fbpx

Mizerność, chaos, dezorganizacja. Arka coraz dalej od utrzymania

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.14 Gdynia
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
Arka Gdynia - Wisla Krakow
N/z Oskar Zawada Rafal Janicki
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2020.06.14 Gdynia
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2019/2020
Arka Gdynia - Wisla Krakow
Oskar Zawada Rafal Janicki
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus

Chaos w Arce Gdynia? Nic nowego. Gdynianie od dłuższego czasu zmagają się z problemami natury organizacyjnej i po prostu piłkarskiej. Wykupienie klubu przez Michała Kołakowskiego i zatrudnienie Ireneusza Mamrota wzbudziło jakiś promyczek nadziei, ale dzisiejszym meczem arkowcy pokazali swoje dawne oblicze. Raków Częstochowa zasłużenie odniósł zwycięstwo i pogrążył swoich rywali.

Ostatnie zwycięstwo Arki z Zagłębiem Lubin (3:2) wzbudziło sporą dozę nadziei pomorskich fanów. Jak się dzisiaj okazało, najprawdopodobniej była to po prostu istna fatamorgana. Gdynianie wyszli na boisko w Bełchatowie, ale głowa i nogi ewidentnie odmawiały posłuszeństwa, zostały w szatni. Świetnie dysponowany w ostatnim czasie Raków nie „cackał” się ze swoimi rywalami i od pierwszych minut notorycznie prezentował pokaz swojej siły.

Bezzębna Arka od początku stała i się patrzyła, na to co wykonują gospodarze. Już po zaledwie ośmiu minutach, częstochowianie wywalczyli sobie na tyle dużą liczbę stałych fragmentów gry, że defensywa gdynian nie była w stanie nadążyć za narzuconym tempem. Felicio Brown-Forbes doskonale współpracował z podłączającym się z lewego wahadła Patrykiem Kunem. Swoje niezłe umiejętności w środkowej strefie boiska prezentowali także Petr Schwarz i Igor Sapała.

Mizerność, chaos, dezorganizacja – te trzy słowa idealnie opisują dzisiejszy przebieg wydarzeń na murawie. Symbolem nieudolności mogą być z pewnością dwa zagrania Luki Maricia, który początkowo podał z główki do Marcina Staniszewskiego, a on został przelobowany i futbolówka wylądowała na rogu. Chwilę później Chorwat totalnie nie będąc atakowany, chciał jak najszybciej pozbyć się piłki. Wybił ją przy linii bocznej, trafił w jądra Damiana Zbozienia, a ten jeszcze na szybko zdążył sfaulować swojego rywala, a potem leżąc ujrzał swoim oczom żółty kartonik. Kryminał, komedia? Nazwijcie to sobie, jak chcecie.

W każdym razie Arka grała wręcz patologicznie i ujawniała nie tylko swoje najgorsze oblicze, ale po prostu ośmieszyła jakość polskiego futbolu. Raków cały czas robił swoje i już pięć minut od pierwszego gwizdka sumiennego, jak podkreślał komentator Canal+Sport, arbitra Pawła Gila, Daniel Bartl oddał groźny strzał w kierunku miejsca chronionego przez Staniszewskiego. Ten tym razem popisał się dobrą paradą i uchronił arkowców przed przedwczesną utratą gola.

Jak to się mówi: co się odwlecze, to nie uciecze, nie? Podopieczni Marka Papszuna cierpliwie kreowali kolejne ataki, czego efektem było otwarcie wyniku po pół godzinie gry. Wówczas po dobrym dośrodkowaniu z rzutu rożnego, piłkę próbował wybić Maciej Jankowski. Ta odbiła się niefortunnie od jego nóg, kawałkiem łydki dotknął ją jeszcze Kamil Piątkowski i trafienie zostało przypisane właśnie mu. To pierwsza bramka 20-latka w tym sezonie PKO Ekstraklasy, choć początkowo sam nie dowierzał, że to właśnie on ją strzelił.

Posuchę gdynian spróbował w pewnym momencie przerwać młodzieżowiec, Mateusz Młyński. 19-latek uderzył z dystansu, lecz bezproblemowo interweniował Jakub Szumski. To była 38. minuta, a dopiero wtedy odnotowano pierwszy celny strzał piłkarzy Mamrota. 300 sekund po tym incydencie swoje prowadzenie podwyższył jednak Raków. Ta bramka po prostu wisiała w powietrzu. Schwarz kropnął z 18. metrów niczym Toni Kroos i nie dał żadnych szans Staniszewskiemu.

W drugą połowę doskonale weszli głodni gry gospodarze. Trzy minuty po wznowieniu kolejnej odsłony, Młyński doskonale dograł w pole karne, stamtąd główkował Oskar Zawada, ale piłka wylądowała obok bramki. To powinien być gol. Huraganowe ataki w końcu przyniosły oczekiwane owoce i w 56. minucie kontaktowe trafienie zdobyła Arka. Jego autorem był… Kun. 25-latek zaliczył samobója, lecz duży udział miał przy tym rezerwowy, Marcus da Silva.

Na odpowiedź Rakowa, gdynianie nie wyczekiwali zbyt długo. Po kornerze Tomas Petrasek oddał groźny strzał z głowy, ale świetnie interweniował Staniszewski. Tak jak już wcześniej pisaliśmy, co się odwlecze, to nie uciecze i chwilę po tym Kamil Kościelny zdobył gola właśnie z czoła po dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska.

Arka napierała do końca i zmniejszyła zaliczkę na chwilę przed końcem. Przy rogu pięknie zabrał ze sobą obrońców Zawada, a futbolówka wylądowała tuż przy nodze da Silvy. Brazylijczyk tylko dopełnił formalności. Co ma wisieć, to nie utonie!

Arkowcy walczyli do samego finiszu, do ostatniego tchu, ale cóż… w meczu są dwie połowy, nie jedna, a patologiczny przebieg wydarzeń z pierwszej przysłonił lepsze momenty z drugiej.

Raków Częstochowa 3:2 Arka Gdynia (2:0)

Bramki: Kamil Piątkowski 29′, Petr Schwarz 43′, Kamil Kościelny 65′ – Patryk Kun (S) 56′, Marcus da Silva 82′

Żółte kartki: Tomas Petrasek 56′, Kamil Kościelny 72′, Felicio Brown-Forbes 84′ – Michał Kopczyński 17′, Damian Zbozień 27′, Michał Nalepa 74′

Składy:

Raków Częstochowa: Jakub Szumski – Kamil Kościelny, Tomas Petrasek, Kamil Piątkowski – Daniel Bartl (Fran Tudor 78′), Igor Sapała, Petr Schwarz (Ben Lederman 46′), David Tijanic, Patryk Kun – Felicio Brown-Forbes (Przemysław Oziębała 86′), Sebastian Musiolik

Arka Gdynia: Marcin Staniszewski, Damian Zbozień, Luka Maric, Adam Danch, Adam Marciniak – Mateusz Młyński, Michał Nalepa, Michał Kopczyński (Marko Vejinovic 75′), Fabian Serrarens (Davit Skhirtladze 70′), Maciej Jankowski (Marcus da Silva 52′) – Oskar Zawada

MVP: Marcus da Silva

Kliknij w zdjęcie autora i zaobserwuj go na Twitterze