fbpx

Normalna nazwa klubu? A komu to potrzebne?! #2

Share on facebook
Share on twitter
2020-03-28_15h48_07

Na całym świecie istnieją setki tysięcy klubów piłkarskich. Każdy z nich ma swoją nazwę – oryginalną, symboliczną, pomysłową. Niektóre z nich są wręcz niewiarygodne. Mamy dla was drugą część cyklu o klubach z nietypowymi nazwami. Pierwszą możecie sobie przeczytać tutaj.

Accra Hearts of Oak SC (Ghana)

Zaczynamy od Ghany, tak jak w części pierwszej. Tym razem na naszej drodze pojawia się zespół ze stolicy, Accra Hearts of Oak SC. Dosłownie tłumaczenie brzmi: Accra Serca Dębu SC. Zespół został założony w 1911 roku, może poszczycić się naprawdę imponującymi liczbami. To klub, który aż 20 razy zdobył mistrzostwo Ghany. Do tego dorzućmy 10 wygranych pucharów kraju i dwa superpuchary. To wszystko czyni Serca Dębu najbardziej utytułowaną ekipą w Ghanie. Warto zajrzeć też na arenę międzynarodową. W 2000 roku wygrali Afrykańską Ligę Mistrzów, rok potem zdobyli Superpuchar Afryki, natomiast w 2004 zwyciężyli w Afrykańskim Pucharze Konfederacji (odpowiednik naszej Ligi Europy). Mamy do czynienia z naprawdę mocną ekipą z Czarnego Lądu. Obecnie piłkarze określani mianem “Fobii” zajmują 9. miejsce w lidze, co warte uwagi nie przegrali meczu od 26 stycznia 2020 roku.

Dość przykrym faktem związanym z ekipą Serca Dębu jest wydarzenie z 2001 roku. 9 maja podczas spotkania z odwiecznym rywalem piłkarzy z Ohene Djan Sports Stadium, drużyną Asante Kotoko doszło do prawdziwej tragedii. Fani Kotoko niezadowoleni z rezultatu (przegrywali 1-2), zaczęli wyrywać krzesełka i ciskać nimi na murawę. Policja, by opanować sytuację użyła gazu łzawiącego. Niestety, bramy na stadionie były zamknięte i ludzie uciekając, taranowali się nawzajem. Zginęło 126 osób. Jest to największa tragedia stadionów w historii afrykańskiej piłki.

Powstał nawet film dokumentalny opowiadający historię tej tragedii. Jego trailer możecie zobaczyć tutaj:

SV Robinhood (Surinam)

Kolejny klub znajduje się ponad sześć tysięcy kilometrów od Ghany. Surinam to niewielkie państwo w Ameryce Południowej. W stolicy kraju, Paramaribo znajdziemy klub pod nazwą S.V. Robinhood. Założony 6. lutego 1945 roku. Pierwotnie, miał być szansą na rozwój i aktywność fizyczną dla biednych chłopców i mężczyzn. Pochodzenie nazwy nie jest znane. Wróćmy jednak do czasów współczesnych. Ekipa z SVB Topklasse aż 26 razy zdobyła mistrzostwo Surinamu co jest krajowym rekordem. Pięciokrotnie startowała w Amerykańskiej Lidze Mistrzów. Aktualnie, w tabeli ligowej drużyna z Dr. Ir. Franklin Essed Stadion prowadzi z jednym punktem przewagi nad drugim Interem Moengotapoe.

Drużyna SV Robinhood w 1946 roku

Zabawną ciekawostką, jest to, że istnieje inny klub o praktycznie identycznej nazwie. Robin Hood F.C. to zespół z Bermudów, który powstał ponad 30 lat po utworzeniu bliźniaka z Surinamu. Oba kluby często są ze sobą mylone lub uznawane za ten sam twór dlatego na stronach wikipedii obu klubów na samej górze widzimy informację aby nie mylić FC z SV i odwrotnie.

