fbpx

Naiwność kibica Pogoni Szczecin. Dlaczego Portowcy nie zagrają w europejskich pucharach?

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.06 Szczecin Stadion Miejski im Floriana Krygiera
Pilka nozna PKO Bank Polski Ekstraklasa sezon 2019/2020 Pogon Szczecin - Cracovia Krakow
N/z druzyna Pogonii
Foto Szymon Gorski / PressFocus

2020.06.06 Szczecin
Football PKO Polish Ekstraklasa season 2019/20120
Pogon Szczecin - Cracovia Krakow
druzyna Pogonii
Credit: Szymon Gorski / PressFocus

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku wymieniana jako jedna z najlepszych drużyn Ekstraklasy. Cechowała ją solidność w defensywie i konsekwencja w ataku. Pogoń Szczecin w środowiskach kibicowskich i nie tylko była predestynowana do gry w pucharach, a co poniektórzy śmielsi, przebąkiwali nawet coś o mistrzostwie Polski. Teraz brzmi to jak marzenia ściętej głowy, ale jeszcze w listopadzie podzielałem entuzjazm związany z upragnioną grą szczecińskiej drużyny na arenie międzynarodowej. Błąd. Cele właścicieli i kibiców nie idą ze sobą w parze. Ci drudzy chcą wyników i jakiegokolwiek znaczącego sukcesu, ci pierwsi celują w rozwój i wierzą w swoją strategię prowadzenia klubu. Czy jest szansa na znalezienie złotego środka pomiędzy jednym, a drugim?

Co roku klapa

Nie. Na pewno nie w bliskiej perspektywie. Każdy sezon Pogoni wygląda mniej więcej tak, jak występy polskiej reprezentacji na dużych turniejach. Intensywne przygotowania, ambitne cele, zapowiedzi mające na celu rozbudzić w kibicach iskierkę nadziei, a później solidny gong na otrzeźwienie i spotkanie ze ścianą. Poprzednie kampanie zaczynały się od mierzenia w grupę mistrzowską. Później na cel wzięto Ligę Europy, a kilka miesięcy później trzeba było się zastanawiać czy Pogoń się utrzyma. Następnie tryby w maszynie zaczęły działać poprawnie i końcówka sezonu była już udana. W efekcie tego, logicznym było, że kibicie widząc formę swoich ulubieńców, będą oczekiwać podobnej gry w następnych rozgrywkach. Historia jednak się powtórzyła. Ten sezon był wyjątkowy. Niestety jego wyjątkowość polegała na odwróceniu kolejności. Obecnie Pogoń notuje bardzo długą serię bez wygranej i jest pewniakiem u bukmacherów do braku zwycięstwa. Jeśli już o tym mowa, warto sprawdzić w tym celu aplikacje bukmacherskie, które pozwalają na wygodne zawieranie zakładów, nawet w trakcie meczu.

Miłe złego początki

Start Pogoni w końcu można było ocenić in plus. Do tego fakt, że niezła forma utrzymywała się przez kilka miesięcy, dodatkowo wzmógł apetyt fanów. Granatowo-Bordowi zasiadali nawet przez pewien czas w fotelu lidera stąd wysokie aspiracje. Była też szansa, aby przezimować na szczycie tabeli, bo zajmując pierwsze miejsce pozostały do rozegrania tylko mecze z fatalną Wisłą Kraków i kiepską Koroną Kielce. Pogoń w spektakularny sposób zmarnowała swoją szansę i przegrała oba spotkania 0:1. Jakby tego było mało klub wypuścił informację o przenosinach Adama Buksy za ocean. Najlepszy napastnik Pogoni otrzymał ofertę od New England Revolution występującego w MLS i nic dziwnego, że chciał z niej skorzystać. Oczywiście wśród osób z grodu Gryfa wywołało to poruszenie, że jak to tak? W środku tak dobrego sezonu odchodzi do ligi dla emerytów i liczy się dla niego tylko kasa? W tak młodym wieku kończy poważne granie! Umówmy się, tyle sensu było w tych wpisach, co nic. Buksa podjął dla swojej kariery znakomitą decyzję zarówno pod względem finansowym, jak i rozwojowym. Straciła na tym jedynie drużyna, bo to że ten zawodnik miał duży wpływ na formę zespołu nie ulegało wątpliwości. Jednak to jak ogromny był to wpływ, wyszło dopiero w rundzie wiosennej.

