Najgorsi z najgorszych – jedenastka dziadów sezonu 2020/2021

Share on facebook
Share on twitter
2020.11.24 Bielsko-Biala
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Podbeskidzie Bielsko-Biala - KGHM Zaglebie Lubin
N/z Dmytro Baszlaj
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2020.11.24 Bielsko-Biala
Football PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Podbeskidzie Bielsko-Biala - KGHM Zaglebie Lubin
Dmytro Baszlaj
Credit: Tomasz Folta / PressFocus

Sezon 2020/21 minął, ale wspomnienia pozostaną z nami jeszcze długo. Przed wami 18 muszkieterów, których poczynania okrasiły ekstraklasowe rozgrywki niczym śmietana pomidorową. Najgorsi z najgorszych, czyli dziady minionych rozgrywek ekstraklasy.

BRAMKARZ

Krzysztof Kamiński (Wisła Płock) – To nie był sezon, w którym bramkarze dawali ciała. Ciężko byłoby nam wybrać na przekroju całego sezonu tego najgorszego. Jesienią beznadziejnie spisywali się bramkarze Podbeskidzia, Polacek i Leszczyński, ale wiosną nie zagrali ani jednego spotkania. Z regularnie grających golkiperów najsłabiej radził sobie Krzysztof Kamiński, który w pewnym momencie co chwilę lądował w naszej jedenastce najsłabszych piłkarzy kolejki. Nie pomagali mu też jego koledzy z formacji obronnej, którzy często sprawiali mu psikusa, Kamiński miał udane wejście do ekstraklasy w poprzednim sezonie, w tym radził sobie słabo, ale to nadal solidny bramkarz, który w następnych rozgrywkach powinien się spisać o wiele lepiej.

OBROŃCY

Dmytro Baszłaj (Podbeskidzie) – Defensywa Podbeskidzia w rundzie jesiennej zgodnie konkurowała ze sobą o miano najgorszych z najgorszych. Wtedy do naszej niechlubnej jedenastki trafili Aleksander Komor i Milan Rundić, Dmytro Baszłaj znalazł się zaś na ławce rezerwowych. Krajobraz lekko się pozmieniał, Komor wylądował w GKSie Jastrzębie, a Rundić po przyjściu Janickiego (!) okazał się być akceptowalnym stoperem. Baszłaj postanowił więc wypełnić lukę i zostać ważnym prowodyrem sytuacji, w jakiej znalazł się zespół z Bielska-Białej. Ukrainiec jest zawodnikiem niesamowicie elektrycznym, niekonwencjonalnie myślącym (bo chyba tak trzeba nazwać jego zdolność do podejmowania złych decyzji), a jednocześnie korzysta z cienkiej (w obu tego słowa znaczeniach) ławki „Górali”.

Đorđe Crnomarković (Lech Poznań/Zagłębie Lubin) – Myśląc o tym piłkarzu na usta cisną się słowa powszechnie uznawane za obraźliwe. Nie chodzi o sam poziom sportowy Serba, choć już sam aspekt piłkarski zasłużył na znalezienie się w najgorszej jedenastce. Crnomarković w debiutanckim spotkaniu w barwach Zagłębia postanowił na polecenie asystenta bezpardonowo wykosił Piotra Pyrdoła, czym zafundował mu prawie dwumiesięczną przerwę od gry. Powód? Stoper był o jedną żółtą kartkę od zawieszenia, a przed sobą miał mecz z Lechem, w którym i tak nie mógłby zagrać. Obrzydliwe. Swoją późniejszą grą obrońca wcale nie zmazał plamy, a jedynie ją utrwalił.

Błażej Augustyn (Jagiellonia) – Jedyny rekordzista na tej liście. Błażej Augustyn 3 razy z rzędu schodził z boiska z czerwoną kartką! Takim wyczynem nie mógł się dotąd pochwalić nikt w Ekstraklasie. Niestety, to jedyny sposób, w jaki białostocki stoper zapisał się na kartach historii. Nie miał wcale złego wejścia do drużyny, choć miał takie mecze, jak ten z Zagłębiem Lubin, gdzie zmarnował 2 stuprocentowe sytuacje. Augustyn korzystał z tego, że omijały go kontuzje i miał dzięki temu częste miejsce w składzie. Z czasem jednak nieważne z kim grał – czy to z Runje, czy to z Tiru, czy to nawet ze sprowadzonym z 2 ligi szwedzkiej Mazurem – prezentował się zawsze gorzej. Nie nadążał fizycznie za rywalami, był obrotny jak przykuty do podłogi taboret, a na dodatek nierzadko odcinało mu prąd.

