Misja Katar – co wiemy po czerwcowym zgrupowaniu kadry?

Share on facebook
Share on twitter
2022.06.08 Bruksela
Pilka nozna
Liga Narodow UEFA
Belgia - Polska
N/Z Czeslaw Michniewicz
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus 

2022.06.08 Bruksela
Football
UEFA Nations League
Belgium - Poland
Czeslaw Michniewicz
Photo Pawel Andrachiewicz / PressFocus

14 czerwca meczem z Belgią na PGE Narodowym reprezentacja Polski zakończyła trwające aż 16 dni zgrupowanie. Było ono bardzo ważnym elementem selekcji przed tegorocznym mundialem. Czesław Michniewicz powołał aż 38 zawodników, z czego 28 otrzymało szanse w meczach Ligi Narodów. Zostało sprawdzone bardzo wiele systemów taktycznych. Te trochę ponad dwa tygodnie przyniosły opinii publicznej szerokie pole do dyskusji, a selekcjonerowi ogromną bazę danych, którą teraz będzie musiał dogłębnie przeanalizować i wyciągnąć konkretne wnioski, by dobrać odpowiednie personalia i taktykę na Mistrzostwa Świata.

W bramce mamy spokój

Wojciech Szczęsny wydaje się być niekwestionowaną „jedynką” w bramce.
Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Czesław Michniewicz w czerwcowych spotkaniach kadry sprawdził wszystkich czterech bramkarzy, którzy stawili się na zgrupowaniu. Trzeba przyznać, że żaden z nich nie zawiódł, a spisał się co najmniej przyzwoicie. Wiadomym jest, że bramkarzem numer „1” naszej kadry jest Wojciech Szczęsny, co nie podlega dyskusji, ponieważ z naszych wszystkich zawodników na tę pozycję jest on najbardziej kompletny. Po tym zgrupowaniu swoją pozycję w hierarchii jako numer „2” potwierdził Łukasz Skorupski, a jego występ był najbardziej spektakularny spośród wszystkich bramkarzy. Solidnie spisali się także Kamil Grabara i Bartłomiej Drągowski, którzy powalczą zapewne o ostatnie wolne miejsce dla golkiperów w samolocie do Kataru. Jednak najważniejsze jest to, że nieważne, który z wyżej wymienionych stanie między słupkami, to możemy być pewni, że pomoże drużynie, bo każdy z nich reprezentuje odpowiedni poziom. Wydaje się, że przynajmniej na tej pozycji selekcjoner ma same pozytywne zmartwienia.

Elastyczność taktyczna

Jeśli chcemy rozmawiać o pozycjach z pola, to najpierw wypadałoby ustalić w jakim systemie taktycznym reprezentacja pod wodzą Michniewicza będzie grała na mundialu. W tym miejscu rodzi się problem, ponieważ to zgrupowanie nie przyniosło nam odpowiedzi na pytanie, które ustawienie jest dla selekcjonera galowe. Wydaje się, że dwa podstawowe ustawienia dla byłego szkoleniowca m.in. Legii Warszawa to: 4-2-3-1 oraz 3-4-2-1. Jednak wątpliwym jest, by trener zdecydowanie postawił na któreś z nich, ponieważ dla niego najważniejsza jest elastyczność taktyczna i dostosowanie strategii pod konkretnego rywala. Michniewicz, który lubuje się we włoskiej myśli szkoleniowej, niejednokrotnie stawia na ustawienia hybrydowe, a także zmienia zamysł w zależności od przebiegu spotkania. Należy przecież pamiętać, że w odwodzie mamy też ustawienie z dwójką klasycznych napastników, które jednak selekcjoner wydaje się traktować tylko jako opcję, którą można wprowadzić w trakcie spotkania. Pewne jest jedynie to, że polska drużyna może okazać się nieprzewidywalna pod względem taktycznym dla rywala. I oby tylko dla niego – w końcu elastyczność taktyczna ma być naszą zaletą, a nie kulą u nogi.

