którzy dzięki szlifowi Pottera stawali się przynajmniej solidnymi ligowcami.

Ta teza, choć dość kontrowersyjna, bardzo mocno obroniła się w pierwszym sezonie Allsvenskan. Drużyna z niezbyt popularniej dotąd miejscowości okazała się największą rewelacją sezonu, zajmując w lidze wysokie 8. miejsce. Konsekwentna i mozolna praca u podstaw wydała na świat okazały i przepiękny kwiat, który został doceniony przez całą Szwecję. Östersund już nie był postrzegany jako “one season wonder”, a poważny rywal dla drużyn z czuba tabeli. Ten nowoczesny i ciągle modernizowany pociąg z centrum Szwecji jednak dopiero się rozpędzał.

ŁABĘDZIM KROKIEM DO LIGI EUROPY

2017 rok to z pewnością najważniejszy okres w historii klubu, bo właśnie wtedy piłkarze zdobyli pierwsze i jak na razie jedyne trofeum. Po bardzo dobrym sezonie inauguracyjnym w Allsvenskan Östersunds FK bardzo mocno nastawił się na zwycięstwo w Pucharze Szwecji i we wspaniałym stylu dopiął swego. Niech potwierdzeniem wspaniałości będzie wygranym finał z IFK Norrköping aż 4:1. Svenska Cupen otworzył bramy do gry na europejskiej arenie, jednak nikt o zdrowych zmysłach nie wyobrażał sobie ÖFK w fazie grupowej Ligi Europy. Niemniej drużyna z niedużego miasta ponownie zaskoczyła cały kraj.

W kwalifikacjach do LE wyeliminowali takie marki jak Galatasaray czy PAOK i po raz pierwszy w historii zakwalifikowali się do fazy grupowej kontynentalnych rozgrywek. Wtedy też cała Europa zainteresowała się tym, kim są underdodzy ze Szwecji. Zaczęto rozpowszechniać informacje o tym, jak klub działa dla lokalnej społeczności. Zarówno piłkarze, jak i wszyscy pracownicy dbali o bezpieczeństwo kobiet w nocy, pomagali uchodźcom i bezdomnym, a nawet zaprezentowali na scenie “Jezioro Łabędzie” Czajkowskiego. Założeniem Kindberga było to, że Östersunds FK miał być nie tylko ośrodkiem sportowym, ale również integralną częścią małej społeczności.

Postronni kibice mieli prawo się zakochać w szwedzkiej drużynie, a wyniki na międzynarodowej arenie tylko nasiliły pozytywne odczucia. ÖFK będąc absolutnym “maluszkiem” w grupie z Athleticiem, Zorią Ługańsk i Herthą ostatecznie wyszli z niej przegrywając zaledwie jedno spotkanie i zajmując 2. miejsce. Prezes był bardzo zadowolony, ale jego ambicje sięgały pierwszej lokaty i wcale tego nie ukrywał.

W fazie pucharowej szwedzka drużyna trafiła na Arsenal i pierwszy mecz zwyciężony przez “Kanonierów” aż 3:0 rozwiał wszelkie nadzieje drużyny Grahama Pottera na awans do kolejnej rundy. Niemniej jednak w Londynie Östersund dał popis i zwyciężył 2:1 po bramkach Aiesha i Semy. To był prawdopodobnie najważniejszy moment w historii klubu i potwierdzenie tezy, że to dopiero początek wspaniałej drogi. Niestety, ale z czasem wszystko zaczęło się sypać.

W Allsvenskan Östersunds FK w latach 2017 i 2018 zajmowało odpowiednie 5. i 6. miejsce.

POCZĄTEK UPADKU

W momencie, gdy klub powoli miał ruszać w bój po upragnione mistrzostwo, wszystko wewnątrz zaczęło się sypać niczym domek z kart. W 2018 roku Graham Potter dzięki swojej fantastycznej pracy dostał szansę w Swansea, ale to nie miało przeszkodzić w ciągłym procesie rozwoju klubu. Przeszkodziła natomiast prawda o sukcesie Daniela Kindberga. Ówczesny prezes zespołu został sprawdzony przez tamtejsze instytucje prawne i okazało się, że stał za wieloma oszustwami podatkowymi. To właściwie zamknęło cały proces rozwojowy klubu.

Później ÖSK zostało oskarżone o wygrane przetargi z nieistniejącymi firmami, co sprowadziło spore kłopoty finansowe. Po pieniądzach z Ligi Europy nie było już nawet śladu, ale klub jakoś zdołał wyjść na prostą. Wraz z problemami prawnymi sytuacja na boisku również pozostawiała wiele do życzenia. Drużyna, która nie tak dawno aspirowała do tytułu, sezony 2019 i 2020 kończyła tuż nad strefą spadkową.

Kulminacją drastycznego upadku było zatrudnienie Amira Azrafshana. Nowy trener miał dać zespołowi trochę świeżości, ale nikt nie wiedział, kto to naprawdę jest. Okazało się, że 34-latek wcześniej prowadził 4-ligowe FC Drujsholm i bez żadnego doświadczenia dostał szansę w klubie Allsvenskan. Skutek okazał się dramatyczny – Amir poprowadził zespół w 46 meczach i średnio na mecz zdołał zdobyć jedynie niecały punkt.

EPILOG

Östersunds FK pewnie miało nadzieję, że z Alim Keitą w bramce i piekielnie szybkim Blairem Turgottem zdołają obronić się przed utrzymaniem, ale to było po prostu za mało. Klub spada z ogromnym hukiem do Superettan, ale najbardziej przykre jest to, że mało który kibic będzie za nimi tęsknić. ÖFK z bardzo lubianego zespołu w cztery lata stał się ofiarą szyderstw i życzeń rychłego upadku. I trudno się dziwić, bo zarówno sportowo, jak i obyczajowo klub stracił praktycznie wszystko.

Spadek to paradoksalnie świetna wieść. To odpowiedni czas na duży krok wstecz i reorganizacje całego pomysłu na przyszłość. Na powtórkę z pięknej pieśni o kopciuszku dążącym do doskonałości nie ma co liczyć, ale taki kubeł zimnej wody może przyniesie z czasem pozytywne skutki.

MAREK WADAS

📸The Football Pink/Bildbyran