Nie potrzeba nam dobrych zawodników

Nie mam zamiaru w żaden sposób idealizować Adama Buksy, bo to nie nim jedynym stała Pogoń. Ważnymi ogniwami byli także zawodnicy z Bałkanów. Zvonimir Kożulj choć ze specyficznym charakterem, należał do najlepszych pomocników w lidze. Srdan Spiridonović niejednokrotnie błyszczał na boisku i ciągnął grę zespołu ze Szczecina. Jednak włodarze klubu niespecjalnie się popisali i wiedząc, że stracili już jednego kluczowego gracza, pozwolili na odejście dwóch kolejnych. O ile w przypadku Serba można jeszcze zrozumieć ich decyzję, ponieważ Spiridonović zachował się bardzo nieprofesjonalnie, o tyle sytuacja Bośniaka nie była już taka klarowna.

Obie strony przedstawiły swoją wersję wydarzeń i rozstrzygnięcie tego kto ma rację niech pozostanie kwestią indywidualną. Jednak był to moment, w którym wiedząc, że zespół jest w rozsypce, powinno się schować dumę do kieszeni i na pozostałą część sezonu zatrzymać Kożulja, który na pewno nie byłby gorszy od Podstawskiego czy Dąbrowskiego. Tak się jednak nie stało i prezes Mroczek, który wcześniej cieszył się sporą popularnością wśród szczecińskiej publiczności, mocno nadszarpnął swój wizerunek. Pokazał, że liczy się tylko akademia i promowanie młodzieży. Wyniki mogą poczekać, albo nie musi ich być wcale.

Jeszcze długo, długo nic

Pogoń już po odejściu samego Buksy znacznie obniżyła loty. Udało się odwrócić szczęśliwie losy meczu w Płocku na start rundy wiosennej, ale to wszystko. Do marca trzy punkty w pięciu spotkaniach i to dzięki bezbramkowym remisom z Rakowem Częstochowa czy ŁKS-em. Dopiero po okresie pandemii miało jednak nadejść najgorsze. Tylko jedna przypadkowa wygrana z Cracovią, a poza tym same porażki i remisy. Kibice mogli się cieszyć, że wypracowana przewaga w pierwszej części sezonu zaowocowała awansem do grupy mistrzowskiej, bo w przeciwnym razie mogło nie być tak kolorowo. Eksperci zgodnie wymieniali Portowców obok ŁKS-u i Cracovii, jako najgorszy zespół Ekstraklasy. Gdyby nie górna ósemka po rundzie zasadniczej, w Szczecinie mogłoby się zrobić gorąco. Tak jak będzie w kolejnym sezonie, jeślii nic się nie zmieni.

Do odejścia z Pogoni gotów jest już Ricardo Nunes, czyli jeden z niewielu jasnych punktów drużyny Kosty Runjaicia. Kolejny ulubieniec trybun opuści stadion im. Floriana Krygiera, a ci wyszydzani i wytykani palcami dalej będą mieli się dobrze i zakładali granatowo-bordową koszulkę. Czy to na pewno tędy droga? Jeśli ma ona prowadzić do I ligi, to tak. Nie chcę, żeby ten sezon się kończył, bo już boję się następnego. Z pewnością będzie on ciekawszy, bo okraszony rywalizacją w grupie spadkowej. Na ten moment nie widzę innej możliwości. Chyba, że sztab odkryje kolejny diament z klubowej szkółki, który rozbłyśnie jasnym blaskiem. Nie ma się jednak co przesadnie oszukiwać. O grze o wysokie cele można zapomnieć. W europejskich pucharach co najwyżej dopingować ligowych rywali. A samemu przygotować się na walkę o utrzymanie, bo póki co, wszystko na to wskazuje.

Patryk Jurys