Młodzi, gniewni i na bocznym torze. Polscy bramkarze na zakręcie

Share on facebook
Share on twitter
08.09.2020 Lodz
Pilka nozna
Reprezentacja Polski U21
Eliminacje do Mistrzostw Europy U21 2021
Polska U21 - Rosja U21
N/z Radoslaw Majecki
Foto Adam Starszynski / PressFocus

08.09.2020 Lodz
Football
Polish national team under 21
European Championship under 21 2021 qualifications
Poland U21 - Russia U21
Radoslaw Majecki
Credit Adam Starszynski / PressFocus

Złote pokolenie, wielkie kluby, drogie samochody. Majecki, Bułka, Grabara. Zamiast młodzieżowych idoli dostajemy żal za marnującymi się talentami.

Jeszcze niedawno, kiedy rzucaliśmy okiem na golkiperów urodzonych pod koniec minionego tysiąclecia, to mogliśmy się rozmarzyć. Kamil Grabara – wygrany preseasonu w 2018 r., Marcin Bułka – wyciągnięty z Chelsea przez PSG, Radosław Majecki – na najlepszej drodze powtórzenia sukcesów Szczęsnego czy Boruca. Jak jest teraz? No właśnie.

Radosław Majecki

Klub: AS Monaco

Występy: 1 (Ligue 1 – 1)

Czyste konta: 0

Z całej trójki to właśnie Majecki, wydawało się, był na najlepszej pozycji. Niezły sezon w Legii (aczkolwiek bez fajerwerków), koszt 7 milionów euro, rywalizacja z nierówno grającym Benjaminem Lecomte. No i cóż, Radek dostał szansę już w 3. kolejce. Problem w tym, że zawalił bramkę i choć Monaco wygrało 2:1, to Kovač zwyczajnie stracił zaufanie do Polaka. Chorwat w kryzysowych momentach wolał stawiać na 32-letnie Vito Mannone, którego możemy pamiętać z rywalizacji z Łukaszem Fabiańskim jeszcze w… Arsenalu.

Jaki jest powód tej sytuacji? Raczej nic odkrywczego – brutalna weryfikacja. Z drugiej strony Mannone również nie stroni od baboli, a tymczasem mimo swojego wieku jest bramkarzem nr 2. Majecki „spalił” się w debiucie, a to chyba przekreśliło go w oczach szkoleniowca. Monakijczycy, choć stracili 30 bramek w 21 kolejkach, zajmują wysokie 4. miejsce, więc nie muszą martwić się o zmiany w obronie. Wydawało się, że golkiper może zostać wypożyczony lub nawet sprzedany, jednakże raczej czeka go kolejne pół roku oglądania najważniejszych francuskich rozgrywek z trybun. Kibice czasem domagają się dania mu szansy, ale chyba powoli zapominają o istnieniu takiego zawodnika…

Marcin Bułka

Klub: FC Cartagena (wyp. z PSG)

Występy: PSG – 1 (Ligue 1 – 1), FC Cartagena – 4 (La Liga 2 – 3, Copa del Rey – 1)

Czyste konta: FC Cartagena – 1 (La Liga 2 – 1)

Płocczanin definitywnie dał się zapamiętać podczas swojego pobytu w PSG. Oczywiście, nie z boisk. Rozbite na polskich drogach Lamborghini za milion dolarów czy ujawnianie tajemnic z paryskiej szatni to jedyne osiągnięcia, którymi pochwalić może się 21-latek. Trudno nie docenić jego dorobku pod względem klubów – testy w Barcelonie, juniorskie szlify w Chelsea, początek seniorskiej kariery w „Les Parisiens”… Łącznie dwa mecze na najwyższych poziomach rozgrywkowych. Doprawdy, zawrotna liczba.

Bułka to trochę dziwny przypadek. Bardzo chwalony przez trenerów, chciany przez każdy klub, w którym miał szansę być chociaż na testach, posiada świetne warunki. Tymczasem jego 5. sezon zagranicą to 5. sezon oglądania boiskowych popisów z trybun lub ławki. Zaczęło się nieźle, już w 2. kolejce stanął między słupkami PSG. Niestety, Bułka stał się głównym winowajcą przegranej z Lens, przez co szybko został zdegradowany na 3. w kolejce w do gry. Głośno było o jego możliwym wypożyczeniu do Betisu, tymczasem skończyło się na… 2. lidze hiszpańskiej.

