Niestabilny wynalazek. Dokąd zmierza Pogoń Szczecin?

fot. Pogoń Szczecin

Ubiegłoroczne zmiany właścicielskie w Pogoni Szczecin okazały się kołem ratunkowym w kontekście gigantycznego zadłużenia klubu. Najczęściej tego typu roszady niosą za sobą także zmiany na płaszczyźnie sportowej, a Alex Haditaghi zaingerował jeszcze w elementy tożsamości klubu. Zimowe wzmocnienia miały przynieść sukcesy, tymczasem po 20. kolejkach „Portowcy” zawiśli minimalnie nad strefą spadkową. Atmosfera na stadionie jest grobowa, legenda klubu została wygwizdana. Nikt nie ma pojęcia, w którą stronę zmierza wielki projekt. 

W ostatnich sezonach Pogoń Szczecin stała się jedną z wiodących sił Ekstraklasy. Ekipa z Twardowskiego najczęściej plasowała się za plecami ścisłej czołówki. Kilka sezonów temu dostała się nawet do kwalifikacji Ligi Konferencji. Pozostawała pewna zadra po dwóch przegranych finałach Pucharu Polski z rzędu. Najboleśniejszą piętą achillesową była jednak sytuacja finansowa, która nie pozwalała spać spokojnie. Saga związana z przejęciem właścicielskim trwała kilka miesięcy. Ostatecznie Alex Haditaghi, który został wcześniej uznany za osobę niepożądaną, przejął większość udziałów w klubie. 

Perypetie Pogoni z okresu przed jej przejęciem nakazały spodziewać się wielu ciekawych zdarzeń, a nowy właściciel upodobał sobie korzystanie z platformy „X”. Właściwie za jej pomocą u zarania bieżącej kampanii zwolniony został Robert Kolendowicz. Dochodziło także do wielu utarczek z lokalnymi mediami. Ostatnio kanadyjsko-irański inwestor upublicznił  wymagania finansowe Kamila Grosickiego, co jest bezprecedensowym zjawiskiem w polskim futbolu. 

Obiecujące okienko

Burzliwe projekty w pewnych okolicznościach mają prawo bytu. Zimowe okienko transferowe pod kątem jakości sprawdzanych graczy oceniane było bardzo pozytywnie. Wypożyczony Attila Sallai, sprowadzeni Kellyn Acosta czy Karol Angielski – ekipa została konkretnie, punktowo wzmocniona. Jesienią kulał departament finalizacyjny; Pogoń oddawała masę nieskutecznych strzałów. Panaceum na problemy miał być polski snajper. 

Mimo dopiero 10. pozycji w tabeli po rundzie jesiennej kibice mogli mieć spore nadzieje. Thomas Thomasberg w pierwszych miesiącach pracy pokazał swój pomysł, zmienił formację. Styl „Portowców” był określony, często brakowało jednak skuteczności. Ab initio wyniki były pozytywne, a Duńczyk przedłużał własną serię spotkań bez porażki, rozpoczętą jeszcze wiosną w jego ojczyźnie. Pojawiły się niepowodzenia, jednak nawet w przegranych z Jagiellonią, Wisłą Płock czy GieKSą wynik nijak miał się do postawy „Portowców”. Wątpliwości przyniosła sama końcówka, gdy ekipa Thomasberga odpadła z Pucharu Polski po starciu z Widzewem. 

Podczas zimowego obozu trener wypróbował ustawienie 1-3-5-2, które pojawiło się podczas inauguracji wiosny. Efekt? W pierwszej części meczu z Motorem skrzydłowi gospodarzy mieli autostradę w bocznym i półbocznym sektorze. Musa Juwara jako wahadłowy zupełnie nie podołał w bronieniu. Nie jest to jednak nic dziwnego, biorąc pod uwagę występy skrzydłowego jesienią. Przeciwwagą była całkiem przyzwoita ofensywa; dział kreacji z Jose Pozo na czele dostarczył wiele okazji atakującym piłkarzom. 

Pogoń w Lublinie się obudziła, w drugiej części powinna wyrównać. Grosicki zmarnował jedenastkę. „Portowcy” z bardzo długiego wyjazdu wracali bez punktów. Wątpliwości budził brak Angielskiego, który przegrał rywalizację z Mukairu. 

Wielka nadzieja

Starcie z Bruk-Betem było idealnym momentem, by wrócić na zwycięską drogę. Trener Thomasberg wrócił do swojego ukochanego systemu 1-4-4-2. W dalszym ciągu nie zobaczyliśmy jednak w wyjściowej jedenastce nominalnej dziewiątki. Najwyżej ustawiony był Mukairu, w ataku sekundował mu Grosicki. Pierwszy z nich już w ciągu 10 minut pokazał, że ma problemy z wykorzystaniem dogodnej sytuacji. 

Zmiana formacji przyniosła w ogólnym ujęciu powiew świeżości, pierwsza część była całkiem pogodna. „Portowcy” kreowali sytuacje, strzelili nawet gola ze spalonego. W pewnym momencie ofensywna gra stała się monotonna, na ratunek przyszedł jednak Sam Greenwood. Gwiazdor trafił bezpośrednio z rzutu wolnego. Ponownie jego występ był dość rozczarowujący. „Bramka do szatni” znacznie osłodziła pierwszą część Anglika. 

Druga połowa meczu to zupełnie inna opowieść – Pogoń się skompromitowała. Bruk-Bet już przed przerwą grał znacznie odważniej niż w starciu z Cracovią, po wyjściu z szatni jednak oglądaliśmy dominację gości. W całym meczu oddali 21 strzałów, zasłużyli nie tylko na gola wyrównującego, ale także na trzy punkty. Mimo tego Pogoń mogła spotkanie wygrać, przy stanie 1:0 Grosicki otrzymał podanie od Angielskiego i stanął sam na sam z Adrianem Chovanem. Sytuację zmarnował, w końcówce „Słonie” wyrównały po trafieniu Rafała Kurzawy.

