On, futbol! Czy Zlatan zbawi AC Milan?

Share on facebook
Share on twitter
IbraCasaMilan4-Copy-1-1

Już dziś oczy całej piłkarskiej Europy, a może i całego świata będą zwrócone na stadion San Siro w Mediolanie. W 19. kolejce włoskiej Serie A nie dojdzie co prawda do jakiegoś hitowego stracia pomiędzy Milanem i Interem czy Juventusem. Na San Siro w barwach Rossonerrich wraca człowiek, który dla wielu fanów piłki nożnej jest tak kultowy jak ręka Diego Maradony, słynna akcja brazylijczyka Pele z Mundialu w 1970 r. czy trwający do dziś pojedynek pomiędzy Leo Messim, a Cristiano Ronaldo. Zlatan Ibrahimović, bo o nim mowa ma za zadanie „zbawić” Milan i dzięki swojej osobowości poprawić wyniki drużyny z San Siro. Przy tym wszystkim należy jednak pamiętać, że „Ibra” to tylko człowiek.

Powoli ku lepszemu

Aby dobrze zrozumieć to, w jakiej sytuacji znajduję się dziś AC Milan, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że funkcjonowanie klubu piłkarskiego to swego rodzaju cykle. Nie inaczej jest w przypadku Rossonerich. Każdy kibic piłki nożnej bez zawahania powinien wskazać Milan jako klub, który kojarzy się jemu od zawsze. Nie ważne czy jest się fanem włoskiej piłki czy nie. AC Milan w swojej historii ma lata pełne tryumfów, jak te pod wodzą Arrigo Sacchiego, Carlo Ancelottiego czy Massimiliano Allegriego. Zdarzały się również chwile zapaści jak np. słynna afera korupcyjna „Totonero” (afera czarnego totka), za którą do Serie B został zdegradowany właśnie Milan oraz rzymskie Lazio.

Dziś Milanowi nie grozi żadna afera i inne tego typu kwestie. Spadek do Serie B też raczej jest czymś, czego nikt z fanów czerwono-czarnych do siebie nie dopuszcza. Co prawda Milan w tym sezonie gra bardzo słabo, a mecze ekipy Stefano Piolego bardzo ciężko się ogląda, ale jest to pochodną bardzo wielu niezrozumiałych decyzji jakie były podejmowane na przestrzeni ostatnich kilku lat. Było wiadomo, że prędzej czy później „osierocony” przez Silvio Berlusconiego klub napotka na swojej drodze problemy. Gdyby tylko ówczesni właściciele zasłużonego dla piłkarskiej Europy klubu potrafili sobie z nimi poradzić, a nie pakować się w jeszcze większe kłopoty, to może dziś nie pisalibyśmy o Milanie jako kolosie na glinianych nogach. Dziś za odbudowe Milanu odpowiedzialni są m.in Paolo Maldini oraz Zvonimir Boban. Przed legendami Rossonerich bardzo długa droga, aby z powrotem wprowadzić Milan na szczyt, jednak komu mają wierzyć fani jak nie byłym, oddanym klubowi zawodnikom.

Krzysztof Piątek – snajper (nie)winny

Gdy 23 stycznia 2019 r. polski napastnik Krzysztof Piątek przechodził z Genoi do Milanu, wielu fanów piłki nie tylko na Wisłą życzyło chłopakowi z Dzierżoniowa jak najlepiej. Każdy miał jednak z tyłu głowy to, że Piątek przechodzi nie do Milanu będącego w czasie swojej świetności, a do klubu, który był/jest targany problemami. Jakże ogromne było zdziwinie, gdy w pierwszym meczu, w pierwszym składzie Milanu Krzysztof Piątek po prostu rozstrzelał Napoli w rozgrywkach o Puchar Włoch. Wygrana Rossonerich 2-0, dwa gole Polaka i szał wokół niego porównywalny chyba z tym entuzjazmem, który powstał po 4 golach Lewandowskiego w meczu Borussia – Real.

AC Milan w zeszłym sezonie pod wodzą Gennaro Gattuso do samego końca bił się o to, aby zakwalifikować się do europejskich pucharów. Sam Piątek był bardzo ważną częścią zespołu i do końca sezonu zdołał zdobyć dla nowej drużyny jeszcze 9 goli w lidze i jednego w Coppa Italia. Mimo tego, że Milan zakończył sezon z niczym, to pretensji do Piątka nie miał w zasadzie nikt. Od początku zaczął on spłacać wydane na siebie pieniądze i zaskarbił sobie serca fanów Milanu. Wiadomo jednak, że łaska fana na pstrym koniu jeździ. Gdy tobie i twojej drużynie wszystko wychodzi na boisku, to kibice są w stanie skoczyć za tobą w ogień. Gdy jednak dobra passa się kończy i pojawia się dołek, to możemy być pewni, że prędzej czy później kibice dadzą piłkarzom znać o tym, jakie mają zdanie na temat aktualnej formy swojego zespołu.

