Miał już nigdy nie zagrać, a przeszedł do historii fińskiej piłki. Historia Joela Pohjanpalo

Share on facebook
Share on twitter
pohjanpalo

„Twoja kostka praktycznie się topi” – takie słowa od lekarza usłyszał Joel Pohjanpalo, kiedy kolejny raz musiał przerwać grę z powodu kontuzji. Ciągle zrzucane przez los kłody pod nogi mogły doszczętnie zniszczyć psychikę zawodnika, ale nie fińskiego napastnika. 26-latek przeszedł drogę z piekła do nieba i nie dość, że awansował ze swoją reprezentacją na mistrzostwa Europy, to jeszcze zdobył w nich pierwszego, historycznego gola w starciu z Danią.

Jest 1994 rok, na świat w Helsinkach przychodzi malutki Joel, którego ojciec jest ogromnym fanem Liverpoolu i sam grał w piłkę w Finlandii. Marzy mu się, żeby jego syn wystąpił kiedyś przeciwko najlepszym zawodnikom na świecie i poprowadził swoją reprezentację do historycznych sukcesów. W głowie rodzą się myśli o pójściu w ślady Jariego Litmanena, największej gwiazdy fińskiego futbolu w historii.

Przygodę z piłką zaczęła się szybko, już od najmłodszych lat ojciec zarażał syna pasją do sportu i ten bakcyla natychmiastowo połknął. Do szkoły zabierał: książki, przybory, jedzenie i… jakby inaczej, piłkę. Po lekcjach spędzał godziny, kopiąc nią o ścianę i cały czas doszkalając swoje umiejętności. W wieku 12 lat udał się na pierwszy trening do tamtejszej potęgi, HJK Helsinki. Szybko okazuje się, że Joel jest boiskowym twardzielem. W każdym meczu wyróżnia się swoją siłą na tle rówieśników i olbrzymią wolą walki. Raz nawet zastąpił kontuzjowanego bramkarza i obronił rzut karny. Jego pierwszy trener w juniorach Timo Viljamaa mówił, że jeśli prowadził trzy treningi dziennie dla różnych grup wiekowych, to Pohjnapalo chciał brać udział we wszystkich z nich. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych, od początku postawił sobie cel, jakim była gra na wysokim poziomie i robił wszystko, by go osiągnąć. Ta taktyka przynosiła efekty, bo młody piłkarz imponował na turniejach juniorskich swoją formą – podczas jednego z nich chłopcy z innych drużyn chcieli brać od niego autografy, a było to tak obsesyjne, że w całej sytuacji musiał pomóc jego ojciec.

Wejście do seniorskiej piłki Pohjanpalo miał niesamowite – w wieku 16 lat zadebiutował w rezerwach HJK i w premierowym sezonie strzelił 33 bramki w zaledwie 21 występach. Na uwagę zasługiwał szczególnie jego mecz przeciwko IFK Mariehamn, kiedy to w 162 sekundy strzelił 3 gole i zapewnił drużynie zwycięstwo. Świetna dyspozycja w niższych szczeblach nie mogła przejść bez echa w pierwszej drużynie. Już sezon później był on głównym motorem napędowym ekipy z Helsinek i tym razem jego licznik zatrzymał się na 19 bramkach. Jego dyspozycja rosła z każdym meczem, dobre wyniki go tylko nakręcały do jeszcze cięższej pracy. Dodatkowym bodźcem był debiut w reprezentacji w 2012 roku w meczu z Cyprem, kiedy 18-letni Joel pojawił się na placu gry w 70. minucie, zmieniając Timo Pukkiego (Cypr 0:3 Finlandia przy.red). – Był małym chłopcem, ale stał się wielkim – mówi Viljamaa w wywiadzie dla Italehti.fi.

Jego dobra gra w macierzystym kraju nie umknęła klubom zza granicy. Jako pierwsi sięgnęli po niego działacze Bayeru Leverkusen, którzy widzieli w nim ogromny potencjał. Zanim przebił się do pierwszej drużyny, musiał udowodnić swoją wartość na wypożyczeniu w VFB Aalen i Fortunie Dusseldorf. Kiedy dołączył wreszcie na stałe do Bayeru, to publiczność miała jednego ulubieńca, a był nim meksykański napastnik Chicharito. Joel miał wcielić się w rolę najpierw jego zmiennika, a później powoli wchodzić do pierwszego składu.