Stoperzy z potencjałem, by posadzić Glika na ławce

Czy Kamil Glik w Katarze będzie tylko rezerwowym?
Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Pozycja środkowego obrońcy dość niepodziewanie stała się tą, na którą z optymizmem możemy patrzeć w kontekście przyszłości, nawet tej najbliższej i mundialu w Katarze. W końcu na Mistrzostwach Świata, jeśli chcemy powalczyć z silniejszymi od nas, nasi stoperzy muszą być w najwyższej formie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w meczach z tymi rywalami Biało-Czerwoni przez większość czasu gry będą pozbawieni piłki. Optymizm można wiązać z następującymi nazwiskami: Glik, Bednarek, Kiwior, Dawidowicz, Salamon, Helik, Piątkowski czy Walukiewicz. Jeśli wszyscy wyżej wymienieni będą zdrowi i będą regularnie grać na jesień w swoich klubach, to na tej pozycji Michniewicz będzie miał pozytywny ból głowy.

Jeśli sprawdzi się taki scenariusz, moim zdaniem, miejsce wśród rezerwowych powinien zająć Kamil Glik. Jest to zawodnik, który od pewnego czasu bardzo uszczupla możliwości gry naszej kadry, ponieważ bardzo słabo wyprowadza piłkę, a także brakuje mu dynamiki i zwrotności, co powoduje, że polska linia obrony jest nisko ustawiona. To ogranicza nasze możliwości w aktywnej grze wysokim pressingiem oraz tworzy na boisku dziury, ponieważ linia obrony pod kierownictwem Glika nie nadąża za resztą partnerów. To było jedną z przyczyn naszego blamażu w Brukseli, a takiego problemu nie mieliśmy w Rotterdamie, gdy piłkarz Benevento zasiadł na ławce rezerwowych. Wszedł on wówczas na boisko w 84. minucie, by swoim charakterem i umiejętnością gry w powietrzu pomóc utrzymać remis z mocniejszym rywalem. Właśnie taką rolę widzę dla Glika w kadrze w najbliższej przyszłości – zadaniowca, który wejdzie na plac gry wtedy, gdy staramy się utrzymać wynik. Na tę chwilę, jeśli wszyscy wyżej wymienieni będą zdrowi, w tym gronie jest co najmniej trzech lepszych graczy od 96-krotnego reprezentanta Polski i nie ma przypadku w tym, że jest on obecnie piłkarzem klubu grającego tylko w Serie B.

Prawa obrona zaklepana na lata

Matty Cash może zostać następcą Łukasza Piszczka na prawej obronie na lata.
Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Jeśli przed tym zgrupowaniem ktoś jeszcze miał wątpliwości co do przydatności dla reprezentacji Polski Matty’ego Casha, to chyba się ich już wyzbył. Obrońca Aston Villi to zawodnik, który na lata załatwił sobie miejsce na prawej obronie (wahadle) w pierwszej jedenastce naszej kadry. Mówimy w końcu o zawodniku dopiero 25-letnim, czyli takim, który swój najlepszy czas ma dopiero przed sobą. Cash wspaniale gra do przodu, ma wybitną motorykę i wytrzymałość, dlatego jest w stanie przez cały mecz z jednakowym zaangażowaniem brać udział w akcjach ofensywnych i defensywnych. Nad tą drugą sferą musi pewnie jeszcze trochę popracować (choć i tak jest nieźle), ale nie ma przypadku w tym, że jego osobę łączy się z jeszcze lepszymi europejskimi klubami niż Aston Villa.

Na lewej stronie defensywy selekcja została zawężona

Tymoteusz Puchacz zdaje się być pierwszym wyborem na lewej obronie.
Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Obsada lewej strony defensywy już od wielu lat stanowi dla nas istotny kłopot, a ta pozycja wydaje się być naszą piętą achillesową niezależnie od tego, czy mówimy o cztero- czy pięcioosobowym bloku obronnym. Nie inaczej jest za kadencji Czesława Michniewicza. On w swoim castingu na tę pozycję dokonał pierwszej poważnej selekcji. W jej wyniku w rywalizacji o miejsce na lewej obronie w czwórce z tyłu pozostają Tymoteusz Puchacz oraz nominalny prawy obrońca Bartosz Bereszyński, który paradoksalnie dużo większe szanse ma na grę na tej pozycji, niż na swojej ulubionej. To właśnie zawodnik Sampdorii wydaje się faworytem selekcjonera na newralgiczną pozycję, ponieważ jest lepszy od Puchacza w aspekcie gry w defensywie i odpowiedzialności taktycznej, a także stanowi korzystną przeciwwagę dla ofensywnego Casha. Właściwie tylko w aspekcie gry do przodu ustępuje zawodnikowi Unionu Berlin, który liczy się też w walce o pozycję numer „1” na lewe wahadło, jeśli Michniewicz postanowi grać ustawieniem z trójką środkowych obrońców.

