Odroczony awans i zaskakujący spadek – podsumowanie sezonu Betclic 1. Ligi

Arka Gdynia 2

Za nami emocjonująca runda zasadnicza Betclic 1. Ligi. Nie brakowało w niej zaskakujących zwrotów akcji, zaprzepaszczonych szans oraz szaleńczych pościgów bez happy endu. Jedni powetowali sobie wcześniejsze niepowodzenia, inni zaś pogrążyli się w jeszcze większym marazmie. Kto zatem zasłużył na największe brawa, a komu należy się „bura” za rozczarowującą postawę i końcowy rezultat?

Jak feniks z popiołów

Rok temu kibice Arki Gdynia przeżyli prawdziwy dramat i to w dwóch odsłonach. Najpierw ich ulubieńcy w ostatniej kolejce wypuścili z rąk bezpośredni awans na rzecz GKS-u Katowice, a później w finale baraży przegrali u siebie z Motorem Lublin i ostatecznie pożegnali się z marzeniami o PKO BP Ekstraklasie. Trener Wojciech Łobodziński pozostał co prawda na zajmowanym przez siebie stanowisku, jednak po pierwszych kilku meczach nowego sezonu podziękowano mu, a misję pościgu za ligową czołówką powierzono dotychczasowemu asystentowi, Tomaszowi Grzegorczykowi. Ten zdołał przywrócić Arkowców na właściwe tory, lecz mimo to klubowi sternicy na półmetku rozgrywek uznali, że lepiej na finiszu poradzi sobie były opiekun Rakowa Częstochowa, Dawid Szwarga. Ruch ten okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, gdyż gdynianie nie tylko zdołali utrzymać miejsce premiowane awansem, ale również wyprzedzili liderującą Bruk-Bet Termalicę i ostatecznie zakończyli zmagania na samym szczycie tabeli. Plama z poprzedniego sezonu została zatem skutecznie zatarta.

Drugim klubem, który wywalczył bezpośredni awans jest wspomniana Bruk-Bet Termalica. W tym przypadku głównym architektem sukcesu okazał się trener Marcin Brosz. Nieco ponad rok temu, kiedy przybywał do Niecieczy, zastał drużynę zamieszaną w walkę o utrzymanie. Ostatecznie udało mu się zachować ligowy byt, a w nowym sezonie, po wprowadzeniu własnych porządków i zasad, zdołał kompletnie odmienić oblicze prowadzonego przez siebie zespołu. Co prawda, runda wiosenna w wykonaniu popularnych „Słoni” była nieco słabsza od jesiennej, lecz w niczym nie umniejsza to faktu, że podopieczni trenera Brosza w pełni zasłużyli na powrót do Ekstraklasy. Duża w tym zasługa sprowadzonego z Puszczy Niepołomice Kamila Zapolnika, który z 15 bramkami na koncie został najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny, a swoje „trzy grosze” dorzucił również król asyst całych rozgrywek, Damian Hilbrycht.

Stabilna strefa barażowa

Wiosną cztery zespoły okopały się dość mocno w strefie barażowej i ani myślały tracić w niej miejsca. Mowa rzecz jasna o Polonii Warszawa (przeszła podobną przemianę, jak Termalica w stosunku do ubiegłego sezonu), Miedzi Legnica (to właśnie w niej zakotwiczył zwolniony z Arki Wojciech Łobodziński) oraz Wisłach z Krakowa i Płocka (powetowały sobie brak miejsca w czołowej „szóstce” sprzed roku). Nie zabrakło rzecz jasna ekip, które na powyższe kluby starały się wywierać nieustanną presję. Dotyczy to zwłaszcza GKS-u Tychy, który po słabej rundzie jesiennej, w bieżącym roku stał się w pewnym momencie najlepiej punktującą drużyną całych rozgrywek i dopiero porażka u siebie z „Białą Gwiazdą” przekreśliła szansę podopiecznych Artura Skowronka na udział w barażach.

To, że Polonia, Miedź oraz obie Wisły aż do końca sezonu okupowały miejsca od 3 do 6, nie oznacza, że nie dochodziło między nimi do przetasowań. W zasadzie do ostatniej kolejki nie było wiadomo, kto będzie mógł liczyć na atut własnego boiska w półfinale oraz w ewentualnym wielkim finale. Ostatecznie jednak status quo zostało utrzymane i to ekipy z Płocka oraz Krakowa zagrają u siebie, a jeśli „Nafciarze” pokonają na Orlen Stadionie Polonię, wówczas decydująca rozgrywka również będzie mieć miejsce na tym samym obiekcie.

Blamaż spadkowiczów

Kiedy dana drużyna spada z Ekstraklasy, naturalną koleją rzeczy wydaje się dla niej chęć szybkiego powrotu na ten właśnie poziom. Niestety, w bieżącym sezonie Ruch Chorzów, ŁKS Łódź oraz Warta Poznań kompletnie zaprzeczyły powyższej tezie. Chęci może i były, ale kompletnie nie poszły za nimi czyny.