ŚRODEK POMOCY

Gergő Kocsis (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – Definicja nikomu niepotrzebnego szrotu. Podbeskidzie sprowadziło zawodnika, który wypadł ze składu węgierskiego średniaka i uwierzyło, że może zespoić ich linię pomocy. Kocsis odpłacił się za zaufanie zawinionymi bramkami i przegraną rywalizacją z Ubbinkem. Węgier miał co prawda niezły okres, ale szybko zakończył go czerwoną kartką i zawinionym karnym w meczu z Cracovią w 17. kolejce. Cichy antybohater spadkowicza.

Mateusz Matras (Stal Mielec) – Trzeba przyznać, że nie ma w Stali zawodników, którzy szczególnie negatywnie wybijaliby się ponad stan. Jasne, jest antynapastnik Łukasz Zjawiński czy masakrator „setek” Maciej Jankowski, ale z łatwością dało się znaleźć gorszych od nich konkurentów. Najłatwiej było znaleźć miejsce w środku pola. Szczególnie, że Mateusz Matras miał być dowódcą mielskiej drużyny dzięki swojemu doświadczeniu, a tymczasem był chociażby pół-stabilnym punktem obrony czy pomocy. Mocno zawiódł swoją postawą drużynę i choć Stal ostatecznie się utrzymała, to nie jest to zasługa Matrasa.

SKRZYDŁOWI

Miroslav Stoch (Zagłębie Lubin) – Duże nazwisko niewypałem w Ekstraklasie? Rzecz doprawdy niespodziewana. Były zawodnik m.in. Chelsea i Fenerbahce przychodził do Zagłębia po nieudanej przygodzie w PAOKu Saloniki i półrocznym odpoczynku od profesjonalnego futbolu. Wydawało się jednak, że taki kaliber piłkarza od razu zacznie pokazywać swoje umiejętności i doświadczenie, nawet jeśli odstawałby fizycznie. Stoch tymczasem skończył rundę wiosenną z zerowym dobytkiem bramek i asyst. Zawód to mało powiedziane. 60-krotny reprezentant Słowacji jeszcze rok temu odchodził ze Slavii Praga jako gwiazda, w Lubinie wygryzł do Dejan Dražić (również zawód, ale nie z tej samej półki). Należy trzymać kciuki, że Stoch, o ile zostanie w Polsce, po należycie przepracowanym okresie przygotowawczym wyrośnie na gwiazdę ligi. Na takiego Vadisa czy Krasicia też trzeba było poczekać.

Kris Twardek (Jagiellonia Białystok) – Na drugim skrzydle mamy totalnie innego piłkarza. Piłkarza, po którym każdy się spodziewał, że nie wypali. Piłkarza, który był przeciętniakiem w lidze irlandzkiej. Piłkarza, którego Rafał Grzyb przesuwał do ofensywy podczas spotkania, gdyż bał się, że coś spierniczy w obronie. Piłkarza, który został ściągnięty, bo osobom decydującym o transferze spodobało się, jak na jednym filmiku na YT biega. Na drugim skrzydle mamy Krisa Twardka. 0 bramek, 0 asyst, co najmniej kilka zawalonych bramek i jeden dobry mecz. Ten z Legią, gdzie nawet szkoleniowiec nie potrafił powiedzieć, jakie Twardek miała zadanie do wykonania. Aż trudno uwierzyć, że za tym transferem nie poszły jakieś machlojki, szczególnie, że przedłużono z Kanadyjczykiem kontrakt.

NAPASTNICY

Rivaldinho (Cracovia) – Syn Rivaldo był stałym bywalcem w naszej jedenastce badziewiaków, więc jego miejsce w podsumowaniu sezonu było pewne. Nikt z taką konsekwencją nie był nieudolny, jak właśnie Brazylijczyk. Przychodził po naprawdę niezłym czasie w Rumunii, gdzie był ważną częścią Viitorulu. Wydawało się, że duet Rivaldinho – Alvarez będzie przepustką do pucharów, tymczasem był sprawcą, lekko mówiąc, zdenerwowania kibiców Cracovii. Trudno zabrać mu to, że nierzadko znajdował się pod grą, ale co z tego, skoro psuł każdą możliwą akcję. Pod koniec rozgrywek zaczął ujawniać przebitki jakichś tam umiejętności, ale było na to za późno.