Tam brani pod uwagę są także Przemysław Frankowski i Nicola Zalewski, czyli zawodnicy usposobieni bardziej ofensywnie niż Puchacz. Na tę chwilę faworytem trenera wydaje się Zalewski. Jednak ma on spore braki w grze defensywnej, a na tej pozycji, przy sposobie gry kadry, nie ma okazji pokazać całości swojego potencjału pod bramką rywala i w kreacji akcji. Optymalną dla niego pozycją w reprezentacji byłoby skrzydło lub „10”. Poza tym niewykluczone, że w nowym sezonie klubowym będzie grał na innej pozycji, bo lewe wahadło będzie zarezerwowane dla Leonardo Spinazzoli, który prawie całą minioną kampanię stracił na leczenie kontuzji. Dlatego, moim zdaniem, najwięcej w tym miejscu na boisku może dać nam Puchacz, mimo jego wad, które są nam dobrze znane. W dodatku warto mieć nadzieję, że wychowanek Kolejorza będzie grał regularnie w klubie, a to pewne nie jest. Wydaje się, że z rywalizacji na obie omawiane pozycje odpadli Patryk Kun i Kamil Pestka (obaj bez minut na tym zgrupowaniu), a z zawodników teraz nieobecnych do walki może się włączyć chyba tylko Arkadiusz Reca. Piłkarz Spezii wystąpił w debiucie Michniewicza w Glasgow i spisał się źle, a teraz zabrakło go z powodu urazu.

Modlitwa o zdrowie

Zdrowy Jakub Moder byłby ważnym elementem środka pola.
Fot. Marcin Karczewski/PressFocus

Środek pola ponownie okazał się miejscem na boisku, w którym polska kadra ma spory problem, ponieważ to właśnie od zawodników tam grających często zależy jakość utrzymania się przy piłce czy wykreowane sytuacje. Niestety w naszej reprezentacji od lat kuleje element rozegrania futbolówki. Jeśli gramy z drużynami słabszymi lub na zbliżonym do nas poziomie, to męczymy się w ataku pozycyjnym, a jeśli gramy z zespołami silniejszymi od siebie, to mamy spory problem z wymienieniem kilku podań. Na usprawiedliwienie generalnie przeciętnej gry naszych pomocników na tym zgrupowaniu należy powiedzieć, że nie zagrało dwóch najlepszych z nich z powodu urazów. Ale po kolei…

Moim zdaniem Polacy powinni grać z jedną typową „szóstką” i jedną typową „ósemką”, bo to gwarantuje odpowiedni balans w środku pola. Jeśli chodzi o nasze „10-tki”, na boisku będzie pewnie jeden taki zawodnik lub dwóch – w zależności od ustawienia. Według mnie odpowiednią jakość na pozycjach numer 6 i 8 są obecnie w stanie nam zagwarantować tylko zdrowi Jakub Moder (jako „ósemka”) i Krystian Bielik (jako szóstka”). Jednak obaj są aktualnie kontuzjowani, a selekcjoner powinien dać na mszę za ich zdrowie, bo od tego może zależeć nasz wynik na mundialu. Oczywiście, Bielik powinien zmienić klub na występujący w lepszej lidze niż League One, jednak jeśli zdrowie mu dopisze, to powinno się wydarzyć. Kadrze gwarantuje on skuteczny odbiór, dobre rozegranie, a także możliwość awaryjnego zagrania na środku obrony. Jego głównymi konkurentami do składu są: doświadczony Grzegorz Krychowiak (on podobnie jak Glik przyda się jeszcze tej kadrze, ale mam nadzieję, że tylko jako zadaniowiec) i ograniczony piłkarsko Jacek Góralski, który ponadto jest w powszechnej opinii słusznie uważany za zapalnik. Za to Moder to gwarancja skutecznej gry w obronie i ataku, jako pomocnik w stylu box to box, który jest w stanie udanie obskoczyć każdą pozycję w środku pola.

