W kontekście futbolu pojęcie rewolucji można tłumaczyć na kilka sposobów. Dobiegający końca rok w Widzewie Łódź doskonale wpisuje się w zakres zastosowania tego terminu. Po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego postawiono wyraźną granicę – rozpoczęła się odbudowa Wielkiego Widzewa. W letnim okienku pion sportowy wydał na wzmocnienia rekordową kwotę, runda jesienna okazała się jednak wielkim zawodem. RTS prowadzony przez trzeciego w tym sezonie trenera wisi nad strefą spadkową. Znużeni kibice pokładają nadzieję w kolejnym okienku, klub przeprowadził już pierwsze transfery, a na celowniku są kolejne trzy. Jak ma wyglądać zima w Łodzi, dlaczego projekt jest historycznie unikalny?
Początek wielkiego projektu wiązał się z koniecznością przetrwania rundy wiosennej i utrzymaniem dzięki kiepskiej postawie ekip z dołu stawki. Robert Dobrzycki zastał w klubie Mindaugasa Nikoliciusa i Zeljko Sopicia. W rękach tego duetu pozostawił letnie szaleństwo. W minionym oknie Widzew sprowadził piętnastu nowych zawodników, a w trzech przypadkach płacił za gracza ponad milion euro. Na starcie Litwin współdziałał z Igorem Ceriną, Ruchy i koncepcja zostały jednak tak zweryfikowane, że dziś w klubie nie ma już obu panów.
Dno i metr mułu
Do pełnej tragedii minionej jesieni brakowało wyłącznie bujnych zapowiedzi ze strony działaczy. Tych w tym przypadku (na szczęście) zabrakło, a celem miał być długotrwały rozwój: Mam świadomość, że kibice liczą, iż ta maszyna od razu zadziała, a na wyniki nie trzeba będzie długo czekać. Te oczekiwania pojawiły się samoistnie – ja nigdy ich nie pompowałem. Przeciwnie – staram się studzić emocje. Działamy zgodnie z planem, ale biorę pod uwagę także mniej optymistyczne scenariusze. Chciałbym, żeby od razu było dobrze, ale uczciwie mówię: początki mogą być trudne. Mam jednak nadzieję, że będzie lepiej niż gorzej – mówił w lipcu Robert Dobrzycki.
Widzew zakończył bieżący rok jako najgorsza ekipa spośród tych, które nie rywalizowały na drugim poziomie rozgrywkowym. Wisła Płock, która gra w elicie od lipca (18 meczów), zdobyła w 2025 roku ledwie pięć punktów mniej niż RTS (35 meczów). Mimo rozgoryczenia katastrofalnymi wynikami, kilku zawodników sprowadzonych latem zasługuje na wyróżnienie.
Widoczne pozytywy
W poczynaniach Nikoliciusa widać ściśle określony zamysł – do Widzewa trafiali zawodnicy z potencjałem, którzy byli niejako obietnicą świetlanej przyszłości. Na wysokie noty zasługuje bezgotówkowe pozyskanie Sebastiana Bergiera. Były snajper GieKSy był odkryciem minionej kampanii Ekstraklasy. Jesienią dał RTS-owi 9 ligowych trafień. Warto zaznaczyć, że 25-letni snajper przez czerwoną kartkę w meczu z Pogonią Szczecin musiał pogodzić się z blisko miesięczną karencją.
Obiecująco wyglądają także Angel Baena, Ricardo Visus czy Stelios Andreou. Cała trójka regularnie występuje w wyjściowej jedenastce, dostarczając pożądanej i stabilnej jakości. Większość zawodników sprowadzonych w minionym oknie należy jednak rozpatrywać indywidualnie.
Dion Gallapeni jest graczem o określonej charakterystyce To boczny obrońca o ofensywnym usposobieniu. Mimo że w pojedynkach defensywnych młodziutki Kosowianin ma gigantyczne problemy, w przyszłości może stać się istotną postacią drużyny z Serca Łodzi.
