Oczywiste decyzje w nieoczywistych czasach [FELIETON]

Share on facebook
Share on twitter
05.10.2014 LONDYN
PILKA NOZNA LIGA ANGIELSKA SEZON 2014/2015 SOCCER Barclays Premier League MECZ Chelsea Londyn - Arsenal Londyn
N/Z Owner of Chelsea Roman Abramowicz and his son Arkadiy 
FOTO Catherine Ivill / AMA / PRESSFOCUS

POLAND ONLY!!

Roman Abramowicz poinformował w swoim oświadczeniu o wystawieniu Chelsea na sprzedaż. Różne media donoszą o tym, że (były) właściciel The Blues oczekuje kwoty od dwóch do czterech miliardów euro. Jednak teraz zdaje się to mieć najmniejsze znaczenie. Najistotniejsze mają z kolei okoliczności, które dotyczą wielu innych wydarzeń.

Dla Abramowicza z pewnością nie była to łatwa decyzja, choć został postawiony w sytuacji bez wyjścia. Jak podkreślił w swoim oświadczeniu — Chelsea nie była jego źródłem zarobku, a jedynie ‘’zabawką’’, wynikiem pasji do futbolu, sympatii do klubu. Na koniec zlecił założenie fundacji charytatywnej, do której przekazany zostanie dochód netto ze sprzedaży klubu, zaś zgromadzone środki mają być przekazane ofiarom wojny na Ukrainie. Otóż…

…24 lutego 2022 roku to data, którą z pewnością zapamiętamy do końca swojego życia. Nasze mgliste wspomnienia z tego dnia za kilka, kilkanaście lat najprawdopodobniej już takie nie będą. Prędzej za to — bardziej wyostrzone, dopominające się wręcz o przypomnienie, co wówczas robiliśmy, gdzie byliśmy. Mam 20 lat i jednym z wydarzeń dobijających się do mojej głowy najmocniej jest, pomijając te ze sfery prywatnej, 10 kwietnia 2010 roku. Nawet dzisiaj potrafię sobie przypomnieć kilka detali z tamtego dnia i pewnie nie tylko ja. Czasami do tego wracam bez żadnej kontroli.

Świadomość tego, że budzisz się tego danego ranka w zupełnie innej rzeczywistości, niż wczoraj naprawdę mocno może zaistnieć w pamięć. Zeszły czwartek prawdopodobnie również będzie takim dniem. Nie obudziliśmy się w zupełnie innym świecie, gdzie jakakolwiek hierarchia wartości obróciła się o 180 stopni. Jednak dla większości z nas nie stanowiłoby problemu oddzielenie kreską dnia poprzedzającego. Chyba wiecie, o co mi chodzi.

W ostatnich latach często powtarzane, jak mantrę było to, że należy oddzielić sport od polityki. Do jakkolwiek błahych na tle dzisiejszych wydarzeń ówcześni zwolennicy tego stwierdzenia się odwoływali, dziś możemy powiedzieć jedno. Sportu od polityki oddzielić się nie da. Nie tylko z powodu powiązań i przenikania się nawzajem obu światów. Głównie dlatego, że istnieje pewna granica przyzwoitości. Pewne normy, które należy zachować z tego właśnie powodu. Cały sportowy świat po zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę wyklucza Rosję, rosyjskie kluby, rosyjskich zawodników z wszelakich zawodów. Działanie dosyć oczywiste, niestety jak się okazuje — nie dla wszystkich.

Nie tylko w piłce, choć w głównej mierze, bo to w końcu najpopularniejszy sport na świecie. Pierwsza propozycja FIFA wybrzmiewała następująco: mecze drużyn rosyjskich i ukraińskich będą rozgrywane na neutralnym terenie. Rosyjska reprezentacja występować będzie pod szyldem „Rosyjskiej Unii Piłkarskiej”, a przed meczem nie będzie odgrywany ich hymn. A samo spotkanie oczywiście na neutralnym terenie. Kompromitacja. Na tle równolegle podjętej decyzji o zawieszeniu reprezentacji Kenii i Zimbabwe — skandal. Dopiero jasne deklaracje, naciski ze strony federacji, głównie tych biorących udział w barażach zmusiły FIFĘ do ostrzejszej reakcji.

Należy tutaj wspomnieć o postawie reprezentanta Polski, Roberta Lewandowskiego, który zajął jasne stanowisko w tej kwestii i pokazał, dlaczego to właśnie on jest kapitanem kadry. Na dzisiaj wiemy, że Polsce najprawdopodobniej zostanie przyznany walkower. Rosyjskie kadry narodowe i kluby są zawieszone w rozgrywkach międzynarodowych do odwołania. UEFA zakończyła również współpracę z Gazpromem.

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, to mieliśmy do czynienia z pojedynczymi przypadkami sprzeciwu rosyjskich sportowców w mediach społecznościowych. Jest to na tyle ważne, że są oni dla wielu osób autorytetem, mają ogromną rzeszę fanów, dlatego też ich słowa mogą znaczyć naprawdę wiele.

Fedor Smolov wrzucił na Instagrama wymowne czarne tło z podpisem „Nie dla wojny”. Była to jedna z nielicznych reakcji rosyjskich piłkarzy. Albo inaczej — jedna z nielicznych mimo wszystko słusznych reakcji. Zupełnie odmienne zdanie na ten temat ma Artiom Dziuba, który odniósł się do aktualnej sytuacji kilka dni później, a więc już po wprowadzeniu pierwszych sankcji, co warto wziąć pod uwagę biorąc pod uwagę kontekst wypowiedzi. Dziuba zaznaczył, że wojna jest straszna, ale o wiele więcej uwagi poświęcił w swoim komentarzu rzekomej nienawiści do Rosjan i jego narodu. Przyznał, że nie wstydzi się bycia Rosjaninem, że jest dumny ze swojego pochodzenia, a wszelkie negatywne komentarze nakręcają tylko spiralę nienawiści.

Trudno brać te słowa na poważnie, nawet jeśli Artiom ma częściowo rację. Ludzie w Rosji nie mają większego wpływu na to, co się dzieje, a różne formy sprzeciwu spotykają się z natychmiastową reakcją służb. Ostateczny wydźwięk jego wypowiedzi jest jednak jasny i wpisujący się w typową rosyjską narrację. Nigdy nikogo nie atakujemy, jedynie się bronimy, a i tak wszyscy na koniec czepiają się nas. No bo przecież nic złego nie robimy, prawda? Łamanie praw człowieka, wszelkich konwencji, traktatów — przecież to nie ma znaczenia.

Ponoć kłamstwa mogą być co najwyżej żenujące. Najgorsza jest natomiast prawda. Dzisiaj widać jak na dłoni, że pokazanie swojej prawdziwej twarzy niektórym faktycznie nie jest na rękę.

Nigdy więcej wojny.

Szymon Trzciński