Na pierwszego zmiennika Modzia w czerwcu wyrósł Szymon Żurkowski, który imponuje ambicją i niesłychanym zdrowiem do biegania przez 90 minut na pełnej intensywności, jednak ewidentnie odstaje od zawodnika Brighton stricte piłkarsko. Opcją na tę pozycję może być także Karol Linetty, lecz on najpierw musi zmienić klub i w nim grać, by w ogóle myśleć o bilecie do Kataru. W związku z tym, co zobaczyliśmy na ostatnim zgrupowaniu, zdrowi Bielik i Moder są po prostu Michniewiczowi niezbędni. Za to na pozycji numer 10 selekcjoner ma względny spokój. Występują tam najczęściej Piotr Zieliński i Sebastian Szymański, jednak w czerwcowych meczach mieli tylko przebłyski. Szczególnie więcej wymagamy od Zielińskiego, który być może powinien mieć możliwość kreowania akcji bardziej z głębi pola, a nie gry praktycznie jako drugi napastnik, bo to nie jest jego styl. Poza wymienioną dwójką warto byłoby dać na tej pozycji szansę świetnemu technicznie Nicoli Zalewskiemu, który tam powinien czuć się lepiej niż na wahadle. Paulo Sousa na tej pozycji ustawiał też za swojej kadencji Przemysława Frankowskiego, lecz wymieniona wyżej trójka ma wyższe umiejętności do gry w tym miejscu na boisku i stanowi dla siebie równorzędnych rywali do wyjściowego składu.

Skrzydłowi nadal na bocznym torze

Czy Jakub Kamiński będzie podstawowym skrzydłowym na mundialu?
Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Zawodników nominalnie grających na tej pozycji selekcjoner powołał aż sześciu, a w czerwcowej Lidze Narodów swoje szanse dostało tylko trzech z nich. Jakub Kamiński zaliczył bardzo dobre wejście z ławki z Walią oraz słabiutki mecz z Belgią w Brukseli, Przemysław Frankowski nieźle spisał się w Rotterdamie, a Kamil Grosicki zaliczył dwa krótkie epizody z Walią i Belgią w Warszawie (wchodził na murawę odpowiednio w 81. i 84. minucie), o których nie można powiedzieć niczego szczególnego. W żadnym z spotkań nie zagrali za to Konrad Michalak, Przemysław Płacheta i Kamil Jóźwiak, czyli podstawowy zawodnik za kadencji Paulo Sousy. Dobrze na tej pozycji w Rotterdamie spisał się Nicola Zalewski, który okazuje się być bardzo uniwersalnym graczem, gotowym obskoczyć kilka pozycji.

Na mundial nie pojadą pewnie Płacheta i Michalak. Jakieś szanse ma Jóźwiak, choć w obecnej formie iluzoryczne. Grosicki nadaje się już jedynie jako człowiek od atmosfery, a takiego kadra nie potrzebuje. Ważne pół roku ma przed sobą Kamiński, bo w nowym sezonie będzie grał w Wolfsburgu i oby wywalczył tam pierwszy skład, a selekcjoner wystawiał go na jego ulubionej lewej stronie (jak z Walią), a nie prawej (jak z Belgią). Obiecująco wygląda sytuacja Frankowskiego, który musi utrzymać impet z zeszłego sezonu, po którym został wybrany odkryciem rozgrywek Ligue 1. Na tę chwilę Zalewski to podstawowy zawodnik kadry przy ustawieniu ze skrzydłowymi, a z konieczności mogą zagrać tam również Zieliński i Sebastian Szymański. Reasumując, notowania klasycznych skrzydłowych są na tyle słabe, że większe szanse na grę tam mają ludzie kojarzeni z innymi pozycjami i ustawieniami.