Mariusz Fornalczyk jest piłkarzem, który posiada być może największe pokłady energii w lidze. Sęk w tym, że nie jest to wyznacznik skuteczności w futbolu. Poza wigorem i nieprawdopodobną umiejętnością przyśpieszania, były gracz Korony jest także niekwestionowanym liderem w kwestii… boiskowego pecha. „Fornal” przebija ligową średnią na swojej pozycji tylko statystyczną liczbą strzałów i dryblingów na spotkanie. W końcówce rundy upodobał sobie trafienia w poprzeczkę.. W starciu w Koroną otarł się o cztery bramki – ostatecznie skończył jesień bez gola, dołożył ledwie jedną asystę. W lekkiej atletyce byłby mistrzem, natomiast pod kątem piłkarskim, z perspektywy półrocza, ciężko obronić ten ruch.
Andi Zeqiri był przez wielu obserwatorów kojarzony z tym, że w momencie dokonywania rekordowego transferu po napastnika z wielkim CV został wysłany prywatny odrzutowiec. Do głośnego tematu odnosili się nawet prezesi innych klubów. W taki sposób potencjalne zagrożenie diagnozował Ziemowit Deptuła: „[…] To nie kwestia, że jeden gość będzie ci wygrywał mecze. Ściągnięcie jednego piłkarza za duże pieniądze może wręcz rozwalić szatnię. A jeśli wyślesz po niego prywatny samolot, możesz ją jeszcze bardziej rozwalić.” – mówił Prezes Jagiellonii Białystok.
Zeqiri nie rozbił szatni, choć na boiskowe zaistnienie potrzebował kilku miesięcy. W ostatnich występach strzelił bardzo ważne bramki, a jedna z nich dała Widzewowi awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Oczekiwań kibiców rzecz jasna nie spełnił, dał jednak spory promyk nadziei na rundę wiosenną. Przede wszystkim od Szwajcara bije pozytywna energia i skłonność do konsolidowania grupy, a radość graczy Jovicevica po golu w Szczecinie ukazała, jak wielka „aura” okala najlepiej zarabiającego piłkarza w Ekstraklasie.
Masa bezzębnych
Pozostały jeszcze trzy podgrupy piłkarzy: enigmatyczni, rozczarowujący i ci najbardziej specyficzni – bramkarze.
W pierwszej bez zwątpienia znajdzie się Lindon Selahi. Pomocnik u zarania sezonu zyskał uznanie Zejlko Sopicia. Wniósł wysoką jakość kontaktu z piłką, piłkarsko był najlepszą szóstką w zespole. Grał jednak mocno w kratkę. Kadencję Jovicevica rozpoczął genialnym golem na wagę zwycięstwa z Radomiakiem, tydzień później odbił się jednak od wyjazdowej rywalizacji z Motorem (0:3). Wystąpił w Pucharze z Zagłębiem i ligowym meczu z Piastem, lecz poza tym stracił 4 mecze ze względu na uraz. Selahi pozostaje pewną obietnicą jakości, a kibice na ten moment spoglądają na niego z umiarkowanym optymizmem.
Drugim graczem, do którego pasuje przymiotnik „enigmatyczny” jest Tonio Teklic. Chorwat trafił do Widzewa z Trabzonsporu.. Był to transfer na modłę Zeljko Sopicia. Na występ w dłuższym wymiarze kibice RTS-u musieli poczekać jednak do kadencji Patryka Czubaka. Wówczas 26-latek dał próbkę swoich umiejętności w wyjazdowym starciu z Bruk-Betem w ramach Pucharu Polski. Zyskał uznanie wielu sympatyków, walczył w defensywie, zaskoczył ciekawym wykonaniem rzutów rożnych. Później zagrał 33 minuty z Rakowem Częstochowa i… przepadł. Od przyjścia Jovicevica pomocnik rozegrał łącznie zaledwie 40 minut.
W gronie graczy rozczarowujących bez zwątpienia umieścić można Pape Meissa Ba. Snajper zagrał od początku w debiucie z Arką Gdynia, jego występ zakończył się jednak po 45 minutach. Od tego momentu stał się piłkarzem-widmo, zanotował trzy wejścia z ławki, nie wnosząc na plac gry niemal niczego. Jak dotąd to jeden z największych niewypałów w Ekstraklasie.