Deportivo Moron (Argentyna)

Zostajemy w Ameryce Południowej. Czas na Deportivo Moron, klub z Argentyny. Na pierwszy rzut oka – pozwolimy sobie zacytować klasyka – klub jak każdy inny. Jednak ktoś, kto dobrze zna język angielski lub hiszpański, od razu zauważy swoistą wyjątkowość nazwy. Moron zarówno po hiszpańsku jak i po angielsku oznacza idiotę lub kretyna. Przyznajcie, Deportivo Kretyn brzmi zabawnie. Koguty nie są już tak utytułowane jak ich poprzednicy z Ghany czy Surinamu. Mogą się poszczycić jedynie wygranymi na niskich stopniach rozgrywkowych w Argentynie, obecnie plasują się na czwartym miejscu w drugiej lidze (Primera Nacional). Dzielnie walczą o awans do Superligi, aby mierzyć się z gigantami argentyńskiego futbolu jak River czy Boca.

Spytacie zapewne skąd wziął się przydomek “Koguty”? Już tłumaczymy. W herbie klubu widnieje to zwierzę. No dobrze, ale jak on się tam znalazł? Cała geneza logo klubu zaczyna się w Hiszpanii, a dokładniej w miasteczku Moron, w prowincji Sewilla. Podczas czasów kolonialnych panował tam pewien urzędnik, który w stosunku do mieszkańców był dość niemiły i obelżywy. Zyskał wtedy przydomek “Koguta z Moron”

Podejmujecie wyzwanie pogrania nimi w Football Managera?

Insurance Management Bears (Bahamy)

Czas ruszyć do Ameryki Środkowej, a dokładniej na Bahamy. Nie będziemy tam wypoczywać, patrząc na Atlantyk. Przyjrzymy się kolejnemu ciekawemu zespołowi. Tym razem mamy do czynienia z Niedźwiedziami, które zarządzają ubezpieczeniami. Czekaj, co?! Tak, Insurance Management Bears FC to oficjalna nazwa klubu.

Zacznijmy od powstania ekipy. W 1996 roku, niejaki Anton Sealey został wybrany na prezesa tamtejszego Związku Piłki Nożnej, po tym dostał datek od firmy, z którą współpracował (Insurance Management Ltd.)  i zaczął trenować grupkę młodych chłopców uczęszczających do Queen’s College. W tym samym czasie jego brat Lionel z kilkoma znajomymi rozpoczął identyczny projekt. Anton i spółka doszli do wniosku, że najlepszym pomysłem będzie połączenie obu szkółek. Tak zrodziło się Insurance Management Bears FC, choć z początku nazywało się Insurance Management Youth FC. W herbie klubu znajdują się trzy niedźwiedzie głowy.

Współczesne osiągnięcia to m.in. sześć zdobytych mistrzostw czy również sześciokrotnie wygrany FA Cup. Obecnie BFA Senior League jest zawieszona z powodu koronawirusa. W poprzednim sezonie “Malkontenci” zajęli trzecie miejsce w lidze.

Niedźwiedzie bardzo inwestują w szkolenie młodzieży. Mają swoje drużyny od U-7 do U-19. Co ciekawe ekipy od U-7 do U-11 są koedukacyjne.

Fot. https://imbearsfc.com/

Club Destroyers (Boliwia)

Wracamy do Ameryki Południowej, a dokładniej do Boliwii, w której aż roi się od niecodziennych i nietuzinkowych nazw klubów piłkarskich. Jeden z wielu bierzemy na tapetę, a naszym wybrankiem jest Club Destroyers z siedzibą w Santa Cruz. Klubowi niszczyciele powstali w 1948 roku, grają obecnie na drugim poziomie rozgrywkowym w Boliwii. W poprzednim sezonie zajęli ostatnie miejsce w tamtejszej ekstraklasie, co rzecz jasna skutkowało relegacją. Również w przeszłości Stara Maszyna nie odniosła znaczących sukcesów.