Zmienna hierarchia w ataku

Karol Świderski może zostać partnerem Roberta Lewandowskiego w ataku.
Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że pozycja napastnika jest tą, na której mamy bardzo duży komfort wyboru. Jednak to zgrupowanie potwierdziło, że od pewnego czasu przestało być już tak różowo jak było wcześniej, lecz nadal jest w miarę dobrze. W końcu Robert Lewandowski to cały czas TOP 3 snajperów świata, który nie zamierza zwalniać tempa. Za jego plecami w hierarchii polskich napastników jednak dzieje się bardzo dużo. Po tym zgrupowaniu wydaje się, że na drugie miejsce w rankingu atakujących wskoczył Karol Świderski, czyli joker w talii polskich selekcjonerów. Zawodnik Charlotte FC najczęściej dostaje szanse jako zmiennik (w ten sposób zaliczył 9/16 występów i 4/7 goli w kadrze) i zazwyczaj nie zawodzi. Zawsze kiedy wchodzi na boisko jest aktywny, dochodzi do sytuacji strzeleckich i dobrze rozumie się z Lewandowskim. Jeśli Michniewicz zdecydowałby się na grę dwójką napastników, to właśnie Świderski najbardziej zasługuje na miejsce obok kapitana reprezentacji. Na trzecie miejsce w hierarchii podczas zgrupowania spadł Adam Buksa. Świeży nabytek RC Lens dostał szansę od pierwszej minuty z Walią, gdzie miał bardzo trudne życie, rozbijając się w pojedynkach z obrońcami Smoków. Za to z Belgią w Brukseli wszedł na boisko i nie wykorzystał swoich dogodnych okazji na wpisanie się na listę strzelców, a potem doznał kontuzji. Jest to zawodnik wysoki, dobrze grający głową, jednak to Świderski dzięki swojej mobilności wydaje się lepiej uzupełniać z Lewandowskim, stwarzając mu bardzo dużo możliwości dogrania do siebie piłki. W końcu napastnik Bayernu w reprezentacji nie jest klasyczną „dziewiątką”, bliżej mu do rozgrywającego. Dalej w rankingu wydają się być Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Ten pierwszy musi wreszcie być zdrowy, bo może być wartościowym wzmocnieniem drużyny. Piątek za to musi postarać się pozostać w Italii, bo chyba tylko przy tamtejszym słońcu będzie w stanie nawiązać do swojej najlepszej dyspozycji.

Potrzebny skuteczniejszy pressing i większe zaangażowanie kapitana

Robert Lewandowski słabo spisał się w czerwcowych meczach kadry.
Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

To co najbardziej mogło przeszkadzać kibicom w czerwcowych meczach reprezentacji, poza problemami z utrzymaniem się przy piłce, to stojąca na niskim poziomie organizacja zespołowego pressingu. Moim zdaniem złożyło się na to zmęczenie sezonem Roberta Lewandowskiego, który w wielu momentach meczy mógł irytować swoim człapaniem po murawie i stratami piłek, zwłaszcza w ostatnim spotkaniu z Belgią, oraz postawa Kamila Glika, który swoją charakterystyką bardzo ogranicza możliwości polskiej kadry w pressingu. To właśnie ze zbyt dużej dziury między liniami obrony i pomocy Polaków wzięły się rozmiary porażki z Brukseli, gdy nasza defensywa dowodzona przez Glika nie nadążała za resztą kolegów. Nie ma w tym przypadku, że najlepiej polski pressing funkcjonował w starciu z Holandią, kiedy Glik z Lewandowskim odpoczywali. Umiejętność odebrania futbolówki rywalowi dzięki zorganizowanej pracy całej drużyny, w dodatku na jego połowie, będzie bardzo cenna w Katarze, bo tego wymaga nowoczesny futbol. Miejmy nadzieję, że Lewandowski w listopadzie będzie wypoczęty i odpowiednio zmotywowany, o co możemy być raczej spokojni, a Glik usiądzie na ławce.

Oni mają nikłe szanse na mundial

Kamil Jóźwiak w czerwcu nie zagrał ani minuty. Za kadencji Paulo Sousy był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski.
fot. Marcin Karczewski/PressFocus

