Michał Borecki: Świetnie wspominam współpracę z trenerem Inzaghim, mimo że była to bardzo wybuchowa osoba

Share on facebook
Share on twitter
2021.05.01 Krakow
Pilka nozna, eWinner II liga, sezon 2020/2021
Hutnik Krakow - KKS 1925 Kalisz
N/z Nestor Gordillo, Michal Borecki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2021.05.01 Krakow
Football, Polish second league - third level, 2020/2021 season
Hutnik Krakow - KKS 1925 Kalisz
Nestor Gordillo, Michal Borecki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

W ostatnich dniach jest gorąco na ławkach trenerskich we włoskiej Serie A. Nowym szkoleniowcem Interu został Simone Inzaghi, a jego miejsce w Lazio zajął Maurizio Sarri. Postanowiliśmy porozmawiać z osobą, która dobrze zna trenera „Nerrazurrich” i zdradziła nam trochę ciekawostek na jego temat. Zapraszamy do rozmowy z Michałem Boreckim, zawodnikiem KKS-u Kalisz.

Dominik Pasternak (PolskaPiłka.pl): Ostatnio zapewniliście sobie awans do barażów. Chyba przed sezonem niewielu postawiłoby taki wynik, a tu proszę niespodzianka. Teraz lecicie po pełną pulę?

Michał Borecki (KKS Kalisz): Powiem tak – przed sezonem głośno nie mówiliśmy o tym, że chcemy zagrać w barażach, ale po cichu liczyliśmy na to. Fajnie, że udało się ten cel osiągnąć i teraz wiadomo, że przed nami kolejne ciężkie mecze. Te spotkania barażowe rządzą się swoimi prawami i mimo tego, że w lidze dwukrotnie przegraliśmy z Wigrami, bo z nimi raczej zagramy, to wydaję mi się, że czeka nas zupełnie inne spotkanie niż te poprzednie ligowe. Różnica jest taka, że oni muszą, a my możemy.

Wigry ten baraż traktują jeszcze poważniej niż wy, bo jednak presja na awans jest większa i też możliwości finansowe nieco inne. Na plus dla was będzie to, że oni są faworytem, a wy atakujecie z pozycji „Dawida”.

– Oczywiście, my możemy podejść do tego meczu z trochę luźniejszą głową. W ostatnim czasie graliśmy pod presją, bo jednak gdy pojawiła się szansa wejścia do szóstki, to żal było jej nie wykorzystać i w zasadzie każde spotkanie było kluczowe w kontekście gry o te baraże. Wigry są drużyną, która spadła z pierwszej ligi, a my jesteśmy tylko beniaminkiem, ale stać nas na dobry wynik, co już pokazaliśmy w tym sezonie.

Został wam jeszcze mecz w ostatniej kolejce z Olimpią Elbląg. To będzie raczej takie spotkanie po prostu do dogrania przed tym barażem z Wigrami, czy jednak za wszelką cenę chcecie wygrać?

– Traktujemy mecz z Olimpią poważnie, chcemy zagrać na 100% i z pewnością nie będzie odpuszczenia, bo potrzebujemy być w rytmie meczowym, żeby być gotowym na te baraże.

Zacząłeś sezon na ławce rezerwowych i wskoczyłeś do wyjściowej jedenastki na mecz z Motorem, wygranym 3:0 i później długo tej pozycji nie oddałeś. Chwilę musiałeś pracować na zaufanie trenera Wieczorka.

Dokładnie. Cieszę się, że tak to wyglądało, bo powoli wszedłem w sezon, ale jak już wskoczyłem do wyjściowej jedenastki, to nie oddałem miejsca do końca. Miałem na początku trochę problemów z przygotowaniem motorycznym, musiałem poświęcić trochę czasu, żeby odpowiednio nadrobić te braki i wejść na odpowiedni rytm. To z pewnością też miało znaczenie przy tym, że awansowałem do pierwszego składu.

A jakim trenerem jest Ryszard Wieczorek? Wiele osób zna go z wcześniejszych sukcesów w wyższych ligach, ale chciałem zapytać, jak wygląda to teraz?

– Trener Wieczorek jest bardzo ambitnym człowiekiem. Wie, czego chce i czego od nas oczekuje. Z pewnością jest świetnym taktykiem, bo potrafi nas dobrze poustawiać na boisku – przed jego przyjście drużyna wyglądała dobrze, ale awansu nie potrafiła zrobić. Po zmianie szkoleniowca wiele się zmieniło i wreszcie udało się ten cel osiągnąć. Awansowaliśmy i naturalnie trener zaczął więcej od nas wymagać. Poza boiskiem jest bardzo sympatyczną osobą, z którą można pożartować i porozmawiać na wszelakie tematy.

Chciałem zapytać o twoją włoską przygodę, bo grałeś w Lazio, z którym nawet święciłeś sukcesy. Z tego, co widziałem, to jednym z twoich trenerów był Simone Inzaghi, nowy szkoleniowiec Interu. Jak oceniasz współpracę z tym człowiekiem?