Po jakiekolwiek ciekawostki musimy wrócić się do sezonu 2019. W 26 meczach z udziałem Club Destroyers podyktowano aż 23 czerwone kartki, co daje zawrotną średnią 2 czerwone kartki na mecz! Nieszczelność defensywy Kanarków spowodowała, że aż pięciokrotnie tracili 5 bramek lub więcej w jednym meczu. Stadion, na którym swoje mecze rozgrywają piłkarze Starej Maszyny został wybudowany w 1939 roku! W 1997 roku rozegrano na nim osiem spotkań Copa America. Po boliwijskiej murawie biegali wtedy tacy piłkarze Ronaldo Nazario, Roberto Carlos czy Cafu.

Club The Strongest (Boliwia)

Zostajemy w Boliwii i idziemy o poziom wyżej. Tym razem przyjrzymy się klubowi najsilniejszych – przed wami Club The Strongest, jeden z najlepszych zespołów na boliwijskiej ziemi! Tygrysy są 15-krotnym mistrzem kraju, 18 razy występowali w Copa Libertadores, dwukrotnie przyszło im wystąpić w Copa Sudamericana (nasza Liga Europy). Piłkarze z Estadio Hernando Siles są kojarzeni z wieloma rekordami.

Na uwagę na pewno zasługuje fakt, że Tigre są pierwszym boliwijskim zespołem, który wygrał oficjalny mecz rozgrywany za granicą, miało to miejsce w 1965 roku, kiedy pokonali ekwadorskie Deportivo Quito. Nie możemy też przejść obojętnie obok faktu, że The Strongest jako pierwsi w kraju zdobyli trzy mistrzostwa z rzędu. Ważnym tytułem jest także to, że nigdy nie zagrali w niższej lidze (zespół Oriente Petrolero również może się tym poszczycić). W 1930 roku w rozgrywkach lokalnych La Paz Football Association (LFPA lub AFLP) zakończyli sezon nie tracąc żadnej bramki! Robi wrażenie!

Pisząc o The Strongest trzeba wspomnieć o tragicznym wydarzeniu. W 1969 roku Tigre zostali zaproszeni do wzięcia udziału w meczu pokazowym jako część trwającej przerwy w rozgrywkach. 26 września piłkarze wraz ze sztabem szkoleniowym wracali samolotem do domu. Tego samego dnia ogłoszono, że samolot zniknął. Dzień później znaleziono rozbitą maszynę obok obszaru Viloco. Wszyscy pasażerowie wraz z załogą zginęli. Przyczyną okazał się błąd pilota.

Thailand Tobacco Monopoly F.C. (Tajlandia)

Tajski monopol na tytoń. Takiej nazwy klubu piłkarskiego chyba dawno nie widzieliście. W poprzedniej części był zarówno zespół antynarkotykowy jak i miłośników kawy, dzisiaj przyglądamy się ekipie związanej z papierosami. Palacze papierosów (tak, to ich przydomek) wygrali 15 lat temu tajską Premier League, a pięć lat wcześniej drugą ligę. Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że w swojej historii gracze z Bangkoku grali na sześciu stadionach! Zmieniali go praktycznie co sezon. To jeszcze nie koniec zabawnych faktów. W 2012 roku niejaki Leonardo strzelił dla klubu 10 bramek i został najlepszym strzelcem zespołu. Ten sam Brazylijczyk w latach 03-04 grał w katowickim GKS-ie, zagrał dla Trójkolorowych 7 spotkań i strzelił jedną bramkę.

Niestety, po zajęciu 19. miejsca w drugiej lidze i spadku w 2015 roku, zdecydowano, by rozwiązać klub.

Springs Home Sweepers (RPA)

Czas na… zamiatarki domowe. Brzmi dziwnie, prawda? Jest to kobieca drużyna piłkarska z siedzibą w Republice Południowej Afryki o nazwie Springs Home Sweepers. Nie wiemy skąd taka nazwa, więc strzelamy, że chodzi tu o pewien rodzaj protestu przeciwko stereotypowi mówiącemu, że kobieta powinna tylko zajmować się domem.

