Odpust Niedzielny #3 – drogie wczasy Lewego, Sousa z gorączką

Share on facebook
Share on twitter
(210818) -- DORTMUND, Aug. 18, 2021 (Xinhua) -- Robert Lewandowski of Bayern Munich celebrates after scoring during the German Supercup football match against Borussia Dortmund in Dortmund, Germany, Aug. 17, 2021. (Photo by Ulrich Hufnagel/Xinhua)

2021.08.17 Dortmund
Pilka nozna Superpuchar Niemiec Borussia Dortmund - Bayern Monachium 
Foto Ulrich Hufnagel/Xinhua/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

15 milionów złotych. Podobno na tyle PZPN wycenił brak rozstawienia w barażach, który poskutkował pozbawieniem możliwości rozegrania w marcu półfinałowego meczu u siebie. Szanse na awans spadły jak talerz, który wyślizgnął się z ręki i leci prosto na podłogę. Paulo Sousa ma bardzo dużą szansę na potłuczenie wszystkiego, co dotychczas zbudował. Jednakże czy na pewno jednak za te niepowodzenia można winić tylko jego?

Portugalczyk po rzuceniu wszystkich sił na zawsze groźną Andorę postanowił przed jednym z najważniejszych meczów w swojej kadencji postawić na dublerów, aby zobaczyć jak nasze Orły poradą sobie bez liderów. Poradziliśmy sobie tak, że słowa Kamila Glika po meczu z Anglią mówiące o tym, że „już chyba nigdy nie przegramy na Narodowym” zestarzały się gorzej od teorii głoszącej, że słońce kreci się wokół ziemi.

Sousa z gorączką selekcjonerską?

Sousa oczywiście strasznie się pogubił, nie wystawiając, chociażby Zielińskiego czy Glika od 1. minuty w meczu z Węgrami. Najgorzej jednak, że na pomeczowej konferencji powiedział, że zrobiłby to samo, jeśli tylko miałby taką możliwość. Potwierdził tym samym, że zaczyna się u niego tzw. gorączka selekcjonerska. Jej główne objawy to wygadywanie głupot, przekonanie o własnej nieomylności i podejmowanie dziwnych decyzji. Końcowym etapem tego schorzenia jest syndrom oblężonej twierdzy. Owa przypadłość dopada selekcjonerów reprezentacji narodowej zazwyczaj w ich schyłkowym okresie pracy. Przerabialiśmy to wcześniej z „niekochanym” Brzęczkiem i zafiksowanym na punkcie elementu zaskoczenia rywala Nawałką. Na gorączkę selekcjonerską niestety nie wynaleziono jeszcze szczepionki. Jedynym sposobem na jej zwalczenie jest środek doraźny w postaci zwolnienia chorego z pracy. Wszystko wskazuje na to, że Sousa właśnie wszedł na ścieżkę choroby.

Zmniejszenie szans awansu na mundial to nie jest jednak wyłącznie jego wina. Robert Lewandowski uznał bowiem, że wyjście na orlik i pokopanie sobie piłki przeciwko zawodnikom z trzeciej czy czwartej ligi hiszpańskiej oraz odpoczynek  w kluczowym dla rozstawienia meczu z Węgrami będzie optymalnym rozwiązaniem. Napastnik Bayernu potwierdził to potem w najbardziej kuriozalnym tekście pisanym, jaki dane mi było czytać w tym roku.

Oświadczenie powinno nosić nazwę ‘’Sztuka Zaprzeczenia’’. Lewandowski najpierw stwierdza, że:

„Decyzja na końcu zawsze należy do trenera, ale potwierdzam, że była ona, ze mną uzgodniona”

Po czym dodaje:

Nigdy nie odmówiłem gry w reprezentacji i tak długo jak zdrowie na to pozwoli, nigdy tego nie zrobię”.

Nasz kapitan jest przy tym niczym prawdziwy romantyczny bohater targany wewnętrznymi sprzecznościami i zaprzeczający przy okazji samemu sobie.

Bezos ważniejszy niż reprezentacja

Nigdzie w oświadczeniu nie przeczytamy za to, że w dzień meczu Lewandowski kręci dokument dla Amazona, oraz że nie ma go z kadrą w dniu meczowym. Robert przełożył to nad pracę dla Jeffa Bezosa. Miejmy tylko nadzieje, że w nakręconym filmie nie będzie polecał pracy na magazynie za 16 złotych za godzinę z owocowymi czwartkami i możliwością zaparzenia kawy.

Epilogiem tej całej historii był piątkowy mecz Bayernu z Augsburgiem z wypoczętym na ważny bundesligowy bój Lewandowskim. Robert strzela wprawdzie bramkę, ale Bawarczycy przegrywają 2-1, więc koniec końców jego występ dał niewiele, a konkretnie zero punktów w tabeli ligi niemieckiej. Cała sytuacja to pierwsza tak duża rysa na nieskazitelnym wizerunku najlepszego piłkarza świata. Jedyną szansą na jej zmazanie jest awans na mundial, co będzie piekielnie trudne, ale warto przecież wierzyć i marzyć. W końcu Bezos też marzył o locie w kosmos i mu się to udało.

Łukasz Cimoszko