W trakcie rundy jesiennej największy regres zaliczył inny ofensywny piłkarz – Samuel Akere. Nigeryjczyk był bohaterem obiecującego transferu z Botewu Płowdiw. Stał się bohaterem okresu przygotowawczego, prezentując się genialnie w spotkaniu sparingowym z Jagiellonią Białystok (7:1). Postawa Akere jest jednak synonimem zjazdu, jaki zaliczył w tym okresie cały zespół. Wprawdzie zaczął sezon jako podstawowy skrzydłowy, wygrywał wiele pojedynków, dołożył nawet szczęśliwą bramkę w meczu z Arką. Z czasem jednak stał się rezerwowym, a ostatnio nawet nie podnosił się z ławki.
Przemiał między słupkami
Zatrudnienie Igora Jovicevica zaowocowało humorystycznym remisem w pojedynku między liczbą trenerów a bramkarzy w tym sezonie w barwach RTS-u. Rozgrywki zaczynał Gikiewicz, który w okolicznościach olbrzymiego poruszenia decyzją klubu został wyłączony z kadry meczowej, by następnie odejść do Zagłębia Lubin. W okresie przygotowawczym wygrał rywalizację z Maciejem Kikolskim, który zastąpił go po kilku seriach gier. Były bramkarz Radomiaka radzi sobie zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów Ekstraklasy, sęk w tym, że nie były one wygórowane. W moim przekonaniu nie jest to bramkarz na miarę założeń odbudowy wielkiego RTS-u.
We wrześniu klub uznał, że w pilnym trybie należy sprowadzić docelowego zastępcę dla Gikiewicza. Sięgnięto po piłkarza powoływanego do reprezentacji Serbii – Veljko Ilicia. W drugim występie bramkarz sprezentował Górnikowi Zabrze trzy punkty, czym niebywale stracił w oczach kibiców RTS-u.
Od przyjścia Jovicevica Kikolski wygrywa rywalizację z o rok starszym Iliciem w stosunku 5:4. Żaden bramkarz nie dał w tym sezonie pożądanej pewności, ciężko także stwierdzić, kto prezentował się lepiej. Nie jest to jednak największy problem klubu. Młodzi bramkarze z pewnością wykazują potencjał. Wielu wskazuje, że grając za defensywą Widzewa, mało kto osiągałby satysfakcjonujące wyniki.
Zbiór indywiduów
Bezsprzecznie największym sportowym problemem Widzewa jesienią był brak kolektywu. Szczególnie widoczne było to u zarania, jak i u schyłku rundy jesiennej. Wielokrotnie był to zbiór jedenastu (czasami dziesięciu) postaci, które gdyby nie przywdziewały strojów jednego koloru, być może sprawiłyby problem pod kątem identyfikowania ich jako jeden zespół. Jako indywidualności niektórzy wyglądali bardzo solidnie, a na lidera ekipy wyrósł zwłaszcza Juljan Shehu. Albańczyk regularnie trafiał do najlepszych jedenastek rundy.
Trener Jovicevic ewidentnie postawił na aspekty mentalne, gdyż w patetycznych słowach wielokrotnie mówił o wszechobecnym profesjonalizmie. Jego RTS zagrał już dziewięć spotkań i aż cztery spośród nich zakończyły się porażkami. Byli i tacy, którzy chcieli zwalniać go po dramatycznym w odbiorze spotkaniu z Koroną. Dokonał jednak czegoś bardzo istotnego – wprowadził Widzew do ćwierćfinału Pucharu Polski. Rozgrywki „Tysiąca Drużyn” są najkrótszą drogą do europejskich pucharów Dzięki pokonaniu na wyjeździe Pogoni, klub z Serca Łodzi zdecydowanie poprawił nastroje wśród kibiców.
