Mistrzowski Lech i utrzymana Wisła dzielą się punktami

IMG_2737

Choć był to mecz o przysłowiową pietruszkę, nie zabrakło w nim emocji. Lech dwukrotnie wychodził na prowadzenie, które Wiśle udało się dwa razy dogonić. Choć ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami po remisie 2:2, to kibice obu drużyn wrócą dziś do domu w świetnych nastrojach.

Spotkanie w Poznaniu było tak naprawdę jedynym meczem „o nic” w ostatniej kolejce Ekstraklasy. Lech zapewnił sobie tytuł mistrzowski wygrywając w Radomiu 3:1, po raz pierwszy od powrotu Radomiaka do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bilety na to spotkania wyprzedały się już dawno, a kibice przybyli na stadion tłumnie jeszcze długo przed gwizdkiem – atmosfera wielkiego piłkarskiego święta była w całym mieście wyczuwalna przez cały dzień. Do tego wiele osób w Poznaniu liczyło na to, że klub przygotuje na dziś jakieś niespodzianki, na przykład wykupienie z Celticu Luisa Palmy czy transfer Mateusza Lisa.

Nafciarze przed sezonem byli raczej typowani jako jedni z tych, którzy mają walczyć o utrzymanie. Podopieczni Mariusza Misiury zaskoczyli jednak wszystkich swoją formą w pierwszej części sezonu i „zimowali” jako lider Ekstraklasy. Choć przez długi czas byli w walce o europejskie puchary, to domowa porażka 0:4 z Motorem Lublin w zeszły weekend ich ostatecznie pozbawiła. Mimo tego, spokojne utrzymanie i miejsce w górnej połówce tabeli dla beniaminka należy rozpatrywać w kategorii sukcesu – szczególnie, jeśli taki sezon udałoby się zakończyć pokonaniem nowego-starego mistrza.

W Poznaniu odbiła Palma na punkcie Luisa

Pierwsze minuty rywalizacji mijały dość spokojnie – obie drużyny starały się zbudować dobry atak pozycyjny, jednak te próby kończyły się zazwyczaj jeszcze przed polem karnym rywali. Ciekawie lewą stroną boiska poszedł Leo Bengtsson, zakładając nawet siatkę Dominikowi Kunowi, ale po niecelnej wrzutce znów wróciliśmy do statusu quo. Na pierwszą groźną sytuację trzeba było czekać ponad kwadrans, gdy dośrodkowanie Luisa Palmy trafiło do Patrika Walemarka, jednak wolej Szweda poszybował wysoko ponad bramką. Chwilę później wrzutkę z drugiej strony boiska zamykał jego rodak, Bengtsson, ale on trafił wprost w Rafała Leszczyńskiego. Pierwszy strzał ze strony gości nastąpiło za to dopiero w 25 minucie gry – po rzucie rożnym piłka trafiła do Saida Hamulicia, który po szybkim zwodzie spróbował uderzyć po ziemi, jednak trafił jedynie w boczną siatkę.

W końcu przy Bułgarskiej doświadczyliśmy trochę piłkarskiej magii. Pablo Rodriguez był faulowany na niecałe 30 metrów przed bramką Leszczyńskiego, a do piłki podszedł Luis Palma. Honduranin posłał pięknego rogala prosto w okienko, którego bramkarz Wisły nie mógł wyciągnąć. Kolejorz po pół godziny wyszedł na prowadzenie 1:0. Bramka wyraźnie rozluźniła gospodarzy – już chwilę później Nafciarze mogli wyrównać. Szybko przeprowadzona akcja zakończyła się podaniem do stojącego praktycznie na jedenastce Dominika Kuna. Nie trafił on jednak czysto w piłkę i wyszła ona za boisko, muskając jedynie słupek. Piłkarze gospodarze szybko wzięli się w garść i spróbowali podwyższyć prowadzenie, by móc uspokoić siebie i kibiców – uderzenia Rodrigueza z dalszej odległości, Kozubala z linii pola karnego i Walemarka z ok. 10 metrów przeszły obok słupka. Pod sam koniec pierwszej połowy swojego szczęścia spróbował w końcu też Mikael Ishak, ale wszyscy Lechici zdawali się mieć lekko zwichrowany celownik.