Na półmetku sezonu Ruch zaliczał się do ścisłej, ligowej czołówki, jednak w trakcie zimowej przerwy z drużyną stało się coś bardzo złego. Bo jak wytłumaczyć brak choćby jednego zwycięstwa między 20 a 28 kolejką? Słabo przepracowany okres zimowej przerwy? To by było chyba zbyt duże uproszczenie. Żal jedynie kibiców, którzy nawet na poziomie 1. ligi potrafili wypełnić Stadion Śląski w liczbie kilkudziesięciu tysięcy. Trener Dawid Szulczek, który jeszcze nie tak dawno notował z Wartą Poznań wyniki ponad stan w PKO BP Ekstraklasie, po raz drugi na przestrzeni roku zawiódł na całej linii.

Z kolei ŁKS po niezadowalających wynikach notowanych przez trenera Jakuba Dziółkę postanowił poeksperymentować i na stanowisku pierwszego trenera zatrudnił… 28-letniego Ariela Galeano z… Paragwaju. Ruch ten okazał się kompletną katastrofą i zaowocował miejscem nie pozwalającym choćby marzyć o czołówce ligowej tabeli. Włodarze łódzkiego klubu przyznają otwarcie, że zatrudnienie „egzotycznego” szkoleniowca były błędem i jest to jakiś pozytyw, który być może pozwoli w przyszłości uniknąć tego typu nieprzemyślanych i zarazem ryzykownych decyzji.

Najbardziej zawiodła jednak Warta Poznań, która jeszcze nie tak dawno notowała zaskakująco dobre wyniki w Ekstraklasie, i to mimo licznych ograniczeń na gruncie ogranizacyjno-finansowym. Spadek w ostatniej kolejce minionego sezonu okazał się tylko zalążkiem większych problemów poznaniaków. Kolejna degradacja stawia pod dużym znakiem zapytania przyszłość projektu, który nie tak dawno dawał nadzieję na to, że w stolicy Wielkopolski monopol Lecha zostanie… może nie przełamany, lecz wystawiony na większą próbę.

Za wysokie progi

Beniaminkowie również zawiedli, może poza Pogonią Siedlce, która dzięki zaskakująco dobremu finiszowi zdołała rzutem na taśmę utrzymać się w 1. lidze. Rozczarowała za to Kotwica Kołobrzeg, lecz w jej przypadku problem nie dotyczy jedynie samej gry, lecz również kwestii organizacyjno-finansowych. Gdyby kołobrzeżanie zdołali zachować ligowy byt na boisku – czego ostatecznie nie zrobili – prawdopodobnie i tak nie otrzymaliby licencji na grę w rozgrywkach pierwszoligowych. A Stal Stalowa Wola? Od 2 kolejki nieprzerwanie w strefie spadkowej i w zasadzie tyle w tym temacie.

Pozostałe zespoły

Ogromny plus przy Zniczu Pruszków, który w bieżących rozgrywkach potrafił napsuć sporo krwi faworytom, pokonując między innymi Wisłę Kraków (dwukrotnie) oraz Bruk-Bet Termalicę i Wisłę Płock (na wyjazdach). Osoba Radosława Majewskiego wciąż wywiera bardzo dobry wpływ na resztę zespołu. Minus z kolei dla Odry Opole, która w zeszłym sezonie załapała się do strefy barażowej, a w tym długo nie była pewna ligowego bytu. Pocieszające dla opolan może być jedynie ostateczne uniknięcie degradacji oraz otwarcie nowego, pięknego stadionu. A Stal Rzeszów? Początkowo radziła sobie nadspodziewanie dobrze, jednak dziesięć porażek w ostatnich jedenastu kolejkach kładzie się sporym cieniem na postawie piłkarzy z Podkarpacia.

Drużyna sezonu: Arka Gdynia (pewny awans na kilka kolejek przed końcem)

Największe zaskoczenie in plus: Polonia Warszawa (udział w strefie barażowej, znakomita praca wykonana przed trenera Mariusza Pawlaka)

Największe rozczarowanie: spadkowicze z Ekstraklasy (po nich należało spodziewać się znacznie więcej)

Najlepszy piłkarz: Angel Rodado (współlider klasyfikacji strzelców, skuteczny, wszechstronny… w zasadzie piłkarz kompletny)

Jedenastka sezonu: Marcel Łubik – Dawid Gojny, Marcin Flis, Alan Uryga, Marc Navarro – Damian Hilbrycht, Dominik Kun, Maciej Ambrosiewicz, Radosław Majewski – Łukasz Zjawiński, Angel Rodado

Opracowała: Laura Tomczyk