Zimowa ofensywa
Poza boiskowym marazmem wyraźny kłopot pojawił się w gabinetach – decyzyjność momentami zakrawała na komedię. Nowy pion sportowy, z Dariuszem Adamczukiem na czele, wydaje się jednak mieć określone założenia, które od początku okienka są realizowane. Nie jest to wysoce prospektywna wizja. Dzięki zimowym wzmocnieniom Widzew ma być silny „tu i teraz”. To jednolita narracja prowadzona przez Roberta Dobrzyckiego i członków pionu sportowego: Ja nie myślę o potencjale sprzedażowym zawodników, tylko o wyniku sportowym. Być może za bardzo w tym okienku poszliśmy w stronę potencjału, młodości, a za mało w kontekście jakości. Nie wszystkie kluby mają taką strategię jak Widzew – mówił w programie Canal+ większościowy właściciel klubu.
Poza tym Dariusz Adamczuk jasno podkreślał, że Igor Jovicevic ma dostać pełen arsenał zawodników jeszcze przed rozpoczęciem zimowego obozu.
Za brak wpisania się w wiodącą koncepcję posadą zapłacił dyrektor sportowy. Trzeba jednak przyznać, że wielu zawodników wykazuje gigantyczny potencjał. Widzew kadrowo jeszcze przed zimowymi transferami wygląda na czołową ekipę w lidze. Wzmocnień „na wczoraj” wymagały trzy pozycje z szeroko rozumianego departamentu defensywnego: środkowy i lewy obrońca oraz defensywny pomocnik.
Dwie spośród trzech wymienionych „”dziur” zostały załatane na grubo ponad miesiąc przed otwarciem okienka transferowego.
Błyskawiczne działanie
Pozyskanie Chenga pachnie nieco letnim okienkiem. To bez wątpienia zawodnik z potencjałem, lecz jak dotąd nie miał okazji sprawdzić się poza Norwegią. 24-latek z korzeniami w Hong Kongu w minionej kampanii Eliterserien opanował niemal całą lewą flankę boiska. To bardzo szybki zawodnik, posiadający tendencję do zdobywania przestrzeni prowadzeniem piłki. Przypomina Gallapeniego, jest jednak graczem z wyższej półki. Posiada mocne uderzenie, które pozwoliło mu w sezonie ligi norweskiej uzbierać 5 trafień, a do tego dorobku dołożył jeszcze 5 asyst. Czasami zagrywa jednak „nie w tempo” lub niecelnie. Problemem mogą być także warunki fizyczne, Norweg potrafi jednak nadrobić deficyty sprytem i gibkością – powinien pasować do ofensywnie grającej ekipy.
Drugi transfer wzorowo wpasuje się w to, o czym niedawno mówił właściciel klubu. Lerager emanuje jakością i doświadczeniem. Śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że zawodnik z Ligi Mistrzów wchodzi do Ekstraklasy. Duńczyk rozegrał ponad 200 spotkań w barwach FC Kopenhagi, wcześniej występował w pierwszej lidze włoskiej i francuskiej. Wielu krytykuje klub za brak patrzenia w przyszłość. 32-latek nie ma być jednak obietnicą na dekadę, a na kilka najbliższych sezonów. Ponadto w ojczyźnie skończył mu się kontrakt, koszty obejmą zatem głównie piłkarza i agenta.
Na pozycji „numer sześć” faktycznym liderem był Szymon Czyż, który w tym sezonie ligowym zagrał w osiemnastu meczach. Wielu kibiców ma do byłego gracza Górnika niebywały szacunek, gdyż od momentu niedawnego transferu wykazuje się w swojej grze solidnością oraz jakością. Ta druga może być jednak nieco wątpliwa w kontekście wyższych oczekiwań. Jest także Lindon Selahi, który w rywalizacji z Leragerem może wskoczyć na swój najwyższy poziom. Mimo sporej krytyki, transfer w momencie jego dokonania należy ocenić całkiem pozytywnie. Konfrontacja takich ruchów pod kątem potencjału sprzedażowego jest zupełnie pozbawiona sensu, o czym przekonywał właściciel.
Bomba wątpliwej przydatności
Najwięcej dyskusji, co naturalne, wzbudziło pozyskanie Osmana Bukariego. Widzew ma tym transferem pobić ligowy rekord, wykładając za 27-latka 5 milionów euro. Ostatnie półtorarocze skrzydłowy spędził w Austin FC, gdzie cieszył się mianem „designated player”. Jest to wąskie grono zawodników poza limitami budżetowymi. Ghańczyk na tle reszty takich piłkarzy zdecydowanie się nie wyróżniał. Strzelił w całym sezonie 2025 zaledwie 3 bramki. Wcześniej nieźle radził sobie w Crvenej Zvezdzie, grał także w Nantes czy Gent. Specjaliści od MLS charakteryzują go jako „jeźdźca bez samokontroli”. Skrzydłowy ma być zależny od tego, ile przestrzeni na boisku otrzyma.