Zaczął najlepiej, jak się dało, czyli od bramki w debiucie z Borussią Mönchengladbach. Wszedł na 12 minut, zrobił swoje, mimo wszystko Bayer wtedy jednak musiał uznać wyższość przeciwnika i ten pierwszy mecz miał słodko-gorzki smak. Tydzień później grali z Hamburgerem i to starcie nie układało się za dobrze. W 58. minucie Bobby Wood otworzył wynik spotkania i podopieczni Rogera Schmidta znaleźli się w tarapatach. Ostatnią deską ratunku było postawienie na młodego Fina, który miał postraszyć z przodu. Tego, co wydarzyło się w ciągu kolejnych osiemnastu minut, nie spodziewał się raczej nikt. Pohjanpalo skompletował hat-tricka, zapewnił Bayerowi zwycięstwo i łącznie w ciągu 30. minut w Bundeslidzie miał na koncie już 4 trafienia.

Miałem za dużo adrenaliny we krwi, ale byłem pewien, że jeśli piłka przyjdzie do mnie, będę strzelał – mówił Pohjanpalo w wywiadzie dla oficjalnej strony Bundesligi po meczu z Hamburgiem w 2016 roku.

Piękny początek został później przysłonięty pierwszą kontuzją, jaką było złamanie kości śródstopia. Ostatecznie w swoim debiutanckim sezonie napastnik Bayeru łącznie skompletował 6 trafień w 11 meczach. Jak się okazało, problemy zdrowotne już na stałe zaczęły towarzyszyć obiecująco zapowiadającemu się piłkarzowi. Przez kolejne 2 lata zagrał tylko w kilku meczach, borykając się notorycznie z kontuzjami. Maszyna do strzelania bramek przestała być sprawna i wielka kariera stanęła pod zapytania.

Podczas jednej z diagnoz usłyszał od lekarza wstrząsające słowa, że jego kostka praktycznie się topi i dalsza gra w piłkę może być niemożliwa. Jego przyjaciele i bliscy podkreślali, że Joel wyglądał wtedy fatalnie, był rozbity emocjonalnie. Nigdy jednak się nie poddał i robił wszystko, żeby powrócić na boisko. Promyczkiem nadziei był sezon 19/20, kiedy został wypożyczony do Hamburga – ponownie o bramkostrzelnym Finie usłyszały całe Niemcy. W 14 meczach wpisał się dziewięciokrotnie na listę strzelców i znów zobaczyliśmy piłkarza sprzed poważnych urazów.

Ostatnim przystankiem był Union Berlin, gdzie w 20 spotkaniach strzelił 6 bramek. Na uwagę zasługuje jego występ z Werderem Brema, kiedy skompletował hat-tricka w zaledwie 15 minut, co dało drugi najlepszy wynik w sezonie spośród topowych lig europejskich.

W międzyczasie wraz z kadrą osiągnął historyczny sukces, awansując po raz pierwszy do finałów mistrzostw Europy. Los dla finów nie był łaskawy, bo trafili do dość trudnej grupy z Belgią, Danią i Rosją. Pierwsze spotkanie z Duńczykami przysłonięte było tragedią Christiana Eriksena, ale gdy piłkarze wrócili na murawę, to oczy całej Finlandii zwrócone były ku Joelowi Pohjanpalo. 26-latek wykorzystał dogranie Jere Uronena i zdobył pierwszą bramkę dla swojej reprezentacji, która ostatecznie dała zwycięstwo w meczu otwarcia. Oprócz zdobycia jakże cennego gola, napastnik wykazał się ogromną kulturą i szacunkiem w stosunku do przewiezionego chwilę wcześniej do szpitala przeciwnika, nie celebrując radości po zdobytym trafieniu.

Jeszcze 3 lata temu wydawało się, że światełko w tunelu powoli gaśnie, a lekarze nie pozostawiają wątpliwości, a mimo wszystko bohater ostatnich dni pokonał wyboistą drogą i spełnił jedno ze swoich marzeń. Poza golem z Duńczykami, to do siatki również trafił z Rosjanami, ale bramka po analizie VAR została cofnięta. Teraz ma przed sobą szansę na wyjście z grupy, ale na drodze stanie jeden z faworytów, czyli reprezentacja Belgii, z Lukaku, Hazardem i De Bruyne w składzie. Bez względu na wynik, to Pohjanpalo i cała kadra Finlandii są wygranymi tej imprezy, bo trener Markku Kanerva stworzył solidny zespół, a Joel napisał piękną historię.

Dominik Pasternak