„Portowcy” mają problem z grą po objęciu prowadzenia, tylko w trzech z ośmiu takich spotkań wychodzili zwycięsko. W starciu z Bruk-Betem ekipa zupełnie się rozsypała, w ostatnim kwadransie mieliśmy do czynienia z grupami piłkarzy atakujących i broniących. Często dzieliła ich gigantyczna wyrwa, czego przykładem jest akcja przy stracie bramki. 

Gęste powietrze

Klimat na stadionie Pogoni w ostatnich miesiącach znacznie się zmienił, najlepiej obrazuje to skandowanie nazwiska byłego gracza, gdy ten trafił przeciwko „Portowcom”. Jednocześnie wygwizdani zostali niemal wszyscy gracze gospodarzy, na czele z Grosickim. Wokół legendy klubu toczyła się długa saga z przedłużeniem umowy, w której decydującym wydarzeniem było wspomniane upublicznienie jego kosmicznych wymagań finansowych przez właściciela klubu. 

Umowa Grosickiego została przedłużona do 2027 roku, jednakże forma gwiazdora u zarania rundy wiosennej budzi spore wątpliwości. Piłkarz jest bardzo aktywny, dochodzi do groźnych okazji. Wszystkie jednak zmarnował. Osobiście odniósł się do swojej dyspozycji po meczu z ekipą Marcina Brosza: „Wiem, że moja forma jest daleka od oczekiwanej, wiem, że nie wyglądało to dobrze również drużynowo” – przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych kapitan „Portowców”. 

Pogoń dała boiskowo znacznie więcej pozytywnych sygnałów niż Widzew czy nawet Legia. Najbardziej bolesne mogą być jednak pewne decyzje, które kosztują sporo punktów. Trudno zrozumieć nieustanne stawianie na Mukairu w roli kluczowej  „dziewiątki”. Można odnieść wrażenie, że Kamil Grosicki mógłby wykorzystać swoje umiejętności znacznie lepiej we współpracy z nominalnym napastnikiem. Pogoń ma tylko jednego takiego piłkarza w kadrze – to Karol Angielski. 

Trener Thomasberg pokazał swój warsztat jesienią, teraz jednak przed Pogonią wymagająca walka o każdy punkt. Po eksperymencie z Lublina wszystko wskazuje na to, że doświadczony Duńczyk pozostanie przy ustawieniu 1-4-4-2. Transfery dokonywane przez Tana Keslera robią wrażenie, jednakże sprowadzeni zawodnicy dotąd nijak wpisali się w oczekiwania. Latem do klubu trafił Hussein Ali, piłkarz miał wyraźnie pomóc w nerwowej defensywie. Tymczasem nie dość, ze jesienią grał w kratkę, to w meczu z Bruk-Betem zaliczył kluczową stratę na wagę utraty trzech oczek. 

Benjamin Mendy potrzebował kilku tygodni na powrót do formy, zaczął grywać w końcówce rundy. U zarania tegorocznych zmagań zachorował, nie jest do dyspozycji trenera. Jose Pozo od początku prezentował się bardzo kiepsko, ostatnie tygodnie mogą przynieść jednak powiew optymizmu. Mukairu i Juwara dali kilka impulsów, często irytowali. Można odnieść jednak wrażenie, że wykorzystanie ich na pozycji skrzydłowych (o co ostatnio trudno) może przynieść Pogoni sporo korzyści. 

Zupełnym absurdem jest sprowadzenie z wypożyczenia Axela Holewińskiego. Młody bramkarz szkolił się w pierwszoligowej Polonii Bytom, w której wybierany był czołowym golkiperem rozgrywek. Na wiosnę wrócił do Szczecina, gdzie przez pół roku najpewniej nie zagra ani minuty. Haditaghi tłumaczył to komplikacjami w prolongowaniu umowy i interesem klubu, co także pozostawia wątpliwości. 

Sporo działań pod kątem uzdrawiania instytucji należy ocenić bardzo pozytywnie. Pogoń ostatnio uporała się z problematycznymi kwestami zakupionych zimą sezonu 2024/2025 zawodników. Nierozsądnie skonstruowana umowa Renyera mogła narazić klub na gigantyczne straty. Udało się także uregulować zobowiązania wobec Fabryki Papieru Kaczory. 

Zachować pryncypia

Łukasz Tomczyk wskazał niedawno, iż: „najważniejsze jest na zielonym”. W przypadku Pogoni boisko jednak mocno cierpi. „Portowcy” są zamieszani w walkę o utrzymanie w Ekstraklasie. Pracownicy klubu mają być świadomi, że spadek nie jest wizją niemożliwą. To bardzo istotny fakt, tym bardziej że według statystyków prawdopodobieństwo spadku Pogoni Szczecin wynosi około 20%! Do końca kampanii pozostało 14 spotkań-finałów, najbliższe starcie z Arką Gdynia będzie drogowskazem na kolejne tygodnie. Piłkarze Dawida Szwargi w delegacji zupełnie zawodzą, dotąd zdobyli poza domem tylko jedno oczko. 

Ekipa Thomasberga opiera się na solidnych fundamentach, czego nie można powiedzieć o sąsiadującym z nią w tabeli Widzewie Łódź. Zaufanie działającym w wielu jesiennych spotkaniach ideałom powinno przynieść poprawę wyników. Kamil Grosicki obiecał sympatykom, że zobaczą ekipę walczącą za Pogoń. Połączenie zaangażowania z kilkoma zmianami taktycznymi daje nadzieję na spokojniejszą końcówkę sezonu. 

Hugo Braun