Brzmi znajomo? Na papierze wygląda podobnie do Samuela Akere czy Mariusza Fornalczyka, których wejście do ligi nie należało do najbardziej udanych, o czym wyżej. Za transfer Bukariego w ostatnich dniach spadły tysiące słów krytyki, można odnieść jednak wrażenie, że są one spowodowane doświadczeniami letniego okna. Rekordowe ruchy w większości dotąd zawiodły, a na czoło wysuwają się tu zwłaszcza napastnicy: Yannick Agnero, Mileta Rajovic czy Andi Zeqiri. Gdyby Bukari trafiał do Łodzi latem, euforia byłaby zdecydowanie większa.
Bezgraniczne zakupy
Wydatek na poziomie pięciu milionów euro pokazuje, że zasoby Roberta Dobrzyckiego są znacznie bardziej pokaźne, niż wielu obserwatorów mogło zakładać. To jednak nie koniec. Widzew zgłosił zapotrzebowanie na stopera. Na platformie TransferRoom oferuje za środkowego obrońcę 2 miliony euro. Byłby to rekordowy transfer gracza na tę pozycję.
Mało tego, portal widzewtomy.pl poinformował, że w gronie zainteresowań klubu ma być Bartłomiej Drągowski. Polski bramkarz nie może liczyć na regularne występy w barwach greckiego Panathinakosu. Jego rywalem o miejsce w składzie „Koniczyn” jest Alban Lafont. Zdaniem Mateusza Janiaka z Przeglądu Sportowego, klub z Serca Łodzi rozgląda za zagranicznym prawym obrońcą wykazującym się odpowiednią jakością.
Olbrzymie, niewyobrażalne pieniądze pompowane do polskiej piłki mają bardzo wiele pozytywów. Robert Dobrzycki wydaje się osobą z podejściem, które w historii naszego futbolu dotąd nie figurowało. Wbrew pozorom daleko mu do Józefa Wojciechowskiego. Dobrzycki patrzy na poczynania osób w klubie z pewnego dystansu. Przeznacza gigantyczny kapitał na to, by pion sportowy kreował Widzew na modłę wielkości i wyniku sportowego osiągniętego w stosunkowo krótkim terminie.
Z drugiej strony wiąże się to z niespotykanym dotąd w polskim futbolu obciążeniem emocjonalnym. Zawodnik, który trafia do Widzewa otrzymuje wymarzone warunki. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że niedługo może zostać ich pozbawiony. „Pracownik Widzewa” musi spełniać określone wymogi, które prowadzą do sukcesu. W przeciwnym wypadku, jak stwierdził Robert Dobrzycki: „Tak samo budowałem swój biznes. Jeśli widziałem, że coś nie funkcjonuje, to nie ciągnąłem tego latami. Jestem zorientowany na działanie, ale wszystkie ruchy podejmuję dla wizji długoterminowej. Tak warto na to spojrzeć. Czasem szkoda tracić czasu” – mówił dla Agory.
Przypomina to (być może przerysowując) pewien poligon, na którym pozostaną wyłącznie najwytrwalsi w dążeniu do realizacji celu właściciela. Robert Dobrzycki zakłada pojawienie się trudności, błędów. Rzec można, że jesień była nimi wypełniona po brzegi. Najlepszym zobrazowaniem zjawiska jest być może zuchwałe stwierdzenie, że jeśli przykładowo ruch Bukariego nie wypali… właściciel może sprowadzić kolejnego gracza za ogromne pieniądze. Trudno doszukać się podobnego przypadku w historii naszego futbolu. Powstaje zatem coś niesamowitego, a obserwowanie losów nowego Widzewa z pewnością przyprawi nawet postronnych widzów o masę dreszczy…
Hugo Braun