Szukając informacji o tej drużynie natkniecie się pewnie na jeden wynik – przegrana 1-9 z JVW FC (przeciwnik nie taki słaby, ma nawet stronę na Wikipedii). Porażka wysoka, lecz niech was to nie zmyli. Ostatnie pięć spotkań pań z RPA to aż cztery wygrane i jeden remis. Łącznie 23 bramki strzelone i tylko 7 straconych. Całkiem niezły wynik! Jeśli, ktoś z was jest zainteresowany pracą w tym zespole to śmiało! W 2016 roku pojawiło się ogłoszenie, które mówi o tym, że klub szuka trenerów. Istnieje aż osiem różnych klasyfikacji wiekowych i płciowych, dlatego brakuje rąk do pracy.

Police F.C. (Trynidad i Tobago)

Policyjna drużyna piłkarska rodem z Trynidadu i Tobago. Jest to możliwe. Nie wiemy dokładnie czy warunkiem przyjęcia do zespołu jest praca policjanta, ale niektórzy zostając stróżem prawa, wstępują tym samym do drużyny z Port-of-Spain. Klub zdobył w swojej historii 3 mistrzostwa, ostatnie 2008 roku. W poprzednim sezonie TT Pro League piłkarze Police FC zajęli czwarte miejsce w tamtejszej ekstraklasie, a najlepszym strzelcem zespołu został Kareem Freitas.

W internecie dostępny jest wywiad sprzed czterech lat z ówczesnym napastnikiem Prawników, Makesim Lewisem. Odpowiedział na szereg pytań o klubie, futbolu, pasji oraz planach na przyszłość. Polecamy!

Huragan Konowały (Polska, województwo podlaskie)

Wracamy do Polski! W województwie podlaskim znajduję się gmina Konowały, a w niej zespół – Huragan Konowały! Jest to amatorska drużyna, lecz nazwa przepiękna. Nie mają może wielkiego stadionu, nie mają drogich zawodników, lecz mają pasję i fanów – wpiszcie na Twitterze hasło “Huragan Konowały” i zobaczycie mnóstwo wpisów, o reprezentowaniu nas na mundialu czy potężnej liczbie kibiców na meczach.

Galakticos Solna (Polska, województwo dolnośląskie)

Po Konowałach czas na piłkarzy z Solnej, którzy określani są mianem Galaktikos. Możecie się śmiać, że sami tak siebie nazwali, ale jednak pozycja w tabeli mówi swoje. W A klasie grupie Wrocław I są najlepszym zespołem. W tabeli na pierwszym miejscu znajduje się Sokół Smolec, lecz bilans bramkowy lepszy ma drużyna z Solnej. Aż 50 strzelonych bramek to naprawdę oznaka galaktycznego futbolu. Piłkarzom Galaktikos życzymy samych sukcesów i rychłego awansu!

Iskra Stolec (Polska, województwo łódzkie)

Stolec – wieś w gminie Złoczew, a w niej klub piłkarski o czarującej nazwie – Iskra Stolec, który może pochwalić się dużą liczbą fanów na Twitterze. Nie z powodu futbolu stała się popularna w naszym kraju. Właśnie aplikacja z niebieskim ptakiem przysporzyła klubowi tyle popularności. Nie pokazujcie może tych wpisów swoim dzieciom, niektóre są dość nieodpowiednie, mówiąc delikatnie. Jednakże dla niektórych naprawdę warto zajrzeć na ich profil. Prawdopodobnie fragment hymnu, trochę skopiowany z hymnu gdyńskiej Arki, brzmi: “Żółte jest słońce, niebieskie niebo, to właśnie barwy Stolca mojego.”. Ktoś tu umie w internety. I w słowa hymnu też.