Sam Czesław Michniewicz mówił, że 90% kadry na mundial lub więcej będą stanowić piłkarze, którzy stawili się na czerwcowym zgrupowaniu. Jest wśród nich już teraz spora grupa zawodników, której szanse na bilet do Kataru są bardzo małe. Należą do nich: Tomasz Kędziora (brak minut na tym zgrupowaniu, dużą rolę odegra tutaj letnia zmiana klubu, jednak konkurencja na jego pozycji jest spora), Robert Gumny (zagrał na tle kolegów naprawdę obiecujący mecz w Brukseli, ale konkurencja na jego pozycji jest wymagająca), Mateusz Wieteska (mecz w Warszawie pokazał, że kadra to dla niego za wysokie progi, a u innego selekcjonera szansy pewnie by nigdy nie dostał), Marcin Kamiński (brak minut, wydaje się nie być ulubieńcem trenera, którego wymarzonym lewonożnym stoperem został Kiwior), Patryk Kun i Kamil Pestka (obaj bez minut, kadra to na razie nie ich poziom, choć Pestka może jeszcze do niego doskoczy), Damian Szymański (na poprzednie zgrupowanie w ogóle nie był powołany, teraz wystąpił tylko w drugiej połowie w Brukseli i jak cała kadra spisał się katastrofalnie, czym najprawdopodobniej zamknął sobie drogę na mundial), Przemysław Płacheta i Konrad Michalak (obaj bez minut, raczej nie pasują zbytnio poziomem do bycia reprezentantami, a ich jedynym wyróżniającym się atutem jest szybkość), Kamil Grosicki (dostał łącznie 15 minut w dwóch domowych meczach i niczym się nie wyróżnił, a jedynym jego atutem w walce o MŚ jest to, że w polskiej szatni odpowiada za atmosferę, bo piłkarskich argumentów doświadczony skrzydłowy już od dawna nie ma), Kamil Jóźwiak (brak minut, za nim bardzo trudne pół roku naznaczone kontuzją i transferem do MLS, być może uwolni jeszcze w tym roku swój potencjał, ale może mu nie sprzyjać kalendarz sezonu w USA).

O nich też warto pamiętać

Kacper Kozłowski musi zacząć regularnie grać w klubie, żeby liczyć na kolejny występ na dużym turnieju w biało-czerwonych barwach.
fot. Adam Starszyński/PressFocus

W kontekście Mistrzostw Świata warto pamiętać także o kilku piłkarzach, którzy nie dostali zaproszenia na czerwcowe zgrupowanie: Jakub Moder (kontuzja, nie wiadomo czy zdąży z formą na Katar), Bartosz Salamon (dochodzi do zdrowia po kontuzji złapanej na marcowym zgrupowaniu, termin jego powrotu do pełni zdrowia nie jest jeszcze znany), Paweł Dawidowicz (kontuzja, na początek przygotowań do nowego sezonu będzie już w pełni sił), Kamil Piątkowski i Michał Helik (tutaj również kontuzje przyplątały się na koniec sezonu, poza tym musi szukać nowego klubu po spadku Barnsley do League One), Arkadiusz Reca (również kontuzja, powinien być gotowy na nowy sezon), Kacper Kozłowski (w czerwcu był powołany tylko do młodzieżówki, bo na wiosnę przeciętnie radził sobie w lidze belgijskiej, od nowego sezonu dołącza do Brighton i biorąc to pod uwagę, ten polski talent raczej na mundial nie pojedzie), Bartosz Kapustka (dochodzi do formy po ciężkiej kontuzji kolana, jeśli będzie dobrze prezentował się na jesień, szansę na mundial ma, Michniewicz bardzo go ceni), Patryk Klimala (jest pod lupą selekcjonera, który spotkał się z nim podczas wizyty w USA, jednak napastnik może mieć problem z wygryzieniem z kadry innych konkurentów), Dawid Kownacki (kapitan młodzieżówki Michniewicza, selekcjoner bardzo go ceni, ale najpierw trzeba poczekać na wyjaśnienie jego sytuacji klubowej, a potem na jego jesienne popisy na murawie).

Selekcjoner szuka balansu

Na podsumowanie warto powiedzieć, jak Michniewicz chce by wyglądała gra jego reprezentacji. Zdaje on sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie dominować w starciu z silniejszymi rywalami. W związku z tym w meczach z nimi będziemy się głównie bronić i selekcjoner życzyłby sobie, żebyśmy robili to skutecznie. W naszej grze ważne mają być też fazy przejściowe, które nie funkcjonowały dobrze w czerwcu, a na przykład szybki kontratak ma być naszą siłą. Michniewicz nie chce jednak skupiać się tylko na głębokiej obronie i kontrach. Chciałby natomiast, żeby jego piłkarze potrafili czasami dłużej utrzymać się przy piłce, zbudować atak pozycyjny czy zaskoczyć rywali pressingiem. Pytanie tylko, czy mamy do tego odpowiedni materiał ludzki, bo tegoroczna Liga Narodów poddała to w wątpliwość. Jednak jeśli wrócą do gry Bielik i Moder, a na ławce usiądzie Glik, to ten plan może wypalić i oby tak właśnie było.

Kacper Adamczyk