Nie inaczej jest w przypadku Krzystofa Piątka. Polak przed obecnym sezonem zdecydował się na przejęcie koszulki z numerem 9. Nie trzeba tutaj pisać jak bardzo ten numer jest czczony w czerwono-czarnej części Mediolanu. Pojawiały się głosy, że być może Piątek robi błąd, bo „klątwą” tej koszulki nie poradziło sobie już kilku bardziej uznanych napastników. Jednak bardzo ambitny piłkarz, jakim niewątpliwie jest nasz rodak nic sobie z tego nie robił. Ja osobiście daleki jestem od uznawania takich zabobonów jako wyznacznik tego, czy piłlarz sobie radzi czy też nie. Włoscy kibice mają na ten temat jednak inne zdanie, co pokazali kilkukrotnie w tym sezonie gwiżdząc na schodzącego z boiska Krzysztofa Piątka. Kibic płaci i wymaga, to jasna sprawa. Jednak ja uważam, że nie wszystko co złe w tym sezonie w Milanie jest winą naszego napastnika. Nie bronię go tutaj ze względu na to, że jest Polakiem. Po prostu widzę jak gra Milan w tej kampanii. Najpierw pod wodzą Marco Giampaolo i teraz pod batutą Stefano Piolego, który w moim odczuciu nie jest szkoleniowcem na Milan i kto wie, czy po sezonie nie będziemy świadkami kolejnej zmiany na ławce trenerskiej Rossonerich.

Oczywiście gdybanie co by było gdyby w Milanie każdy grał na swoim poziomie jest teraz bez sensu. Sytuacja Milanu jest każdemu znana. Wielki klub z kłopotami, który ma problemy z regularnym wygrywaniem swoich spotkań, a o nawiązaniu walki o czołowe lokaty w lidze lepiej nie wspominać.

I nagle nad stadionem San Siro jakby rozbłysnęło słońce.

To tylko człowiek

Powrót Zlatana Ibrahimovicia do Milanu został już odmieniony przez wszystkie przypadki. Na San Siro wraca „Bóg – Król Futbolu”, który ma pomóc pogrążonemu w kryzysie zespołowi się z niego podnieść. Euforia jaka powstała po ogłoszeniu powrotu Szweda do Italii przysłoniła niektórym fakt, że tak naprawdę Ibrahimović jest tylko człowiekiem i nie ma jakiś zdolności paranormalnych. Do tego trzeba dołożyć wiek Ibrahimovicia. Owszem śledząc od lat ligę włoską wiem, że „żywotność” występujących w niej zawodników jest trochę dłuższa (najczęściej dotyczy to Włochów), ale znając podejście Zlatana Ibrahimovicia do wykonywanych obowiązków uważam, że sportowo powinien dać sobie radę.

Nie zapominam jednak o tym, że ani Milan nie jest tym Milanem, do którego w 2010 r. po raz pierwszy przychodził Ibrahomović. Ani Serie A nie jest tą samą ligą co kiedyś. Dziś wydaję się o wiele szybsza niż kilka lat temu. I co najważniejsze sam Ibrahimović nie jest tym samym Ibrahimoviciem, co 10 lat temu. Ogromny bagaż doświadczeń i naprawdę kosmiczne umięjetności są tym, co sprawi, że na Zlatana inni zawodnicy Milanu będą patrzeć z entuzjazmem i nadzieją. Kibice Milanu liczą zapewne na to, że „Ibra” jak to on, będzie mówił szczerze to co myśli i mówiąc wprost złapie kolegów za mordy i wymusi na nich lepszą postawę niż miało to miejsce dotychczas.

źródło: twitter @acmilan

Mało kto o tym mówi, ale tak jak sprowadzenie Szweda do Milanu jest marketingowym strzałem w dziesiątke i sportowo również może to okazać się świetnym posunięciem, to trzeba pamiętać, że medal zawsze ma dwie strony. A gdyby jednak Ibrahimoviciovi nie udało się wpłynąć zbawiennie na nowych kolegów? Co gdyby Milan z „Ibrą” w składzie nie poprawił swoich wyników? Absolutnie nie wiemy dziś, w którą stronę przechyli się szala. Osobiście trzymam kciuki za to, aby ten pomysł wypalił. Może nie jestem wielkim i oddanym kibicem Milanu, ale zawsze zawsze darzyłem ten klub wielkim szacunkiem. Jako jedyny z Półwyspu Apenińskiego. Moją pierwszą piłkarską koszulką była koszulka Filippo Inzaghiego, także wiem co mówię.

Co do samego Ibrahimovicia, to chiałbym go zapamiętać jako strzelca kapitalnego gola z przewrtoki w meczu Szwecja – Anglia. Chciałbym go zapamiętać jako zawodnika pewnego siebie i mówiącego to, co ślina na język przyniesie. Nie chciałbym natomiast zapamiętać „Ibry” jako kogoś, kto porwał się z motyką na słońce, a misja „ratowania” Milanu okazała się zbyt trudna.

Leszek Urban