Mistrz wraca do gry. Jaka jest prawda o Lechu Poznań na początku rundy wiosennej?

Lech - Piast

Po niedzielnym meczu Niels Frederiksen stwierdził, że w „tabeli sprawiedliwości” jego drużyna powinna być liderem, podczas gdy do pojedynku z Piastem Gliwice przystępowała z ósmej lokaty. Zwycięstwo 3:0 pozwoliło Lechowi zaczerpnąć powietrza i lekko przesunąć się w tabeli. Czy jednak Kolejorz może realnie myśleć o obronie mistrzowskiego tytułu?

Duński szkoleniowiec przez „tabelę sprawiedliwości” rozumie statystykę punktów oczekiwanych, w której według danych poznańskiego sztabu szkoleniowego lechici prowadzą. Dla danego zespołu wylicza się ją na podstawie różnicy we współczynniku goli oczekiwanych i oczekiwanych goli straconych w poszczególnych meczach. W tej pierwszej statystyce po 21. kolejkach lechici są drugim zespołem ligi z dorobkiem 36,91 goli oczekiwanych. Wyprzedza ich tylko… Pogoń Szczecin (37,57). Z kolei liczba oczekiwanych goli straconych w przypadku Lecha wynosi 26,80. Korzystniejszym dorobkiem może się pochwalić sześć drużyn. Realne liczby nie przemawiają jednak na korzyść Kolejorza. Zdobył on 34 bramki, a stracił 30. W obu przypadkach liczby mistrzów Polski są gorsze niż wskazują współczynniki. Mistrz Polski musi więc być skuteczniejszy z przodu i szczelniejszy z tyłu, żeby prezentowana przez niego jakość gry przełożyła się na wymierne korzyści w postaci wyższych miejsc.

Świetnym przykładem obrazującym przypadłość lechitów są ich pierwsze dwa mecze w rundzie wiosennej, zakończone porażkami. Według danych portalu „Flashscore” z Lechią Gdańsk (1:3) podopieczni Fredriksena wypracowali aż 2,91 goli oczekiwanych, a goście: 1,05. Natomiast w Gliwicach (0:1) Lech znów był lepszy od swojego rywala stosunkiem 2,79 do 1,87. Takie statystyki nie pocieszą jednak kibiców w obliczu dwóch kolejnych przegranych na starcie rundy. Nic dziwnego, że nastroje w Poznaniu były nietęgie. Lech miał zacząć gonić czołówkę, a zamiast tego skomplikował swoją sytuację, mając w perspektywie wyjazd do Zabrza. Porażka z drugim najlepiej punktującym u siebie zespołem Ekstraklasy mogła sprawić, że Kolejorz utraciłby realne szanse na obronę mistrzostwa.

Wreszcie skuteczni 

Zadanie wydawało się piekielnie trudne, ale ekipa trenera Frederiksena wreszcie wykazała się tym, czego jej brakowało – skuteczną organizacją gry. Lechici pokazali swoją bardziej pragmatyczną twarz. Nie dali Górnikowi wejść na najwyższe obroty i nie dopuszczali go do wielu klarownych sytuacji. Po golu strzelonym w 10. minucie Poznaniacy postawili przede wszystkim na uszczelnienie defensywy. Im dalej w mecz, tym bardziej skupiali się na wychodzeniu z szybkimi atakami, a niektóre z nich przy lepszej skuteczności mogły zakończyć się kolejnymi trafieniami. O wysokiej skuteczności Lecha w tym spotkaniu świadczy fakt, że wynik 1:0 wykręcił z 1,19 oczekiwanego gola, podczas gdy gospodarze wypracowali 1,30 oczekiwanej bramki. Za tym trendem podążył w niedzielnym meczu z Piastem. 2,19 oczekiwanych goli przełożyło się na trzy zdobyte bramki, a gościom współczynnik na poziomie 1,15 nie dał ani jednego trafienia.

Przełomowym momentem rewanżowego pojedynku z Gliwiczanami była 10. minuta. Dwie minuty po bardzo dogodnej okazji Jakuba Czerwińskiego Lech założył wysoki pressing, wymuszając stratę Grzegorza Tomasiewicza. Z wysokiego ustawienia Frantiska Placha skorzystał Ali Gholizadeh, oddając precyzyjny strzał zza pola karnego. Ta sytuacja napędziła poznańską lokomotywę. Po trzech minutach wyszła ona z dynamicznym atakiem prawym skrzydłem, skąd Gholizadeh przytomnie dograł na przedpole do Pablo Rodrgueza, który oddał piękny strzał bez przyjęcia. Gracze Daniela Myśliwca nie dali jednak się zdominować i sami mieli dogodne sytuacje do zdobycia bramki. Mogli odpowiedź już w 15. minucie, gdy głową uderzał German Barkovskiy. Po przerwie groźne strzały oddawali Jakub Lewicki, Michał Chrapek i Leandro Sanca, ale za każdym razem świetnie spisywał się Bartosz Mrozek. Pomimo tego gra defensywna lechitów była całkiem obiecująca. Ważne interwencje notowali Wojciech Mońka i Antonio Milić, a powrót do wysokiej formy świetnym występem potwierdził Robert Gumny, z czego Frederiksen był bardzo zadowolony podczas pomeczowej konferencji.