Niestety, piłkarze ze Stolca (dziwnie to brzmi) nie radzą sobie tak dobrze jak ich poprzednicy z Solnej. W B klasie grupie Sieradz IV zajmują dopiero przedostatnie miejsce, mają na koncie tylko 3 punkty, tyle samo, co ostatni LZS Tubądzin.

Luciążanka Przygłów (Polska, województwo łódzkie)

Wędrujemy do Przygłowa. Tam znajdziemy lokalną Luciążankę, która aktualnie gra na poziomie A klasy, w grupie Piotrków Trybunalski I. Klub powstał w 2003 roku, jego barwy to niebieski i biały. Mamy do czynienia z najgorszą drużyną tabeli – piłkarze LKS-u zajmują ostatnie miejsce z dorobkiem pięciu punktów. To kolejny zespół z serii “Spróbuj nie połamać sobie języka”, wersja oczywiście dla obcokrajowców. Tutaj także deklaruje przynależność do klubu za pośrednictwem Twittera. Ekipy z niższych lig mają zaskakującą łatwość w przyciąganiu do siebie nowych fanów. Wystarczy powiedzieć nazwę klubu i już kibic jest twój.

Warto zaznaczyć, że klub ma nawet swoją sekcję ultras.

Kolejna ciekawostka. Pamiętacie takiego zawodnika jak Sergio Batata? Grał między innymi w ŁKSie Łódź czy Pogoni Szczecin. Batata mimo 41 lat na karku nadal gra w piłkę i reprezentuje barwy właśnie Luciążanki!

Canarinhos Skórzewo (Polska, województwo wielkopolskie)

Nie, nie jesteśmy w Brazylii. Oprócz znanych wam kanarków z Ameryki Południowej, dojdą teraz ci ze Skórzewa. W klasie okręgowej zajmują szóste miejsce. Po zrobieniu głębszego researchu, śmiało możemy stwierdzić, że kluby PKO Ekstraklasy powinny się wybrać do Skórzewa na małą lekcję futbolu młodzieżowego. Mianowicie, klub z województwa wielkopolskiego to prawdziwa kopalnia młodych talentów. Przykładają się bardzo w szkoleniu najmłodszych (trenować można już od 5. roku życia) i rozwijają każdą grupę, którą kierują. Najbardziej znanym zawodowcem, który wyszedł z ramienia Canarinhos jest 18-letni Filip Marchwiński, piłkarz, o którego walczą kluby z najsilniejszych lig europy. Pomocnik zaczął uczęszczać na treningi od 6. roku życia.

Bazy treningowej może pozazdrościć Kanarkom wiele zespołów, tym bardziej z klasy okręgowej, w której rywalizują seniorzy. Wracając jeszcze do tematu szkolenia młodzieży, w Skórzewie kładą duży nacisk na radość z gry, zabawę i przyjemność z kopania futbolówki. Dużo czasu poświęcają na technikę i koordynację, aspekty, które są chyba najważniejsze w rozwoju adepta futbolu. Wreszcie coś, co w Polsce zdaje się być nie do pomyślenia – wyniki nie są na tym etapie sprawą kluczową. Presja jaka ciąży na wielu dzieciach w tym kraju jest chyba nawet większa lub porównywalna, do tego co czują piłkarze PKO Ekstraklasy. Zniechęcanie do robienia zwodów, granie prostej, nudnej piłki, bez ryzyka, bo to się może źle skończyć. Takie realia panują w wielu młodzieżowych zespołach czy akademiach. Inaczej jest właśnie w Skórzewie. Tu liczy się styl, gra z piłką i wspomniana wcześniej, radość. Trenerzy Canarinhos mówią, że przez brak parcia na wynik, uczą dzieci przyjmowania porażki i wyciągania z niej stosownych wniosków.

Canarinhos to ukryta perełka. Miejmy nadzieję, że już niedługo do ekstraklasy zawita kolejny wychowanek klubu ze Skórzewa.