Dokładnie na jej beniaminku – FC Cartagenie. Niemniej jednak, każda szansa do gry jest dobra, prawda? Tylko że na debiut musiał czekać aż do rozpoczęcia Copa del Rey, a w pierwszym składzie, mimo nawet otrzymania nagrody MVP, wybiegał w sumie tylko 4 razy. Sytuacja wręcz patowa, grzanie ławy na zapleczu La Ligi w wieku 21 lat nie jest raczej marzeniem mistrza Francji. Bułka zwyczajnie nie umie przenieść umiejętności z treningu na realne spotkania. Ma naprawdę dobrą renomę w piłkarskim świecie, ale nie przekłada się to na nic konkretnego.

Kamil Grabara

Klub: Aarhus GF (wyp. z Liverpoolu)

Występy: Aarhus GF – 12 (Superligaen – 10, Puchar Danii– 2)

Czyste konta: Aarhus GF – 3 (Superligaen – 2, Puchar Danii– 1)

Zamiast rywalizować o miejsce w składzie z Alissonem, to można go zapamiętać tylko z twitterowych potyczek z Sewerynem Kiełpinem. Kamil Grabara wrył się polskim kibicom w pamięć, to trzeba mu przyznać. Inna sprawa, że raczej nie tak, jak by chciał. Z Twittera i wywiadów biła pewność siebie, która często kroczyła na granicy pychy, a czasem ją przekraczała. Z tym że Kamil cały czas „dostarczał”, w młodzieżówce robił świetną robotę, czego ukoronowaniem była forma na Mistrzostwach Europy U-21.

Najpierw w zimowym okienku sezonu 2018/19 przyszło wypożyczenie do Aarhus. Polak od razu skoczył do wyjściowej jedenastki i był zwykle zalewany pochwałami. Nierzadko bywał w zestawieniach najlepszych zawodników kolejki, kibice go uwielbiali, kariera wydawała się przeć w najlepszy. Coś złego zaczynało się jednak rodzić…

No ale hej, Grabara jest wciąż młody, zdarza się. Przyszedł czas na wypożyczenie do Huddersfield, piłka przez duże P coraz bliżej. Championship, spadkowicz z Premier League, dużo szans do wykazania się, ledwie 20 lat. Trzeba przyznać, że wychowanek Ruchu Chorzów, miał bardzo trudne zadanie. Defensywa „The Terriers” wołała o pomstę do nieba, ofensywa nie potrafiła strzelić więcej niż jednej bramki w meczu, Kamil musiał dwoić się i troić. Niestety, po początkowych zachwytach zaczęły przychodzić babole. „Granie szefa” obracało się przeciw niemu.

Znakiem tego był powrót na wypożyczenie do Aarhus. Duży regres względem gry na zapleczu najlepszej ligi świata. Tylko okazało się, że zmiana poziomu ligi nie wyeliminowała problemów golkipera. Ba, wzmocniła je. Wysokie 3. miejsce nie przysłania kolejnych inspiracji „pawełkowaniem”, „cabajowaniem” oraz „przyrosiowaniem”. Nie mam wątpliwości, że Polak ma pewne miejsce w duńskiej drużynie i po zakończeniu wypożyczenia nie będzie musiał się martwić o brak zainteresowania. Po prostu jeśli chce się być bramkarzem wyższej klasy, to głupie kiksy są niewybaczalne i nie zaleczy ich reszta interwencji. To jest obecnie największy problem byłego młodzieżowego reprezentanta Polski. Jakkolwiek dobrze by nie grał, to Twitter będzie pełen jego pomyłek. Wierzę, że Grabara koniec końców po ciężkich treningach wyzbędzie się tej parszywej wady, ale w tej chwili stawia to nad nim sufit.

Cała ta trójka wydaje mi się, niestety, odrobinę przereklamowana. Z całym szacunkiem, żaden z nich nie może w tej chwili myśleć o grze w swoich macierzystych klubach. Dotychczasowe sukcesy polskich bramkarzy przysłoniły nam zdrowe spojrzenie. Nie każdy wejdzie na poziom Szczęsnego. Oczywiście, to wciąż młodzi zawodnicy z ogromnym polem do rozwoju. Nigdy nie wiadomo, kiedy wystrzelą. Mówię tylko o ich obecnej sytuacji. Trzymam kciuki, by jak najszybciej się ona zmieniła.