Z trenerem Inzaghim pracowałem przez cały trzyletni okres w Lazio. Jest to osoba wybuchowa, ale bardzo skrupulatnie wykonująca swoją pracę. Gdy przyszedł do nas, to od razu przedstawił swoją wizję na grę i zaczął szybko ją realizować. Wygraliśmy z nim Superpuchar Włoch oraz Puchar Włoch i też mogę powiedzieć, że jest to bardzo ambitny człowiek, który za wszelką cenę dąży do celu. Zresztą podobnie jak mój obecny trener, Ryszard Wieczorek.

Miałeś okazję przeciąć się z jakimiś zawodnikami, którzy teraz występują w Serie A?

– Tak, grałem w Primaverze m.in. z Alessandro Murgią (teraz SPAL), czy z Balde Keitą (Sampdoria). Jeśli chodzi o Balde, to faktycznie zaliczył trochę przygód po różnych klubach, ale myślę, że w Sampdorii się teraz odbuduje i wróci do jakiejś topowej drużyny, bo potencjał w nim drzemie ogromny.

Wspomniałeś, że trener Inzaghi był bardzo wybuchową osobą, a jak przekładało się to na drużynę?

– Był bardzo wybuchową osobą na boisku, grał z nami przy linii, z tym że to były okrzyki bardzo motywujące i dające dodatkowego kopa, gdy brakowało sił, albo jak przegrywaliśmy. Poza boiskiem trener Inzaghi był super człowiekiem, szczególnie dla nas, obcokrajowców – gdy potrzebowaliśmy czegoś, to zawsze służył pomocą, można było do niego zadzwonić i o wszystko zapytać. Zabierał nas też na kolacje, żeby się lepiej zintegrować – dosłownie człowiek do rany przyłóż. Mimo tego, że przecież na koncie miał spore sukcesy, jako zawodnik, to dało się z nim normalnie porozmawiać i wiele rzeczy wyjaśnić.

Z Lazio awansował do Ligi Mistrzów,  raz wygrał Coppa Italia i  2x Superpuchar Włoch. Jednak nikt nie naciskał w Rzymie na to, żeby walczyć o mistrzostwo. Myślisz, że w Interze podoła temu zadaniu?

– Myślę, że tak. Teraz w Interze dostał po Antonio Conte gotowy materiał na to, żeby osiągać sukcesy, a w Lazio, nie ma co ukrywać, ale takiej możliwości nie miał. Wydaję mi się, że i tak trener Inzaghi w Rzymie osiągnął „maxa” w porównaniu do tego, co miał na początku.

Spośród wszystkich trenerów, których spotkałeś, Inzaghi był tym najlepszym?

– Wielu ich jak dotąd nie spotkałem, ale Inzaghi z pewnością był najbardziej znanym. Nie wiem do końca, czy najlepszy, bo trener Wieczorek też dużo wymaga i przede wszystkim w Lazio nie grałem w seniorach, tylko trenowałem, więc też to inaczej wygląda, niż jak teraz w Polsce.

A Ty po powrocie do Polski z Włoch, czułeś różnicę, jeśli chodzi o poziom?

– Ja, jak wracałem do Polski, to od razu do drużyny seniorskiej. We Włoszech nie miałem okazji zadebiutować w seniorach, tylko trenowałem z pierwszym zespołem. Mogę powiedzieć, że poziom juniorski w porównaniu do dorosłego to trochę inna bajka, bo tam mogliśmy grać bardziej w piłkę, bawić się z nią, a tutaj dochodzi ta fizyka, która ogranicza pewne zachowania.

Byłeś zawiedziony, że ta przygoda z Włochami nie do końca zakończyła się tak, jakbyś się tego spodziewał?

– Jestem trochę sam sobie winny, bo mogłem zostać we Włoszech jeszcze jeden rok, bo klub mi to proponował. Miałem trochę problemów zdrowotnych na końcu i też chciałem wrócić do Polski, i faktycznie trochę za szybko podjąłem tę decyzję. Mówili mi, że dostanę szansę w Ekstraklasie, tak się nie stało i trzeba było poznać swoje miejsce w szeregu. Mogę mieć do siebie pretensję, ale jest, jak jest i czasu nie cofnę.

Ciężko było odnaleźć się w tej polskiej rzeczywistości? W Lazio pewnie stało to na topowym poziomie.

– Nie miałem z tym problemu. Gdy mieszkałem we Włoszech, to często wracałem do Polski, gdy tylko była taka możliwość, więc wiedziałem, jak wygląda tu granie w piłkę. W Rzymie też nie było nie wiadomo jakich warunków, bo rozgrywaliśmy niektóre mecze i trenowaliśmy na sztucznych murawach, więc nie odczułem tego przeskoku.

Na koniec chciałem zapytać, gdzie widzisz siebie za 5 lat? Chciałbyś jeszcze wrócić do Calcio?

– Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Chciałbym zagrać chociaż jeden mecz w Ekstraklasie, ale na razie jestem w Kaliszu i tutaj zrobię wszystko, żeby pomóc zespołowi w awansie do I ligi.

Rozmawiał Dominik Pasternak