Wybrzeże Klatki Schodowej (Polska, województwo mazowieckie)

Na koniec wisienka na torcie! Wizjonerzy futbolu z niezwykłą pasją i charyzmą. Oto oni – Wybrzeże Klatki Schodowej. Po raz pierwszy mamy do czynienia z zawodnikami piłki halowej, kolejny fakt potwierdzający ich wyjątkowość. Zacznijmy jednak od początku. Klub powstał oficjalnie w 2012 roku, tuż po Mistrzostwach Europy. Poruszeni słabym wynikiem i jeszcze gorszą grą naszych reprezentantów, wzięli sprawy w swoje ręce i założyli zespół. Jak mówią:

Założyliśmy własną drużynę, aby udowodnić, że da się grać gorzej. Dostajemy dyskretne podziękowania od kolejnych pokoleń kadry i klubów Ekstraklasy, że zdjęliśmy z nich nieco presję. Więc chyba się udało.

Jak widzicie, nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny.

Mamy kuluary powstania zespoły, ale zostaje fundamentalne pytanie – skąd się wzięła nazwa? Pierwsze posiedzenie klubu odbyło się na domówce u jednego z kolegów. Ustalali wtedy kadrę, wybierali kolory strojów losowali numery na koszulkach. Towarzyszyły im wtedy jakieś mocarne izotoniki, które testowali, wymieniali się opiniami, na koniec mieszali.

Nie szukajcie takich napojów na półce z izotonikami. Na ich nieszczęście lub szczęście, w bloku nastąpiła powódź. Woda lała się po całej klatce niczym wodospad Niagara. Właściciel mieszkania, w którym debatowali wystawił roślinę, dracenę, by ją nawodnić. Wtedy nie mieli żadnych wątpliwości, co do nazwy.

Czas na aspekt piłkarski. Jak pisaliśmy wcześniej, zawodnicy WKS-u grają w lidze halowej, warszawskiej i amatorskiej. Jak mówią – stawiają na konsekwencję i kategorycznie unikają sukcesów. Zupełnie jak piłkarze naszej ligi w Europie.

Wbrew pozorom poziom „halówki” jest bardzo wysoki. Wyróżnia się tam trzy poziomy: Ekstraklasa, I liga i II liga. Przez pewien czas piłkarze Wybrzeża grali na drugim poziomie. Udało się jednak wywalczyć awans. W kolejnej kampanii baraż o utrzymanie i stopniowo z formą było coraz lepiej. W tym sezonie apetyty na awans do Ekstraklasy były duże, jednak niestety coś się w pewnym momencie zacięło i szanse na pomyślny rezultat zostały przekreślone. Chcąc znaleźć wyjście z tej niewygodnej sytuacji tłumaczą, że koronawirus pokrzyżował im plany.

Zapytaliśmy ich o jakieś zabawne lub niecodzienne historie i przygody, których doświadczyli. Przywołują udział w pierwszej rundzie Pucharu Polski, w której mogły wystąpić drużyny niezrzeszone. Byli bardzo podekscytowani – nigdy nie grali w meczu 11 na 11 i można było obstawiać mecz u bukmachera. Zorganizowali dwa sparingi, które poszły ponoć całkiem nieźle. Większość zawodników miała bogate doświadczenie w Football Managerze i Fifie, lecz okazało się, że to zbyt mało. Pełni optymizmu, z uśmiechami na twarzach ruszyli do oddalonej od Warszawy o około 120 km miejscowości Radość, by zmierzyć się z tamtejszym PKS-em. W szeregach gospodarzy nie brakowało młodych, wybieganych piłkarzy z Suwałk, którzy nie dali im szans.

Inną, tym razem triumfalną przygodą był udział w turnieju Bubble Soccera, czyli piłce nożnej w dmuchanych bańkach. Z pewnością siebie Ibry, powiedzieli, że wygrali.

Jakub Kowalikowski – obserwuj autora na twitterze. Możesz to zrobić tutaj.