Od niechcianego do kluczowego – jak Piotr Zieliński stał się kierowcą gry Interu

zielu

Gdy Christian Chivu obejmował Inter, kierunek w którym podąży zespół i przyszłość takich piłkarzy jak Piotr Zieliński była wielką niewiadomą. W pewnym momencie wydawało się, że ta przygoda skończy się szybciej niż się zaczęła, gdy po trzech pierwszych spotkaniach tego sezonu Nerazzurri mieli na koncie już dwie porażki, w tym jedną z Juventusem. Kilka miesięcy później Chivu dalej prowadzi Inter, lidera Serie A, a największym wygranym tej współpracy zdecydowanie jest Zieliński.

28 lipca 2025 roku. Rumuński trener przejął zespół z Mediolanu kilka tygodni wcześniej i pojechał z nim na Klubowe Mistrzostwa Świata, które wypadły co najwyżej przeciętnie. 7 punktów w grupie, cudem uratowany mecz z Urawą Red Diamonds Macieja Skorży i powrót do Włoch po porażce w 1/8 finału z brazylijskim Fluminense. Piotr Zieliński nie miał jeszcze okazji pokazać się w akcji nowemu przełożonemu – gdy w Stanach odbywały się KMŚ, on leczył kontuzję. Najbardziej poczytna gazeta we Włoszech, La Gazzetta dello Sport, tego dnia podali szokujące dla polskich kibiców informacje – Zielu może szukać sobie nowego klubu. Chivu miał jasno określić, że w jego taktyce nie ma miejsca dla rozgrywającego. – Nie spisywał się w swoim pierwszym sezonie najlepiej. Miał podnieść poziom za Mchitarjanem, ale praktycznie ani razu mu się to nie udało. Nerazzurri nie zauważą jego braku. Trudno tylko będzie się go pozbyć – ma już 31 lat i pensję 4,5 miliona euro rocznie – narzekali na Polaka włoscy dziennikarze. Do tego do klubu przyszli młodsi pomocnicy i to za duże pieniądze – 20 milionów euro kosztował kupiony z RC Lens Andy Diouf, a niecałe 15 milionów Inter wydał na reprezentanta Chorwacji Petara Sučicia z Dinama Zagrzeb. Nie dawało to wielkich nadziei na regularną grę dla wychowanka Zagłębia Lubin.

I faktycznie, z początku wydawało się, że liczba minut Polaka na murawie w tym sezonie będzie mocno ograniczona. Do końca października ani razu nie wyszedł w pierwszym składzie na mecz Serie A, choć w Lidze Mistrzów grał pierwsze skrzypce. Trudo było jednak oprzeć się wrażeniu, że było to wynikiem słabszej klasy rywali – w końcu Slavia Praga czy Royal Union Saint-Gilloise trochę odstają poziomem od Juventusu czy Romy. Nawet gdy Mchitarjan doznał urazu w meczu z Napoli i zastępując go Zieliński zagrał godzinę, na następny mecz z Fiorentiną usiadł na ławce kosztem Sučicia. Pojawiły się kolejne doniesienia o potencjalnym transferze wychodzącym. Corriere dello Sport pisało po październikowej przerwie na kadrę, że Inter będzie chciał pozbyć się pomocnika już w styczniu. – Wysokie wynagrodzenie może utrudnić sprzedaż, niewykluczone jednak, że piłkarz zgodzi się na obniżkę pensji, by regularnie występować – przewidywał włoski dziennik. W końcu jednak – jak mawiał klasyk – coś przeskoczyło. Wystarczyło jedynie… Dać Piotrowi Zielińskiemu szansę. Szalony koncept, nie? Pierwszy mecz w podstawowej jedenastce w lidze – gol z Hellasem, który został bramką miesiąca. Pierwszy poważny rywal w Lidze Mistrzów? Trafił do siatki przeciwko Atletico, napędzał ataki, schodził jeszcze przy remisie. Właśnie wtedy Christian Chivu zrozumiał, że warto postawić na byłego piłkarza Napoli.

Efekt? Już teraz Zieliński ma na koncie 1460 minut we wszystkich rozgrywkach, w porównaniu to 1762 w całym poprzednim sezonie. Od kiedy na początku grudnia Polak na stałe wskoczył do podstawowego składu Interu w Serie A, tylko w meczu z Parmą usiadł na ławce i to po to, by odpocząć. Z 8 ostatnich meczów Inter wygrał 7 i raz zremisował – reprezentant Polski w 7 z nich grał od pierwszej minuty. Mapa poruszania się piłkarza wskazuje na to, że rumuński trener wykorzystuje Piotra Zielińskiego jako lewego mezzalę, który często podłącza się do ataków, ale ma dużo zadań defensywnych, co łączy wymagania taktyczne Chivu z naturalnymi atutami Polaka. To sprawia, że Zielu nie ma wybitnych statystyk ofensywnych, ale jako że gra „na kierownicy”, to widać to choćby w liczbie celnych podań na 90 minut – ze średnią 54.8 jest w top 10 pomocników w Serie A pod tym względem, z imponującą precyzją 91,1%. To właśnie on ma zająć się rozprowadzeniem piłki do ustawionego wyżej Nicolo Barelli, lidera pod względem wykreowanych sytuacji w Serie A, czy idącego często na obieg po lewej stronie Federico Dimarco, trzeciego we wspomnianej klasyfikacji. Zieliński w nowym Interze wpisał się w rolę „kreatora kreatorów”, który swoimi zagraniami ma nadawać atakom odpowiednie tempo i często przygotowywać to przedostatnie podanie. Tak zrobił choćby w ostatnim ligowym spotkaniu z Udinese, gdzie fenomenalnie znalazł lukę w defensywie rywala i dograł do Esposito nie tak, by ten strzelił, ale tak, by asystował – w tym tkwi wielka siła Polaka na boisku, w czym odnajduje się świetnie, a chwalą go nawet jego dawni krytycy. La Gazetta tydzień temu umieściła go na okładce jako kluczową postać w walce z Napoli o scudetto, a Corriere dello Sport nie nadążało z pochwałami. – Zieliński znów ma w sobie iskrę, a dzięki Chivu jego uśmiech powrócił. Wie, kiedy się cofnąć dla dobra drużyny, ale ma też cenne umiejętności do ataku wolnej przestrzeni, dzięki czemu potrafi grać zarówno jako pomocnik, jak i rozgrywający. Prawdziwą innowacją w jego grze jest jego rosnąca sprawność bez piłki – podkreślił włoski dziennik.

Wczoraj polski pomocnik nie zagrał dobrego spotkania. Przez pierwsze 45 minut nie był zbytnio widoczny, w drugiej połowie zaczął wchodzić na swój poziom i napędzać ataki goniącego wynik Interu, a po jego zejściu wszystko ostatecznie się posypało. Ta porażka utrudniła Nerazzurrim walkę o czołową ósemkę fazy ligowej Ligi Mistrzów, ale mecz z Borussią za tydzień może wszystko zmienić. W Serie A Inter nadal ma 3 punkty przewagi nad Milanem, wprawdzie nie gra już ani w Coppa Italia, ani w superpucharze, ale nadal ma szansę na zdobycie chociaż jednego trofeum. W poprzednim sezonie przecież przegrał wszystko co się dało – finały LM i Supercoppa, półfinał pucharu i finisz ligi. No, ale teraz drużyna ze Stadio Giuseppe Meazza ma coś, czego nie miała wtedy. Chłopaka z Ząbkowic Śląskich w środku pola w wysokiej formie, który może poprowadzić swój zespół do najwyższych laurów.

Patryk Chyła/fot. inter.it