Szybki gong Wisły, Mrozek ratuje Lecha

Piorunujące otwarcie drugiej połowy zaprezentowała dziś Wisła Płock. Niewiele ponad 2 minuty po wznowieniu gry do świetnej piłki w polu karnym Lecha doszedł Matchoi Djalo i pod naciskiem Wojciecha Mońki nie zdecydował się na strzał, lecz na podanie do niekrytego Zana Rogejla. Słoweniec mając przed sobą praktycznie pustą bramkę nie pomylił się i wyrównał stan rywalizacji. Chwilę później Nafciarze mogli już prowadzić, jednak uderzenie Djalo z bliskiej odległości świetnie obronił Bartosz Mrozek. Prowadzenie gości nie trwało jednak długo – już 10 minut później świetnym dośrodkowaniem popisał się Michał Gurgul, w polu karnym dobrze odnalazł się Walemark i kontrując wrzutkę skierował głową piłkę do siatki obok bezradnego Leszczyńskiego. Mistrz Polski po raz drugi wyszedł na prowadzenie…

…i niewiele brakowało, a po raz drugi by je stracił. Szybka kontra podopiecznych Mariusza Misiury początkowo dała im tylko rzut rożny, jednak sędzia Marcin Szczerbowicz wstrzymał grę, a Łukasz Szczech wezwał go do VARu. Po powtórce okazało się, że Mateusz Skrzypczak zatrzymał piłkę ręką i arbiter tego spotkania wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Nemanja Mijusković , ale lepszy od niego okazał się Bartosz Mrozek. Polski bramkarz musiał ratować Lecha jeszcze raz, gdy w dobrej sytuacji na oddanie strzału znalazł się Wiktor Nowak – Mrozkowi udało się jednak sparować jego uderzenie do boku. W końcu wydawało się, że Lech przypieczętuje wygraną tego dnia – Walemark zagrał przepiękne podanie górą do Luisa Palmy, a ten w sytuacji sam na sam zachował się wielkodusznie, wystawiając piłkę na pustą bramkę Yannickowi Agnero. Wydawało się, że Iworyjczyk dopisze na swoje konto czwartego gola w tym sezonie Ekstraklasy, jednak sędziowie dopatrzyli się minimalnego spalonego Honduranina. Gdy już wydawało się, że Lech dowiezie zwycięstwo, po rzucie wolnym do zgranej piłki doskoczył Marcin Kamiński i były zawodnik Kolejorza dał Nafciarzom remis.

Kole10rz przypieczętował mistrzostwo, Wisła – dobry sezon

Wynik dzisiejszego spotkania nie miał większego znaczenia dla obu drużyn – gospodarze mieli już zapewnione mistrzostwo, a Wisła utrzymała 8. miejsce w tabeli. Na pochwałę zasługuje postawa gości, beniaminka PKO Bank Polski Ekstraklasy, który przecież świetnie poradził sobie w tym sezonie i po raz drugi uniknął porażki z mistrzami kraju. A dla Lecha? Cóż, dzień, który miał być wielkim świętem był i jest wielkim świętem, nawet mimo braku zwycięstwa. Kibice przy Bułgarskiej obejrzeli świetne spotkanie z wieloma bramkami, a po jego zakończeniu mogli przygotowywać się do świętowania 10 w historii trofeum. Rzadko bywa tak, że przy remisie mamy dwóch wygranych, ale jeśli kiedyś miało tak być, to właśnie dzisiaj.

Lech Poznań – Wisła Płock 2:2 (1:0)
Bramki: Palma 30′, Walemark 59′ – Rogelj 48′, Kamiński 90+5′
Lech: Mrozek – Gurgul, Mońka, Skrzypczak (Gumny 66′), Pereira – Rodriguez (Jagiełło 57′), Kozubal (Murawski 57′) – Bengtsson (Hakans 57′), Walemark, Palma – Ishak (Agnero 83′)
Wisła: Leszczyński – Lecoeuche (Salvador 86′), Kamiński, Haglid-Sangre – Gallapeni (Rogowski 78′), Nowak, Mijusković, Kun (Sarapata 46′), Rogejl – Djalo (Sekulski 78′), Hamulić (Niarchos 46′)
Żółte kartki: Skrzypczak 55′ – Sarapata 81′, Salvador 90+8′
Sędzia: Marcin Szczerbowicz

Patryk Chyła