Odzyskać kontrolę

Drugie czyste konto z rzędu może zwiastować, że Duńczyk ze swoim sztabem wreszcie znalazł sposób na poprawę gry defensywnej swojego zespołu. Był to szósty ligowy mecz w bieżącym sezonie, w którym mistrzowie Polski nie stracili bramki, ale solidna postawa bloku defensywnego zwiastuje, że mogą się oni w tej statystyce znacznie poprawić. Ostatnie dwa mecze w wykonaniu Poznaniaków są dla nich bardzo dobrym sygnałem, choć absolutnie o niczym nie przesądzają. Lech tymi zwycięstwami utrzymał się przy życiu przed bardzo intensywną fazą sezonu. Już w czwartek czeka go wyjazdowy mecz z KuPS w play-offach o 1/8 finału Ligi Konferencji. Przed rewanżem podejmie na wyjeździe dobrze dysponowaną Koronę Kielce, a jeszcze później u siebie zagra z Rakowem Częstochowa oraz z Górnikiem Zabrze w ramach ćwierćfinału Pucharu Polski. Kolejorz jeszcze długo może być więc w grze na trzech frontach, a w Ekstraklasie zmierzy się jeszcze na wyjazdach chociażby z Widzewem Łódź, Jagiellonią Białystok i Pogonią Szczecin.

Świadomy zbliżających się wyzwań jest trener Frederiksen, który po meczu z Piastem zwracał uwagę, że jego zespół szczególnie w drugiej połowie powinien być bardziej cierpliwy i lepiej kontrolować przebieg spotkania. Zresztą słowo „kontrola” w wypowiedziach 55-latka było motywem przewodnim: – Jest to wyjątkowy sezon. W tej tabeli jest niezwykle ciasno. W innych europejskich ligach te różnice nie są aż tak duże. Wystarczy spojrzeć na średnią liczbę punktów nawet drużyn z czołówki. Czasem mam poczucie, że nie warto mieć długo piłkę przy nodze i dużo kreować, by skutecznie w tej lidze punktować. Nie jesteśmy zadowoleni z tej średniej punktowej. Dla kibica to jest pewnie bardzo ekscytujący sezon, ale od siebie chcemy wymagać tego, żeby tę ligę bardziej kontrolować – stanowczo stwierdził Duńczyk.

Kilku liderów

Bardzo dobrym sygnałem dla Frederiksena w kontekście reszty rozgrywek jest to, że jego podopieczni bardzo dobrze poradzili sobie bez pauzującego za kartki Mikaela Ishaka, a paru zawodników pokazało, że są w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność i odciążyć kapitana. Kapitalnie dysponowany był Gholizadeh, który do gola i asysty dołożył aktywną postawę zarówno w ataku, jak i obronie. Coraz bardziej przekonująco prezentuje się Rodriguez. Na pozycji ofensywnego pomocnika dobrą zmianę zanotował Patrik Wålemark, który posłał kilka dobrych podań. Wracający po długiej kontuzji Szwed na razie występuje w centrum boiska, by przystosować się fizycznie do gry na skrzydle, która wiążę się z większymi obciążaniami. Swoje zrobił też Yannick Agnero, który przypieczętował wynik spotkania, ale zmarnował też sytuację z metra po dograniu Luisa Palmy. Pomimo tego Frederiksen starał się budować Iworyjczyka w pomeczowych wypowiedziach, zwracając uwagę na jego dobrą pracę w pressingu i utrzymywaniu piłki, podkreślając, że praktycznie w każdym meczu dochodzi on do sytuacji strzeleckich. 

Warto też wspomnieć o Palmie, który po końcowym gwizdku przejął się kolejnym spotkaniem bez bezpośredniego udziału przy akcji bramkowej. Ostatni raz udało mu się to 23 listopada z Radomiakiem Radom. Jego zmiana była jednak pozytywna i zwiastowała, że Honduranin może być ważnym graczem w końcowej fazie sezonu. Zapowiada się ona przed Kolejorzem niezwykle wymagająco, ale wciąż ma on niezłe karty w swoim ręku. Poza wspomnianymi Ligą Konferencji i Pucharem Polski, zbliżył się do lidera na cztery punkty, choć Jagiellonia Białystok ma w zanadrzu zaległy mecz. Nie zmienia to jednak faktu, że Lech w krytycznym momencie zdołał odpowiednio zareagować i sprawił, że ten sezon może być jeszcze dla niego udany.

Igor Dziedzic / fot. Jakub Grzegórzek (PolskaPiłka.pl)