Rivaldinho/ Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Samuel Mraz (Zagłębie Lubin) – Rasowy przykład antynapastnika. Serio, sezon w jego wykonaniu wyglądał tak, jakby ktoś go na siłę przesunął z defensywy do napadu. Zero szukania gry, zero najmniejszego śladu snajperskiego instynktu, 2 bramki… Chciałbym chociaż napisać, że marnował dużo sytuacji, ale sęk w tym, że on nie potrafił się do tych sytuacji ustawić. Wynik bramkowy nie jest w tym wypadku winą kolegów. Słowak nie ma szans na zostanie wykupionym przez „Miedziowych”, ale ma raczej na tyle wspaniałego agenta, że nie będzie musiał narzekać na brak zainteresowanych klubów.

Richmond Boakye (Górnik Zabrze) – Boakye swego czasu był uznawany za naprawdę duży talent. W wieku 19 lat kończył sezon w Serie B z 10 bramkami, w wieku 20 lat grał w pierwszym składzie w La Lidze. Z pewnością nie zrealizował pełni swojego potencjału, ale jeszcze nie tak dawno wciągał nosem ligę serbską i przechodził do Chin za 5,5 mln euro. Czemu więc zakończył sezon bez ani jednej bramki? Dobre pytanie. Boakye na potęgę marnował sytuacje, o ile w ogóle do nich dochodził. Zarzekał się, że Ekstraklasa okazała się dla niego ligą zbyt fizyczną i musi się do niej przystosować. Przypomnijmy, La Liga, 5,5 mln, gwiazda ligi serbskiej. Ghańczyk ma dopiero 28 lat, nie 38, wtedy byłoby to usprawiedliwione. Choć trener Brosz dawał mu cały czas szanse, to czarnoskóry napastnik przegrał rywalizację z Alexem Sobczykiem i końcówkę rundy oglądał tylko z ławki.

ŁAWKA REZERWOWYCH

Na pozycji zmiennika dla podstawowego bramarza jedenastki dziadów postawiliśmy na Filipa Bednarka z Lecha Poznań. Oczywiście, Martin Polacek z Podbeskidzia prezentował się znacznie gorzej, ale wystąpił w zaledwie pięciu spotkaniach. Bednarek grał w piętnastu, i choć dzięki swoim paradom zaprowadził Lecha do fazy grupowej Ligi Europy, tak w ekstraklasie prezentował się kiepsko. Zresztą, Bednarek to nie jedyny przedstawiciel Kolejorza na ławce dziadów.

Wasyl Kraweć to jeden z większych paralityków jakich widzieliśmy w tym sezonie na polskich boiskach. Jan Sykora miał zastąpić 1 do 1 Kamila Jóźwiaka. Został sprowadzony aż za 700 tys. euro, a po 22 spotkaniach wydaje się, że działacze Lecha spalili pieniądze w kominku. Filip Marchwiński miał być kolejnym wielkim talentem Kolejorza, który zostanie sprzedany za dużą sumę pieniędzy, a nawet w II lidze nie potrafi zabłyszczeć. W ekstraklasie zamiast zrobić kroku do przodu, zrobił dwa do tyłu, zdobywając tylko jedną bramkę.

Z Cracovii wyróżniliśmy Ivana Marqueza, który był jeszcze bardziej elektryczny w obronie niż za czasów gry w Koronie Kielce. Nie mogło też zabraknąć niestety Waldemara Soboty, który zagrał sezon poniżej oczekiwań. Wierzymy jednak, że te rozgrywki były tylko wypadkiem przy pracy i wróci dawny Waldek z mistrzowskiego roku Śląska Wrocław. W ataku długo zastanawialiśmy się nad Żanem Medvedem z Wisły Kraków i Łukaszem Zjawińskim ze Stali Mielec. Dwóch równie kiepskich zawodników, ale Zjawiński grał dłużej i znacznie bardziej irytował swoją nieskutecznością.

Grafika: Dominik Standa

Redakcja PolskaPilka.pl